Polityka

Czy minister Sikorski działa ad hoc?

 Działania dyplomacji zawsze muszą, a przynajmniej powinny być kluczowym elementem prowadzenia polityki w ogóle. Z zasady za dyplomację odpowiadają ludzie o najwyższej pozycji administracyjnej w strukturach władz państwowych, jak również cieszący się niezachwianym zaufaniem przywódców, albowiem dyplomacja jest tak niesłychanie ważną dziedziną, że nie można jej powierzyć byle, komu kto może zachowywać się w sposób nieobliczalny lub np. co chyba jest najgorsze – działać na własną rękę – zgodnie z zasadą – „uprawy własnego poletka”. O ile, bowiem w przypadku praktycznie wszystkich innych działów administracji rządowej – oczywiście poza finansami – można powiedzieć, że ministrowie w zasadzie uprawiają swoje poletka z mniejszym lub jeszcze mniejszym skutkiem pozytywnym dla biegu spraw publicznych, to właśnie dyplomacja jest tą dziedziną, która jest wyrazem polityki rządu/państwa w ogóle i musi być pod bieżącym bardzo ścisłym nadzorem, zapewniającym pełną spójność triady: oczekiwań, możliwości i działań. Jest to bardzo ważne, wręcz kluczowe i nie można dopuścić do rozejścia się tej triady, gdyż wówczas kraj bywa stawiany w dziwnej sytuacji, gdyż oczekiwania wynikają z potrzeb, możliwości zawsze są ograniczone a działania mające wykorzystać możliwości w celu spełnienia oczekiwań bywają nietrafione.

Szef polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych pan Radosław Sikorski zachował się w sposób niewytłumaczalny w sprawie wniosku, o poruszenie kwestii zwrotu wraku Tupolewa przez dyplomację Unii Europejskiej. Wszystko wskazuje na to, że jego wniosek do szefowej unijnej dyplomacji Catherine Ashton miał charakter ustnej prośby osobistej, nie został poprzedzony konsultacjami z najważniejszymi partnerami unijnymi! W tym kontekście szokuje jego oświadczenie podczas ostatniego spotkania z Siergiejem Ławrowem – szefem dyplomacji rosyjskiej, podczas którego polski minister stwierdził – powołując się na słowa premiera i prezydenta, że dopóki wrak Tu 154m nie powróci do Polski to będzie obciążeniem dla naszych stosunków. Jeżeli bowiem było to celowe oświadczenie strony polskiej – poparte stanowiskiem przywołanych przez pana ministra oficjeli, to trzeba się dziwić, że nie doszło do skandalu dyplomatycznego, albowiem to coś o wiele więcej niż proszenie pani Ashton o drobną dyplomatyczną przysługę.

Jeżeli nasze państwo wysłało swojego ministra spraw zagranicznych, żeby de facto – zawiesił stosunki pomiędzy naszymi państwami na kołku, – którego rolę pełni kilkadziesiąt ton lotniczego złomu to znaczy, że chyba ani oczekiwania, ani możliwości nie zostały należycie uwzględnione. Czy to jest, bowiem normalne, żeby pójść na własne życzenie na przegraną konfrontację? Przecież Rosjanie doskonale wiedzą, co powoduje wrak gnijący na ich lotnisku w polskiej polityce i jak bardzo mogą wpływać na sprawy wewnętrzne w naszym kraju – umiejętnie postępując w sprawie zwrotu. Nie trzeba tego im uświadamiać, natomiast samo powiedzenie tego wprost przez ministra, – o czym wiemy z relacji prasowych to już w ogóle wyraz słabości, na zasadzie – prosimy oddajcie nam nasze, bo jest nasze i tego potrzebujemy. To się do kupy nie składa! Z jednej strony prosimy Unię Europejską w sposób maksymalnie nieudolny i nieskuteczny, z drugiej dwie najważniejsze – decyzyjne osoby w państwie (marszałek Sejmu w tej konfiguracji personalnej się nie liczy – nie jest decyzyjna) mówią wprost pod adresem państwa rosyjskiego, że nie ma dla nas ważniejszej sprawy w relacjach dwustronnych niż jak najszybsze odzyskanie wraku, a do tego wszystkiego minister wykłada przysłowiową kawę na ławę i apeluje wprost!? Może się do tego jeszcze zbiorowo rozpłaczmy przed rosyjską ambasadą w Warszawie!

Cyrk? Komedia pomyłek? Może przeciwnie – jesteśmy tak niesłychanie silnym państwem, że musimy się osłabić poprzez „ministerstwo śmiesznych kroków”, które swoją nieskoordynowaną polityką oświadczeń na scenie międzynarodowej powoduje, że partnerzy i adwersarze nie traktują nas poważnie – szczerze rechocząc na samą myśl, że Polacy żyją dla odzyskania kilku ton złomu aluminium lotniczego. To naprawdę coś niesamowitego i niemającego precedensu. Przecież to nie jest możliwe, żeby inteligentny człowiek, – jakim bezwzględnie jest pan Sikorski i z tak olbrzymim doświadczeniem osobistym i dyplomatycznym, jakie on posiada – mógł świadomie doprowadzić do sytuacji, w której jest proszącym się z garnuszkiem o swoje – przy podkreślmy, bo to jest najważniejsze – całej świadomości, że zostanie odprawiony i prawie poszczuty psami! Czy to jest jakieś zbiorowe zachowanie sado-masochistyczne? No, bo jak inaczej to nazwać? Samobiczowanie? Albo, – jeżeli Rosjanie nas raz w roku porządnie nie upokorzą, to nie jesteśmy Polakami?

