Religia i państwo

Czy coś z tym chrześcijańskim przekazem jest nie tak?

 Z zasady nie powinno się dyskutować w kwestiach dogmatycznych, zwłaszcza jeżeli samemu uznaje się za wierzącego katolika, jednakże, jeżeli uświadomimy sobie, że zostały one zatwierdzane na kolejnych synodach, to jedynie wiara w natchnienie tych czcigodnych gremiów przez Ducha Świętego chroni ich decyzje od zwykłej ludzkiej oceny. Poza tym, na tematy odnoszące się bezpośrednio do samego rdzenia wiary chrześcijańskiej trudno jest prowadzić jakikolwiek dialog, albowiem nie opierają się one na rozumieniu, ale na wierze. To zupełnie coś innego, bo nie podlegało dyskusji przynajmniej do czasów pojawienia się protestantów, pomijając początki chrześcijaństwa, kiedy to pozbyto się inaczej myślących. Ostatnim argumentem zniechęcającym już w zupełności od jakiejkolwiek dyskusji jest nieznajomość oryginalnych języków, w jakich napisano święte teksty, tą przewagę nad zwykłymi ludźmi mają wykształceni teologowie i warto im zaufać, albowiem przekaz oryginalny to zawsze coś więcej niż tylko nawet najdoskonalsze tłumaczenie.

Przyjmując powyższe zastrzeżenia za wiążące, można jednak zadać niewinne pytanie, licząc na jego naświetlenie przez najwybitniejsze katolickie umysły, które z pewnością nie pozwolą swoim mniej wykształconym współwiernym na tkwienie w błędzie. Otóż kwestia zasadnicza wymagająca wyjaśnienia jest kluczowa dla całego chrześcijaństwa i jego koncepcji funkcjonowania w naszych społeczeństwach. Jeżeli bowiem twierdzi się, że Bóg jest wszechmogący a zarazem wszystko wiedzący i nieskończenie miłosierny – to, po co wystawia człowieka rzekomo na próbę charakteru i to w konsekwencji grzechu jakiegoś Adama, który jako pierwszy popełnił błąd zaufania w czymkolwiek kobiecie i pożarł przysłowiowe jabłko?

Przyjmując nawet rodowód człowieka i kwestię początków człowieczeństwa za alegorie pełne trudno zrozumiałego sceptycyzmu, niezwykle trudno jest próbować zrozumieć cel działania Boga w stosunku do kolejnych pokoleń ludzi. Przecież, jeżeli On wszystko wie, wszystko może i jest nieskończenie miłosierny – to tworząc człowieka a wiedząc o jego tragicznym przeznaczeniu musi strasznie cierpieć. Albowiem to jego dzieło już w momencie stworzenia skazane jest na wieczne potępienie, wedle jego rzekomej logiki, – którą z takim przekonaniem od lat usiłuje nam przedstawić Kościół. Przyjmując, bowiem za pewnik nawet wolną wolę człowieka i fakt, że Bóg szanuje naszą autonomię decyzyjną to i tak musi cierpieć, albowiem wie, że w ten sposób idą na zatracenie kolejne rzesze ludzi. Powstaje pytanie – gdzie w tym jest elementarna logika? Po co Bóg miałby stwarzać ludzi – godząc się na ich zatracenie, w wyniku ich autonomicznych decyzji, nawet, jeżeli pozwala im na wolny i świadomy wybór to cały ten proces jest bez sensu, gdyż On zna jego wynik. W tym kontekście zabawa w świat przypomina grę komputerową, w której gracz może budować swoją cywilizację, patrzeć jak wzrasta i się rozwija, a w decydującym momencie ją unicestwić – po prostu wyłączając program bez zapisywania gry. O co w tym wszystkim, zatem chodzi?

Nasze nierozumienie tych kwestii wynika z prostego faktu nieskończoności Boga i wynikającej stąd niemożliwości zrozumienia jego dzieła. Równolegle nakłada się na to zagadnienie ułomności naszego aparatu pojęciowego, który jest ograniczony przez naszą skalę poznawczą. Nawet najwybitniejsi z nas nie mają odpowiedzi na żadne z pytań zasadniczych, a wnioskowanie w oparciu o tłumaczenie tekstu liczące kilka tysięcy lat jest najdelikatniej mówiąc niedoskonałe, nawet w przyjętej tamże konwencji odnoszenia się do uniwersalności.

