Czy leczyć ludzi bez ubezpieczenia?

Kiedyś pewna piękna prezenterka telewizyjna oświadczyła, że skończył się w Polsce komunizm. Niestety nie miała racji, albowiem komunizmu w Polsce nigdy nie było, a skończył się okres sielankowego funkcjonowania w PRL, który bardziej odbierał niż dawał i bardziej zakazywał niż pozwalał, ale zbudował w naszym społeczeństwie pewien zestaw przyzwyczajeń i oczekiwań socjalnych od państwa, których spełnienia się spodziewamy, tylko dlatego ponieważ jesteśmy pięknymi, urodzonymi nad Wisłą Polakami.

Niestety te oczekiwania spotkały się z niewidzialną pięścią rynku, który w sposób totalny posegregował społeczeństwo na kasty, grupy, podgrupy – wedle kryteriów: zamożności umożliwiającej nielimitowany dostęp do usług opieki zdrowotnej oraz znajomości, także umożliwiających dostęp na podobnych zasadach ale bez płacenia lub z odpłatnością częściową. Niestety pewna grupa ludzi nie załapała się w ogóle do żadnej z klas społecznych i nie posiada ubezpieczenia zdrowotnego – nie jest za nich odprowadzana składka na ubezpieczenie zdrowotne, przez co osoby te nie dokładają się do wspólnego worka i nie mają prawa do „dobrodziejstw” korzystania z systemu.

Powstaje tutaj problem, czy leczyć osoby nieubezpieczone w publicznych placówkach służby zdrowia? Jeżeli tak, to w jakim zakresie? Czy w takim samym jak ubezpieczonych? Mniejszym? To znaczy jakim? Rozsądek i humanizm nakazuje bezwzględnie ratować życie każdego człowieka, nie oglądając się na koszty, jednakże z drugiej strony pojawia się problem – co zrobić jeżeli o świadczenie ratujące życie (o stopień nie będziemy się spierać) w mniej więcej tym samym czasie – konkuruje pacjent ubezpieczony z pacjentem nie ubezpieczonym? Którego wybrać? Wedle stanu zagrożenia? Czy też w ogóle nie powinno się brać pod uwagę pacjenta nie ubezpieczonego? Oczywiście, przy założeniu że dysponowalibyśmy systemem zdolnym do błyskawicznej identyfikacji i podania w ciągu sekund identyfikacji medycznej, czy dana osoba z całą pewnością podpada pod ubezpieczenie, czy nie? Prawda, że natychmiast zaczynają się problemy? No bo jak można uzależnić ratowanie ludzkiego życia od sprawdzenia, czy ktoś jest w bazie danych? Przecież to straszne i niehumanitarne!

Co jednakże w przypadku, gdy obcokrajowiec będący w Polsce przynosi swoje dziecko – ranne w niegroźnym wypadku, ale z zagrożeniem np. infekcji i powikłań? Co zrobić jeżeli wiadomo, że nie ma on czym zapłacić za bardzo drogo wyceniane procedury medyczne polskich szpitali? Ewentualnie co zrobić jeżeli to jest kobieta – z innego kraju, przebywająca tranzytem w Polsce i nie ma ubezpieczenia? Koszt porodu, ze wszystkimi świadczeniami, nie mówiąc już o powikłaniach to jakiś koszmar – sięgający kilku, może nawet kilkunastu tysięcy złotych (w zależności od skali niezbędnych dla bezpieczeństwa matki i płodu badań). Czy Rzeczpospolita ma to ufundować gościowi czy też zostawić kobietę krzyczącą w bólach samą sobie?

Na te pytania jest zawsze jedna odpowiedź – NIGDY NIE MOŻNA NIKOMU ODMÓWIĆ pomocy niezbędnej do ratowania życia i zdrowia. Na pytanie skąd brać pieniądze na leczenie „pasażerów na gapę” odpowiedź jest prosta – z systemu. System ściągania składki od ubezpieczonych powinien uwzględniać odpowiedni margines na osoby leczone poza systemowo. Przy czym jest oczywistym, że osoby nieubezpieczone, jeżeli nie mają środków na pokrycie kosztów leczenia, zabiegów, medykamentów, urządzeń medycznych – powinny otrzymywać jedynie podstawowy zakres świadczeń na poziomie umożliwiającym zabezpieczenie stanu zdrowia. Być może będzie to wyglądało często dramatycznie, ale nie ma innego wyjścia.

Natomiast, chory po wyleczeniu po prostu powinien zostać pouczony o posiadaniu długu wobec systemu opieki zdrowotnej – powinien zostać skatalogowany w taki sposób, żeby jego tożsamość nie budziła wątpliwości dla całego systemu. Jeżeli zdarzy się ponownie, że jako nieubezpieczony zostałby przywieziony do szpitala lub chciał w inny sposób skorzystać z placówek opieki zdrowotnej, to wówczas można mu odmówić, ewentualnie kierując taką osobę do placówek świadczących pomoc na zasadach charytatywnych lub do w ramach specjalnych programów pobytowych, skonstruowanych dla osób wychodzących z bezdomności, alkoholizmu itp., dramatycznych sytuacji życiowych. Jeżeli chory odmówi poddania się takim procedurom – wówczas na podstawie zgromadzonych danych można mu odmówić pomocy, ale jego stan ogólny należy opatrzyć i zabezpieczyć w takim stopniu, żeby nie stanowił zagrożenia epidemiologicznego dla otoczenia, co w praktyce może się równać okresowemu pozbawieniu wolności i zamknięciu na obserwację w ośrodku zamkniętym.

Tylko w ten sposób można do tego zagadnienia w sposób humanitarny podejść, trzeba wyeliminować tych, którzy wymuszają na systemie świadczenia lub po prostu oszukują, natomiast trzeba pomagać każdemu. W konsekwencji oznacza to niepopularny wzrost składki.

Jest przy tym wszystkim oczywiste, że jakakolwiek dyskryminacja – w konkurowaniu o dostęp do lekarza w stanach zagrożenia życia nie może być tolerowana.

4 komentarze do “Czy leczyć ludzi bez ubezpieczenia?

  • 4 września 2013 o 18:02
    Permalink

    Leczyć i już.
    Na tyle na ile nas stać.
    Mamy przecież XXI wiek i pomagamy biedakom w Afryce!

    Odpowiedz
  • 7 września 2013 o 20:52
    Permalink

    Nazwisko oraz wypowiedź pięknej prezenterki pamiętam.
    Teraz moje zdanie. Wymysł “osoba nieubezpieczona” to wymysł urzędników, zarabiających całkiem sporo i mówiących takim językiem, jak sobie życzy ich boss. Boss, który może wszystko, choćby np.zwolnić niewygodnego pracownika, który ma zdanie odrębne. Wszyscy powinni być leczeni równo na ile stać na to Państwo. Tego życzę również pięknej pani.

    Odpowiedz
  • 7 września 2013 o 21:20
    Permalink

    Skoro konstytucja gwarantuje nam bezpłatną służbę zdrowia to powinno starczyć polskie obywatelstwo i absolutnie NIC więcej…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.