Wojskowość

Czekając na F-35 nadal nie mamy „Mustanga”

Wz34_2 By nieznany – http://derela.pl/wz34.htm, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=9821553

Czekając na F-35 na razie nie dzieje się nic, poza tym, że pan Minister często osobiście oddaje do użytku każdy nowy moździerz „Rak”, czy karabin maszynowy (dodajmy oryginalnie – radzieckiej konstrukcji). Nie ma znaczenia, że moździerze nie mają odpowiedniej do swojego potencjału amunicji, ani radarów wspomagających kierowanie ogniem, liczy się że wreszcie cokolwiek nowego jest dla Wojska i to koncepcyjnie dość udanego! Tak naprawdę, to pan Minister chyba czeka na nominację, oczywiście powtórną, bo to nowy rząd i to jest najważniejsze wydarzenie końca roku, a na tle poprzednika – to bardzo, ale to naprawdę bardzo dobry Minister. Tymczasem nie udaje się kolejna odsłona przetargu na „Mustangi”, czy szerzej na pojazdy terenowe w ogólności, a Wojsko nadal jeździ najlepszym samochodem terenowym w galaktyce jakim jest „Honker” – “Tarpan”, stary PRL-owski pojazd rolniczy, naprawdę „doskonały”, bezwzględnie jego największą zaletą jest to, że jest „łatwonaprawialny”. Więcej zalet nie ma, ci co byli w nich w Karbali, gołymi plecami odwróceni do tłumu uzbrojonego w wynalazki pana Kałasznikowa, doskonale pamiętają że nie jest to pojazd szczególnie dynamiczny. Wysłanie w tym ludzi w bój, tak na prawdę ciężko jest porównać do czegokolwiek.

Wiadomo nie od dzisiaj, że mamy problem z przetargami, jednak kolejny nieudany przetarg na „Mustangi”, jest ostatecznym dowodem na to, że ten system nie działa, jest przeciw skuteczny i rodzi problemy sam dla siebie. W efekcie skutecznie uniemożliwiając jakiekolwiek zakupy dla armii. To musi się zmienić, to zło należy wyrwać z systemu i wypalić gorącym żelazem! Zwłaszcza, że samoloty dla ViP, śmigłowce, czy F-35 kupiliśmy (kupujemy) zdając się na “profesjonalizm” i “zdolności negocjacyjne” naszych oficjeli.

O ile przetargi na duże rzeczy są „topione” na poziomie politycznym jak np. „Caracale”, to przetargi na drobnicę są rozgrywane przez sieć średniej klasy dostawców, których nie stać na samodzielne dostosowanie pojazdów do potrzeb wojska, nie mówiąc nawet o ich produkowaniu.

Potrzeby Wojska globalnie to około 5000 – 7000 uniwersalnych samochodów terenowych – o użytku ogólnym i w tym cały typoszereg rodziny pojazdów opartych na tym samym podwoziu i zapleczu serwisowo-szkoleniowym. Jednak państwa na tak duży zakup nie stać, bo nie ma u nas skutecznego systemu centralnych zakupów I NIE MYŚLIMY O PAŃSTWIE W KATEGORIACH SYSTEMU. Nie kupujemy jednego pojazdu, bo Wojsko i inne instytucje państwowe nie są w stanie porozumieć się co do uniwersalnej platformy transportowej. Wówczas byłoby taniej, byłoby uniwersalnie i byłaby duża zmiana ilościowo-jakościowa. Jednak jest tak jak jest, czyli szereg zamawiających na swoje potrzeby i wielu dostawców, którzy mogą się wzajemnie blokować przy przetargach. Jak ktoś widział Specyfikację Istotnych Warunków Zamówienia, ten doskonale rozumie o co tutaj chodzi. Forma przerosła treść i to wiadomo od dawna, dlaczego nic, z tym nikt nie zrobi?

