Paradygmat rozwoju

Czy kraje Zachodu chcą przystąpić do Chińskiej Republiki Ludowej?

 Niesamowite historie dzieją się na naszych oczach, oto właśnie obserwujemy jak państwa europejskie, jedno po drugim de facto zgłaszają akces przystąpienia do Chińskiej Republiki Ludowej. To jest naprawdę niesamowite i w swojej konstrukcji zaskakujące, wręcz szokujące dla tych nielicznych, którzy potrafią wyobrazić sobie skutki tego co się właśnie dzieje na świecie za sprawą mądrości politycznej, potęgi gospodarczej i autonomii kulturowej Chin ludowych, wynikającej wprost z wielkiego dziedzictwa i aktywnego wkładu Komunistycznej Partii Chin. To ludzi nastawionych ideowo i wierzących w idee, jak komunizm [mówimy o komunizmie jako o ideologicznym modelu systemu zarządzania] – naprawdę cieszy, albowiem widać, że ten wielki nurt filozoficzny oraz stworzony na jego podstawie system ustrojowy w Chinach zwycięża nad kapitalizmem. Co prawda w specyficznej wersji chińskiej, jednakże to tylko dobrze świadczy o wielkości idei, nadającej się do implementacji bez względu na kulturę i szerokość geograficzną. Można nawet zaryzykować tezę, że to co się teraz dzieje, to pierwszy poważny formalny dowód na to, że popełniliśmy błąd odchodząc od socjalistycznej formy państwa, jako sposobu na ustrojowo-prawne formowanie systemu państwowego. Droga ewolucji jaką wybrały Chiny pokazuje wielki triumf Komunizmu, Czerwony Sztandar Komunistycznej partii Chin właśnie jest rozpościerany i z dumą powiewa nad światem! To nie jest political fiction, to są fakty, to są realia. Możemy być dumni, że nasz kraj przyłącza się do tej wielkiej sprawy.

Idea powstania Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (Asian Infrastructure Investment Bank AIIB) to bezpośrednia konkurencja dla Banku Światowego i Azjatyckiego Banku Rozwoju (Asian Development Bank), jednakże w zamyśle chińskiej strategii soft and economic power, to coś o wiele więcej. To przeniesienie strategii „sznura pereł” na wyżyny wszelkiego planowania. Tym ruchem Chińczycy zgarniają całą stawkę, co więcej – budują nową rzeczywistość, w której sami będą wyznaczać standardy i warunki gry. Można powiedzieć, że Chińczycy zachowują się jak wygrany w wielkim kasynie, który właśnie z niego wychodzi i tuż obok stawia swoje własne – większe, lepsze i ładniejsze, wkładając w niego całą kasę wygraną u konkurencji, po czym szeroko otwierają drzwi z zaproszeniem do udziału w grze. Niestety już znaczonymi kartami i ruletką z hamulcem, ale o tym nikt na razie nie wie i się nie dowie, o wszystkim wiedzą tylko architekci.

Chiny podjęły działania prowadzące do umożliwienia sobie ekspansji ekonomicznej na cały świat, przy czym jak na razie interesuje ich najbardziej skoncentrowanie się na swoim regionie. USA i Japonia nie są w gronie uczestników przedsięwzięcia, oba kraje wypowiadają się o nim w sposób odczuwalnie niechętny doskonale rozumiejąc skalę przedsięwzięcia i wagę gry, która właśnie się zaczyna toczyć na rozwijanej na ich oczach i ku ich wściekłości w bezsilności planszy.

