Wojskowość

Czy bać się przesłania ćwiczeń „Запад 2013”

 Federacja Rosyjska jest termonuklearnym mocarstwem, Białoruś jej buforem od strony zachodniej. Biada temu, kto spróbowałby ten status naruszyć – potencjalnie zainteresowanych „agresorów” i „rewizjonistów” z NATO mają odstraszyć ćwiczenia Zachód 2013 – coroczne ogólnowojskowe ćwiczenia międzypaństwowe organizowane na Białorusi przez połączone wojska zainteresowanych państw.

Nie dawno ćwiczono stłumienie powstania polskiej mniejszości narodowej na Białorusi ku cichemu przerażeniu ich rodzin w Polsce. Miejscowi Polacy w Grodnie raczej stukali się po głowach pod hasłem powstania, ponieważ jedynym, kto może je wywołać jest białoruskie KGB. Rząd w Warszawie w ogóle nie zareagował na tą oczywistą prowokację jak również nie podjął żadnych działań adekwatnych – nie przygotowano scenariusza „umoczenia” naszych nielicznych Białorusinów w wojnę pomiędzy naszymi blokami i wojskowymi. W tym zakresie trzeba popierać politykę obecnego rządu, albowiem nie robiąc nic – nie dał się wciągnąć w idiotyczny dialog strategiczny na poziomie przerzucania się idiotyzmami. Tak powiedzmy to otwarcie naszym Białoruskim i Rosyjskim sąsiadom – ćwiczenia wojskowe mające na celu obronę przed agresją z kierunku zachodniego są jak najbardziej zrozumiałe, możemy chętnie wziąć w nich udział dla zwiększenia realizmu – jednakże rozjeżdżanie czołgami polskich wiosek na grodzieńszczyźnie i pacyfikowanie tamtejszej polskiej ludności to paskudna i ohydna prowokacja śmierdząca na kilometr czystkami etnicznymi, do jakich doszło w Gruzji w 2008 roku. Nie postępują tak cywilizowane państwa, nawet oficjalnie odnoszące się do siebie jak do potencjalnych wrogów.

No właśnie tutaj jest pierwszy problem, albowiem konia z rzędem temu, kto nam uzasadni, dlaczego mielibyśmy zaatakować Białoruś a w konsekwencji Rosję? Przecież to jest idiotyzm sam w sobie, gdyż atakowanie termonuklearnego mocarstwa lub jego bufora posiadającego chyba najlepsze wojska pancerne współczesnej Europy to totalny idiotyzm sam w sobie i po prostu sposób na samobójstwo a jeżeli nawet nie to koszty, które rozsadziłyby nasze wydatki publiczne na następne 20-30 lat. Nie ma żadnego powodu, dla którego mielibyśmy być agresorem w jakimkolwiek kierunku. Co więcej skutecznie możemy się przeciwstawić agresji całego NATO, albowiem bez naszego terytorium nie jest ona możliwa – przynajmniej bez pokonania nas. Wniosek – Polska nie jest wrogiem i nie będzie wrogiem ani Białorusi ani tym bardziej Federacji Rosyjskiej. To są ostatnie dwa kraje, z którymi zaryzykowalibyśmy prowadzenie wojny, nawet gdyby nasz nowy prawicowy rząd zwariował to świadomość porażającej różnicy potencjałów jest tak olbrzymia, że nikt nie zaryzykuje agresji z naszej strony.

Druga strona doskonale to wie, jednakże białoruski system państwowy opiera się na konserwowaniu i podsycaniu strachu przed „pańską” Polską i jej rewindykacjami. To jest koszt utrzymania przy władzy obecnego prezydenta tego kraju i jego reżimu. Trochę szkoda, że tamtejsze społeczeństwo nie ma pełnej wiedzy o naszych absolutnie pokojowych zamiarach, jednakże nie można się w sumie dziwić – białoruska polityka wobec Polski jest wynikiem także i naszych zaniedbań i idiotycznego nadymania się lub wymądrzania w sprawie praw człowieka. Stąd też, nie można się dziwić, że Białorusini tak ochoczo ćwiczą, jednakże akurat pacyfikowanie mniejszości narodowej to po prostu hańba.