W efekcie mamy w służbach mundurowych i innych służbach państwowych „pstrokaciznę” pojazdów. Wiele typów zarówno w Policji, Straży Granicznej, Straży Pożarnej, ratownictwach i oczywiście w Wojsku. Nie da się zrozumieć dlaczego nie możemy tego uzgodnić, bo do przewożenia przysłowiowego “gara zupy” na poligon, kasków dla Strażaków, czy kilku Strażników Granicznych po Bieszczadach – naprawdę wystarczy jeden typ uniwersalnego samochodu terenowego. Do tego do zastosowań specjalnych, można kupować te same podwozia, ale dostosowane do potrzeb specjalnych lub rzeczywiście pojazdy specjalne.

Rynek cywilny dostarcza bardzo wiele produktów, które spełniają WSZYSTKIE możliwe standardy, jeżeli chodzi o typoszereg pojazdów terenowych ogólnego przeznaczenia. Generalnie jest kilka rodzin pojazdów terenowych ogólnego przeznaczenia, które są sprawdzone i różnią się swoją specyfiką w szczegółach. Jednak wszystkie mają taką samą użyteczność – umożliwiają przewożenie ludzi, sprzętu, w tym dokonywanie zabudów specjalnych. To działa, jest sprawdzone i funkcjonuje powszechnie na świecie. Zamówienie wersji pojazdu cywilnego, dostosowanej do potrzeb służb jest tak banalne, jak kupienie pojazdu w salonie! Co więcej – większość producentów ma w ofercie „specjalne” wersje pojazdów ogólnego przeznaczenia, przeznaczone dla sektora publicznego i specjalne wersje militarne. Mówimy o gotowych komponentach, z których się składa gotowe wyroby – sprawdzone, certyfikowane, co chyba najważniejsze – kupowane przez armie i służby na całym świecie. Na które producent na podstawie znanych mu certyfikatów daje gwarancje.

Dlaczego więc w naszym kraju nie udaje się kupić pojazdu, który jest standardowym, masowym produktem – u wielkich wytwórców czy też firm, które się w profesjonalnych modyfikacjach specjalizują? Przecież takie pojazdy jeżdżą po naszych drogach, bardzo często mają je wojskowi, myśliwi, czy nawet hobbyści. Zakup i serwis popularnych samochodów czy to europejskich, czy japońskich, czy jak kto już musi to jedynie słusznych – amerykańskich, nie jest żadnym problemem.

Proszę popatrzeć na Republikę Białorusi! Podany przykład, to nieco inny pojazd, jednak również potrzebny dla Wojska, czy Straży Granicznej. W bardzo krótkim czasie zaprojektowano i wyprodukowano pojazd „Kajman”, będący pływającym wozem bojowym, opartym o koncepcję BRDM i standardowych pojazdów terenowo-ciężarowych (mosty, silnik, przeniesienie napędu). Czy jesteśmy w stanie coś takiego wyprodukować w kraju? Nawet w oparciu o cząstkowe komponenty od masowych producentów? Jak do tej pory najładniej pomalowane na oliwkowo-zielono pojazdy krajowych “składaczy” wyginały sobie ramy w terenie. A białoruski “Kajman”, nie dość że jeździ, to jeszcze pływa… Da się? Oczywiście, że się da!

Gdybyśmy nie wygasili w kraju własnego przemysłu, gdybyśmy nie zniszczyli zakładów (np. PZL Wola), biur projektowych i niezwykle potrzebnych wojskowych zakładów remontowych, to być może mielibyśmy w ogóle o czym rozmawiać. W tej chwili jest tak źle, że chociaż jesteśmy gigantycznym producentem i dostawcą części samochodowych, to sami nie jesteśmy w stanie niczego sami przeliczyć, złożyć i wyprodukować. Chociaż mamy specjalistów znających się na rzeczy. Brakuje integratora, mającego kapitał, mającego jedno duże zamówienie rządowe. Nawet na licencji!

