Religia i państwo

Czy katolicy mają nadstawiać drugi policzek?

 Jeżeli ktoś lży religię katolicką, wyśmiewa się z symboli chrześcijaństwa, robi sobie żarty z sacrum, parodiuje elementy kultu lub po prostu w zwykły sposób ośmiesza katolików wyszydzając ich – ten rości sobie prawo schować się za ochronę prawa do wolności słowa. W ten sposób, bardzo często dochodzi do sytuacji, gdzie osoby uzurpujące sobie prawo do własnej wolności, w jej imię, narzucają fałszywy kanon na tzw. obiektywną rzeczywistość. Podstawą nowego paradygmatu kulturowego ma być nieskrępowane prawo do wyrażania dowolnych opinii na wszystkie tematy. Wolność osoby wyrażającej takie poglądy – sądy, ma być nadrzędna, bo rzekomo jest zobiektywizowana i nikomu nic nienarzucająca, poza właśnie tym drobnym, ale niesłychanie istotnym szczegółem, że „wszystko wolno”. To nic innego jak pozorne rozszerzenie paranaukowego podejścia do rzeczywistości wynikającego z błędów nauki oświecenia. W praktyce to nowa, agresywna nadrzeczywistość wciskająca się do naszego życia, stopniowo, krok po kroku, czyniąca „normą”, rzeczy i reguły wnioskowania podłe i nie ludzkie, bo w istocie głęboko zdehumanizowane, tworzące system nieprzychylny dla człowieka, ale oferujący poczucie pozornej wolności.

Krytycy Kościoła i religii, atakują istniejącą rzeczywistość w sposób wyjątkowo wysublimowany, albowiem czynią to pod płaszczykiem humanizmu – domagając się „jedynie” realizacji prawa do poszerzania pól własnej wolności, realizowanej na podstawie zmodyfikowanego planu oddziaływania na człowieka, określenie człowieczeństwa i w konsekwencji organizację społeczeństwa – ze wszystkimi z tego wynikającymi konsekwencjami.

Co to oznacza w praktyce? To, co widzimy to, czego już nie raz doświadczyliśmy w historii. Grupa „reformatorów”, rzekomo uciskanych „wolnomyślicieli” przedstawia ogółowi potrzebę wolności, a dokładniej poszerzenia jakiegoś pola wolności na jednej z nowo wybranych płaszczyzn. Jedni chcieli zmienić ekonomię, inni domagali się wolności wyborów, demokratyzacji, jeszcze inni obecnie domagają się „równouprawnienia” na nowo tworzonych wokoło sztucznie zdefiniowanego problemu grup społecznych, opartych na zdehumanizowanym wyróżniku. Jest to przeważnie manipulacja, z wykorzystaniem wszelkich dostępnych praktyk i dążeń, o tyle bezwzględna, że zło zestawia się z dobrem, a przez to uwiarygodnia się, jako wartość.

Najprościej i najbanalniej jest atakować sam Kościół i osoby duchowne, to jest najskuteczniejsze, albowiem tutaj niezwykle łatwo jest zdefiniować wroga i skłonić ludzi do opowiedzenia się opozycyjnie, przeciw, kontra. Można to z łatwością przeprowadzić, albowiem potrzeba jawnego nazwania „wroga” jest najbanalniejsza do zrozumienia dla ludzi chcących być aktywistami nowego porządku.

Zdecydowanie trudniej jest zmobilizować ogół do powszechnego przedstawienia potrzeb nowego typu, jako własnych, w wyniku ich wcześniejszej interioryzacji. Skutki takiego działania są dramatycznie przerażająco skuteczne, albowiem, jeżeli to się sprawdzi to nagle okazuje się, że mamy do czynienia z nową rzeczywistością, nowym porządkiem czymś, co nie istniało, a nagle stało się prawem powszechnie obowiązującym, czy też wcześniej normą społeczną. W praktyce oznacza to, że nagle, za naszą beztroską akceptacją doprowadzono do redefiniowania naszej rzeczywistości – tej „tu i teraz”, która nas otacza. I czy to się nam podoba czy nie, musimy już postępować zgodnie z zasadami nowej odmienionej rzeczywistości nawet, jeżeli nie rozumiemy jej i nagle się okazuje, że to, co miało być „polem wolności” jest świetnie ukrytym zniewoleniem, ograniczeniem człowieka i pozbawieniem go praw naturalnych, zgodnych z jego sumieniem.

