Ekonomia

Czy kryzys ominie Polskę? (cz.1)

 Niedawno fora internetowe były pełne spekulacji o możliwości nadejścia globalnego kryzysu, który miał negatywnie wpłynąć również na polską gospodarkę oraz pośrednio na stopę życiową Polaków. Przewidywano, że głównymi przyczynami kryzysu będzie szybki przyrost ludności w państwach azjatyckich oraz wzrost zamożność obywateli w tych państwach. To miało przekładać się na wzrost zapotrzebowania na surowce energetyczne i wzrost ich cen na rynkach światowych. Innym zagrożeniem dla stabilności światowej gospodarki miała być ogromna nadwyżka dolarów wydrukowanych w Stanach Zjednoczonych, znacząco przekraczająca wartość towarów i surowców dostępnych na światowym rynku, oraz ogromne zadłużenie Stanów. Przytoczone czynniki grożące kryzysem światowym nie zniknęły, tyle że nie widać ich wyraźnego wpływu na stan światowej i polskiej gospodarki.

Przeciwnie, polska gospodarka rozwija się bardzo dobrze; obserwuje się wysokie nakłady inwestycyjne, duży popyt wewnętrzny i dużą produkcję przemysłową. Podobno w 2019 r. będziemy czwartą najszybciej rozwijającą się gospodarką na świecie, po ChRL, Indiach i Indonezji. Tyle, że szybki wzrost naszego PKB jest wynikiem nie tylko wzrostu inwestycji ale również dużej konsumpcji wewnętrznej. Tak na marginesie, można założyć, że jeżeli 500+ zostałoby zamienione na 1000+, to przyrost naszego PKB byłby jeszcze szybszy. A zamiana 500+ nad 2000+ przesunęła by nas na pierwsze miejsce w świecie pod względem przyrostu PKB.

Nasza gospodarka wygląda dobrze, zwłaszcza na tle gospodarki Niemiec, gdzie wystąpiły przestoje w przemyśle motoryzacyjnym co spowodowało spadek produkcja samochodów. Pomimo tego, że jesteśmy bardzo związani z gospodarką niemiecką, zupełnie dobrze wygląda nasz eksport do tego kraju.

Powstaje pytanie, czy ten nie najlepszy stan niemieckiej gospodarki nie jest zagrożeniem dla przyszłych zamówień w naszych montowniach samochodowych. Wydaje się, że aktualnie takiego zagrożenia nie ma. Płace w Polsce są wciąż prawie dwu- lub trzykrotnie niższe niż w państwach zachodnich. Dopóki jesteśmy wszyscy zanurzeni w kapitalizmie, gdzie liczy się zysk, a nie zbiorowe potrzeby obywateli, przenoszenie montowni do państw strefy Euro jest finansowo niekorzystne. Można przypuszczać, że trend jest odwrotny. Wzrost inwestycji w Polsce może być związany z przenoszeniem produkcji z Niemiec do naszego państwa co ma na  celu zaoszczędzenie na kosztach produkcji.

Jeżeli zaistnieje zagrożenie dla naszych montowni w przyszłości, to może być wynikiem rozpoczęcia, ciągle zawieszonej, wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi i Niemcami o eksport niemieckich samochodów. Pocieszające jest to, że większość niemieckich samochodów trafiających na rynek amerykański  jest produkowana w Meksyku. Drugim czynnikiem, który może w przyszłości osłabić zainteresowanie naszymi montowniami, jest słabe zainteresowanie niemieckiego przemysłu samochodami elektrycznymi. Samochody elektryczne są droższe w produkcji i utrzymaniu tyle, że to jednak właśnie takie pojazdy są przyszłościowe.

Przypuszczam, że największym zagrożenie dla stabilności ekonomicznej i politycznej w Polsce może być  zmiana Unii w obecnym kształcie na nową Unię z innymi regułami „gry”. Wiele osób przewiduje, że Unia Europejska w obecnym kształcie długo nie będzie trwała. Osobiście uważam, ze Niemcy nie zaryzykują rezygnacji z tego projektu, tyle że dwie największe gospodarki unijne, Niemcy i Francja wprowadzą do tego projektu gruntowne zmiany. Konieczność tych zmian wydaje się oczywista, jeżeli weźmiemy pod uwagę błędy jakie zostały popełnione. Np. wprowadzenie Grecji do Unii oraz przyzwolenie na przyjęcie przez nią Euro wprowadziło ją w stan permanentnej stagnacji. Diagnoza niemieckich ekspertów o tym, że Grecja może zapożyczać się w niemieckich bankach, ponieważ spłaci długi dochodami z turystyki, okazała się błędna. Jak grzyby po deszczu powstały konkurencyjne ośrodki wypoczynkowe w Turcji, Egipcie, południowej Portugalii i Hiszpanii. Grecja w tej konkurencji przegrała. Wydaje mi się, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem przerywającym permanentną  stagnację w Gracji jest uwolnienie jej od Euro i zgoda na powrót do swojej narodowej waluty. A to by była zmiana przepisów unijnych o strategicznym znaczeniu.

Autor: Mikołaj K.

5 komentarzy

  1. Genialne!
    Autor geniusz!
    […] że jeżeli 500+ zostałoby zamienione na 1000+, to przyrost naszego PKB byłby jeszcze szybszy […]
    […] Podobno w 2019 r. będziemy czwartą najszybciej rozwijającą się gospodarką na świecie, po ChRL, Indiach i Indonezji. […]
    Amen i Macondo!

  2. Świetnie przedstawione pryncypia.