Czekajmy wiec na F-35 nadal, może uda się kupić „Mustangi”, tymczasem pozostają stare dobre “Tarpany”. To jest bardzo smutne, ponieważ żyjemy w czasach lotów w kosmos, leków na raka, czy tomografii specjalistycznej, o komputerach kwantowych już nie wspominając. My nie jesteśmy w stanie zaprojektować, złożyć i sprzedać sami sobie – samochodu, który jest znany od 100 lat… To nawet jest żałosne, ale takie jest dziedzictwo transformacji i neoliberalnego “kapitał nie ma narodowości”.

Na zdjęciu ilustrującym mamy samochód pancerny wz.34 polskiej produkcji…

13 komentarzy

  1. Dobre!

    Tak to już jest w Nadwiślańskim Macondo.

    Neoliberalna ideologia wymiotła w Macondo przemysł, a rządzący “historycy” ze styropianu – boją się podjąć jakiekolwiek decyzje – bo zaraz je oprotestują inni “historycy”, np. z opozycji.

    Triumf nauki historii nad Narodem, Państwem i jego oczywistymi potrzebami.

    A Tarpan (obecnie Honker) – trwa.

    Amen!

  2. Warto się zastanowić, czy i jak te inwestycje w siły zbrojne się zwrócą.
    W czasach dawnych uzbrojenie było tanie, życie ludzkie również, a wygrana wojna nie obciążała tak mocno finansów państwa, a nawet mogła przynosić zyski (zabór ziem, jakiejś tam infrastruktury, łupów, reparacji, dopływ “narzędzi mówiących” lub chłopów), a więc miała nawet pewne uzasadnienie.
    W czasach obecnych wojna niszczy każdą ze stron konfliktu, a przygotowania do wojny również, chociaż w mniejszym stopniu. Dlatego obecnie preferuje się uzależnienie obcego państwa za pomocą innych, o wiele mniej drastycznych środków, a przynoszących zdecydowanie większe korzyści. Wtedy zbrojenia są mile widziane przez hegemona, bo napędzają mu kasę. Trzeba jedynie umiejętnie propagować poczucie zagrożenia, strachu, a nawet paniki. To działa, i nikt nie ma odwagi kwestionować takich bzdur.

    A propos Honkera. Przypomina mi się jak kilkuset polskich żołnierzy uczestniczyło przed prawie dwudziestu laty w pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej. W uzasadnieniu udziału mówiono o przyszłych korzyściach z odbudowy Iraku. Faktycznie, po kilku latach, w ramach planów odbudowy, ukazała się wiadomość, że nowe siły zbrojne Iraku zostaną wyposażone w samochody Honker (zgodnie z amerykańskimi obietnicami o korzyściach). Wkrótce potem w polskiej gazecie ukazał się sensacyjny artykuł, że przetarg był lipny, bo nie spełniał wymogów… itp. Sprawa zrobiła się głośna na arenie międzynarodowej, i w rezultacie “przetarg” został anulowany. W nowym przetargu wygrały pojazdy hegemona.
    Tak więc, dzięki pomocniczej roli naszych mediów, sprawa zakończyła się tak jak powinna, a Amerykanie wykazali jak bardzo się starają spełniać swoje obietnice.

    • Dokładnie, wszystko prawda, czy tak trudno kupić nawet najprostsza toyotę hillux?

      • Ludzie co wy z tymi hiluxami. To gówno na kołach w dodatku bez mocy. Uprzedzam komantarze : w firmie której pracuję mamy te auta jako służbowe (wykorzystywane w terenie codziennie). Archaiczne samochody z lat 80 tych. W wersji z 2018 roku absolutnie bez mocy (do wyboru jeden silnik). Rdzewiejaca kicha bez właściwości jezdnych

  3. No właśnie, gdybyśmy ……..:-(
    Dodam jeszcze jedno, gdybyśmy się nie modlili, gdybyśmy nie wierzyli okupacyjnej instytucji religijnej, gdybyśmy nie leżeli na styropianie, gdybyśmy w PRL uczciwie pracowali nad rozwojem kraju, a nie liczyli na przerwie śniadaniowej, czy waga wkładki mięsnej się zgadza w zupie regeneracyjnej (kto z robotników ma teraz takie rarytasy w pracy u nowego “jaśnie państwa”, jak miał na państwowym etacie?) – to do tej transformacji niszczącej nasz potencjał i przemysł nigdy by nie doszło.

