Polityka

Czy Iran zaczyna grozić Europie?

 Iran wie, że jego czas dobiega końca, rozmieszczenie nowoczesnych rakiet Patriot PAC-3 w Turcji przez NATO to obrona defensywna sojuszu przed możliwymi zagrożeniami, ze strony Syryjskich lub Irańskich rakiet balistycznych, które potencjalnie mogą przenosić głowice z bronią masowego rażenia.

Jakiekolwiek przebąknięcia o wojnie światowej oznaczają, że w przypadku zagrożenia państwo Irańskie jest w stanie zaatakować tam, dokąd sięga jego potencjał, a sięga do Europy, a ściślej do Polski bez problemu. Dokładnie tak należy odczytywać wszystkie irańskie pohukiwania i pomachiwania szabelkami – grożą, że ewentualny atak na Iran będzie oznaczał wojnę światową, oczywiście nie muszą dopowiadać, że sprowokują ją sami atakując bronią masowego rażenia miasta Izraela i Europy.

Tego powinniśmy się po nich spodziewać, albowiem w razie ostateczności a wojna będzie dla nich oznaczała upadek reżimu – nie cofną się przed niczym, żeby zadać jak najwięcej ciosów. Dla nas może to oznaczać kilka rakiet z głowicami masowego rażenia – najprawdopodobniej chemicznymi wcelowanymi w największe możliwe cele zurbanizowane tj. Warszawę i konurbację dolnośląską. Oczywiście nie mamy na to jak odpowiedzieć, poza wzięciem udziału w ewentualnej koalicji, wówczas – z poparciem narodu uczestniczylibyśmy w wojnie – z powietrza i ziemi, wojnie jakiej zachód nie widział od zajęcia Ktezyfontu przez Rzymian, nie wspominając inwazji sowieckiej na Persję na końcu Ii wojny światowej.

Sankcje silnie doskwierają gospodarce irańskiej, ten kraj jest uzależniony nawet od wtórnego importu przetworzonych produktów ropy naftowej – benzyn, albowiem własny przemysł nie zabezpiecza tamtejszych potrzeb. Iran długo nie wytrzyma embarga, zwłaszcza jeżeli byłoby ono naprawdę ścisłe.

Jednakże zachód nie może sobie pozwolić na żadne ryzyko, albowiem tak czy owak grozi nam wojna cywilizacji. Jednakże nie bardzo można rozpocząć wojnę z Iranem, do póki w Afganistanie są nasze wojska uzależnione od rosyjskiej i pakistańskiej logistyki. Co prawda oba państwa mają względem Iranu nastawienie głównie handlowe, jednakże to też się liczy no i kluczowa postawa Chin oraz Indii – największych importerów ropy z Iranu.

Generalnie mamy dwie możliwości – pozwolić na to, żeby sprawa się „kisiła”, aż pewnego smutnego dnia będzie tak przegnita, że sama pęknie, wówczas wojna potoczy się błyskawicznie a reżimy i “reżimki” Zatoki Perskiej będą prosiły o atak samolotów z Gwiazdami Dawida na skrzydłach na irańskie cele i obecność US Navy w zatoce. Oczywiście ceny ropy poszybują ekspresowo do góry, więc ewentualne rozstrzygnięcie musiałoby nastąpić szybko – zarobią spekulanci. Alternatywą jest sprowokowanie konfliktu, doprowadzenie do sytuacji, w której Irańczycy sami, jako pierwsi zniszczą coś, co będzie uzasadniało rozpoczęcie działań zbrojnych – poprzedzone odpowiednią rezolucją ONZ.

Ten drugi scenariusz jest tylko i wyłącznie kwestią czasu, albowiem nikt na zachodzie ani nasi partnerzy w Zatoce – nie pozwolą na zbudowanie przez Iran broni atomowej, to jest po prostu niemożliwe do zaakceptowania, nie mówiąc już o Izraelu. Dlatego też należy się na ten scenariusz odpowiednio wcześnie przygotować, a wiadomo, że nic tak skutecznie nie napędza gospodarki jak poważna – najlepiej „światowa” wojna, którą można wygrać dzięki przewadze technologii i siły ognia własnych i sojuszniczych sił.