  3. W zasadzie zgadzam się z wymową artykułu, ale mam kilka uzupełnień i uwag.
    1.
    Kryzys o skali globalnej rzeczywiście powstaje. Na razie można obserwować jego pierwsze oznaki, przy czym nie w Polsce, a w Chinach, USA i niektórych państwach Europy. Po części jest skutkiem wojen handlowych, a po części to naturalne fazy rozwojowe.
    2.
    Zanosi się, że już wkrótce zaczną ponownie spadać stopy procentowe w USA i powróci “dodruk”. W Europie to samo, a nawet mogą wrócić ujemne stopy, ku niezadowoleniu USA, które chciałyby deprecjacji dolara dla polepszenia swoich “warunków wymiany” (terms of trade).
    3.
    To prawda, wzrost naszego PKB jest napędzany głównie wzrostem konsumpcji, za co się zapłaci, ale w dopiero przyszłości. Teraz cieszymy się, że zamykamy huty, więc nie trzeba tak pilnie inwestować w nowe elektrownie. 🙂
    4.
    Przestoje w niemieckim przemyśle motoryzacyjnym i “pełne place postojowe” (na przełomie roku) nie były jeszcze spowodowane nadchodzącym kryzysem, ale wynikały raczej ze zmian tamtejszych regulacji prawnych. Nie dotyczyło to przecież “niemieckich” fabryk w innych państwach europejskich.
    5.
    Niedawno Amerykanie wymusili zastąpienie NAFTA (North American Free Trade Agreement) przez USMCA (United States-Mexico-Canada Agreement). Oczywiście, z korzyścią dla siebie. Towarzyszyły temu dodatkowe (niekorzystne) warunki, które musieli spełnić ich partnerzy.
    6.
    Powiedziałbym, że zainteresowanie niemieckiego przemysłu samochodami elektrycznymi jest raczej duże, ale wiadomo, że tego typu zmiany wprowadza się stopniowo.
    7.
    Grecja w UE to nie problem, ale Grecja w strefie euro jest już problemem. To nie tak, że to Niemcy chętnie kredytowali Greków. Po prostu Grecy, chcący żyć na wyższym poziomie, sami zaciągali kredyty euro w SWOICH bankach, a za nie (dzięki TARGET2) kupowali np. niemieckie towary. Mieli taką możliwość, to korzystali. Zresztą tych ogromnych pieniędzy to Niemcy raczej nigdy już nie zobaczą. Głównie Niemcy utrzymują tę strefę, a “na łeb mają wylewane pomyje”, że odpowiadają za zniszczenie cudzego przemysłu. A trzeba było żyć biednie, a nie ponad stan, to problemu by nie było. Ale kto komu to wytłumaczy?

  4. No cóż w PRL nie potrzeba było 500+ itd., aby gospodarka się rozwijała. Mało tego, był to rozwój dość równomierny, gdzie każdy uczciwy i pracowity Polak znalazł dla siebie miejsce i bezpieczeństwo ekonomiczne, szanse na stopniową poprawę swego losu. Teraz wystarczy lekka perturbacja na rynku światowym i może zabraknąć na 500+, a jak spłacić zadłużenie z tego wynikające?

    Owszem, uwierzyłbym w rozwój i stabilizację gospodarki, gdyby u nas budowano fabryki z polskim kapitałem państwowym gwarantując pracę rodakom, gdyby zastopowano przyrost długu publicznego, a tego dobra zmiana nie dokonała. To co zrobiono to tylko sztuczne ożywienie gospodarki w interesie biznesu poprzez zastosowanie respiratora ekonomicznego w połączeniu z interesem politycznym.
    A takie są fakty podobno:
    “W trakcie rządów PiS zadłużenie Polski wzrosło o 110 mld zł. Średnio 3 mld zł w każdym miesiącu
    Zadłużenie Polski przebiło już granicę 1 biliona złotych. W latach 2016-18 zadłużyliśmy się na 110 mld zł. Średnio 3 mld zł w każdym miesiącu – mówi w rozmowie z Business Insider Polska prof. Dariusz Filar, ekonomista, były członek Rady Polityki Pieniężnej. Czym to może skutkować? Problem jest poważny, bo, jak przekonuje prof. Filar, choć zadłużenie względem PKB spada, to co stanie się, kiedy przestaniemy rosnąć w tempie ok. 5 proc. rocznie? – Nasza gospodarka zwolni, a wysokie zadłużenie zostanie. Będzie to miało swoje konsekwencje – ostrzega znany ekonomista.”
    https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/zadluzenie-polski-opinia-prof-dariusza-filara/47bkj9j

    “Rząd znacznie więcej wydaje na UE, spłatę odsetek od długu i koszty emerytur. Efektem jest deficyt budżetowy”
    http://www.niewygodne.info.pl/artykul9/04847-Rzad-wydaje-wiecej-na-UE-dlug-i-emerytury.htm

    “Gdyby nie “Jarkowe”, to budżet miałby dziś nadwyżkę. A tak mamy 2,2 mld zł deficytu, który trzeba pokryć długiem”
    http://www.niewygodne.info.pl/artykul9/04865-Gdyby-nie-Jarkowe-to-budzet-mialby-nadwyzke.htm

    Jest to więc podtrzymywanie niby rozwoju gospodarki, a raczej jej trwanie na respiratorze ekonomicznym kosztem zadłużenia publicznego. To nie jest zrównoważony rozwój tylko obrona przed upadkiem ekonomicznym poprzez dalsze zadłużanie się. Takie są efekty transformacji gospodarki realnego socjalizmu PRL, w gospodarkę liberalnego kapitalizmu w III RP. Politycy wszystkich opcji politycznych w III RP ponoszą za to pełną odpowiedzialność.

  5. To wstep a gdzie reszta ?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.