Polityka

Czy koalicja zrobi sobie „kłopocik” dla rządu?

 W naszym pięknym kraju wszystko jest możliwe, dosłownie każde rozwiązanie, dodatkowo tak się śmiesznie składa, że dziejące się scenariusze są przeważnie ciekawsze od najbardziej zaawansowanej fikcji, nie ma się co dziwić, że odnosimy takie sukcesy na kierunku pisarstwa Sci-Fi i gier komputerowo-konsolowych „fantasy”.

Koalicjant w postaci przynajmniej niektórych posłów PSL „się zreflektował”, że ponosi pełną i niczym nieograniczoną odpowiedzialność za działania rządu, w którym szósty rok uczestniczy i współpsuje kraj – wespół z Platformą Obywatelską. Konkretnie jeden z posłów, no może dwóch postanowiło stanąć okoniem i nie zagłosują przeciwko referendum zainicjowanemu przez grupę rodziców w sprawie reformy szkolnictwa. I nie ma takiej siły, która miałaby posłów Rzeczpospolitej do tego zmusić – ot kłopocik.

Obecnie koalicja ma przewagę dwóch głosów w Sejmie. Jeżeli wszyscy zagłosują zgodnie z opcją rządową – nie ma problemu, koalicja trwa, rząd istnieje i Donald Tusk jest absolutnym samodzierżawcą, zależnym jedynie od pana Janusza Piechocińskiego. Może się jednak okazać inaczej – i to w tym wszystkim jest najciekawsze, a najsmutniejsze jest to, że sam przedmiot głosowania – sprawa dzieci – nie ma żadnego znaczenia, zresztą jakby na tym wyłożył się rząd to będzie dowód na to, że ten rząd nawet upaść z klasą nie umiał!

Pierwszy możliwy scenariusz to jak napisano – sukces, premier triumfuje – jest absolutnym zwycięzcą, nie do pokonania w polskiej polityce. Po prostu zawsze decydują szable.

Drugi scenariusz jest taki, że kilku posłów po prostu nie będzie na głosowaniu np. z SLD i próg wymaganych głosów za – w głosowaniu zwykłym się odpowiednio obniży. Oczywiście będzie to podane jako przypadek i jako przypadek będzie funkcjonować w obrocie medialnym, żeby nie powodować problemów dla SLD, które jest dość pryncypialne jeżeli chodzi o ponoszenie odpowiedzialności, zwłaszcza nie swojej. To najbardziej korzystny scenariusz dla PO, ponieważ Tusk będzie mógł z pełną zemstą wymusić poważne straty na PSL – zabrać miłym panom trochę stołków, albowiem generalnie w sensie formalnym swoją nieodpowiedzialnością rozwiązali właśnie koalicję. Proszę pamiętać, że albo coś jest koalicją – albo nie jest, a jest tylko wtedy jak posłowie głosują dokładnie tak jak chce ich rząd. Nie ma innej możliwości zachowań, a na tym poziomie odpowiedzialności – mogą nawet z intensywnej terapii dowieść posła na izbę poselską i nie powinno to nikogo dziwić, gdyż tu chodzi o prestiż premiera, zdolność koalicyjną koalicjanta i w końcu państwo – nie ma znaczenia, że sprawa głosowana jest w istocie nawału spraw państwowych błaha – liczy się przegrana lub wygrana. Nic innego.

Trzeci scenariusz jest taki, że będzie problem. Będzie przesuwanie głosowania i rozpoczną się targi i przeciąganie – „wolnych elektronów”, odpadków i plwocin parlamentarnych – odrzutów z własnej i innych partii. Coś na pewno się uzbiera w „Twoim ruchu”, coś może w SLD może nawet na niechętnej PiS-owi jeszcze bardziej prawicowej-prawicy niż najbardziej prawicowa-prawica jaka jest. Uzbieranie kilku brakujących głosów dla rządzącego premiera NIE JEST ŻADNYM PROBLEMEM do 12 głosów może przyciągnąć zawsze – przekupstwem, starymi długami politycznymi itp. Jednakże to będzie oznaczać upodlenie premiera i faktyczny upadek – uwaga nie rozpad, ale upadek koalicji, która wykaże, że straciła właśnie większość – zemsta na rozłamowcach oczywiście będzie druzgocąca, polecą rodziny, kontrahenci rodzin, żony itd. Tu nie będzie litości, albowiem kosztem tego manewru będzie robienie z siebie ratlerka przed Palikotem i Milerem. No a kto będzie „hau hau” to wiadomo…

W skrajnym przypadku możliwe jest – rozprężenie wewnątrz PO, gdzie jak wiadomo właśnie próbowano uśmiercić nieformalnego kontr-lidera. Nikt dzisiaj nie może zagwarantować panu Tuskowi lojalności pana Schetyny, przecież gdyby ceną za tą lojalność miało być ukręcenie głowy smrodkowi dolnośląskiemu – to pan Schetyna okazałby się słabeuszem, tak mizernym, że nie warto wiązać z nim nawet pięciu minut na sporadyczną rozmowę nad pisuarem w toalecie! Przecież Schetyna musi zachować się jak Brutus – inaczej nigdy się nie odrodzi, to jest w jego interesie – a nie ma lepszej okazji do wbicia hegemonowi noża w plecy niż w momencie, gdy ten ma chwilę słabości i próbuje przewiązać swoje obolałe lędźwie szmatką!

No, kiedy Schetyna może realnie stuknąć Tuska bardziej prawdopodobnie niż w momencie zachwiania się koalicji? W takim momencie – partię wodzowska, gdzie wódz traci możliwość rozdawania konfitur – uderza się w momencie krytycznym, naprawdę Brutus i koledzy zabili Cezara przed głosowaniem w Senacie, które miało go ogłosić tym, co dzisiaj rozumiemy pod desygnatem jego imienia!

Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że Schetyna popełniłby jeszcze większy błąd niż niestartowanie w wyborach na wodza swojej partii przeciwko Tuskowi – gdyby go nie próbował stuknąć przy tej okazji. Wystarczy, przecież że powie że wychodzi on i kilku najwierniejszych z nim, potem mamy albo efekt domina, albo wolność – miejsca na liście dolnośląskiej już i tak nie dostanie, chyba nie ma złudzeń?

Przed koalicją są głosowania mające przepchnąć projekt zmian w OFE, którego nieuchwalanie rozłoży kolejny budżet i inne trudne politycznie wybory jak samo głosowanie budżetu. Dlatego o wiele śmieszniej dla wszystkich będzie jak rodzice sześcio-latków załatwią parlament. No i będzie jak będzie, zwłaszcza jak pan Grzegorz Schetyna nie wykorzysta okazji, no ale trzeba być naiwniakiem, żeby jej nie wykorzystać…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.