Polityka

Czy mamy alternatywę poza Platformą Obywatelską?

 Wraz z zakończeniem wielkiej piłkarskiej imprezy, życie polityczne w kraju zacznie powracać do normy. Ponownie będziemy świadkami kolejnych aktów dramatu z brzozą w tle, modlitw na Krakowskim przedmieściu i pełnej nagonki na rządzących za niemoc w sprowadzeniu oryginalnego wraku tupolewa do kraju. Niestety znowu przyjdzie nam to wszystko wysłuchiwać i to w zestawieniu z coraz większą ilością jadu wylewanego ile się tylko da na rządzących.

Poszczególne reformy, tak skromnie zapowiadane w exposé przez premiera, wprowadza się z totalnym brakiem wyczucia i nierozumieniem rzeczywistości. Leki miały nie drożeć, a podrożały prawie wszystkie, w ogóle samo korzystanie dzisiaj z tzw. publicznej i darmowej służby zdrowia ma sens chyba tylko w przypadku ratowania życia i umówionych zabiegów wysokospecjalistycznych, wszystko to, co jest pomiędzy się nie liczy, po prostu służba zdrowia nie działa już prawie w ogóle.

Rząd dał przed wyborami kosztem samorządów stosunkowo znaczące podwyżki nauczycielom, wiedząc, że powinien zmniejszyć ich liczbę w skali kraju systemowo, albowiem stanowią totalne obciążenie samorządowych budżetów. Powstaje, zatem pytanie, czym były te podwyżki? Uśpieniem czujności liczącej się grupy społecznej – żeby nie wiedząc, co ich czeka głosowali „z wdzięczności” na dobrą władzę? Dzisiaj rząd w zasadzie już musi zwolnić znaczną ilość nauczycieli, albowiem po prostu nie mają, kogo uczyć, nie są i nie będą przez pewien czas potrzebni, do póki nie urodzi się wystarczająco dużo dzieci. A z tego, co się zapowiada to się raczej nie urodzi.

Rząd zlikwidował system emerytalny nabijający kieszenie zagranicznym koncernom, przyznając się zarazem do porażki, jako cały obóz liberalny i postsolidarnościowy, albowiem, o czym trzeba pamiętać szaleństwo emerytur kapitałowych zawdzięczamy prawdopodobnie największemu psujowi w historii współczesnej Polski panu premierowi Jerzemu Buzkowi i jego okrytemu niesławą ministrowi Leszkowi Balcerowiczowi. To za ich rządów wprowadzono tą chorą reformę, która kosztowała nas, jako społeczeństwo grube miliardy złotych, płacone, co roku za „zarządzanie” wirtualnym długiem zaciąganym obligatoryjnie u naszego rządu. Podobnie chorego systemu chyba nikt nigdzie nie wymyślił, dlatego chwała obecnej władzy, że zlikwidowała te idiotyzmy, jednakże powstaje pytanie, dlaczego nie pociągnęła decydentów – winnych zamieszania do odpowiedzialności? Przydałoby się małe rozliczenie z własnym obozem, albowiem to w niczym nie zaszkodzi, a samooczyszczenie się może tylko pomóc. Być może niektórzy mędrcy, którzy z uporem maniaka wyświetlają Polakom liczniki, zrozumieliby, że część galopady cyferek zawdzięczamy ich indywidualnej głupocie i krótkowzroczności.

Rząd wprowadził ogólne oszczędności, które odbijają się czkawką w samorządach, niezdolnych do inwestowania, albowiem wkłady własne do inwestycji mają i tak głównie z kredytów. Śmieszność sytuacji polega na tym, że banki im w zasadzie bardzo chętnie pożyczają, jednak, że w obecnej sytuacji jest z tym o wiele trudniej. Szkoda, że w rządzie nikt nie chce pamiętać, że to samorządy są najważniejszymi inwestorami w kraju.