Spryt i mądrość Chińczyków polega na rozszerzeniu formuły, przedstawiającej ofertę praktycznie dla całego świata, albowiem oni tam skonsumują i kraje BRICS i kraje OPEC, agregują potencjał Federacji Rosyjskiej i wszystkich zainteresowanych, oczywiście z dystansu – nawet krajów europejskich, które naprawdę chcą chyba zostać tylko „małym półwyspem na zachodzie”. Postawa USA jest śmieszna, albowiem najpierw były sceptyczne, a potem jak ich sojusznicy pokłonili się przed Pekinem, zaczęli robić dobrą minę do złej gry, mówiąc ustami swoich urzędników o tym, że „zaakceptują” nową inicjatywę. To jest coś niesamowitego, właśnie widzimy, jak na naszych oczach USA przestają być super-potęgą, od tej chwili ten kraj jest co najwyżej równy politycznie Chinom, z tendencją do spadku znaczenia! Ameryka sama się zdeklasowała, a sojusznicy jej może jeszcze nie opuścili, ale dali wyraźny sygnał, że rozważają także inne sojusze. To musi być szok dla Białego Domu, o ile jest tam ktoś, kto potrafi zrozumieć rangę dziejących się obecnie niepozornie i w istocie za zamkniętymi drzwiami wydarzeń.

Idea banku jest prosta, ma dostarczać/generować bodźce do rozwoju krajów Azji, poprzez inwestycje. Każdy chyba rozumie, że w systemie pieniądza sztucznie kreowanego przez banki, w sposób dowolny, jeżeli tylko jesteś w tej skali, że możesz sobie pozwolić na luzowanie ilościowe, oznacza to możliwość generowania kredytów. Robią to banki na całym świecie, Zachód na iluzji kredytu zbudował PRAWIE CAŁĄ SWOJĄ POTĘGĘ (bo kapitały początkowe przeważnie komuś zrabował lub przejął to co zagrabiono wcześniej). Bank ten więc będzie działał w ten sposób, że po prostu będzie udzielał kredytów. Co to znaczy, można sobie banalnie wyobrazić, zwłaszcza jeżeli ktokolwiek z państwa brał kiedykolwiek jakikolwiek kredyt. Chodzi oczywiście o wszelkie „miękkie” czynniki mające wpływ na to, komu, ile i w jakiej kolejności, bank jest skłonny udzielić kredytu. To naprawdę fantastyczna instytucja, wchodzi się z ulicy bez pieniędzy, a wychodzi się z pieniędzmi, na podstawie zaufania banku w to, że mamy zamiar i możliwości ten kredyt spłacić. Po prostu genialne, nie da się tego prościej wymyśleć. Oczywiście banki nie działają za darmo, tylko mają na swojej działalności olbrzymie zyski.

Można zapytać – po co Chińczykom ten bank, jeżeli istnieją już, regionalne i światowe instytucje ukierunkowane na wspieranie rozwoju jak wspomniany Bank Światowy i Azjatycki Bank Rozwoju? Można na to pytanie odpowiedzieć, że oczywiście chodzi o kontrolę nad tymi instytucjami, którą de facto sprawują dzięki swojej potędze Amerykanie i Japończycy i to od lat 60-tych XX wieku, kiedy ta instytucja została powołana, żeby wspierać pogrążone w nędzy kraje dalekiej Azji. Jednakże to za mało, fakty są o wiele bardziej dla Zachodu brutalne, nie bez powodu zastosowano wcześniej analogię z kasynem. Tutaj Chińczycy wchodzą z całą swoją potęgą, oferując miękko innym – przyłączenie się do ich wizji. W konsekwencji po latach, cały system, w ten sposób wykreowany będzie pracował na Chiny, tak jak dzisiaj Bank Światowy i inne organizacje stworzone po II Wojnie Światowej pracują na USA i inne wiodące państwa Zachodu. Tutaj będzie tak samo, ale o wiele skuteczniej. Ten, kto się nie przyłączy będzie na początek ukarany ograniczeniem lub brakiem dostępu do łatwych pieniędzy i możliwości inwestycyjno-handlowych, a z Chinami dzisiaj chce handlować KAŻDY Z USA NA CZELE. Dopełnieniem, w zasadzie domknięciem tej strategii i tych ruchów, które właśnie się dzieją, będzie przejście przez ten bank i zaangażowane w niego kraje na inną walutę rozliczeniową. Oczywiście może to być chiński Yuan (Renminbi – czyli „waluta ludowa”), może to być także coś innego, ponadnarodowego, na wzór Euro, ale pozbawione jego wad i błędów konstrukcyjnych.