W tej chwili ważne jest rozegranie sprawy przez dyplomatów, jeżeli oficjalne czynniki Irańskie grożą Unii Europejskiej, to musi się to spotkać z odzewem, przywołującym Irańczyków do porządku. Nawet, jeżeli będzie to oznaczało eskalację konfliktu to i tak nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ jest to i tak tylko element większej układanki, w której od naszej stanowczości i realnej siły będzie zależeć przyszłość.

Zupełnie teoretycznie można także rozważyć scenariusz najzwyklejszego zaprzestania zabawy w jakieś humanitarne i pokojowe dyrdymały i po prostu zniszczyć wroga, jako pierwszy. Problem polega jednak na tym, że Iran nie jest naszym wrogiem, albowiem potrzebujemy pretekstu – dopiero po wydarzeniu, które spowodowałoby atak Iranu na NATO – moglibyśmy zacząć wojnę.

Syria w całej układance jest coraz bardziej czytelna, zwłaszcza w kontekście brutalizacji realizowanego tam scenariusza wewnętrznego. Dobrze, że zachód nauczył się, że konflikty najlepiej jest rozgrywać rękami miejscowej ludności, albowiem dzięki temu unikniemy niepotrzebnego przelewu krwi – jak w Iraku i Afganistanie, jednakże nie można biernie oczekiwać na rozwój wypadków. Już dzisiaj powinniśmy przygotowywać kontyngent na najzupełniej poważną wojnę, w której były front, a nieprzyjaciel dysponowałby całkiem niezłą armią lądową.

Dodatkowo należy przygotować kraj na ewentualny szok naftowy – zrobić zapasy paliwa i wszystkiego, co jest od niego uzależnione – w taki sposób, żeby kraj miał, co najmniej trzy miesięczny bufor we wszystkim, co jest potrzebne do zwyczajnego funkcjonowania, a w przypadku racjonowania nawet roczny.

Jako dość znaczny kraj powinniśmy mieć możliwość wysłania sił ekspedycyjnych liczących z konieczności – około 100 tyś wojsk lądowych pogrupowanych w typowo wojskowe struktury, tak żeby stale w boju mogło brać udział mniej więcej 30 tyś wojska, drugie tyle odpowiadać za logistykę a trzecia część kontyngentu przygotowywała się do zmiany najbardziej zaangażowanych bojowo. Oznacza to przede wszystkim zaciąg ochotniczy za pieniądze na „misję” oraz odnowienie poboru dla potrzeb wojska w kraju. Bez problemu powinniśmy w ciągu roku dojść do około 300 tyś. armii zawodowo-najemno-poborowej. To uwiarygodniłoby nas wśród sojuszników, a zarazem podniosło znacznie prestiż kraju, jako zdolnego do prowadzenia wojny w oparciu o własne siły, najlepiej własną i sojuszniczą logistykę oraz własny przemysł – z dala od terytorium państwowego. To bardzo ważne, albowiem takich krajów jest tak naprawdę bardzo niewiele.

Przy tym wszystkim, ze względu na możliwy poważny bałagan na całym Bliskim Wschodzie – należałoby się liczyć z koniecznością podwojenia, a potem potrojenia wysiłku (armia milionowa – na misji około 300 tys.,) w perspektywie drugiego i trzeciego roku konfliktu. Byłby to olbrzymi wysiłek finansowy państwa, jednakże za pokój się płaci. Warto pamiętać, że od wyniku tej wojny – zależałby przyszły pokój w Europie, albowiem jeżeli Turcja – co jest prawie niemożliwe, ale upadłaby albo przekształciła się w państwo islamistyczne – to byłby pierwszy dzień powrotu widma osmańskiego jarzma dla Europy południowej. Dlatego, dla zachowania status quo – w kontekście Europy, jako strefy pokoju – warto zdobyć się na każdy wysiłek, żeby tylko oddalić niebezpieczeństwo od naszych granic. Co nas naprawdę chroni? Morze? Góry?

