Czy jesteśmy świadkami początku końca Platformy Obywatelskiej?

Śmiesznie się zrobiło, na tyle że prawdopodobnie jesteśmy oto właśnie świadkami początku końca Platformy Obywatelskiej jako formacji politycznej w Polsce. Śmiesznie jest głównie dlatego, ponieważ wszyscy chcieli dobrze, a wyszło – no właśnie, tego się nawet nie da opisać co wyszło i jak wyszło, ale jednak bardzo wiele interesujących faktów wyszło.

Po pierwsze wiadomo, że prawdopodobnie (opieramy się na domniemaniach i oświadczeniach uczestników zdarzeń) mieliśmy do czynienia z nepotyzmem powiązanym z korupcją polityczną, czyli próbą zobowiązania delegata na zjazd partyjny do określonego głosowania w zamian za korzyści polityczne. Miejmy nadzieję, że wyjaśni to prokuratura i nie będzie to trwało np. trzynaście lat, ale trzynaście dni – tak do dwóch tygodni, dłużej nie powinno – uczestnicy wydarzeń są zdrowi, silni, zwarci i gotowi zeznawać.

Po drugie wiadomo, że prawdopodobnie (na podstawie udostępnionych przez uczestników zdarzeń rzekomych nagrań) mieliśmy do czynienia z korupcją polegającą na kupczeniu stanowiskami w spółce Skarbu Państwa lub podmiocie z nią powiązanym, co wcale nie łagodzi ciężaru problemu.

Po trzecie zaczęło robić się nerwowo i powoli towarzystwo partyjne zaczyna się obrzucać błotem i nawoływać do usunięcia z szeregów gorących kartofli.

Jest oczywistym, że społeczeństwo w czasach kryzysu jest zainteresowane tym, czy rzeczywiście partyjni działacze, ich rodziny i znajomi są ustawieni w państwowych spółkach lub ewentualnie otoczyli spółkę matkę spółkami współpracującymi, które – jak się okaże prawie zawsze wygrywają przetargi i takie różne…

Oj wiele do pracy może tutaj mieć prokuratura. Gdyby Platformie Obywatelskiej zależało na opinii, jej przewodniczący powinien natychmiast przeciąć wszelkie domniemania i dywagacje – rozwiązując struktury regionalne, a następnie powołać komisję parlamentarną – powierzoną do prowadzenia opozycji (z równowagą głosów), mającą na celu zbadanie już ujawnionych wątków. Tylko w ten sposób można skutecznie dbać o przejrzystość w polityce.

Tymczasem, to co zapowiedział pan Graś – rzecznik czegoś tam, nie tylko poraża, ale wręcz nakazuje zapytać się czy przypadkiem nie jesteśmy ofiarami jakiejś fikcji i próby zbiorowego oszustwa, w celu uniknięcia odpowiedzialności. Jeżeli bowiem problemem ma być rozhuśtanie sytuacji w PO, tak żeby rząd musiał zajmować się sytuacją w Platformie a nie sytuacją w kraju i to niby miałoby być powodem do wcześniejszych wyborów – to przepraszam kto tu jest d…..m lub ma kto kogo za d…..a?

Pan Graś chyba zapomniał, że wyborców i podatników zupełnie nic nie interesują wewnętrzne rozgrywki w jego partii i jeżeli ma tylko na tyle wyobraźni, żeby sprawą bałaganu we własnej partii równoważyć sprawy państwowe to powinien najlepiej zniknąć, bo wstyd w ogóle istnieć publicznie. Jak w ogóle można stosować taki pseudo-szantaż wobec części własnych działaczy, albowiem to oni są przecież adresatami?

Czy stosunki wewnętrzne w Platformie Obywatelskiej pomiędzy poszczególnymi frakcjami przypominają stosunki w gangu, gdzie herszt może utrzymywać swoich podwładnych w dyscyplinie zamknięciem scenariusza, czyli donosem na policję?

Przecież grożenie członkom własnej partii, że jeżeli się nie dogadają to nastąpi koniec bajki – nowe wybory, jest dokładnie zamknięciem scenariusza – niczym innym. Czy naprawdę tylko tyle władzy ma pan Tusk nad regionami? Szok! Po prostu nie można w to wierzyć, albo nie można brać słów pana Grasia na serio. Nie da się do tej wypowiedzi podejść inaczej, tu nie ma logiki.

Na jaw zaczynają wychodzić kolejne taśmy, widać że nie ma żartów. Prawdopodobnie sprawa jest przez kogoś sterowana, jednakże nie wiadomo czy to jest zemsta przegranego, czy ktoś robi mu niedźwiedzią przysługę – o tym trzeba pamiętać! Właśnie w takich chwilach ujawniają się bowiem uśpieni prowokatorzy, czy też mówiąc wprost – w szerokim rozumieniu agentura wpływu, której zadaniem jest przeciążenie sytuacji niewyjaśnionej na stronę chaosu i upadku. Oczywiście najczęściej są to tzw. pożyteczni głupcy, którzy mogą być w pełni przekonani, że robią coś dla dobra swojego, partii, otoczenia i oczywiście ojczyzny. Jednakże naprawdę czasami jest lepiej po prostu zamknąć usta i siedzieć na czterech literach pozwalając, żeby bieg spraw sam się ułożył i wyklarował – niż próbować powiedzieć że system jest zły i ktoś w nim nasmrodził.

Ta cała sytuacja to jest wielki sprawdzian dla Donalda Tuska, który chyba nie myślał w swojej omnipotencji, że tak po prostu sobie spuści w kiblu Grzegorza Schetynę. Jeżeli okazałoby się, że w wyniku tak w istocie banalnego sporu (bo przecież nie wiadomo o co panowie się pokłócili) doszłoby w Polsce do upadku rządu to powstają dwie hipotezy – Platforma, ale nie koniecznie Tusk, tak posterowała sytuacją, żeby skrócić między okresy i mieć szybciej nowe otwarcie. Alternatywnie – Tusk, rząd i struktury partyjne są tak słabe, a ludzie współzależni od siebie – tak się nienawidzą i tak nie są w stanie współpracować, że to wszystko nie ma sensu i niech rzeczywiście rządzi ktoś inny.

Wieczorem obradowały władze krajowe partii, główny oczerniany wypowiada się w mediach, że to spisek drugiej strony politycznego sporu, a jego wypowiedzi zostały zmanipulowane i wyrwane z kontekstu – przy czym jest zaskakująco spokojny i wiarygodny.

Na szczęście zbliża się ważne dla Polaków święta, dzięki temu mamy możliwość się wyciszyć i nabrać dystansu do spraw, albowiem w zasadzie są to proste kwestie – nikt tutaj nie podważa fizyki kwantowej, tutaj trzeba po prostu się porozumieć i tak podzielić fotelami, żeby każdy miał gdzie siedzieć no i do tego trzeba się uśmiechać do kamer. Czy to jest naprawdę takie trudne?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.