Chińczycy są w swoich działaniach bardzo elastyczni, mają pełną świadomość, że najlepszą rzeczą jaką mogą kupić za amerykańskie bezwartościowe pieniądze, których mają całe góry, to kolejna fabryka w Europie lub surowce z Rosji, czy też innych krajów. Oni muszą się pozbyć tej wielkiej góry dolarów (w tym amerykańskich papierów dłużnych), które są nie do odzyskania, bo jest ich za dużo i nie ma tyle dóbr, żeby je kupić. O wiele bardziej opłaca się te pieniądze zainwestować, ale na swoich warunkach, tworząc własny system, który wykreuje własną walutę (tj. taką na jakiej druk będzie się miało wpływ), która przy skali znaczenia Chin i współpracujących z nimi państw – bardzo szybko stanie się główną walutą światową. NIKT TEGO PROCESU NIE POWSTRZYMA, EWENTUALNIE TYLKO WOJNA MOŻE GO SPOWOLNIĆ.

W kontekście zamierzonych akcesji państw europejskich, należy się dziwić, że w ogóle ich tam chcą, ale to tylko i wyłącznie wynik chińskiego pragmatyzmu. Już sama nazwa banku jest upokorzeniem dla każdego państwa, które nie leży w Azji, a co pokaże jego polityka, to się dopiero zobaczy, ale nie należy się spodziewać kredytów na budowę fabryk w Europie. Na to Chińczycy mają pieniądze od dawna, tylko problem polega na tym, że ani za bardzo nikt ich nie chce, ani oni nie mają zamiaru wchodzić w ryzykowne interesy, tam gdzie mogą po prostu przywieść towar i go sprzedać.

Gdyby kraje europejskie miały minimum zdrowego rozsądku i wykazywały jakiekolwiek ostateczne ślady logicznego myślenia, to albo przemilczałyby tą inicjatywę, albo zgłosiły akces, ale za pośrednictwem Unii Europejskiej. Tylko w ten sposób bowiem, miałyby w tym banku realne znaczenie. Natomiast w postaci pojedynczych akcesji, wszystkie kraje stają się KLIENTAMI PEKINU. Jakie to w swojej istocie żenujące, albowiem to nie ekonomia zadecydowała, to psychologia – a konkretnie chciwość i zazdrość, to czego miało w Unii Europejskiej nie być.

Wnioski są ideowo wspaniałe, albowiem z całego serca gratulujemy chińskim towarzyszom ich sukcesów, życząc rozkwitu i szczęścia w ich wspaniałej komunistycznej Ojczyźnie. Jednakże na sprawę trzeba spoglądać z rezerwą, albowiem trzeba mieć świadomość, że Chiny nie nastawiają się na zysk w ciągu roku lub pięciu, czy nawet dwudziestu lat. Ich interesuje perspektywa lat 50-ciu i więcej. Wówczas może już nie być Unii Europejskiej, a USA mogą być otoczone murem i to zbudowanym przez sąsiednie kraje, jako kordonem sanitarnym przed ich szaleńczą i niebezpieczną polityką ciągłego inicjowania wojen i przemocy. Tu nie ma żartów, do tej pory jako kraj buforowy, mieliśmy z wielkim trudem wywalczony i wyproszony status państwa, które dołączyło do struktur zachodnich, chcąc przy pomocy wejścia w ich system prawno-gospodarczo-ideologiczny zagwarantować sobie szansę na rozwój i wzbogacenie się. Teraz na naszych oczach widzimy, że państwa, w których pokładaliśmy nadzieję, które traktowaliśmy jako wzorce (ten mityczny Zachód), zwijają żagle, a ster przestawiają w zupełnie inną stronę i to każdy w ramach swoich mniejszych lub większych łódeczek, czasami nawet luksusowych jachtów, jednak nie robią tego w sposób uznający własną odrębność, nie robią tego razem.

