Polityka

Z czego wynikają pryncypia naszej polityki zagranicznej na wschodzie?

 Zszokowani i załamani hańbą jaką spowodował kolejny polski prezydent w Kijowie, musimy się zastanowić z czego wynikają pryncypia naszej polityki zagranicznej? Przecież to nie może być tak, żeby jakaś grupa domorosłych analityków, na jakimś podrzędnym i niszowym portalu – wiedziała więcej, czuła lepiej i bardziej opowiadała się po stronie polskiej racji stanu niż pan prezydent mający za sobą zaplecze całej swojej potężnej Kancelarii, jak i również poprzedni prezydent, który przecież również był wyrazicielem tej samej polityki historycznej hańby w stosunku do Ukrainy, jaką niestety zaprezentował pan Andrzej Duda, człowiek z którym tak wielu, wiązało tak liczne nadzieje na normalizację polskiego podejścia do Ukrainy, może nawet Realpolitik.

Polityka zagraniczna musi wynikać z potrzeb kraju, jak również jeżeli dany kraj jest słaby może być – czy też raczej – musi – do jakiegoś stopnia zbiorem kompromisów i naturalnych okoliczności, jakie się pojawiają w relacjach. Od zdolności dyplomatycznych danej strony zależy, czy potrafi je mniej, czy bardziej wykorzystać. Tylko kraje ekstremalnie słabe lub jawnie niesuwerenne nawet w warstwie reprezentacyjnej – opierają swoją politykę zagraniczną na oczekiwaniach drugiej strony.

Czy w naszym przypadku nasz stosunek do Ukrainy wynika z naszych potrzeb i możliwości? Handel z Ukrainą się załamał. Interesów strategicznych nie mamy tam prawie żadnych, co samo w sobie jest fenomenem i świadczy bardzo dobitnie na minus naszych zdolności dyplomatycznych i promocji gospodarczej, ale tutaj odpowiedzialność ponosi zdecydowanie poprzednia ekipa, która potrafiła tylko zrobić mistrzostwa gry w piłkę kopaną i nic więcej. Jeżeli chodzi o wzajemne inwestycje – to jest tego tyle, co kot napłakał, nie ma o czym mówić. Jedynie kontakty międzyludzkie względnie się rozwijają, w tym masowe przyjazdy Ukraińców do Polski – do pracy i w celach edukacyjnych jak i nie ma co ukrywać – pobytowych, ponieważ mają dość Ukrainy rządzonej przez oligarchów. Kwestie historyczne wyglądają dziwnie, z jednej strony faktem jest polska mniejszość na Ukrainie, jednak nie można powiedzieć w żaden sposób żeby działa się jej systemowo krzywda. Podobnie jeżeli chodzi o status wiodącej części pamiątek historycznych – korzystają z ochrony państwa ukraińskiego. Samo utrzymanie Cmentarza Orląt we Lwowie – przy tym poziomie nacjonalizmu musi stronę ukraińską bardzo wiele kosztować, to dowód ich dobrych intencji. Jednakże równolegle wiele zabytków się rozpada, ślady wspólnoty państwowej zanikają, a przede wszystkim Ukraińcy nie mają świadomości o złożoności wzajemnej historii oraz o wielkiej zbrodni jaka miała miejsce na Wołyniu, jeżeli już poznają historię to jednostronnie, a charakter i skala zbrodni wołyńskiej przerasta wszelkie doznane od międzywojennej Rzeczpospolitej krzywdy – bo nikt w Polsce Ukraińców masowo nie mordował i to w sposób skrajnie bestialski. Czy nasza polityka zagraniczna wobec Ukrainy – uczula naszych sąsiadów na te wspólne kwestie? Zarazem – będąc sprawiedliwym – czy my otwieramy się na to, na co zwracają uwagę liczne środowiska ukraińskie jeżeli chodzi np. o ich miejsca pamięci?