Jednakże na to wszystko ponownie nakłada się naukowy sceptycyzm, albowiem, jeżeli bowiem zgadzamy się z faktem, że Bóg jest nieskończony w każdym z aspektów, nawet w tych, o których nie wiemy, jak również w ogóle nie możemy sobie niczego wyobrażać, to należy czy oczekiwać, że w każdym swoim działaniu będzie on również nieskończenie logiczny, konsekwentny i w istocie przewidywalny? Przecież w pojęciu Boga mieści się także pojecie doskonałego, – czyli absolutnego chaosu! Oznacza to, że nie można rozpatrywać jego dzieła poznaną przez nas matematyką.

Wnioski? Przede wszystkim potrzeba wyjątkowej pokory w tych sprawach, albowiem niezwykle trudno jest tu robić jakiekolwiek założenia. Nawet nasz aparat pojęciowy i przyjęte do niego fakty – trzeba umieć interpretować zgodnie z kontekstem ich powstawania a to wymaga chociażby znajomości starożytnych języków. Poza tym, bez względu na to jak bardzo chcielibyśmy, żeby Bóg był logiczny i policzalny, tym bardziej jego tajemnica będzie poza naszą możliwością zrozumienia go. Nie pomogą w tym nawet przywołane powyżej nauki Kościoła, albowiem prawdopodobnie w tej relacji człowiek – Bóg, czy też ludzkość – Bóg chodzi tylko o wiarę, reszta w tym wszelkie próby pojęcia z założenia nie są możliwe do realizacji. Natomiast to, co się nam wydaje logiczne lub nielogiczne to nic innego jak nasza matematyczna niedoskonałość, ale to standardowy błąd człowieka, który usiłuje poprzez poznawanie praw tego świata implementować analogie do istniejącego ponad wszystkim przedwiecznego istnienia.

Dlatego szczęśliwy jest ten, kto wierzy… Natomiast nie budzi wątpliwości, że współczesny przekaz Kościoła nie wystarcza już wiernym. Potrzeba o wiele więcej, albowiem wszystko, co może umocnić wiarę jest potrzebne, niestety nie zawsze z wąsko pojmowanej perspektywy interesów doczesnych Kościoła instytucjonalnego.

4 komentarze

  1. youngcontrarian

    Drogi Krakauerze
    Bardzo cenie twoje artykuly, ale dzis troche sie jednak zapedziles…
    Piszesz :”dlatego szczęśliwy jest ten, kto wierzy”… czy idac tropem Twojego myslenia nalezy zalozyc, ze nieszczęśliwym jest ten, kto nie wierzy w zjawiska nadprzyrodzone?

    Naiwność rozpaczliwych, zdesperowanych apologetów chrześcijaństwa jest wręcz tragikomiczna. Przecież jeszcze 300 lat temu za ten artykuł zostalbys spalony na stosie jako heretyk przez hierarchow SWOJEGO WŁASNEGO KOŚCIOŁA.

    Jak bardzo osoby piszace podobne teksty w obronie “prawdziwej wiary” przypominają mi idealistów/apologetów konającego komunizmu głoszących/zapowiadających “oczyszczenie własnych szeregów z ideowo wrogich/obcych elementów (czytaj: czystki)”, “ideologiczne reformy”, “odnowę/perestrojkę”, “socjalizm z ludzka twarzą” czy “socjalizm-tak – wypaczenia-nie”?

    Ileż razy to przerabialiśmy? Nieszczęśnicy nie zdają albo nie chcą zdać sobie sprawy z tego, że WSZYSTKIE RELIGIE SA WYTWOREM LUDZKIEJ WYOBRAZNI i Z NATURY SA TWORAMI TOTALITARNOPODOBNYMI i sa niereformowalne.

    Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku

    Wiecej: http://www.eioba.pl/a/3opz/czerwono-brunatno-czarne-odcienie-totalitaryzmu#ixzz2HLrnppES

    • Trener Basseta

      ależ płaskie myślenie youngcontrariana…

      • Szanowny Panie każdy ma prawo myśleć w zakresie swoich pól percepcji. Prosimy zatem rozwinąć swoją myśl – dookreślić na czym owa płaskość myślenia jednego z naszych najwierniejszych czytelników rzekomo ma polegać, albowiem po prostu wypada powiedzieć co się komu zarzuca. Pozdrawiam P-Sz.

      • Też tak uważam. Do tego ta PYCHA, że znalazł jedyną prawdę. Więcej pokory zalecałbym.
        Uważającym się za chrześcijan – też.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

five × 1 =