W tej nowej rzeczywistości, nie tylko zmaleje znaczenie Zachodu jako bloku gospodarczo-politycznego, ale ten blok może w ogóle przestać istnieć z powodu wygaśnięcia potrzeby jego istnienia. Największym beneficjentem nowego systemu, mogą być te kraje, na których odciągnięciu od Zachodu najbardziej zależy Chinom, jak również, które nie ukrywają, że chętnie pójdą w inną stronę jeżeli tylko będzie odpowiedni poziom ciążenia. To przede wszystkim Turcja, Arabia Saudyjska, Izrael i inne kraje, które nie stanowią samodzielnie tak dużego potencjału, żeby być dla Chin partnerem. Takie kraje również skorzystają na nowej planszy do gry, ale muszą uważać, żeby przypadkiem nie „sprzedać skórki za wyprawkę”. Bo w długiej perspektywie może dla nich się wydarzyć tak, że zapłacą ograniczeniem swojego potencjału w nowej relacji z umacniającą się chińską super potęgą, dochodząc do szklanego sufitu (jak np. Polska w tej chwili wobec Zachodu). Te kraje to Federacja Rosyjska, Brazylia, Indie, Australia i Republika Południowej Afryki oraz pod pewnymi względami Indonezja, czy Pakistan.

Polska w tym układzie powinna dobrze się zastanowić co zrobić, albowiem widać że dalsze tkwienie w dotychczasowych strukturach, które zmieniają swój kształt, jak również otaczająca je rzeczywistość powoduje ich ograniczoną użyteczność (zmiana środowiska) powinna zastanowić się co dalej. Jednakże nie na zasadzie myślenia w ramach dotychczasowego dogmatu myślenia w ramach kategorii odniesienia do struktur zachodnich. Tego już nie ma, istnieją formalnie, spełniają jakąś rolę, jednakże gra toczy się już na innej planszy. Nasi wielcy sojusznicy są na niej małymi pioneczkami, a „największy” sojusznik – oponentem, spoglądającym ze swojego „kasyna”, w którym właśnie zaczynają zamykać dla oszczędności najwyższe piętra w hotelu i oszczędzać na sprzątaniu i ochronie z zawiścią, na nowy wielki i wspaniały gmach, zaprojektowany przez państwo wierne ideałom KOMUNIZMU!

Do tego trzeba jednak przede wszystkim przeprosić się z tą cenzurowaną w naszym kraju ideologią, albowiem jak przyjąć chińskich Towarzyszy, jeżeli nie można w tym kraju nawet wywiesić legalnie flagi ich wiodącej partii? [Proszę pamiętać mówimy o komunizmie jako o ideologicznym modelu systemu zarządzania]. Druga sprawa jest taka, że w ogóle do tej pory nie byliśmy w stanie stworzyć warunków do partnerskich rozmów z Chińczykami – NA POZIOMIE BIZNESOWYM, w Chinach biznesowo nie istniejemy, a dla Chińczyków w ogóle się nie kojarzymy jako kraj będący gestorem znanych marek. Oznacza to konieczność podjęcia wzmożonych wysiłków, o które jednak nie jest łatwo w kraju, w którym pieniądze przyjmuje się od „zaprzyjaźnionych” służb w kartonach w zamian za udostępnienie części terytorium do torturowania ludzi, którzy nie zrobili nam żadnej krzywdy.

