Polityka

Czy konsolidacja SLD z Ruchem Palikota jest obecnie (nie)możliwa?

 Konsolidacja lewicy, w zasadzie tak zwanej lewicy kawiorowej z lewicą marihuanową jest niemożliwe z powodów formalnych, żadne dywagacje na temat programów obu ugrupowań politycznych nie mają w istocie znaczenia, ponieważ obie formacje są głęboko utylitarne, po prostu chcą władzy. W swoim parciu na rzeczywistość są bardzo podobne i w istocie mają służyć tym samym celom, z jednej strony mamy naprawdę niewątpliwy sukces pana Janusza Palikota i jego ruchu społecznego, który niespodziewanie odniósł sukces w wyborach – zgarniając prawie wszystko, co było po lewej stronie Platformy Obywatelskiej, lekko na lewo w popłuczynach po SLD i kilka innych ruchów poświęcających się różnym ideom. Tego sukcesu można mu gratulować i zazdrościć, prawdopodobnie właśnie ten drugi stosunek wyraża pan Leszek Miller lider tego, co bywa obecnie nazywane polską lewicą.

Ruch poparcia pana Palikota, któremu ten niesłychanie wyrazisty polityk użyczył, jako marki swojego własnego nazwiska to nic innego jak czysty marketing i to w doskonałym wydaniu, silnie wspieranym przez wielu wybitnych specjalistów od wysoce płatnego PR-u i marketingu. W istocie, dla elastycznego pod względem ewolucji w poglądach pana Palikota, ten ruch nie jest niczym innym jak dalekosiężnym przedsięwzięciem organizacyjnym, typu non profit. Z tą różnicą, że pan Palikot założył sobie „prawie” partię i wszedł do Sejmu razem ze zwolennikami np. transseksualizmu i zażywania narkotyków, zamiast np. założyć sobie np. fundację i wspierać artystów. Miał do tego pełne prawo – to wolny kraj, to jego pieniądze! Każdemu wara od tego, czym ten człowiek się zajmuje! Zazdrośnicy powinni brać z niego przykład, albowiem gdyby dodał do tego, co ma np. coś tak ewidentnie rzadkiego i drogocennego jak ideę – to naprawdę mógłby namieszać w głowach Polaków – a tak, to jest to jedynie marketing, „wibrator 2.0”. Prawdopodobnie sam wódz traktuje swoją organizację, jako promocję własnej osoby, umożliwiającą mu „bywać” i „grywać” na warszawskich salonach, ciągle, jako bywalec i gracz z pierwszego rzędu. Do póki mu to wystarcza, nie jest zagrożeniem dla prawdziwej polityki, albowiem prawdziwej polityki nie ma tam żadnej. I prawdopodobnie nie będzie.

Sojusz Lewicy Demokratycznej – reaktywacja, to nic innego jak przeszłość. Niestety, lewica przegapiła swoją szansę strącając dojrzałe jabłka, a nawet wyrywając całe jabłonie – zastępując je nieudanymi młodymi szczepami, których nazwisk szkoda wymieniać. To, co jest dzisiaj, to Leszek Miller – nic więcej, no może jeszcze Ryszard Kalisz – to wszystko! Być może jeszcze jakaś kobieta, ale bez sukcesów. Obaj panowie i ewentualna pani, (bo wypada parytet) bez problemu mogą się zmieścić do Jaguara pana posła Kalisza i ot cała partia. Nie ma tam nic poza tym, co najważniejsze – nie ma od dawna porzuconych idei, troski o człowieka pracy i jeszcze większej bez pracy – pełne oderwanie partii zasobnych elit od rzeczywistości wynędzniałych dzielnic takich miast jak: Radomia, Ursusa, Bytomia, nie mówiąc już o historycznym nieistnieniu na polskiej wsi, ale to można odpuścić rzeczywiście z powodów historycznych.

SLD Millera podobnie jak Ruch Palikota – ma konkretny cel – pozwolić politycznie istnieć liderowi. W tym układzie nie jest możliwe zjednoczenie, cokolwiek by ono miało oznaczać, no chyba, że pojawi się wielki mąż opatrznościowy w postaci pana Aleksandra Kwaśniewskiego, który głośno zawoła – wracajcie wszyscy – od puszczy po Tarnów! Jednakże i tak, wówczas nie ma gwarancji, że lider Kwaśniewski – byłby w stanie obłaskawić toczących ze sobą bój Palikota, Millera, Cimoszewicza, Oleksego, Kalisza, Janika i innych, – którzy ochoczo w takim lub innym składzie przyszli by pod pomarańczowo-czerwony sztandar, albowiem, dlaczego nie? Dobra nazwa – zjednoczona lewica, czyli „Lewica i Demokraci 2.0”, jest szansa na zrobienie progu wyborczego, – czyli jedynki w dużych miastach na pewno biorą. Jest zatem poważna szansa granicząca z wielkim prawdopodobieństwem, że taka partia mogłaby mieć przy dobrym układzie nieco więcej ponad sumę obecnych mandatów obu ugrupowań – około 70 do 100 w porywach, – jako premia za jedność i rebranding, transformujący ułomności obu ugrupowań.

W tym momencie, kiedy na stole jest do wzięcia około 100 mandatów, żarty się kończą, albowiem zaczyna się prawdziwa polityczna kalkulacja. Jeżeli do tego odpowiednio zaakcentuje się sferę postulatów ochrony środowiska, feminizm, mniejszości (wiadomo), oraz co najważniejsze kwestie socjalne i szeroko rozumiane zagadnienia społeczne – na wszystkim można coś uszczknąć z elektoratu, który jest obecnie w PO i PiS. Tu nie ma żartów, to proste przełożenie arytmetyki wyborczej na ilość plakatów, kandydatów i miejsc w Sejmie. Przy aparacie obu partii, który zdąży do 2015 roku stworzyć odpowiednie struktury, przećwiczyć się na „prawdziwe wybory” dzięki wcześniejszej „brukselce” i gotowe! To by się mogło nawet złożyć, bo byłoby, kim co obdzielić – brukselka – warszawka a potem samorządy. Jednakże właśnie dzisiaj trzeba by podjąć decyzję o konsolidacji, żeby nie stracić niepotrzebnego czasu na dotarcie się. Jest demokracja! Nie zamknie się ludziom ust wekslami.

Wniosek – jeden zasadniczy, ponieważ – lewica – nawet bezideowa jest zdecydowanie lepsza od najbardziej ideowo skrzywionej po Smoleńsku prawicy, wszelkie działania mające doprowadzić do konsolidacji są pożądane. Niestety nie zapowiada się na to, żeby mąż opatrznościowy zechciał się zniżyć do sejmowego poziomu i zakasać rękawy do roboty. Jednakże na pewno znajdą się też i inne rozwiązania w politycznej układance, jedno jest pewne – wybory 2015 – będą bardzo istotne. Zróbmy wszystko, żeby nie były tylko alternatywą wyboru pomiędzy – znanym nieudolnym złem, a równie znanym złem skończonym jeszcze bardziej nienadającym się do rządzenia Polakami. Amen!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.