W międzyczasie na użytek wewnętrzny, żeby pokazać, – „że się dzieje” Ministerstwo Spraw Zagranicznych publikuje „Kalendarium działań podejmowanych przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych na rzecz zwrotu wraku samolotu TU-154M” Czy to jest kalendarium niemocy państwa polskiego? O co w tym chodzi i po co to zostało zrobione? Kto ma być adresatem tego zestawienia? Czy nasi dyplomaci rozumieją sztukę dyplomacji, jako umiejętność administracyjnego dokumentowania poszczególnych czynności (łapanie króliczka), czy też skutki działań, o których nie ma nawet potrzeby mówić, albowiem się dzieją i jako takie są najważniejsze i siłą rzeczy bezcenne? Przepraszamy najmocniej, ale co to obchodzi zwykłego obywatela, że np. w lipcu 2012 roku pan minister Sikorski odbył rozmowę telefoniczną z panem ministrem Ławrowem? Co z tego wynika? Jak mamy rozumieć, – jako ciąg zdarzeń bez efektu? Budowaliśmy, staraliśmy się, robiliśmy ile mogliśmy, ale w ostateczności się nam nie udało? Doceńcie państwo, że się, chociaż staramy? Przecież to bez sensu! Sprawa w całości się nie składa. Czyżby ktoś się bronił przed gniewem premiera, który zapowiadał zmiany w rządzie?

Całość wygląda mniej więcej w taki sposób, jakby najważniejsi politycy w kraju – zniecierpliwieni, że „w sprawie wraku” nic się nie dzieje – od pewnego momentu zaczęli naciskać na ministra spraw zagranicznych, żeby ten „coś zrobił”, bo przecież „to jego działka” i ma „pogadać z ruskimi” i „sprawę załatwić”, a jak nie to ma „coś innego wymyślić”. Po czym – prawdopodobnie – zapędzony w kozi róg minister ad hoc, podejmuje nagłe działania, dodatkowo nakazując pracownikom udokumentować cały ciąg starań w postaci takiego wyliczenia na stronie internetowej jak przywołane wcześniej. Mamy, zatem – na szybko próbę otrzymania pomocy od Europejczyków, na szczęście jeszcze nie prosiliśmy o to amerykanów i chińczyków, jednakże wszystko, co mogliśmy to wyżalić się w rękaw ministra Ławrowa, podnosząc, że bez kwestii wraku nie ma w ogóle mowy o czymkolwiek.

To teraz czekajmy na zimowe „problemy” z transferem gazu i ropy…

4 komentarze

  1. Drogi panie! Ja bym nawet zapytał nie o to czy on działa przypadkowo, ja bym zapytał w interesie jakiego kraju on działa!

  2. Ministerstwo Szkod Zagranicznych chyba generalnie dziala ad hoc, co wielokrotnie udowodnilo, dyplomatycznie aplikujac po prostu znana polska zasade “jakos to bedzie”.
    A blagania Sikorskiego w sprawie zlomu, to wedlug mnie proba odebrania czesci elektoratu Jaroslawowi. W koncu to bardzo medialny temat jest, a ile relikwii sie da zrobic jak juz przywioza.

  3. Aby nie byc goloslownym na temat szkodliwosci dzialan MSZ podam dwa przyklady.
    W momencie kiedy Mongolia przezywa prawdziwy boom na surowce kopalne, w tym wegiel, MSZ zamyka tam placowke, zamiast zwiekszyc liczbe wizyt i pomoc polskim firmom z tej branzy. Nie da sie, tacy wolnorynkowi jestesmy i tak dalej. A pan Hollande to w czyim towarzystwie do Polski przyjaechal, jak nie przedsiebiorcow sie pytam?
    Nastepny przyklad to Mjanmar (Birma), ktora otwiera sie na swiat i zaczyna robic z nim interesy. MSZ cofa wsparcie dla Mjanmy. Piramidalna wrecz glupota. Interesy robi zas Bialorus, wysylajac spore delegacje z firmami na czele, co przekalda sie na umowy handlowe. Bialorus ma z Birma juz w tej chwili wieksza wymiane niz Polska, a co jeszcze ciekawsze jest to dodatni bilans (przewaga eksportu nad importem).
    Niestety ta fiksacja na punkcie UE i USA, zarowno MSZtu, jak i jego szefa, zaczyna coraz wiecej kosztowac utraconych korzysci dla polskich firm, co z kolei przeklada sie na dziadowanie zwyklych obywateli.

  4. Ministerstwo Śmiesznych Kroków!!! Raczej – rozpaczliwych!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.