Nasz największy problem ze strukturami zachodnimi polega na ślepej wierze osób nazywanych w naszym kraju często mylnie politykami w skuteczność tych powiązań i relacji. Chociaż już widać, że uczestnictwo w tej grze sytych i zamożnych ludzi Zachodu to nie jest gra na zasadzie partnerskiej, ale można nadal wierzyć w to, że wszyscy w niej wygrywają, tylko jedni szybciej i więcej inni wolniej i mniej lub wcale jak są głupi (nie napiszemy kto jest głupi, ale łatwo możecie się państwo domyśleć). Istotą zagrożenia jest to, że tego „tortu” do wygrania wraz ze zmianą relacji ilościowych i jakościowych w procesach globalizacji na skutek dyfuzji wszystkiego i generowania wartości dodanej w Azji, będzie coraz mniej. Wówczas państwa zachodnie, nadal silniejsze od nas będą zaczynały wyrażać postawy jeszcze bardziej atawistyczne. Przede wszystkim na polu gospodarczym, jednakże nie można także wykluczyć kwestii militarnych. Trzeba próbować sobie uświadomić, że świat jaki znamy – w ramach paradygmatu euro-atlantyckiego się skończył, a gwarantem jego trwania i dominacji była bipolarna rywalizacja z ZSRR. Te dwa bloki skutecznie dominowały nad światem, trzymając się wzajemnie na celownikach. W momencie jak ZSRR został oszukany i rozkradziony, zrobiło się miejsce dla nowych potęg, które wykorzystały powstałą przestrzeń oraz stałe osłabianie USA i całego bloku zachodniego zdemotywowanego „wspaniałą epoką”, lenistwa kreowanego dzięki bogactwu generowanemu w programach komputerowych. Właśnie w tym kontekście należy pojmować słowa wielkiego człowieka – pana Władimira Putina – Prezydenta Federacji Rosyjskiej, w których mówił on wielokrotnie o znaczeniu upadku ZSRR jako wielkiego nieszczęścia i tragedii. Co więcej, to nikt inny jak pan Władimir proponował Zachodowi stworzenie wielkiej wspólnoty od Lizbony po Władywostok [o czym piszemy m.in. w: „Politykę wschodnią Unii Europejskiej powinno się zacząć we Władywostoku!”; „Niemcy też chcą strefy wolnego handlu od Lizbony po Władywostok!”; „Co łączy i dzieli USA, Arabię Saudyjską i Rosję a cieszy Chiny?”. Niestety Zachód odrzucił, czy wręcz nie podjął tej propozycji, a wręcz ją skrytykował (z wyjątkiem Niemiec), nie rozumiejąc w ogóle, że nie tylko zmieniają się reguły gry, ale przede wszystkim gra będzie na innej planszy. W zamian za wyciągniętą rękę, Rosji zafundowano sankcje, prześladowania polityczne, poniżenie i próbę podpalenia ich państwa, przez krwawą rewolucję i wojnę domową w jednym z państw na terenie ziem etnicznie i historycznie stanowiących część Wszechsłowiańskiej Wszechrusi. Jednakże nie da się zaprzeczyć faktom. To pan Władimir Putin miał rację, to Rosja dzisiaj jest strategicznym partnerem i zarazem beneficjentem relacji z Chinami, a nie Zachód, który jest dla nich jedynie coraz bardziej kłopotliwym rynkiem zbytu, który sam wprowadził się na próg biedy poprzez wyznawanie rabunkowej i ludobójczej doktryny neoliberalnej plutokracji, w której słuszność wedle własnego koślawego modelu uwierzył, a wiadomo jak się kończy wiara we własną propagandę.

Przyszłość ma kolor czerwony – i to jest optymistyczna informacja, nawet jak nas nie będzie, to WIECZNA I PRAWDZIWA IDEA KOMUNIZMU POZOSTANIE I BĘDZIE WŁADAĆ ŚWIATEM… z Pekinu. Gdybyśmy mieli odważnych przywódców, już dawno prosiliby w Pekinie o „włączenie” Polski „w skład” Chińskiej Republiki Ludowej! A wiadomo, którędy prowadzi najbliższa droga do Chin z Polski, co jest jak by na to nie spoglądać bardzo optymistycznym akcentem na przyszłość…