Nic takiego nie ma miejsca, nasza polityka w tym zakresie jest jakimś niezrozumiałym zlepkiem dogmatów. Z jednej strony nie ulega wątpliwości, że niepodległa, silna, zamożna i bezpieczna Ukraina jest w interesie nie tylko Polski, ale i całej Europy – ponieważ lepiej graniczyć z państwem stabilnym niż z państwem w stanie upadku! Jednak czy nasza polityka przyczynia się do wzmocnienia Ukrainy? Przecież nieformalnie wspieraliśmy zamach stanu – na demokratycznie wybraną władzę w sąsiednim olbrzymim kraju! Czy tak postępuje sąsiad, który ma dobre intencje? Ukraińcy powoli budzą się z głębokiego snu i widzą, jak ich traktuje zachód, jak słaba jest Polska, jak wiele stracili ze swojego ponad blokowego statusu – wiele wody w Dnieprze upłynie zanim nowa Ukraina zbliży się do statusu międzynarodowego jaki z samej racji swojego potencjału miała Ukraina pana prezydenta Janukowycza! Tymczasem w Warszawie nadal myśli się resztkami jakichś archaicznych teorii międzymorza i koncepcji państw kordonu odgradzających Rosję od Polski – od Europy! Połączenie koncepcji jagiellońskiej z jej najnowszą – bardzo daleką permutacją w postaci myśli nieżyjącego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, to nic innego jak myślenie kategoriami XIX wieku.

Jeżeli na to nałożymy jeszcze nieszczęsne działania pewnej byłej brytyjskiej kolonii położonej pomiędzy dwoma ocenami, która istotnie wsparła pucz w Kijowie, a dla której planów „ukraińskiej wiosny”, Polska niestety odegrała rolę „osła trojańskiego” – to mamy pełny obraz i przegląd sytuacji, jeżeli chodzi o motywacje naszej polityki zagranicznej wobec Ukrainy. Działania rządu pana Tuska na tym kierunku dyplomatycznym, tą całą poronioną politykę wschodnią Unii Europejskiej, którą przez tyle lat lansowano wspólnie ze Szwecją – to należy rozliczyć przed Trybunałem Stanu, albowiem nadal bolesnym jest pytanie – gdzie w tych działaniach był jakikolwiek polski interes? Chyba, że chodziło o ryzyko wojny regionalnej z pewnym sąsiednim supermocarstwem termonuklearnym, o której zresztą per facta concludentia wspominał sam pan premier Tusk, w słynnym przemówieniu, gdzie użył paraleli wątpiąc, czy dzieci pójdą do szkoły we wrześniu – odnosząc sytuację do września 1939 roku. To niesamowity przykład szkodliwości na arenie międzynarodowej państwa, które nie miało żadnego powodu do tego, żeby psuć, mieszać i szczuć – ale jednak, polskojęzyczna dyplomacja zdołała objeździć prawie całą Europę wzbudzając przerażenie swoją indyferentną intelektualnie postawą w stosunku do Rosji, nie minął miesiąc a brano już nas za rusofobów i wariantów – prawie nikt potem nie chciał na poważnie z Polakami na Zachodzie rozmawiać. Ciekawe dlaczego? Jak państwo myślicie – dlaczego raz minister spraw zagranicznych rządu z Warszawy pojechał na negocjacje do Kijowa z ministrami Niemiec i Francji – a potem już nic, zero, cisza, czarna polewka, zmiana formatu rozmów na rozmowy w kręgu ludzi przewidywalnych, można powiedzieć rozumiejących czego sprawa dotyczy? Odpowiedzcie sobie państwo na to sami, fakty są jednoznaczne – nawet własna koalicja pozbyła się tego pana, co prawda nie robiąc mu krzywdy, bo byłby skandal, ale mimo wszystko to o czymś świadczy. Podobnie było w Szwecji – zmienił się minister, skończyła się bajka z partaczeniem na wschodzie z którego prawie wniknęła wojna regionalna!