Prawdopodobnie jeszcze szereg kolejnych kwestii nasz rząd nam mniej lub bardziej nieudolnie zepsuje, ostatnio na celowniku jednego z ministerstw znalazła się kwestia metropolitalna. Żeby było po polsku, zagadnieniem tym zajmuje się ministerstwo administracji i cyfryzacji, a nie rozwoju regionalnego – wyspecjalizowane w kwestiach związanych z rozwojem regionalnym i samorządami w ogóle.

Jednakże, trzeba się zastanowić czy mamy alternatywę? Czy Donald Tusk ma godnego siebie przeciwnika, a obóz Platformy Obywatelskiej, będący prawdziwą polityczną potęgą, czy ma jakąkolwiek adekwatną do skali wyzwań konkurencję?

Prawo i Sprawiedliwość ze względów moralnych trudno uznać za zdolne do sprawowania władzy, partia ta już pokazała, co potrafi, jej rządy skończyły się haniebnym obniżeniem podatków dla najbogatszych i licznymi aferami, ze śmiercią jednej z osób w tle i upadkiem polskiej transplantologii. Nie można reformować kraju w sposób rewolucyjny, zamykanie lekarzy w więzieniach, nawet, jeżeli biorą łapówki, bez dania im szansy nawet na wytłumaczenie się. Co ważniejsze, cały „wielki projekt” PiS to niestety w dominującej większości bajanie w oparach helu. Trzeba to pozytywnie odnotować, że ta partia ma przynajmniej jakąś koncepcję ogólną reform i zmian. Jednakże nie da się podejść do kraju z takimi kłopotami jak nasz z retoryką skrajnie socjalistyczną, oferującą rozdawnictwo socjalne na skalę większą niż obecna. Natomiast liczne pomysły etatystyczne zasługują, co najmniej na dokładną analizę, albowiem, jeżeli dla ich realizacji można byłoby zyskać konsensus tej największej partii opozycyjnej, to warto spróbować. Odrębnym problemem jest podział środowiska prawicowego na kilka mniejszych podobozów, w tym dwie ujawnione partie. Podmioty te, grają na własnych liderów, już w pełnym oderwaniu od jakiegokolwiek politycznego sporu w kraju. Brak pragmatyzmu, podział i program rozdawnictwa socjalnego dyskwalifikuje prawicę.

Sojusz Lewicy Demokratycznej, być może ma nawet zdolność koalicyjną, jednak ta partia ewoluuje w stronę kanapy obstawionej w około kanapeczkami z kawiorem! Nie ma programu przełomowego, zdolnego zaproponować nowy paradygmat rozwoju oparty na „czymś nowym” i innym od tego, co prezentowały wszystkie rządzące naszym krajem formacje do tej pory. SLD w istocie to takie PO bis, z tą różnicą, że mielibyśmy nieco więcej retoryki antyklerykalnej, ponieważ Kościół staje się ostatnimi czasy bardzo wdzięcznym celem dla wszelkich ataków. Generalnie na tą partię w jej nowym-starym wydaniu nie ma, co już liczyć, odejście i wyśmianie tradycyjnej retoryki klasowej mści się dzisiaj na „socjaldemokratach”, albowiem nikt nie chce ich słuchać. Różowe baloniki i przemówienia antyklerykalne nie interesują ludzi, którzy nie mają pracy, perspektyw, a komornik czyha na ich dom. Niestety nie da się rządzić krajem, gdzie ludzie mają kładąc się puste żołądki, jeżeli samemu ma się zapchane usta kawiorem, a pośladki przyzwyczajone do skórzanych kanap w luksusowych arystokratycznych limuzynach. Każde słowa kawiorowej elity są w oczach wynędzniałego społeczeństwa fałszem.

