Soft Power

Czy mamy tolerować to, że mają nas za małpy?

 Niezwykle trudno jest nam Polakom wyobrazić sobie złożoność reguł rządzących brytyjskim społeczeństwem. Monarchia wielonarodowościowa, w której każda narodowość od wieków pielęgnuje swoją odrębność, w której do niedawna trwała wojna domowa a zamachy terrorystyczne były standardem. Obecnie zamachowców z IRA zastąpili radykalni muzułmanie, a na tygiel etniczny i mieszankę kulturową, którą stanowi głównie Londyn – nałożyła się jeszcze masowa polska emigracja zarobkowo-bytowa.

To do czego na masową skalę dopuszczono pod względem otwarcia na emigrantów w Wielkiej Brytanii – może i ma prawo oburzać część jej obywateli, dlatego nie dziwmy się że to na naszych rodakach jako najnowszej zbiorowości koncentruje się świadomość tabloidów, a co za tym idzie ksenofobiczne i wrogie postawy części obywateli Wielkiej Brytanii.

Jednakże sądząc po najnowszych doniesieniach, sytuacja powoli dochodzi zbyt daleko, a w zasadnie poszła już zbyt daleko. Brytyjczycy przy okazji wylali dziecko z kąpielą, traumę związaną z konsekwencjami wieloletniego otwarcia państwa na emigrantów przelewają teraz na Polaków! Oczywiście musimy rozumieć, że trwa tam kolejna odsłona kampanii wyborczej, ale w niedawnej mowie tronowej królowej – będącej czymś na kształt expose na temat linii polityki rządu zawarte były jasne odwołania do zmiany polityki emigracyjnej. W związku z powyższym można to odczytywać jako wyraźne sygnały wskazujące na zmianę koniunktury na emigrantów.

Na to wszystko nakłada się jeszcze aspekt ewentualnej secesji Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, z czym byłby jeszcze związany ewentualny scenariusz jej rozpadu, ponieważ Szkocja może chcieć skorzystać na przywilejach Unii Europejskiej i „zrzucić jarzmo królestwa”. To wszystko powoduje, że przestaje być śmiesznie i ewentualne wystąpienia polskiego rządu w obronie praw naszej mniejszości na wyspach – powinny raczej odwoływać się do tradycyjnych dobrych kontaktów i relacji (dalej udając, że nie mamy pretensji do Brytyjczyków za to jak nam pomogli w II Wojnie Światowej i po niej, oraz jak potraktowali Polaków z Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie) – niż żądać twardego egzekwowania unijnego prawa w zakresie niedyskryminacji. Przy czym warto pamiętać o porażce jaką nasze rządy odniosły w przypadku próby uregulowania statusu mniejszości polskiej w Niemczech, dlatego też nie należy się spodziewać sukcesu w Wielkiej Brytanii, która już w ogóle się Polską nie przejmuje.

Nic nie szkodzi równolegle prowadzić działania mające na celu zmianę charakteru polskiej wspólnoty narodowej na wyspach brytyjskich, chociażby poprzez zapewnianie okresowego darmowego transportu – dla tych wszystkich, którym się tam kompletnie nie udało i nie mają co ze sobą zrobić. Przynajmniej na tyle możemy pomóc naszym rodakom, być może przywiezienie do kraju i pomoc w odnalezieniu się w miejscowych realiach będą działały na nich stymulująco.

Nie może być tak, żebyśmy zupełnie biernie przyglądali się poniżaniu naszej narodowości. Jakaś reakcja musi być, ponieważ poniżania dopuszczają się brytyjskie organizacje polityczne! To już jest coś czego można się trzymać w ewentualnym domaganiu się sprostowań i nawet delegalizacji organizacji i ukarania osób winnych ksenofobii. Nie ma przy tym znaczenia do jakiego wiersza odnosił się tekst na brytyjskiej ulotce, liczy się to co spowodował. Podobne działanie wobec mniejszości czarnoskórej lub islamskiej spowodowałoby podpalenie przedmieść Londynu i wybuchy społecznego niepokoju tych wojowniczo nastawionych mniejszości kulturowych w wieli miejscach w Wielkiej Brytanii, tymczasem spokojni Polacy, przyjmują poniżające obelgi ze spokojem ducha, prawdopodobnie w wielu przypadkach nawet nie rozumiejąc językowo, że są poniżani.

Sprawa ma charakter prestiżowy i będzie się ponawiać. Jest wieloaspektowa i zarazem rozgrywana na kilku poziomach. Jest oczywistym, że nacjonaliści próbują wykorzystać polską mniejszość jako klucz do podniesienia tematu mniejszości narodowych na wyspach w ogóle. Jednakże to nie jest jeszcze powód, żeby nas nazywać małpami, a my żebyśmy mieli z tego powodu milczeć. W tej chwili stawką w grze jest status polskiej wspólnoty narodowej – jako jednej wśród wielu innych na wyspach. Jak zauważono powyżej – Polacy się nie zbuntowali i nie podpalili dzielnicy w Londynie lub dwóch dzielnic. Być może właśnie takie działanie – uzmysłowiłoby brytyjskim kmiotkom, że Polacy są jednak nieco innego charakteru mniejszością niż mniejszości kulturowe, które przez lata ochoczo do swojego kraju wpuszczali.

Całość zdarzeń ma to znaczenie, że oddziałuje na sposób postrzegania Wielkiej Brytanii i Brytyjczyków w Polsce, a jeżeli Polacy znienawidzą Brytyjczyków za to jak traktują Polaków na odległość, to będzie znaczyło że działo się w tych sprawach bardzo źle.

One Comment

  1. Szanujące się Państwo już by interweniowało.
    Ale my mamy bardzo słabo działające MSZ.
    Na jego czele stoi niby angielski dżentelmen, więc dlaczego miałby interweniować w interesie POLSKIEGO PLEBSU?
    Przykre.
    Jeśli chcemy utrzymania tej skandalicznej sytuacji – głosujmy dalej na PO-PiS, bo Pan Minister Radosław S. był w rządach obu tych partii.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.