6 komentarzy

  1. Wierny_Czytelnik

    Powiem więcej, nie tylko flagę – od zaprzyjaźnionego Chińczyka żyjącego w W Polsce usłyszałem kiedyś, że zgodnie z naszym prawem u nas w zasadzie nie można posługiwać się chińską walutą, ponieważ ma na sobie nadrukowane symbole komunistyczne. Jakakolwiek wymiana tych pieniędzy to rozpowszechnianie symboli komunizmu, a to jest w Polsce zabronione.
    Autor słusznie pisze, że Chiny uczyniły z Komunizmu sposób zarządzania swoim systemem i dzięki temu odniosły sukces, to jest sedno artykułu. Świetny tekst na święta dziękuję, pewno jutro przeczytam drugi raz. Aha a w ramach świąt zrobiłem OP mały prezent tzw. jajeczko – przelewowe. Pozdrawiam serdecznie

  2. Fantastyczna analiza…!
    Dziękuję Panie Krakauer. W życiu nie ująłbym tego w tak przystępnej formie, a Pana analiza pokrywa się prawie w 100% z moimi, własnymi przemyśleniami.
    Zauważyłem, że od jakiegoś już czasu, “osie Swiata” diametralnie się przesunęły. Fakt, nie dostrzegają tego (albo nie chcą dostrzec) jeszcze politycy krajów “wiodących”, ale wkrótce zmuszeni będą do podejmowania stanowczych i jak różnych od dotychczasowych “doktryn” kroków i decyzji. Często będzie to wręcz wbrew tym doktrynom !
    Bądąc świadomym tych faktów, jak bardzo śmieszna, a wręcz żałosna wydaje mi się obecna “miotanina” przedstawicieli władz EU, próbujących w jakiś przystępny sposób wprowadzać dyrektywy Chłopakówodkrowskiegognoju zza oceanu. Z jednej strony “zadbać” w jakiś tam sposób o Obywateli EU, z drugiej, zrobić “dobrze” Krowopasom, a do tego jeszcze, próbować nie utracić rosyjskich rynków zbytu.
    Powiem szczerze, że ostatnio już mi się chce rzygać, gdy zaczynają “nadawać” o działaniach polityków EU z Merkelową na czele…
    Ale, miejmy nadzieję, że przyszłe zmiany rychło utemperują tę butę i pewność siebie i sprowadzą prędko na Ziemię zachodnich idiotów…

  3. Czy Autor ma rację zachwalając zalety implementacji ustroju kolektywistycznego w Chinach – ocenimy dopiera za co najmniej 1000 lat.
    Na razie się sprawdza.
    Przyrosty z wytwarzania dóbr i świadczenia usług w Chinach, ewidentnie zwiększają ICH zasoby, pozwalając IM dalej się rozwijać, przy zapewnieniu UMACNIAJĄCEJ się kontroli władz AUTENTYCZNIE chińskich nad sterowaniem tym rozwojem.
    Po prostu na chińską, kilku tysiąc letnią KULTURĘ nałożono szablon ideologii kolektywistycznej – i to tam zadziałało, z różnymi problemami i trudnościami – i trwa.
    Nic więcej.
    Ale podstawy tego sukcesu Chin tkwią w KULTURZE tego wielkiego NARODU, dla którego 100 lat to tylko EPIZOD.
    Mogą jeszcze ewaluować w innych kierunkach ideowych, bo są pragmatyczni i czują wymiar czasu i przestrzeni oraz mają INNĄ CIERPLIWOŚĆ niż np. rozgorączkowani amerykanie.
    Dobrze im życzę, bo są NADZIEJĄ świata na inny model rozwoju niż poprzez kolonializm globalnego turbokapitalizmu, pochodzącego z miłujących Pokój i Praw Człowieka – Demokracji Zachodnich.