    I pomyśleć, że po 30 latach transformacji wojsko jeszcze jeździ sprzętem z PRL i ZSRR, co świadczy o jego trwałości, bo można łatwo naprawić i używać, a w warunkach wojny jest to niezwykle cenne.
    Niestety takie są skutki skolonizowania przez zachód. A swoją drogą jest to doskonały przykład, jaka jest różnica w polityce wschodu i zachodu. Gdy byliśmy, jak niektórzy twierdzą “kolonią” ZSRR, to Polska Ludowa przeżyła bum cywilizacyjny i gospodarczy oraz kulturowy, w zasadzie na każdym polu. Zbudowano wtedy i rozwinięto ogromny potencjał naszego kraju w przyjaznych stosunkach gospodarczych, jak to wówczas nazywano, z blokiem państw socjalistycznych, oczywiście z dominacją ZSRR, ale się opłaciło, bo naród odzyskał wolność i siły do rozwoju oraz uzyskał własny potencjał gospodarczy i narodowy. Nikt wtedy z zagranicy nie był właścicielem naszego majątku narodowego. Jak się to ma do obecnej kolonizacji zachodniej? Niech każdy sobie sam to zobaczy na własne oczy odwiedzając miejsca po byłych fabrykach, miasteczka wymierające, dzielnice miast w ruinie i wioski zapuszczone, ale z siłowniami na powietrzu, których praktycznie nikt nie używa. 🙂 No ale lud ma się tylko modlić i ćwiczyć w przerwach miedzy zdrowaśkami, coby jako tania siła robocza mógł jeszcze trochę posłużyć nowym panom. Na rozmnażanie nie ma już siły.
    A konta szwajcarskie kolonialnej oligarchii obcej i miejscowej zapewne rosną. Taki mamy klimat.

  4. Maurycy Wiśnowski

    Powinni kupić 5000 Toyot Hiluxów z 3 litrowym silnikiem i automatyczną skrzynią biegów, to już są standardowe samochody – w różnych zabudowach kabina na 4 siedziska lub na dwa, paka, albo skrzynia, i to by rozwiązało większość problemów. na zamówienie Japończycy mogą to wzmocnić konstrukcyjnie i potem w kraju na gołą blachę wkładkę balistyczną pod kabinę z włókna kewlarowego (przeciwminowo) na to nakkręcamy fotele, pasy, ogrzewanie i klima i gotowe – z tyłu kolumna dla 7,62 lub moździerz i mamy pojazd bojowy na miarę XXI wieku 🙂

    • Można by odkupić z demobilu “państwa” ISIS. “Ktoś” umożliwił zakup, wyposażył… rycerzy proroka… 🙂
      Jeszcze prawie “nufki”,mało śmigane, jeśli już, to nie taplane w błotach czy śniegach, a i z należytym wyposażeniem.
      A swoją drogą czytam info. n/t. stron walczących z tym bandyckim tworem: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ofensywa_Pa%C5%84stwa_Islamskiego_w_Syrii

      https://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%84stwo_Islamskie
      i … cóż my widziem prosze państwa? TO Zachód -USA walczy z terrorystami! 🙂 Tak ściemniają – ściemniacze “dzisiaj”, co będzie “jutro” czyli za ‘parę lat”?
      Natomiast (naiwny ) sądziłem że rozbicie “tego tworu” to sukces i zasługa
      rosyjskich sił zbrojnych! 🙂 BO i sam Asad przyznaje że: https://pl.sputniknews.com/swiat/201703115009663-sputnik-syria-asad-rosja-usa/ – —” Nie opuszcza nas nadzieja, że ten rok będzie ostatni. Jednak to wojna, dlatego nie można dokładnie powiedzieć, co się stanie – powiedział al-Asad”. Wypowiedział te słowa na początku marca 2017. Czas ucieka lecz mimo przeciwności losu – nadzieja umiera ostatnia…zwłaszcza
      kiedy ma się prawdziwych sojuszników, na których zawsze i wszędzie
      można liczyć!!