Z zasady prawda i wolność idą w parze. Jednakże, czym jest prawda w ustach kłamcy? Czymże innym niż narzędziem do uwiarygodnienia się przed ogółem? Dlatego nie wszystko to, co się nazywa wolnością, zwłaszcza w ustach różnych apologetów nowego sposobu rozumienia i poszerzania tolerancji służy zawsze złu. Bo czymże innym jak nie złem ma być zmiana tego, co jest dobre i przez ponad 2000 lat przynosi dobre owoce? Czy człowiek może uzurpować sobie prawo do poprawy zadanej mu rzeczywistości, która dla jego dobra jest skonstruowana w sposób zgodny z jego sumieniem? Podkreślmy, nie sprzeciwiamy się nowoczesności i postępowi, tylko atakowi na prawdę tożsamą, z wołającym o nią sumieniem. A że sumienie często bywa niewygodne, trudne, ograniczające, dokuczliwe to już inna historia, ale właśnie, dlatego dąży się do jego wyłączania, rozmywania, a skrajnie wręcz do wyciszania.

Czy katolicy mają jedynie biernie przyglądać się rzeczywistości? Czy mają bez protestu w nieskończoność tolerować i znosić próbę narzucania im nowej alternatywnej rzeczywistości? Pod płaszczykiem kolorowej, niewinnej, często uśmiechniętej i rzekomo domagającej się tylko i wyłącznie „równego traktowania” mniejszości. Problem jest w istocie banalny, albowiem chodzi o odwagę nazwania zła-złem, smrodu-smrodem. Odrębnym kłopotem jest to, że dominująca większość wierzących nie widzi problemu w delikatnym poprawianiu rzeczywistości, zwłaszcza, jeżeli nie widzi bezpośrednich konsekwencji lub problem wydaje się im naiwny, banalny i w istocie staroświecki. Nie chodzi tu o niebezpieczeństwa duchowe, aczkolwiek to druga strona tego samego medalu. Przede wszystkim liczy się nasze prawo do nazywania tego, co zwykliśmy uznawać za normalne, normalnością.

Nie chodzi o rozpalenie stosów inkwizycji i wypalanie rozgrzanym żelazem zła, nie ten czas i inne metody. Jednakże potrzebne jest jakieś przeciwstawienie się propagandzie zła, wszechogarniającej naszą rzeczywistość, albowiem nagle może okazać się, że to, co jest czarne, zrobiło się białe i oczekuje uznania, szanowania i nazywania normalnością. Nie może być na to pozwolenia, zwłaszcza na płaszczyźnie politycznej, trzeba ludzi będących rzecznikami zła nazywać po imieniu. I nie ma znaczenia, czy są świadomi czy nie i do jakiego stopnia swoich błędów. Zagrożeniu podlega nasz świat, nasz światopogląd, nasz sposób życia. Nie można tego tolerować, tutaj granica tolerancji i akceptacji się kończy. Dalej nie można pozwolić na żadne kroki prowadzące do ograniczania realnej wolności. Problemem jest, kto ma to czynić? Czy tylko Kościół? Albowiem to także z jego winy, jego owieczki w wielu przypadkach to jedynie biernie podążające za swoimi pasterzami baranki? Czy też do walki mają stanąć całe rzesze świadomych chrześcijan i chrześcijan-katolików, dla których sfera zgodnych z sumieniem wartości nie podlega dyskusji, a nawet sankcjonowaniu przez konsensualną umowę społeczną zwaną prawem, które przecież zawsze, większość może zmienić.

Dość tolerancji oznaczającej bierność i pozwolenie dla różnego rodzaju mniej lub bardziej szkodliwych idiotów na sianie propagandy zła wśród społeczeństwa! Nie można tego bez końca tolerować, albowiem kłamstwo i obłuda powszechnie powtarzana staje się sama przez się jakąś konwencją normy! Nie może być przez to pozwolenia, na bezczelne wkraczanie do przestrzeni publicznej całego spektrum indoktrynacji lub zawodzenia w imię rzekomo ograniczanej wolności.

