Czy John Kerry przywiózł Europie wojnę, czy pokój?

To smutne, że znowu decyzje o losach Europy zapadają w gabinetach władzy centralnej obcego mocarstwa, to żałosne jak bardzo łatwo Europejczycy pozwolili sobą sterować, to żenujące, że nie potrafią głośno powiedzieć o swoich interesach i przeciwstawić się działającym na kontynencie mackom sieci zła i kłamstwa, którymi pewna była brytyjska kolonia położona pomiędzy dwoma oceanami zniewala kluczowe czynniki opiniotwórcze i decyzyjne w Europie.

Wizyta tak wysokiej rangi polityka, jakiej właśnie byliśmy świadkami w Kijowie, nie była przypadkowa. Sytuacja na froncie ukraińskiej wojny domowej w sposób realny przybliżyła się do wzmocnienia szans powstańców na przetrwanie nawały artyleryjskiej i blokady ze strony oddziałów póki, co lojalnych rządowi w Kijowie. Dlatego, zaniepokojeni tym przebiegiem spraw goście zza wielkiej wody zdecydowali się zapoznać z sytuacją na miejscu.

Zastanawiające jest to, czy już lecą pierwsze samoloty transportowe z USA do Kijowa, czy też Ukraińcy będą musieli wykorzystać sami możliwości swojego lotnictwa transportowego? Nie da się prościej dostarczyć na Ukrainę uzbrojenia i instruktorów, niż mostem powietrznym. Zwłaszcza w sytuacji, w której zachodnio-europejscy sojusznicy wypowiedzieli się przeciwko dostarczaniu broni śmiercionośnej do Kijowa.

Postawa Polski, której minister spraw zagranicznych mówi o dostawach broni w kategoriach biznesu, odrzucając realia geopolityczne – co stanowi nic innego, jak tylko czyste szaleństwo prowadzące Europę na skraj dramatu.

Alternatywnymi drogami dostaw dla sprzętu ciężkiego jest szlak przez Bosfor lub przez porty polskie a następnie drogą lądową na Ukrainę. Miejmy nadzieję, że przynajmniej do tego drugiego scenariusza nie dojdzie.

Wraz z ewentualnym uzbrojeniem będą musieli przyjechać na Ukrainę także instruktorzy, to nie muszą być etatowi żołnierze US Army, tylko pracownicy firm wyspecjalizowanych w dostarczaniu zaawansowanych usług w zakresie bezpieczeństwa, o których wiadomo z różnych przekazów, że prawdopodobnie są już w zorganizowanych strukturach na Ukrainie.

Na tym przykładzie Europejczycy mają szansę zrozumieć zasadę na jakiej opiera się ich sojusz z USA – który jest jak stosunek seksualny z lwem, przy którym dobrze jest być jeżeli się mu dogadza, ale jeżeli tylko przestaje się to robić – można natychmiast stać się jego ofiarą. Przy czym, tak jak w tym przypadku, lew może zrobić krzywdę “przy okazji”, pomijając zdanie swoich “sojuszników”, najzwyczajniej realizując swoją lwią politykę – tak jak ma na to ochotę. Natomiast, to że inni mogą mieć z tym problem to już nikogo nie interesuje, jeżeli chce się uniknąć konsekwencji złych decyzji lwa, należy ponownie zabiegać o jego względy.

Jeżeli w Europie wybuchnie wojna, np. poprzez rozlanie się konfliktu ukraińskiego na sąsiednie kraje, to będzie wina tylko i wyłącznie wynikająca z agresywnej polityki USA. Europejczycy już zrozumieli, że nie ma miejsca dla Zachodu na Ukrainie, a zarazem Ukrainy – rządzonej przez oligarchów, nie sposób przyjąć do Zachodu. To nie jest wina Zachodu, tylko ukraińskich oligarchów, którzy okłamali Zachód wysługując się miejscu schronienia swoich majątków – USA, szczując na siebie swój własny Naród! Za szaleństwo zamachu stanu – łamiącego Konstytucję właśnie tak się płaci. Czy ktoś dzisiaj pamięta o umowie stowarzyszeniowej, może czas porozmawiać o jej szczegółach – to dopiero wyjdą sprawy!

Jest jednak jedna jedyna szansa na zachowanie pokoju – jest nią amerykański cynizm i zwyczaj w porzucaniu sojuszników. Mianowicie, oni mogą szukać sposobu na wyjście z twarzą z problemu, tak żeby potem nie było, że pozostawili Ukrainę sam na sam na przeciwko wielkiego już rozgniewanego niedźwiedzia, który wyszedł zły z Tajgi i nie podoba mu się całe zamieszanie. Być może amerykańska pomoc będzie pozorna, tj., Amerykanie jak to mają w zwyczaju dostarczą kilka błyskotek, generujących więcej dymu niż realnego zagrożenia i na tym się amerykańska pomoc skończy. Oligarchom będzie oczywiście głupio przyznać się przed ludźmi, że zostali spuszczeni w kiblu i na tym cała awantura się skończy, może w uzupełnieniu o jakąś demonstrację siły, żeby był odpowiedni symbol pomocy i sukcesu.

Inaczej trudno sobie wyobrazić pełne zaangażowanie, bo przecież nie ma chyba nigdzie takich skończonych idiotów i podpalaczy pokoju międzynarodowego, żeby narazić NATO na otwartą wojnę z Rosją.

Nie można się dziwić, że Prezydent Francji François Hollande i Kanclerz Federalna Niemiec Angela Merkel dla zrównoważenia tej wizyty, udają się do Kijowa oraz do Moskwy. Gra toczy się o maksymalną stawkę.

3 myśli na temat “Czy John Kerry przywiózł Europie wojnę, czy pokój?

  • 6 lutego 2015 o 10:45
    Permalink

    Oni się czegoś boją, Amerykanie chcą tylko zakończyć sprawę przekonali Poroszenkę i skę że ich majątki są zabezpieczone za wielką wodą – byleby tylko zdążyli na lotnisko a to zabezpieczą dwa bataliony faszystów i oddział Blackwater/Xi

    Odpowiedz
  • 6 lutego 2015 o 13:21
    Permalink

    Pan Cim…..oddaje Usa swoje stypendium 20 lat w CIa

    Odpowiedz
  • 7 lutego 2015 o 08:40
    Permalink

    Jedyne co Mr Kerry powinien przywozić do Europy to ketchup. Choćby dlatego, że to jest jedyny intelektualny wysiłek na jaki go stać.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.