Paradygmat rozwoju

Czy głównym celem polskiego aparatu przemocy jest kontrola nad społeczeństwem?

 Porządek prawny i jego przestrzeganie jest podstawą każdego państwa. Prawo służy do regulacji wszelkich kwestii wewnętrznych, zarówno pomiędzy obywatelami jak również pomiędzy obywatelami i państwem, jak również – pomiędzy obywatelami, państwem a przedsiębiorcami. Do egzekwowania prawa państwo buduje swój aparat legalnej i usankcjonowanej przepisami prawa przemocy. Państwo posiada powszechnie znane procedury pełnego oddziaływania na społeczeństwo poczynając od pouczania i inwigilacji a na zadawaniu śmierci zgodnie z prawem kończąc. Pomiędzy tymi skrajnościami znajduje się całe spektrum metod oddziaływania dostosowane do poszczególnych wyzwań jak np. grzywny, przemoc fizyczna, odosobnienie, kastracja, przymusowe leczenie psychiatryczne i inne sposoby oddziaływania na jednostkę.

Zasadą państwa demokratycznego uznającego humanitaryzm jest, przekonanie, że przemoc państwowa jest adresowana zawsze do jednostek, nawet, jeżeli obwiniona jest o coś jakaś grupa – nie stosuje się do niej, jako zasady odpowiedzialności zbiorowej, ale następuje jej dezagregowanie i oddziaływanie środkami karnymi na poszczególnych jej członków. To zasada, natomiast bardzo często mamy do czynienia z odstępstwami od niej i to o systemowym charakterze. Chodzi o takie działania aparatu przemocy państwowej, że przy okazji jednego rodzaju represji – stosowane są represje skojarzone oddziałujące także na osoby związane z represjonowanym.

W naszych realiach prawnych mamy do czynienia nie tylko z łamaniem własnych zasad przez aparat przemocy, ale także z karaniem poprzez procedurę. Nie brakuje osób siedzących w aresztach bez wyroku! Nie brakuje osób zarażanych żółtaczką, HIV lub wykańczanych psychicznie w więzieniach. Co więcej nie brakuje przedsiębiorców – zarzynanych przez system kontroli podatkowej. Procedury, kary skojarzone, kary systemowe i inne sposoby upodlenia ludzi w kłopotach to specjalność naszego państwowego aparatu przemocy.

Sam fakt długotrwałości i przewlekłości procedur sądowych jest systemowym sposobem kontroli nad społeczeństwem, albowiem po pierwsze wiadomo, że bez prawnika nie ma, po co iść do sądu a po drugie – czynią to tylko desperaci albowiem długość trwania jakiejkolwiek – nawet najdrobniejszej procedury powoduje, że zwykłym ludziom nie opłaca się angażować swojego czasu np. przeciwko krzywdzącej ich korporacji, urzędowi lub przedstawicielowi elity. Fikcja równouprawnienia przed sądami jest sama w sobie sposobem kontroli nad masami, albowiem zupełnie inaczej podchodzi do procesu zwykły szary człowiek żyjący za minimalną pensję miesięcznie a inaczej wielka korporacja, która sprzedała mu np. uszkodzony telewizor i nie chce uznać reklamacji. Z jednej strony mamy człowieka, który nie ma telewizora, lodówki, odpowiednio działającego urządzenia umożliwiającego gotowanie posiłków – a z drugiej strony korporację, która kończy prace o 16-tej, a sztaby jej prawników traktują daną sprawę, jako zwykły kolejny numer do przetworzenia – wynik, dla człowieka będący często być lub nie być, dla korporacji nie ma znaczenia, bo najczęściej jest ubezpieczona.

Analizując po kolei każdy z działów naszego prawa i działania realizującej władztwo danego typu administracji za każdym razem dojdziemy do przekonania, że jej działania i zarazem cały system są nakierowane na egzekucję oczekiwanego zachowania przez ludzi. Z jednej strony zbiorowo jak w przypadku długotrwałości oczekiwania na cokolwiek w polskich sądach a z drugiej strony indywidualnie – jak w przypadku organów podatkowych, gdzie wszystkie decyzje administracji z zasady są złe dla podlegających pod ich skutki.

Wnioski? To prawo, ten aparat administracyjny a w konsekwencji to państwo – jest państwem ściśle represyjnym mającym na celu wymuszenie na znajdującym się w jego władzy społeczeństwie pożądanego zachowania. Nic innego się nie liczy i nie ma znaczenia, a na pewno nie mają znaczenia prawa jednostek, które wolno w sposób dowolny krzywdzić w majestacie prawa, – czego chyba najlepszym przykładem są sądy zaoczne – wydające z prędkością karabinu maszynowego nakazy zapłaty lub wszechmocne procedury duszące swoimi mackami wrodzoną przedsiębiorczość Polek i Polaków! Nie wiadomo, czy to pozostałość po zaborach, czy też ostatniej okupacji? W każdym bądź razie głównym sposobem kontaktu państwa z obywatelem jest nad Wisłą represja! To coś niespotykanego w łacińskim kręgu kulturowym – gdzie owszem represje są na porządku dziennym, ale względem przestępców a nie zwykłych obywateli, których robi się przestępcami po to, żeby ściągnąć z nich pieniądze lub wymusić pożądane z punktu widzenia systemu zachowanie.

Nie da się wygrać z takim systemem, albowiem jego znakiem firmowym jest podłość a metodą postępowania brutalna siła – wynikająca z opacznej interpretacji paragrafów. Jednakże każdy, nawet maluczki i słabowity widzi, że to państwo, to prawo, ten system i jego ludzie – są zdolni do pastwienia się tylko na słabszych od siebie. Nie mają szans i często nawet nie próbują podnieść ręki na cwanych, bogatych i sprytnych. Przykład złotego interesu z Pomorza jest wystarczający, nie trzeba sięgać po mafię węglową, przekręty przy autostradach, niewinnych gangsterów – wiercących ludziom kolana, czy też sprytnych złodziejów pochodzenia żydowskiego, którzy po ucieczce z Polski korzystają z ochrony swojego drugiego państwa.

Szkoda słów, ale istniejący stan trzeba zmienić po prostu ze względu na higienę psychiczną społeczeństwa, albowiem już nawet siepacze systemu widzą, że dłużej nie może być tak jak jest.

3 komentarze

  1. Tak, to jest celem polskiego aparatu przemocy – PEŁNA KONTROLA i ZASTRASZANIE SPOŁECZEŃSTWA.
    Celnie to @autor wychwycił.
    I nie ma co z tym dyskutować.
    Tak już jest.

  2. “Głównym sposobem kontaktu państwa z obywatelem jest nad Wisłą represja”
    ————————————————–
    Tu się całkowicie zgadzam. Dodam jeszcze coś od siebie, może to być tylko subiektywne odczucie. Lata 70-te XX wieku, czyli czasy PRL kojarzą mi się bardziej przyjaźnie aniżeli III RP.

    • Jakiś czas temu z przyjaciółmi porównywaliśmy lata 80-te i obecne. Wyszło nam, że (pomimo iż zdecydowanie nie byliśmy pupilkami komuny) w latach 80-tych czuliśmy się dużo bardziej “u siebie” niż dziś. Co więcej, decyzje w sprawach gospodarczych podejmowane przez “naczelników” i “sekretarzy” lokalnych jeśli tylko sprawa nie była ewidentnie polityczna – były dużo bardziej sensowne merytorycznie niż dziś, kiedy jedynym kryterium jest “zgodność z procedurami”. Meritum dziś nikogo nie obchodzi, można naginać dowolnie absurdalne wałki – byle zgodnie z procedurą.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.