  4. Nie jestem biegły w ekonomii. Sposób prowadzenie narracji przez autora felietonu spowodował, że zrozumiałem o co chodzi w ekonomicznym zarządzaniu gospodarką Chin. Nie na tworzeniu rodzimych oligarchów uwłaszczających się na majątku narodowym, wpuszczaniu zbójeckiego niekontrolowanego kapitału zagranicznego, tylko na oddolnie stymulowanych ekonomicznych możliwościach społeczeństwa, mającego przeogromny potencjał z racji liczebności jak i specyficznej kultury (nastawienie prospołeczne, a nie indywidualny konsumpcjonizm). Nadal lokalni i nie tylko, działacze KPCh mają także, nie tylko w rozwoju ekonomicznym, bardzo dużo do powiedzenia. O przyszłość Chin nie obawiam się zbytnio. Wieki kształtowania się pewnych zasad uwarunkowanych kulturowo, nie zostaną zapewne szybko zniszczone przez proces globalizacji made in USA i UE (Zachód). Przypuszczam, że Chiny będą tworzyć własny rodzaj globalizacji. Azjatycki oparty na innych relacjach. Relacjach uwzględniających już elementy przeludnienia. Rosja łatwiej z nimi znajdzie wspólny język (nie tylko ekonomiczny) niż z tzw. Zachodem. Doświadczona ekonomicznym kolonializmem nie tylko USA Brazylia (i reszta Ameryki Płd.) oraz RPA, Indie także pewnie łatwiej dogadywać się będą z Chinami niż z tzw. cywilizacją Zachodu, którą to cywilizację znają z najgorszej możliwej strony. Zresztą w wielu krajach Afryki Chiny są już obecne i prężnie tam działają.
    Odrębny blog J. Gadzinowskiego od lat już nie istnieje, ale na nim właśnie, przed laty, pisałem, że XXI wiek będzie należeć do Chin i, że marzy mi się Europa od Lizbony do Władywostoku. Teraz po doświadczeniach z “kolorowymi” rewolucjami chciałbym, aby wreszcie Rosja znalazła się w grupie państw dominujących w świecie. Zasługuje na to, bo mimo wszystko nie należy do państw “bandyckich”, chociaż u nas obowiązuje zupełnie inne retoryka. Mało tego sami do takich państw dołączyliśmy w ostatnim 25-leciu. Żal mi tylko naszego społeczeństwa, że nie może skorzystać z otwierającej się szansy na wschodzie. No cóż nasze elity od społeczeństwa oddzieliła już od dawna bardzo gruba warstwa styropianu. Za sprawą owych elit uczyniono z nas odprzemysłowione państwo (pół?)kolonialne konkurujące na świecie tylko niskimi kosztami pracy… jak Bangladesz, którego obywatelom również współczuję i życzę, aby na nowym ekonomicznym pokoju chińskim również skorzystali. Obrzydzeniem napawał mnie film E. Ewart pokazywany dla podniesienia morale naszego sponiewieranego społeczeństwa, że tam jest jeszcze gorzej niż u nas… bo jest nie tylko nędza we wszechobecnych slamsach, ale wykorzystuje się pracę nieletnich – kilkuletnich dzieci (np. w cegielniach). Za stworzenie takiej “Zielonej wyspy” prominentni działacze zostali nagrodzeni lukratywnymi stanowiskami w UE.
    Autorowi dziękuję za klarowny i mądry felieton.