Skończyło się dramatem rosyjskojęzycznej ludności cywilnej, bezwzględnie spalonej żywcem w Odessie, potem masowo mordowanej i prześladowanej w Donbasie, którego mieszkańcy postanowili upomnieć się o własną godność, nie pozwolili na to, żeby bataliony pacyfikacyjne z emblematami hitlerowskich organizacji gwałciły i niszczyły w ich wsiach i miastach. Tego już do wiadomości w Warszawie się nie przyjmuje? Szkoda słów, po prostu szkoda słów, szkoda łez kobiet Donbasu, opłakujących śmierć dzieci, mężów, ojców. Długo jeszcze na Wschodzie będzie się mówiło o tych bestialstwach, do których doszło w imię ukraińskiego państwa i w wyniku decyzji człowieka, którego wybrano pierwszym prezydentem po zamachu stanu.

Wnioski są smutne, w znacznej bowiem mierze nasze zapatrywanie się na Wschód, to nic innego jak pomieszanie jakichś niezrozumiałych historycznych przesłanek z absolutnie obcymi przesłankami do dzisiejszego postrzegania rzeczywistości. Jakie to ma cele – po prostu nie wiadomo?

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

10 komentarzy

  1. Henryk Stawka

    Szokująco otrzeźwiający tekst, obnażający słabość poprzedniej o obecnej elity – Ci ludzie nie reprezentują polskich interesów narodowych. Hańba.

  2. Zapomnijcie o tzw,polskiej polityce,jesteśmy na pasku USA i rozpadającej się UE,podsycanej rodzimą ksenofobią i rusofobią!!!

  3. Oczekuje się zazwyczaj aby państwa dysponowały aparatem intelektualnym zdolnym do zdefiniowania celów i środków swojej polityki zagranicznej. Powinny zostać one zdefiniowane w warunkach konsensusu poszczególnych opcji politycznych aby nie podlegały nagłym zwrotom w naturalnych 4-letnich cyklach kadencyjnych. Obserwacja historii cywilizacji dobitnie ukazuje że tylko państwa zdolne do osiągnięcia takiego poziomu realizacji swojej polityki osiągają długookresowe sukcesy w czasach pokoju jak i relatywnie niewielkie straty w warunkach wojennych. Tu jest właśnie miejsce na refleksję nad dramatycznymi rezultatami rodzimej polityki, nad brakiem narodowego konsensusu oraz realizmu celów i środków tej polityki. Polityki w oczywisty sposób sprzecznej z narodowym interesem. Nie sposób takiej postawy usprawiedliwiać nawet brakiem suwerenności, zmuszającym do uwzględniania uwarunkowań zewnętrznych. Pamiętam bowiem jeszcze warunki ograniczonej suwerenności w których powstał Plan Rapackiego, Gomułka wytłumaczył Towarzyszom Radzieckim “polską drogę do socjalizmu a Gierek zmniejszał zależność od wymiany gospodarczej ze Związkiem Radzieckim. Dzisiaj wróciliśmy w tej sferze do promowania narodowych wzorców: Almanzora, Winkelrieda, czy Konrada Wallenroda. Narodowym wzorcem znów staje się utylitarne wykorzystanie narodu polskiego, choćby do roli żywej tarczy w cudzych podbojach. Nie wróży to dobrze naszej przyszłości.

    • …a Gierek zmniejszał zależność od wymiany gospodarczej ze Związkiem Radzieckim… a ZWIĘKSZAŁ
      zależność gospodarczą od szeroko rozumianego Zachodu.(“Frakcja” już po 72′ wiedziała czym skończy się przeinwestowanie – grali pospołu z zachodem).
      Gierek tak naprawdę nie był komunistą jeśli już to eurokomunistą, “pomidorem”…
      wychowany w duchu i klimacie Zachodu.
      To dlatego m.in. postawiła na Gierka “frakcja’ towarzyszy
      po inspirowanym przewrocie 70′. Uzależnić na maxa
      od ‘pomocy” po to by…