7 komentarzy

  1. Bardzo wnikliwy i zmuszający do myślenia – tekst.
    Tylko kto to przeczyta w te upały?

  2. Marceliński

    … nie ma zgody na taką sofistykę:
    Gdy czytam takie kawałki: “…Bo czymże innym jak nie złem ma być zmiana tego, co jest dobre i przez ponad 2000 lat przynosi dobre owoce? Czy człowiek może uzurpować sobie prawo do poprawy zadanej mu rzeczywistości, która dla jego dobra jest skonstruowana w sposób zgodny z jego sumieniem?… to “tracę oddech” i “gubię rytm”…

    I czy tylko KK ma mieć monopol na definiowanie rzeczywistości, dobra i zła…?
    Czy nie wyobrażamy sobie dobrych ludzi – uczciwych, odpowiedzialnych, altruistów czyniących dobro, wierzących albo i nie w Boga, choć żyjących poza instytucjami KK ?

    W preambule do konstytucji czytamy m.in.: ” my, Naród polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski… – wypełniajmy tę piękną deklarację treścią w codziennym trudzie bycia, nie stygmatyzujmy i nie wykluczajmy nikogo z rodziny człowieczej…

    PS
    Doceniam potencjalną rolę KK w Polsce jako “faktora ładu społecznego” w czasach zagrożonych upowszechniającą się anomią społeczną i związaną z nią anhedonią…
    Wiele jednak wskazuje, że zarówno wszechobecny koniunkturalizm, jak również postawy i działania hierarchii KK (stan relacji Państwo-kościół) oraz niektórych wspólnot mają znamiona kontrproduktywnych w dziele integracji naszego społeczeństwa i oddalają szansę szerokiego dialogu, porozumienia różnych jego sił, łagodząc tym samym istniejące w nim napięcia i resentymenty…
    Nie wiem czy to jest w ogóle możliwe w dającej się przewidzieć perspektywie…
    I to jest podstawowy problem wobec zagrożeń i wyzwań społecznych i ekonomicznych, stojących nie tylko przed naszą społecznością…

    • Szanowny Panie!

      1. Absolutnie się z Panem zgodzę co do sofistyki i w ogóle przełamania monopolu na definiowanie kontratypów dobra i zła… załóżmy, że ktoś może zrobić to inaczej, lepiej, wydajniej – zgodzę się z Panem… ale …
      2. … proszę dać dowód – pokazać jak a raczej na ile jest Pan gotów poprzeć to przełamywanie utartych schematów!

      – w tym celu może Pan skorzystać z modułu do darowizn obecnego po prawej stronie naszego tekstu – nie da się go nie zauważyć…

      I jak uzbieramy odpowiednią sumkę w kilka tysięcy osób lub Szanowny Pan byłby tak miły, żeby ofiarować na “cel” parę tysięcy, to sobie możemy mówić o sofistyce i relatywizować kontratypy…

      Serdecznie pozdrawiam, a Magdę z redakcji proszę o info czy ten Pan poparł swoje słowa czynami – przecież liczy się każda złotówka!

      krakauer

      • Marceliński

        … pan raczy żartować, panu się pomyliło…
        Pan gada, w tej chybionej “ripoście”, od rzeczy…

        PS1
        Ad rem…
        Mały przypis do mojego pierwszego komentarza…
        Oto słowa dzisiejszej homilii ks. bp. Kazimierza Ryczana z diecezji kaliskiej wygłoszona podczas Eucharystii sprawowanej na Jasnej Górze dla uczestników XX Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja do Królowej Polski:
        “… Synu, wina nie mają”. Powiedz im, by usunęli obcych bogów z życia społecznego. Czy zauważyliście bożka stojącego na straży władzy, któremu na imię demokracja? Na demokrację powołują się wszyscy, nawet pierwszaki w szkole. Demokracja jest tylko narzędziem władzy. Na straży demokracji muszą stać wartości. Demokracja bez wartości przemienia się totalitaryzm. W Polsce bardzo źle, przekształciła się już w oligarchię i kontroluje wszystkie dziedziny życia, jeszcze bardziej niż demokracja komunistyczna. Trzeba bić na alarm. Po kompromitacji euro 2012 ogłoszono w telewizji, że darowaliśmy Europie bogactwo gościnności…”

        “… Synu! Postmodernistyczny świat stworzył innego boga. To tolerancja. Nie interesują nas zakazy, mówią pseudokatoliccy. Jesteśmy wyswobodzeni przez Chrystusa do wolności…”