    • Ja tez lacze wielkie nadzieje z nowym porzadkiem swiata i Chinami, ktore w/g rozmaitych analistow maja zasapic Stany, to ma byc era Chin, nie jestem przekonana czy wszystko zmieni sie w idealny sposob na na lepsze, ale mysle ze z obecnego stanu rzeczy bedzie poprawa, prosze zwrocic uwage, ze ekspansja Chin w wiekach poprzednich nie odbywala sie droga wojena lecz wylacznie droga gospodarczej pracy u podstaw, liczebnosc i pracowitosc tych ludzi nie ma sobie podobnych, przy tym jak sie spelnia dla nich ( dla Chinskiej koncepcji zycia …) podstawowa przeslanke: NIE ZAKLOCANIA PROCESOW PRODUKCYJNYCH. ani wojna ani takimiz nastrojami oraz np.strajkami robotnikow itd. to sa oni nadzwyczaj tolerancyjni ewtualnie jezt I’m obojetne jak kto sie ubiera mysli it’d. co np. w Europie ( i Polsce) zupelnie innaczej wyglada . Praktycznie jest przy tej gigantycznej ilosci ludzi niemozliwosc tradycyjnego postepowania odwolawczego w administracji panstwowej czy w sadownictwie bo w praktyce np.0,1 % odwolan czy skarg to odrazu np.10 mln. x 3 lata czas postepowania a tu produkcja lub budowa.stoi i czeka a inna milionowa grupa ludnosci w tym samym czasie z tego samego powodu skarzy sie , ze przez te procesy nie mo co jesc….jaka to presja powstaje w systemie decyzyjnym, wogole zmusza do zupelnie innego systemu zarzadzania , ktory na “zachodzie” jest krytykowany mimo , ze nikt nie znalazl lepszego i sprawniejszego sytemu decyzyjnego, czesto pojedynczy czlowiek / obywatel w tej olbrzymiej maszynerii. calego panstwa to pionek, zycie takiego pionka nie duzo jest warte, jest on natychmiast do zastapienia innym…u ludzi z innego kregu kulturowego prowadzi to do bulwersacji.., podobnie jak “wedrujaca klasa robotnicza”/ “WanderArbeiter” wywodzaca sie z zapadlych.wsi, ktora wlasne dzieci widzi 1 raz.w roku, na swieta chinskiego nowego roku…nedza i glod zmusza ich do takiej tulaczki lub praca w fabrykach zorganizowana jak w koszarach wojskowych za mini wynagrodzenie i samobojstwa robotnikow chinskich z tego powodu np. w zakladach produkujacych telefony komorkowe i inny sprzed elekroniczny dla “aplle” itd. lub przypadki robotnikow chinskich, ktorzy sprzedaja wlasna nerke do transplatacji, by kupic sobie IPad made in USA, ktory wlasnymi rekoma produkuja, za ten epokowy postep.”pionki” placa straszliwa cene.
      Gispodarka Chin uratowala i ratuje wiele ludzi z maloznaczacych panstw doslownie od zaglady np.Tadzikistan , przezycie po upadku Zw.Radz. graniczylo z zaglada, dzieki Chinom od ok. 2004 rozwijaja sie.po wojnie domowej b. dobrze i pokojowo, okres przynaleznosci do Zw.Radz. okreslaja Tadzikowie jako “zlota ere ” praw i dobrobytu !!!, ktorej nie moga zapomniec ! Prosze sporzec na mape Chin w atlasie chinskim wspolczesnym i z przed wiekow, podobnie na globus chinski stary i nowy, China leza zawsze po srodku a nie Europa i kontynent amerykanski,zawsze uwazali siebie za “Reich der Mitte”/ “Imperium Srodka”, tam zmierzali i tam sie juz znajduja, mysle ze przyniosa swiatu wiecej pokoju i sytosci glodujacym , niz obecni”wladcy tego swiata”, choc cena za to jest wysoka a koncowy efekt tej ekspansji nam jeszcze nie znany

  5. Bardzo mi się podobał artykuł, chciałem jednak zwrócić uwagę, że “TĘ” herbatę się serwuje, a “TĄ” herbatą się można oblać 🙂 niektóre zdania buduje pan w zbyt fantazyjny sposób. Nie miałem w zamiarze się wymądrzać, tylko pomóc.
    Merytorycznie – 100%

    SZANOWNY PANIE – NIESTETY NIE STAĆ NAS NA KOREKTĘ, JEŻELI BYŁBY PAN ŁASKAW WESPRZEĆ FUNDACJĘ STOSOWNYMI ŚRODKAMI, BEZWZGLĘDNIE ZOBOWIĄZUJEMY SIĘ PRZEPROWADZIĆ STOSOWNE PRACE W TYM KIERUNKU. SERDECZNIE POZDRAWIAM. WEB. JÓZ.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.