      Inaczej: Zachód pompował w polską gospodarkę pomoc i kredyty w nadziei, że w przyszłości Polska będzie
      silnym,rozwiniętym gospodarczo – równorzędnym partnerem… 🙂

  4. Polską politykę zagraniczną wyjaśniają siwe włosy ministra i starcza twarz pewnego eksperta zza oceanu. Ci ludzie żyją przeszłością, zupełnie nie pojmują że warunki zewnętrzne od czasów Giedroycia zmieniły się radykalnie !. To się po prostu musi wypalić jak stare gasnące ognisko. Czy nie ma jaskółek nowego ? Nie wiadomo bo polskie główne media nie spełniają swojej roli, tam jest tylko agitacja obcych interesów, nie ma dyskusji na te tematy, nie ma sporu. Ale nowe może się objawić niespodziewanie, jak niespodziewanie objawił się lider “broniący demokracji”.. Tylko żal że ci, którym się zaufało posiadają jednak ograniczone zasoby możliwości intelektualnych, są, jak dinozaury, przyspawani do starych kolein. A powinni się bystro rozglądać po świecie… gdzie nic nie jest tym czym się wydaje.

  5. Dziękuję za tekst…
    Rewanżuję się tym: https://youtu.be/-LQZVKdm0Kk

  6. Przedstawiciel znanego lobby z G.W opuszcza przymusowo Moskwę.Nareszcie!!! A siwy minister może będzie przez Antoniego Smoleński ego aresztowany za służbę NATO.Smiiech.

  7. Stanu choroby psychicznej naszych “styropianowych elit” nie można nazywać PRYNCYPIAMI polskiej polityki zagranicznej na Wschodzie.

    Choroba musi przeminąć.

    Chociaż już trwa zbyt długo, a główny sprawca tego zakażenia (WIELKI BRAT ZZA WIELKIEJ WODY, jakby kto nie wiedział) powoli zaczyna z Rosją rozmawiać.

    Bo bez Rosji nie można mówić o światowym ładzie i pokoju, ani tym bardziej go ustanawiać.

    Chaos na początku jest dobry dla strony, której wydaje się, że będzie nim sterował.

    Tylko że to się wymyka spod kontroli, jak zły dżin.

    I wyłonił się jako ISIS.

    ISIS to nie tylko gromady bojowników, to STAN UMYSŁÓW setek milionów muzułmanów na świcie.

    Nad tym nikt nie zapanuje, jak nad milionami uchodźców w Europie.

    Dlatego powrót do współpracy Rosja-USA jest racjonalny.

    Co wówczas zrobią polskie chore elity?

    Pójdą na Kowno?

  8. “nasze” “pryncypia” na wschodzie wynikają z:
    – obsesyjnej manii wielkości i mniemania o sobie BARDZO DUŻEJ części populacji między Bugiem a Odrą/Nysą (bez różnicy a tym samym pogardy wobec INNYCH (a zwłaszcza sąsiadów),
    – przynależność do NATO – będąc w tym “towarzystwie wzajemnej adoracji” raczej trudno mieć jakiekolwiek “pryncypia”: TRZA ROBIĆ TO CO WIELKI BRAT KAŻE.
    a jak dołożyć do tego ‘klasyczny” polski serwilizm i skretyniałą nadzieję, że “inni chcą umierać z Gdańsk” to raczej małe szanse.
    PS. NATO służy nie do obrony “przed zewnętrznym” wrogiem tylko do pilnowania elity członków NATO (poza USA oczywiście), żeby przypadkiem nie wpadło im do głowy “wymyślanie pryncypiów” innych niż “pryncypia” NATO.

  9. Teatrzyk “Błękitno-Złota Gęś” przedstawia komedię p/t: “Walka z korupcją”

    Motto: „Ukraina wielkim strategicznym partnerem Polski”

    http://korwin-mikke.pl/blog/wpis/teatrzyk_blekitnozlota_ges_przedstawia_komedie_pt_walka_z_korupcja/2774

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.