        “… Synu, wina nie mają „. Środki masowego przekazu, prywatne i publiczne, mówią jednym głosem i odmieniają przez wszystkie przypadki słowo sprawiedliwość, równość, prawda. Gazeta wszystko przyjmie. Audycje telewizyjne można pięknie zmanipulować. Mamy dobrych psychologów społecznych. Poprzez manipulację można zbrodniarza wykreować na bohatera. Wówczas sprawiedliwość nie jest sprawiedliwością, równość jest dyskryminacją a prawda jest kłamstwem…

        “…Mówię tak, bo czuję się obywatelem drugiej kategorii…

        Powiedział biskup…

        PS2
        O darowiźnie będę pamiętał, gdy tylko wygospodaruję nadwyżkę operacyjną…

        • Zapewniam Szanownego Pana czytelnika – w pełni wdzięczny, za tak przemyślane i doskonale przygotowane komentarze, że nic mi się nie pomyliło, proponuję jedynie wszystko przemyśleć w oderwaniu od postaw deterministycznych 🙂 Mam nadzieję, że nadwyżka pojawi się niebawem 🙂 Serdecznie pozdrawiam

  3. Stach Głąbiński

    O czym jest mowa?
    Po pierwsze nie widzę żadnych przykładów pozwalających zorientować się w tym, gdzie, kiedy i w jaki sposób chrześcijanie są atakowani ponad “dozwolone” piętnowanie domniemanych przewinień. Czy chodzi o zabronienie wysuwania publicznych oskarżeń w wypadkach, gdy wina nie została ponad wszelką wątpliwość udowodniona? Przecież taki postulat jest pozbawiony sensu! Rozpatrzenie słuszności zarzutów nie jest możliwe przed ich objaśnieniem i przedyskutowaniem.
    Po drugie zaś:
    “Czy katolicy mają, zatem jedynie biernie przyglądać się rzeczywistości? Czy mają bez protestu w nieskończoność tolerować i znosić próbę narzucania im nowej alternatywnej rzeczywistości?”
    a także:
    “Nie chodzi o rozpalenie stosów inkwizycji i wypalanie rozgrzanym żelazem zła, nie ten czas i inne metody. Jednakże potrzebne jest jakieś przeciwstawienie się propagandzie zła, wszechogarniającej naszą rzeczywistość”
    Przecież wystarczy pobieżny przegląd prasy, by przekonać się, że wspomniana “bierność” nie istnieje …. “Przeciwstawianie się” od dawna jest faktem!
    I na koniec fragment, w którym krakauer wpisał się w szeregi prymitywnych, wzywających do krucjaty, operujących używanymi bez uzasadnienia inwektywami:
    “Dość tolerancji oznaczającej bierność i pozwolenie dla różnego rodzaju mniej lub bardziej szkodliwych idiotów na sianie propagandy zła wśród społeczeństwa! Nie można tego bez końca tolerować”
    Medice, cura te ipsum!

    • Szanowny Panie S. Głąbiński

      Pana niezwykle cenne i jakże trafne przemyślenia – naprawdę!!! zasługują na artykuł, a nie na samo komentowanie moich skromnych wykwitów… wystarczy nieco rozwinąć, uzupełnić i proszę bardzo oto mamy fajny tekst 🙂 Gorąco do tego zachęcam, aczkolwiek jeszcze bardziej zachęcam żeby przy tym poznawaniu bojem uroków pisarstwa zagłębiać się nieco w meritum.
      Dla Pana przyjemności, deklaruję – że mogę przedstawić tekst stanowiący naprawdę wezwanie do krucjaty, jednakże po pierwsze bałbym się, że niektóre środowiska mogłyby go wypisać sobie na sztandarach, a po drugie no nie wyobrażam sobie, żeby po tak niezwykle miłym “zinwektywowaniu” mnie nie pałał Pan w tej chwili niepohamowaną rządzą skorzystania z naszego modułu do darowizn… Do czego gorąco zachęcam, albowiem liczy się każda złotówka.

      Serdecznie pozdrawiam

      k.

      ps. kocham te opieranie wszystkiego na przykładach – to taki piękny dialektyczny darwinizm 🙂 jednakże czysty abstrakt, to to czym nawet najpodlejszy “klecha” przewyższał najwyższych komisarzy… dlatego stało się tak jak się stało 🙂

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.