Polityka

Czy jesteśmy gotowi na autorytaryzm?

 Jesteśmy krajem ukształtowanym przez doświadczenia autorytarne. Przedwojenna Polska była państwem pułkowników i obszarników oraz kleru, którzy pod szyldem sanacji, w kulcie zmarłego wodza chcieli rządzić krajem przez lata. W PRL-u też było nie lepiej, przecież jego ostatni okres był de facto dyktaturą wojskową, może w wersji soft, ale mimo wszystko jednak była to dyktatura.

Po Okrągłym Stole nastąpiła w Polsce swoista fetyszyzacja demokracji, w różnych odsłonach typowych dla poszczególnych okresów naszej transformacji, z czego najtrudniejszym okresem bez wątpienia był okres końcówki rządów SLD ze słynnymi komisjami śledczymi parlamentu po moment ustąpienia rządu Prawa i Sprawiedliwości. W tym okresie działo się w Polsce wiele, bardzo różnych działań, które co prawda nie dotyczyły zwykłych obywateli, dla których system ma nie dający się zrozumieć gąszcz przepisów i zakazów, ale dotyczyły establishmentu. Kto pamięta bezprawne aresztowania prezesów największych spółek? Kto pamięta niewyjaśnioną nadal śmierć Barbary Blidy na Śląsku? Kto wreszcie pamięta to co wygadywał nieżyjący już Andrzej Lepper, z którego się wyśmiewano ale z czasem historia w wielu sprawach przyznała mu rację, albo przynajmniej nakazała ponowne rozważenie jego argumentacji. Tych przykładów jest o wiele więcej, część można odnaleźć w kronikach prasowych z tego okresu, ale o innych nadal się milczy. Już chyba bowiem szczytem wszystkiego byłoby domniemane zezwolenie przez Polskę na wykorzystywanie naszego terytorium na przetrzymywanie i rzekome torturowanie jeńców przez naszego sojusznika.

Dzisiaj myśląc o państwie jako o państwie demokratycznym obywatele mają przed oczami obraz sejmokracji, gdzie wybrańcy narodu, często w sposób karykaturalny ścierają się na swoje poglądy i częściej emocje. Teatr jakim jest sala posiedzeń Sejmu jest czymś oczywistym dla każdego powyżej 15 roku życia! Po prostu wielkie przedstawienie i spektakl, którego nie powstydziliby się najbardziej ortodoksyjni sytuacjoniści. Niestety system nakazuje nam uważać to co widzimy tam za demokrację i coś normalnego, czym to wszystko niestety nie jest, albowiem gołym okiem widać, że nasza demokracja po prostu nie działa tak jak powinna i o ile jeszcze udaje się to maskować na sali plenarnej sejmu, to już komisje sejmowe – oczywiście nie wszystkie, ale w większej części demaskują charakter tej demokracji przedstawicielskiej z jaką mamy do czynienia.

Obecnemu stanowi rzeczy winne jest przede wszystkim jedno – sposób formułowania list wyborczych przez partie polityczne. Doły partyjne nie mają tutaj nic do gadania, w tym znaczeniu że w przeważającej liczbie partii politycznych – nie ma demokracji przy przygotowywaniu i zatwierdzaniu list wyborczych. Demokracja byłaby rzeczywista, gdyby w każdej partii można było przygotować tyle list wyborczych ile życzą sobie tego członkowie partii w danym okręgu wyborczym a następnie poprzez głosowanie tajne doszłoby do wyboru, która lista ma największe poparcie i ta byłaby uważana za zatwierdzoną i wybraną. Dopiero wówczas moglibyśmy mówić, że mamy do czynienia z demokracją, a nie formą autorytatywnego zapisywania na listy znajomych królika przez jego zaplecze i otoczenie jak to się dzieje ze szkodą dla państwa i społeczeństwa od kilku lat.

Jednakże taki mechanizm jest raczej niemożliwy do wprowadzenia w sytuacji, gdzie władza nad partią posiadającą najbardziej rozpoznawalny logotyp równa się władza nad krajem. Tutaj idzie o miliardy złotych i możliwość panowania nad całkiem fajnym krajem, który z perspektywy lotu helikopterem nie jest taki błotnisty jak nam maluczkim się wydaje.

Czy ktoś o tym mówi? Czy ktoś to dostrzega? Mamy w mediach stałą papkę pompowaną do mózgów widzów wielką rurą pod olbrzymim ciśnieniem – spór o skrzydło, brzozę, d……y, i…….y, k…..y i inne sprawy, które bez wątpienia są ważne, ale w obliczu zawłaszczania naszej demokracji przez grupę cwaniaków w drogich krawatach przeważnie kupowanych za państwowe pieniądze – nie można milczeć, trzeba mieć odwagę nazwać odchody perfumerią – cytując nieumiejętnie klasyka!

Wniosek – nawet jeżeli tak nie uważamy, to żyjemy w kraju w części autorytarnym, w którym jego niewidoczną część akurat tą decydującą o kluczowych kwestiach opanowali jacyś mityczni „oni”, którzy dawali o sobie znać za sanacji, za Jaruzelskiego no i teraz święcą triumfy. Naprawdę „oni” mają się świetnie i chociaż nie ma już szosy na Zaleszczyki, którą mogliby uciec, to mają inne bardziej wysublimowane możliwości, a ich majątki już są tam, gdzie być powinny. Jedynie my nie rozumiemy, dlaczego oczywistości jak w sprawie śmierci Barbary Blidy nie są zrozumiałe dla śledczych? Dlaczego lata trwają procesy o odszkodowania za niesłuszne aresztowania? Co z życiem spędzonym w więzieniach Rzeczpospolitej? O samobójstwach nawet nie próbujmy tutaj deliberować. Ot, demokracja… autorytarna.

2 komentarze

  1. Stach Głąbiński

    W jednym Krakauer myli się. Nie ma racji, gdy pisze “trzeba mieć odwagę”. Ja np. od lat bez przykrych konsekwencji głośno i otwarcie piętnuję łamanie zasad demokracji w SLD, której jestem członkiem. I rzecz ciekawa, często spotykam się z wyrazami aprobaty dla mojego stanowiska. Zarazem nie zdarzyło się, by ktoś poparł mnie czynnie. Przyczyną tej bierności są wg mnie: fałszywie pojęta lojalność wobec władz partyjnych i przekonanie, że “tak było i widocznie tak powinno być”; możliwość krytycznego oglądu postępowania “wodza” jest dla Polaka czymś niepojętym.

  2. inicjator_wzrostu

    Za niski poziom zaufania społecznego w Polsce, żeby oddać sprawy rządzenia autokratom.
    Z kolei gdy ktokolwiek weźmie władzę siłą – to będzie bunt.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

twelve − 4 =