  5. Dogmat na temat efektywności prywatnego nad państwowym, trwa jak widać w najlepsze.
    Przetargi, konkurencja pomiedzy firmami, to pokłosie.
    Kilka firm pracujących nad jednym projektem, to przecież czyste marnotrawstwo zasobów, skoro może wygrać tylko JEDNA…….
    Reszta, wygeneruje jedynie straty.
    Absurd co prawda oczywisty, ale dogmat niepodważalny.

    Mamy lukę pokoleniową, spowodowaną 30 letnim niedofinansowaniem zakładów zbrojeniowych- tych które jeszcze pozostały.
    Kto ma opracowywać nowe rozwiązania, skoro kadry na emeryturze, a co zdolniejsi wyjechali, bądź bawią się w korposzczury?
    Nikt nie pomyślał perspektywicznie?

    Za moment, powstanie luka w kwalifikacjach zawodowych, skoro szkolnictwo zawodowe i przyzakładowe zostało w ramach reformy zlikwidowane, wraz z bazą szkoleniową.
    Kolejna dziedzina “uzdrowiona przez likwidację” jest sukcesem styropianowców.

    Kolejny problem, to luki w łańcuchach dostaw.
    Skoro wiekszość komponentów nie jest produkowana w kraju, musi być importowana, znacząco wzrasta nasza zależność od dobrej woli partnerów.
    I O TO CHODZIŁO.

  6. Autor z upodobaniem wraca do tematów militarnych i do zbrojenia Polski w drogi sprzęt, kupowany w pierwszej kolejności od waszyngtońskiego mocodawcy. Jakby nie wiedział, że w opinii fachowców wojna w POslce nie będzie trwała dłużej niż pół godziny. Stratedzy przewidują, że terytorium Polski jest przeznaczone na tworzenie promieniotwórczego wału ochronnego spalonej ziemi blokującego wzajemny ruch walczących armii. Tymczasem w ubiegłym roku 30 tysięcy rodaków zmarło w SORach w oczekiwaniu na pojawienie się lekarza.

  7. Ja proponuję wybudować luksusowe hotele i tam przenieść wojskowych, niech się chłopaki nie męczą po jakichś tam koszarach.

  8. Nie ma szans ani na mustangi ani na fy kasy nie będzie… niemcy przestają kupować krasnale…

  9. Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej

    Trochę Pan, panie Krakauer przegina. Wcale nie potrzeba dla policji terenowego auta, kuloodpornego, uzbrojonego, żeby tych g***rzy plujących płatkami aresztować. Psycholog do tego dzieciaka także dojedzie rowerem typu Romet.

    • To i tak dobrze, że tylko Policję wezwano, chłopak był pod względną ochroną. Bo kiedyś to od razu linczowano, albo w kuny zakuwano za profanację hostii. A co gdyby nie zdążyli dojechać na czas?

      Jeszcze w XVIII wieku „Przy każdym kościele najdowały się żelaza, zwane kuny, na znak jurysdykcji plebańskiej nad jego parafianami, której jurysdykcyi w karach, publicznych bardzo często używali księża, zamykając w te żelaza ludzi z przyczyny praktyk kościelnych lub jakiej gorszącej awantury”. Źródło: H. Kołłątaj, Stan oświecenia w Polsce w ostatnich latach panowania Augusta III (1750-1764), Wyd. Ossolineum – DeAgostini, Wrocław 2003, s. 230.

      Chłopak ma naprawdę szczęście, że żyjemy w XXI wieku i to w Polsce. 🙂

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.