Czeka nas quasi victatura?

graf. red.Najnowsze wypowiedzi pana Pawła Kukiza, w których z atencją odnosi się on do rządzącego na Węgrzech pana Wiktora Orbana, to nic innego jak ostateczne potwierdzenie mocnego zwrotu na prawo. Nie można kwestionować osiągnięć „orbanomiki”, jednakże trzeba pamiętać też o kosztach reform dla węgierskiego społeczeństwa. Chodzi o to, że z jednej strony można im gratulować, ale z drugiej w kilku kwestiach jak np. dokonane zmiany w Konstytucji, czy też majstrowanie przy niezależności banku centralnego – to kwestie trudne do jednoznacznej oceny. Słuchając zwolenników Orbana mamy pełen zachwyt, ale słuchając części węgierskiej opozycji – wręcz przeciwnie, wielu twierdzi że na Węgrzech jest gorzej niż w Grecji i nastąpił rzeczywisty upadek państwa.

Najważniejsza jest tutaj istota stosunku tego wielkiego polityka do państwa, który nie bez pewnych powodów został nazwany – oczywiście w przenośni dyktatorem (a ściślej – złośliwie nazywano go „victatorem”). Pan Orban skupia w swoich rękach pełnię władzy nad Węgrami. Znaczenie prezydenta w Budapeszcie jest w zasadzie protokolarne. Siła Orbana wynika głównie z obsadzenia najważniejszych urzędów i służb w państwie swoimi ludźmi, których lojalność ma zapewnioną. Dodatkowo zagwarantował cały szereg zmian w Konstytucji, które pozwoliły niektórym w Brukseli pytać, czy Węgry to jeszcze Europa? Oczywiście złośliwie i celowo z intencją, ale jeżeli chodzi o ochronę wartości wspólnych nigdy dość troski. Tymczasem pan Orban, najdelikatniej mówiąc, silnie nie liczy się z opozycją, w tym znaczeniu że miał większość konstytucyjną w parlamencie. To bardzo wiele jak na przedstawienie wizji nowych, zwróconych na prawo Węgier, zwłaszcza, że co jest ciekawe to notowania jeszcze bardziej przechylonego w prawo Jobbiku rosną, a premier w sondażach generalnie traci.

Jak w takich realiach miałaby funkcjonować Polska? Czy ewentualny ruch pana Kukiza byłby koalicjantem dla innej wielkiej partii prawicowej, która prawie na pewno wygra wybory? Czy pan Kukiz byłby wicepremierem? W konsekwencji wyrażałby się jako victator, w ramach wewnętrznej quasi opozycji przed własnym silniejszym koalicjantem? Ciągłe żądania, ciągłe parcie na nowe pomysły, ciągłe koncepcje tworzące nową rzeczywistość, nie zawsze w pozytywnym nastawieniu do stanu istniejącego?

Trzeba mieć bowiem świadomość, że nawet jeżeli opodatkujemy banki i markety, jak również przedsiębiorstwa, których biznes jest związany z eksploatacją potencjału lokalnego rynku, to w końcu takie dobre pomysły bardzo szybko się skończą. Na efekty trzeba będzie poczekać, a i te zresztą mogą być różne. Nic się nie zdarzy z dnia na dzień samo. Może się okazać, że w wyniku nieudolności naszego państwa, nie będzie spodziewanych wzrostów z tytułu zwiększenia obciążeń dla dużych firm, ale wręcz przeciwnie być może nastąpi wzrost cen. Co wówczas?

Jeżeli chodzi o przewidywalność ewentualnej koalicji to jest problem, ponieważ w takim zestawieniu na jakie potencjalnie może narazić się pan Kukiz, raczej trudno się spodziewać gry fair, ze strony koalicjanta. Nikt poważny na prawicy nie zdecydowałby się go wystawić na lidera pana Kukiza, ponieważ to oznaczałoby poważne ryzyko globalnego wzrostu jego popularności.

Prędzej na przysłowiowych plecach pana Kukiza, ktoś inny zostanie „victatorką”, albo nawet „victatorem”. Natomiast żeby zostały zrealizowane jakiekolwiek pomysły pana Kukiza, czy też żeby miał on realny wpływ na politykę, to raczej tak nie można powiedzieć, tutaj prawdopodobieństwo jest minimalne.

Polska to nie są Węgry, zresztą o ile strażnicy systemu w przypadku Węgier po prostu dali się zaskoczyć, to w Polsce o żadnym zaskoczeniu nie może być mowy. U nas system jest przygotowany, można nawet powiedzieć, że już zdyskontował ryzyko dojścia do władzy prawicy. Co prawda nikt nie spodziewa się nadal na poważnie u władzy pana Pawła Kukiza. przez co finalne zaskoczenie może być jeszcze większe.

Warto obserwować ten trend, ponieważ w zależności od tego jak bardzo prawica zapatrzy się w rozwiązania węgierskie, to analogicznie pójdziemy ich drogą, tylko wynik ostateczny może być w ogóle inny.

One thought on “Czeka nas quasi victatura?

  • 14 lipca 2015 o 07:49
    Permalink

    Dzień Dobry.
    Nie rozumiem (albo rozumiem za dobrze) czemu służy manipulacja wszyta między wersy o wyższości wyścigu szczurów nad rozwojem właściwym do tempa narodu czy społeczeństwa. Słyszę to codziennie w mediach od “głupiej” i “głupszej” które to niby reprezentują jakieś procentowe Polski.
    MEGABZDURA. Po prostu w Polsce nie ma Polityki. W Polsce są tylko grupy mafijne, jedne legalne, inne nie.
    Ktoś mi wyjaśni po co, w jakim celu mamy gonić za jakimś tam poziomem skoro nie działają podstawowe elementy? Europa to jeden wielki kit. W całym europejskim systemie finansowania widzieliście gdzieś pieniądze na komunalne budownictwo mieszkaniowe? A może na edukację, Naukę? Może widzieliście przekazywanie myśli i wiedzy technologicznej? Może jakieś nowe technologie?
    No nie. Z Pawłem się nie zgadzam w kilku rzeczach, ale to może dlatego że w nim wciąż jest idealista jakich wielu w społeczeństwie. Choć właśnie z tego idealizmu jego skręt na “prawo” chociaż akurat “prawo” tutaj to nadużycie. Ja nazwałbym to zorientowaniem na Polskę.
    Tyle że w dzisiejszej mafijnej wojnie którą ktoś nazywa “politykę” trzeba być bandziorem by wygrać, zbirem i zimnym zabójcą. Dopiero jak się wszystkich pokona w tym panie które pieszczotliwie nazywam “głupią” i “głupszą”, dopiero wtedy można sobie pozwolić na idee i idealizm.
    Udanego dnia życzę i pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.