Czy mamy prawo obawiać się HIV/AIDS?

Który rodzic wyśle swoje dziecko do przedszkola, o którym byłoby wiadomo, że są w nim dzieci chore na HIV/AIDS? Kto z państwa chciałby mieszkać w sąsiedztwie osób chorych na tą chorobę, – jeżeli miałby prawo do świadomego wyboru? Wreszcie, kto zaakceptowałby chorego na HIV/AIDS w swoim środowisku pracy, jako współpracownika, może szefa?

Problem ma dwie strony z jednej jest majestat dramatycznej i śmiertelnej choroby i towarzyszące jej strach i ludzki lęk, a z drugiej strony mamy prawdo ludzi do bezpiecznego życia – bez ryzyka nawet przypadkowego zarażenia się chorobą, którą nie sposób się zarazić w przypadku zdrowej populacji – bez osobników pozytywnych.

Z jednej strony jesteśmy zobowiązani, jako społeczeństwo do humanitarnego traktowania chorych, ponieważ tego po prostu wymaga przyzwoitość, jednakże równolegle mamy pełne prawo chronić siebie, swoje dzieci i swój styl życia przed zagrożeniami, jakie wiążą się z obecnością osób chorych na HIV/AIDS, jak również osób z grup społecznych – szczególnie zagrożonych zarażeniem się tą okrutną chorobą.

Uwaga chodzi o odczarowanie z poprawności politycznej problemu, przed jakim stoi nasze społeczeństwo – nie mówimy, bowiem o dyskryminacji, oznaczaniu lub izolowaniu osób chorych ze społeczeństwa, ponieważ naruszałoby to prawa człowieka i prawa obywatelskie osób chorych, ale o prawie osób zdrowych do bycia informowanym, a to w konsekwencji oznacza ochronę stanu zdrowia. Nic, bowiem tak nie zabezpiecza przez HIV/AIDS jak profilaktyka, której podstawą jest wiedza o głównych ogniskach występowania tej choroby. Podstawą ograniczania ryzyka zachorowania jest unikanie pewnego rodzaju kontaktów z osobami chorymi, jak również izolowanie ich poprzez ograniczenie swobody nieskrępowanego udziału we wszystkich aspektach interakcji w życiu społecznym i publicznym. Chodzi o banalne kwestie – jak obowiązek zakaz oddawania krwi, informowanie stomatologa (są specjalne gabinety), powstrzymywanie się od stosunków seksualnych itp. no i właśnie tutaj zaczynają się problemy, ponieważ jak zagwarantować bez stygmatyzacji – kontrolę zachowań osób chorych? Przy tym, bez łamania ich praw, a jedynie ograniczania ich tylko i wyłącznie o tyle, o ile ma to znaczenie zdrowotne dla reszty populacji (bezpośrednio chroni przed rozprzestrzenianiem się choroby).

Jest oczywistym, że w obecnym stanie prawnym stygmatyzacja osób, nawet poprzez dostrzegalny jedynie dla uprawnionych użytkowników systemu – kod elektroniczny – jest niezgodna z prawem. Jednakże, czy musimy przez to godzić się na ryzyko świadomego zarażania HIV/AISDS przez osoby pozbawione hamulców moralnych – celowo zarażających „z zemsty” zdrowych członków społeczeństwa – oferując usługi seksualne? Nie tak dawno Warszawę przeraził przypadek Simona Moleke Njie, pisarza pochodzenia kameruńskiego, który świadomie zarażał chorobą. W świetle różnych doniesień prasowych była mowa o kilkuset osobach w kręgu zagrożenia. Czy taki przypadek nie powinien nas upoważnić do ochrony społeczeństwa? Czy świadome zarażanie HIV/AIDS nie powinno być specjalnie penalizowane (jest)?