Przy tym wszystkim warto jest jeszcze przyglądać się Rosji i jej satelitom z bliska, albowiem Moskwa już od dawna wie, o co toczy się gra i co oznaczać będzie wygrana zachodu. Jeżeli przegramy w tym konflikcie, – co w naszym wypadku oznacza inny układ sił niż narzucony przez nas scenariusz polityczny, to już naruszamy status quo.

Wniosek generalny z tych rozważań jest taki, że nie można sobie pozwolić na jakiekolwiek tolerowanie nawet najmniejszych – i dorozumianych gróźb ze strony kogokolwiek, co do możliwości ataku na terytorium Unii Europejskiej i NATO. Każdy, kto jest taki głupi żeby nam grozić może bardzo łatwo się przekonać, co potrafi Europejska stal. Niesłychanie ważne jest przy tym to, żeby nie bawić się w „chór dziewic”, śpiewających o pokoju, ale podchodzić do spraw tak jak tego wymagają. To jest Bliski Wschód, tu nie ma delikatności i zastanawiania się! Wojna jest nieunikniona, od naszej przebiegłości i zdolności zależy – czyimi rękami i na czyj koszt ją rozegramy – szybko, czy długo i w jaki sposób ostatecznie się angażując.

Na marginesie powstała by kwestia Białoruska, jako państwa jawnie wspierającego Iran, w tym co wymaga ustalenia w zakresie dostaw broni. Ze względu na granicę z tym państwem musielibyśmy się przygotować na każdą ewentualność.

2 komentarze

  1. Poniewaz liczebnosc wojska mamy taka jaka mamy i poniewaz Rosja na razie tylko patrzy, to sa wieksze zmartwienia niz przygotowanie korpusu ekspedycyjnego. Za osloniecie Europy od Turkow w bitwie pod Wiedniem zachod podziekowal nam pozniejszymi rozbiorami, wiec tym razem nauczeni doswiadczeniem pozwolmy, Europie pacyfistow, radzic sobie samej. Wojsko Polskie niech wraca do Polski i zajmie sie obrona granic. Iran ma duzo ewentualnych celow w okolicy, nie bedzie tracil zasobow na Polske, bo nie ma to zadnego sensu. Przejeli sie by tym ewentualnie Polacy, a zachod nic nie zrobi, ewentualnie sie ucieszy, ze po raz kolejny robimy za mieso armatnie w obronie “wartosci zachodnich”.

  2. Krakałerze, 2-ch szefów Mossadu, oraz szef Szinbetu stracili swoje posady, ponieważ w Knesecie nie chcieli potwierdzić tez o zagrożeniu ze strony Iranu. Czy sądzisz, ze tych trzech facetów, to byli wrogami Israela? Czy uważasz, że może byli zwykłymi idiotami? Zapewniam Ciebie, że ani jedno ani drugie.
    Z pełnym szacunkiem do Ciebie i twojej znakomitej publicystyki natomiast to co piszesz na tematy bliskowschodnie, przypominają mi głosy skrajnych syjonistów, którzy nawet rozważają możliwość “prewencyjnego” uderzenia ze strony Israela na Iran. Z tym, że większość tych ludzi mieszka poza Israelem….
    Zapamiętaj to co teraz napiszę – jest to dokładnie co mówiło tych 3-ch facetów przed Knesetem. WOJNA ISRAELA Z IRANEM NAWET Z UDZIAŁEM USA ZMIENI SYTUACJE GEOPOLITYCZNĄ W TYM REGIONIE ŚWIATA Z TRUDNYM DO WYOBRAŻENIA SKUTKIEM DLA DALSZEGO ISTNIENIA PAŃSTWA ISRAEL. STĄD TEŻ NIE NALEŻY PODEJMOWAĆ JAKICHKOLWIEK DZIAŁAŃ MILITARNYCH W OBECNEJ SYTUACJI ALBOWIEM OBECNIE IRAN NIE STANOWI REALNEGO ZAGROŻENIA DLA ISRAELA!!!!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.