Ruch Palikota, okazał się zgodnie z przewidywaniami – dodatkowymi ławami Platformy Obywatelskiej, ta grupa polityczna, reprezentuje raczej wyraz społecznego buntu i flash mobilizacji, a nie rzeczywisty ruch obywatelskiego i oddolnego działania. Nie ma tam miejsca na jakiekolwiek idee, poza retoryką opcji skrajnych nic nikogo nie zainteresuje, a z czasem nawet kolorowi przebierańcy się znudzą. Natomiast legalizacja narkotyków, to odrębny problem, jednakże również niszowy. Jeżeli ktoś chce zrobić z naszego kraju palarnie marihuany, należy mu się przeciwstawić, aczkolwiek faktycznie ta dziedzina wymaga przemyślenia sposobu uregulowania, albowiem np. przeznaczenie tej rośliny do celów medycznych stwarza zupełnie nowe możliwości w leczeniu wielu ciężkich chorób. Dlatego też, Ruch Palikota poza niszami, w które się wcelował nie ma nic do zaoferowania. Zresztą w tej organizacji liczy się tylko lider i jego udział w wyborach prezydenckich, nic innego nie ma znaczenia, przeminie jak wiatr na stepie. Nie można powierzyć sterów kraju człowiekowi, który ma wiele twarzy i jest nieskończenie elastyczny, od polityków trzeba wymagać kośćca moralno-ideologicznego, czymkolwiek by on w praktyce nie był.

Polskie Stronnictwo Ludowe to partia interesu klasowego ludności wiejskiej i małomiasteczkowej. Jej największym zasobem są lokalne struktury, przez lata pieczołowicie rozbudowywane i z wielką troską rozwijane przez tego samego od zawsze lidera. Waldemar Pawlak to polityk wielkiego formatu, państwowiec, o wyjątkowym wyczuciu politycznym, jednakże nie można od niego oczekiwać wzniesienia się ponad interes klasowy grupy społecznej, którą reprezentuje. To wielka szkoda i strata, albowiem polityk ten, jest jednym z najbardziej pragmatycznych i twardo stąpających po ziemi polskich polityków. Nie da się pokładać nadziei w tych, co nas „żywią i bronią”, ponieważ żywią się głównie naszym kosztem, żywnością z dyskontów, a o obronie to w ogóle szkoda słów.

Czy, któraś z powyższych opcji politycznych jest w stanie zagrozić wszechmocy Platformy Obywatelskiej? Co trzeba byłoby zaproponować Polakom, żeby zgodzili się głosować na partię i jej program w znaczeniu pozytywnym? Bo scenariusz wyboru mniejszego zła i zohydzania rzeczywistości przez pokazywanie negatywnych cech konkurencji znamy doskonale. Natomiast nasz problem, jako państwa polega na tym, że niestety obecnie nie ma środowiska zdolnego wziąć odpowiedzialność za państwo, wypierając Platformę Obywatelską. Dlatego jednym z możliwych scenariuszy może się okazać poważne przetasowanie i „rebranding” środowiska PO, w celu przedstawienia starego układu w nowych barwach.

Niestety możemy nie mieć wyjścia i staniemy przed koniecznością głosowania na tych samych ludzi, w innej konstelacji personalnej, pod innymi hasłami, których przecież i tak nikt nie czyta, a nawet, jeżeli to i tak nie bierze ich na serio – przynajmniej na tyle, żeby domagać się realizacji jakichkolwiek obietnic wyborczych.

Reasumując, nie ma alternatywy dla środowiska Platformy Obywatelskiej, przynajmniej tak długo jak nie wykształci się albo prawdziwa – zdolna do pragmatyzmu prawica, albo lewica, której nie będą obce ideały klasowe, lub nowy oddolny ruch obywatelski z oryginalnymi liderami lansującymi nowe idee społeczne, wynikające z potrzeb ludzi a niewysublimowanych potrzeb niszowych mniejszości.

Polska z pewnością potrzebuje wielkiego projektu, wielkich reform, wielkich ludzi. Co do tego nie ma wątpliwości zwłaszcza, że rzeczywistość, co, do której stałości byliśmy przekonani, ewoluuje – czas pokaże, czym będzie Unia Europejska za 10 lat.

One Comment

  1. Stach Głąbiński

    Bez uwag. A szkoda, bo z treści wynika, że perspektywy na przyszłość mamy mizerne.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.