Człowiek walczy o to czego mu brakuje

Człowiek walczy o to, czego mu brakuje. Niedostatek powoduje chęć posiadania, potrzeby wynikają z chęci posiadania coraz więcej warunkowanej cywilizacyjnie a wraz ze wzrostem zamożności stymulują się nawzajem. Wraz z rozwojem cywilizacyjnym zmienia się także oblicze pola walki, ludzie przez wieki uprawiali ziemię, żeby z trudem zdobyć pożywienie, a obecnie jest go nadmiar, natomiast nie można sobie poradzić z ilością danych jakimi trzeba operować za pomocą komputerów. To prawdziwa ciekawostka postępu jaki dokonał się w naszej cywilizacji, nie ma problemu z żywnością, ale jest kłopot z danymi. Jak w takich realiach zdefiniować walkę? Konflikt? Przecież zawsze konflikty wynikały na tle rzadkości zasobów, dzisiaj mamy prędzej problem z dopasowaniem jednostek do łańcuchów logistyczno-wytwórczych w gospodarce a nie z ilością dóbr, chociaż te dalej pozostają z zasady rzadkie.

W uporządkowanym społeczeństwie postindustrialnym nie ma miejsca dla ludzi nieposiadających kwalifikacji niezbędnych do zapewnienia sobie minimalnego dochodu. W imię zysków posiadaczy kapitału doprowadzono do likwidacji prac prostych i średnio skomplikowanych. Na skutek czego przełamano łańcuchy gospodarczych powiązań w ramach społeczeństwa, wyrzucając dużą część ludzi poza nawias dochodowy, ewentualnie wpędzając ich w pułapkę niskich dochodów.

W sposób sztuczny wykreowano sytuację wtórnego niedoboru, powodując, że liczne grupy ludzi cierpią niedostatek, nie mając możliwości zarobkowania, gdyż praca dzisiaj nie polega na prostej pracy na ziemi, ta okazuje się skrajnie nieefektywna jeżeli miałaby być realizowana metodami tradycyjnymi. Natomiast nie wszyscy mają kwalifikacje pozwalające na przetwarzanie danych stanowiące podstawę naszej współczesnej gospodarki. Poza tym, okazuje się, że stopniowo wraz z rozwojem cywilizacyjnym trzeba do tego coraz wyższych kwalifikacji, co oczywiście jeszcze bardziej ogranicza dostęp do zawodów związanych z zarządzaniem wiedzą i przetwarzaniem danych.

W efekcie część społeczeństwa jest na stałe wykluczona i decydując się na potomstwo – ulega ryzyku pauperyzacji, ewentualnie wymiera bezpotomnie. Trudno jest ocenić jak to się stało, że u szczytu swoich cywilizacyjnych możliwości człowiek stworzył system dokonujący biologiczną eliminację biedniejszej części populacji.

Jednakże to „zakłócenie” mechanizmu rządzącego ludzkim atawizmem jest możliwe tylko na chwilę, ponieważ z jednej strony takiej rzeczywistości grozi rewolucja, która zmiecie ustanowiony przez neoliberalizm porządek, albo gerentokracja – rządy starców, wymuszające organizację społeczeństwa wedle wzorców innego typu. Przy czym tylko rewolucja może zapewnić społeczeństwu ratunek, bo jeżeli nie zdecyduje się na rewolucję to już lepiej, żeby dokonał się ten specyficzny dobór naturalny nowego typu – ponieważ koszty rewolucji zawsze ponoszą najbiedniejsi.

Sposobem sprawujących rządy na to, żeby nie doszło do rewolucji, a zarazem żeby ludzie pomimo pauperyzacji i braku nadziei na lepszy los trwali przy systemie jest dawanie tylko tyle, żeby większości starczało tylko na przeżycie bez możliwości akumulacji. Natomiast miejsce na nadzieje, aspiracje i dążenia – wypełnia się fikcją, na różnych poziomach odniesienia – zarówno w percepcji ludzi jak i w życiu publicznym. Realizm budowy domu, tworzenia rodziny, kariery, przydatności i produktywności w pracy – to wszystko zastępuje się fikcją.

Jednakże nawet w takich realiach ludziom zawsze od pewnego momentu zaczyna „czegoś” brakować, ponieważ nie da się na trwałe wyeliminować ludzkich dążeń i aspiracji. Jest jednak możliwość żeby wszystko zmodyfikować tak znacznie, żeby ludzie przestali odróżniać kolory od czerni a dobro od zła. Wszelkie totalitaryzmy uzurpowały sobie prawo do podejmowania prób definiowania człowieka na nowo, a w konsekwencji budowy społeczeństwa nowego typu. Dla jednych miało to być społeczeństwo bezklasowe, dla innych oparte na przekonaniu o wyższości swojej rasy. Doskonale pamiętają o tym neoliberalni ludobójcy. Dlatego wymyślili społeczeństwo bezideowe, odmóżdżone i pozbawione zdolności do krytycznego myślenia. Niestety kosztem globalizacji jest wyjałowienie społeczeństwa ze wszelkich wartości, które dotychczas gwarantowały jego trwanie i rozwój. Ludzie mają zrezygnować z realnych aspiracji w imię fikcji kontynuacji i trwania w istniejącym porządku, gdzie w zamian za posłuszeństwo łaskawie pozwala się na egzystencję. Jednakże człowiek zawsze walczy o to czego mu brakuje, w każdych warunkach.

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

Jedna myśl na temat “Człowiek walczy o to czego mu brakuje

  • 24 marca 2014 o 08:46
    Permalink

    Ciekawy artykuł, który powinien być początkiem większej dyskusji o marności losu ludzkiego w dobie neoliberalnej globalizacji.
    Osobiście w żadną rewolucję nie wierzę, bo obecnie to rządy są pod władzą korporacji – a one do tego nie dopuszczą.
    Te z kolei gotowe są wywołać swoją, o ile wyjdzie im to z symulacji komputerowych, że przyniesie to zyski i nowe rynki zbytu.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.