Problem polega na tym, że nawet, jeżeli osoba chora – zarazi w sposób nie świadomy, to trudno z tego tytułu wymagać od niej odszkodowania, ponieważ jako osoba przeważnie o średnich dochodach – sama może nie być w stanie opłacać swojego leczenia a co dopiero leczenia swojej ofiary. Co w związku z tym? Czy nie ma sposobu, żeby zadziałać przed wystąpieniem ryzyka zarażenia? Szanując prawa człowieka, ALE TAKŻE PRAWA LUDZI ZDROWYCH DO NIE PODLEGANIA POD ZWIĘKSZONE RYZYKO ZARAŻANIA! O czym się często zapomina – te prawa są równoważne

Rozwiązaniem problemu mogą być tylko i wyłącznie powszechne, obligatoryjne badania – realizowane na całej populacji (w określonych granicach wiekowych) przymusowo – kilka razy w roku, co najmniej 2 lub 3 razy – ze względu na czas inkubacji wirusa. Wyniki powinny być jawne, tak żeby społeczeństwo mogło samo decydować o tym, czy chce ponosić ryzyko – współżycia, współpracy, czy też nawet kontaktu z osobami chorymi, czy woli się od nich dobrowolnie odizolować, np. zmieniając przedszkole, pracę, miejsce zamieszkania itp.

Pamiętajmy o tym, że prawa osób chorych nie mogą oznaczać podwyższenia ryzyka osób zdrowych, jednakże system nie może nikogo wykluczać, zwłaszcza osób, które zostały zarażone przez przypadek lub w wyniku przestępstwa.

Państwo – ma obowiązek wspierać i leczyć osoby chore, ale zarazem ma taki sam obowiązek o ile nie większy – do profilaktyki i ochrony zdrowej części populacji przed rozprzestrzenianiem się tej dramatycznej choroby. Z pewnością na jej leczenie należy przeznaczać więcej pieniędzy. A przede wszystkim potrzeba solidarności i zrozumienia z chorymi, ponieważ co zostało wielokrotnie stwierdzone przez oficjalne czynniki sanitarne i epidemiologiczne – ryzyko przeniesienia choroby z osoby zarażonej na osoby zdrowe przy zwykłych kontaktach (bez wymiany płynów ustrojowych) jest w standardowych sytuacjach praktycznie zerowe.

Szczegółowych informacji w tej kwestii należy szukać najlepiej u profesjonalistów zajmujących się problemem z ramienia państwa (Ministra Zdrowia) – Krajowe Centrum do spraw AIDS, udostępniające szereg niezwykle ciekawych publikacji, które w wystarczającym stopniu mogą służyć za źródło wiedzy dla osób poszukujących informacji a nie stereotypów i plotek – [tutaj]; a także niesłychanie ciekawe – wręcz nadzwyczajnie interesujące zbiory informacji prasowych na temat zagadnienia dostępne także na stronie Krajowego Centrum – [tutaj].

***
Do powyższego tekstu nadesłano artykuł polemiczny – serdecznie polecamy: “Czy mamy prawo obawiać się HCV?

7 thoughts on “Czy mamy prawo obawiać się HIV/AIDS?

  • 22 kwietnia 2013 o 11:40
    Permalink

    Bardzo odważny artykuł w obecnych, pokręconych czasach. Autor nie sugeruje rozwiązania, bo rozwiązania typu “aby wilk był syty i owca cała” chyba nie ma. Albo narażamy społeczeństwo w imię ochrony praw obywatelskich ludzi chorych (co się dzieje obecnie), albo stygmatyzujmy ich, aby chronić społeczeństwo.

    Tu się mogę podzielić własnym doświadczeniem, że gdy kiedyś trafiłem do Kuwejtu na krótki kontrakt, badano mnie na HIV trzykrotnie zanim dostałem wizę. I nie pyskowałem o moich prawach człowieka czy zamordyźmie szejka Al-Sabaha. Uznałem, że mają prawo wiedzieć, czy nie pozarażam im ich uroczych kobitek.

    Natomiast gdy Simon Njie przyjechał do Polski, nikt mu badań nie robił. A gdy wydało się co i jak, urzędasy odparły “no przecież to by pogwałciło jego prawa człowieka”.

    Oto różnica pomiędzy małym krajem arabskim a małą republiką eurokołchozu.