Prawdopodobnie hitem tegorocznego „Zachodu 2013” ma być atomowy atak prewencyjny na Warszawę, czyli jeden ze scenariuszy opisywanych na naszym portalu w jednym z wielu tekstów poświęconych racjonalizacji polityki ze wschodem. Już sam fakt takiej ewentualności musi spotkać się z oburzeniem i silną reakcją polskich władz oraz adekwatną odpowiedzią naszych sojuszników. Oczywiście nie jest to żadne nadzwyczajne „halo” dla ekspertów i strategów, albowiem każdy wie, że użycie ładunków małej i średniej mocy byłoby w standardzie rosyjskiej obrony przed atakiem. Przecież po to Rosja wydaje miliardy na utrzymanie i rozwój posiadanego potencjału atomowego, żeby odstraszał. No a jak ma odstraszać, – jeżeli nie chcieliby go użyć? Dodajmy – mają, czym. Na dzień dzisiejszy całe terytorium Polski jest bezbronne – nie jesteśmy w stanie się obronić przez rosyjskim atakiem nuklearnym. Co więcej, jeżeli nawet zdobędziemy się na nadludzki wysiłek finansowy i zakupimy PAC-3 i THAAD – to i tak nie ma gwarancji, że nie odpalą głowicy w pocisku artyleryjskim, na przedpolach Warszawy. Niestety geografia jest nieubłagana, poza tym, o czym my w ogóle mówimy. Przed rosyjskim atakiem nuklearnym może uratować nas tylko dobre serce pana Władimira Putina – Prezydenta Federacji Rosyjskiej, inaczej nie mamy szans. Alternatywnie możemy pomyśleć o własnej broni jądrowej i środkach jej przenoszenia, jako – adekwatnej odpowiedzi, żeby to dobre serce nieco ścisnąć, jednakże na to jesteśmy za głupi – nikt w Polsce nie podejmie takich decyzji, ponieważ nasi politycy nie sięgają intelektem i zmysłem strategicznym nawet do zeszłorocznych śladów na śniegu łabędzi, jakie leciały razem z Prezydentem Putinem w kluczu. Po prostu na pewne działania nie starcza u nas wyobraźni, determinacji i zdrowego rozsądku.

Nie można jednakże sprawy zostawić samej sobie, – jeżeli sąsiednie mocarstwo termonuklearne ćwiczy w jednym roku standard pacyfikowania naszej mniejszości narodowej na terenie jej państwa buforowego, a w kolejnym roku zamierza ćwiczyć prewencyjny atak atomowy na naszą stolicę – to znaczy się, że coś jest już mocno nie tak jak powinno być. Wiadomo, że te ćwiczenia to tylko i wyłącznie cichy pomruk imperium przypominający o jego dominacji i potędze, jednakże to nie jest do końca normalne, że ktoś kombinuje jak zrzucić 300 km dalej bombę jądrową, a to akurat wypada na naszych domach! Musimy albo temu skutecznie przeciwdziałać – zwiększając swój potencjał odstraszania albo zmienić politykę na taką, żeby Rosja nie miała powodów do traktowania nas, jako wroga, ponieważ wrogami nie jesteśmy i nie musimy być, ponieważ w istocie nie ma pomiędzy naszymi państwami żadnych konfliktów strategicznych na tych samych poziomach odniesienia.

Równolegle rząd – mając perspektywę grzyba atomowego nad Warszawą powinien pomyśleć na poważnie o Obronie Cywilnej, w tym w szczególności o szybkiej ewakuacji miasta jak również przygotowaniu ludności i odpowiednich zapasów do zwalczania skutków ataku jądrowego. Traktujmy się na poważnie – masę pieniędzy wydaliśmy na awanturę iracką, jeszcze więcej na idiotyzm patrolowania jednej drogi w Afganistanie – teraz pojechaliśmy na wojnę kolonialną do Mali – natomiast realne zagrożenie dla nas jest zupełnie inne. Nie grożą nam islamscy terroryści, inaczej może i grożą jednakże w stopniu o wiele mniejszym niż gniew wschodniego imperium.

W naszym interesie jest wzmocnienie swojego potencjału odstraszania, jednakże wymaga to poważnych inwestycji, a tak naprawdę innej organizacji państwa i społeczeństwa, ponieważ w obecnej strukturze jesteśmy nie do obrony. To jest po prostu nie możliwe!

Na szczęście nie mamy zamiarów nikogo z sąsiadów atakować, bylebyśmy tylko nie dali się sprowokować. Ponieważ prowokacja pomyślana, jako wstęp do większego konfliktu to najlepsza i najdoskonalej sprawdzona metoda – uzasadniająca różne małe, ale zmieniające rzeczywistość geopolityczną wojenki. Zapamiętajmy przesłanie tych ćwiczeń – o ile sprawdzi się scenariusz „atomowy”, otóż Rosjanie lojalnie uprzedzają, że zmienią Warszawę w atomowy grzyb, jeżeli „zachód” ich zaatakuje lub biorą taką możliwość jak sami zaatakują. Zastanówmy się teraz, co powinien ćwiczyć „zachód”? Co może być adekwatną odpowiedzią za rzucenie Polski na kolana poprzez odparowanie jej stolicy? Atak jądrowy na Mińsk? To jednak miasto o wiele mniejsze. Dwóch celów nie wypada zaatakować, żeby nie sprowokować riposty. Więc co powinniśmy zamienić w kulę ognia Petersburg? Moskwy się nie da, albowiem Federacja Rosyjska ma najlepszy system obrony przeciwrakietowej na świecie – skoncentrowany wokoło Moskwy, jeszcze z czasów ZSRR. Co zatem możemy zrobić – jak odpowiedzieć na ten komunikat? Tymczasem póki czegoś nie wymyślimy pozostaje nam jedynie wkładać goździki w lufy karabinów ćwiczących wspólnie Białorusinów i Rosjan.

4 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    tak i to bardzo, ponieważ nie wiadomo co im strzeli do głowy

  2. Nie bać się i nic nie robić.
    A to akurat ten rząd potrafi.

  3. Strach niewiele zmieni, myślę że potencjał bojowy Białorusi jest taki że zanim by wojska NATO się ocknęły to już by była przekroczona linia Wisły…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.