    Pozdrawiam Eurokołchoźników 🙂

    Odpowiedz
  • 22 kwietnia 2013 o 18:59
    Permalink

    W Polsce HIF/AIDS to tematy tabu.Natomiast społeczeństwo powinno być uświadamiane i to głównie w telewizji publicznej jak chronić się przed tą chorobą, jak się zachować w przypadku gdy spotykam się z osobami chorymi. Opieka nad chorym na AIDS/HIF wcale nie oznacza, że ja również muszę zachorować. Przyznaję, iż pomimo, że czytam wiele tekstów papierowych, ten temat też nie jest poruszany a powinien. W TVP ani razu nie zetknęłam się z poważną dyskusją na ten temat.Być może są to skutki dużych wpływów Krk na rzeczywistość polską.

    Odpowiedz
  • 27 kwietnia 2013 o 15:31
    Permalink

    Powszechne badania przeprowadzane kilka razy do roku to niestety utopia…budżet kraju tego nie udźwignie. Drugą kwestią jest zmuszenie kogoś do takiego badania. Proponuję zagłębić się również w temat HCV – wirusa na który narażeni są wszyscy, nie tylko konkretne grupy społeczne. Chorzy na HCV są znacznie w gorszej sytuacji niż chorzy na HIV, a społeczeństwo jest zupełnie nieświadome. Szpitale, gabinety stomatologiczne, studia tatuażu zakażają kolejne osoby, które żyją w nieświadomości wiele lat, przenosząc wirusa dalej. Tu nie ma nawet programu darmowych testów jak w przypadku HIV…

    Odpowiedz
  • 27 kwietnia 2013 o 16:25
    Permalink

    Cytując autora: “Z jednej strony jesteśmy zobowiązani, jako społeczeństwo do humanitarnego traktowania chorych, ponieważ tego po prostu wymaga przyzwoitość, jednakże równolegle mamy pełne prawo chronić siebie, swoje dzieci i swój styl życia przed zagrożeniami, jakie wiążą się z obecnością osób chorych na HIV/AIDS, jak również osób z grup społecznych – szczególnie zagrożonych zarażeniem się tą okrutną chorobą.” – Czy autor myśli, że problem HIV go nie dotyczy?

    Może oddalmy się na chwilę od HIV.

    Proszę zagłębić się w temat HCV. Wirus, który jest równie dramatyczny w działaniu, i może dotyczyć każdego, a nie tylko określonych grup społecznych. To właśnie służba zdrowia generuje w Polsce najwięcej zakażeń tym wirusem, a to przecież miejsce, w którym powinniśmy być leczeni, a nie na odwrót. Często brak odpowiednich standardów higienicznych, sterylizacji sprzętu powoduje, że idąc do dentysty, salonu tatuażu, gabinetu kosmetycznego również możemy wyjść zakażeni HCV. Chorzy żyją w nieświadomości nawet 20 lat. Wirus ten powoduje już prawie 90tyś. zgonów rocznie w Europie.

    Państwo ma wiele obowiązków, których nie realizuje. Obligatoryjne, powszechne, badania na HIV są nierealne (W przypadku HCV tak samo). Budżet NFZ tego nie wytrzyma, a po drugie jak zmusić kogoś do wykonania testu?

    Chorzy na HCV są w znacznie gorszej sytuacji niż na HIV. Tu nie ma nawet darmowych testów, a problem jest powszechny. Nawet rodziny osób leczonych nie są objęte testami anty-HCV.

    Polsce przeciwciała anty-HCV ma ponad 730tyś. Leczonych jest tylko 50tyś.

    Teraz proszę się ponownie zastanowić nad prawem do zdrowego życia i dalszymi kwestiami poruszonymi w artykule.

    Odpowiedz
    • 27 kwietnia 2013 o 17:09
      Permalink

      Szanowny Panie/Pani

      Chętnie opublikujemy interesujący tekst w tym poruszonym w komentarzu temacie – zapraszamy do współpracy.

      redakcja

      Odpowiedz
    • 29 kwietnia 2013 o 16:51
      Permalink

      niedorzeczny to jest Twój komentarz Adamie, nie wpadłeś na to żeby napisać bo – a za tym bo zdobyć się na jakieś uzasadnienie ?

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.