Polityka

Czego premier Tusk bał się nam powiedzieć przed wyborami?

 Piątek 18 listopada zbliża się wielkimi krokami, w tym dniu nasz przywódca Donad nic nie mogę Tusk ogłosi całemu narodowi gorzką prawdę w exposé że lepiej już było i wedle wariantów Ministra Rostowskiego ludzie mogą się zachowywać jak oburzone dzieci w postkapitalistycznej mgle, albo tyrać za darmo lub wyjechać ponieważ teraz pan premier zaaplikuje narodowi przyśpieszenie reform. Ich podstawą będą powyborcze podwyżki i zaciskanie pasa, dzięki którym tylko biedni będą nadal utrzymywać ten system. Być może znajdzie się jakiś pomysł na zainicjowanie reformy systemu emerytalno-rentowego, ale bez szans na głębszą reformę ponieważ OFE w systemie zabezpieczenia społecznego mają wpisaną strukturalną porażkę i nie wszyscy będziemy mieli emerytury. Oczywiście można obniżyć w Polsce podatki, zgodnie z teorią pieniądza negatywnego ale nie można mieć złudzeń – niestety Lenin miał rację.

Jeżeli spodziewamy się czegoś konstruktywnego, co może zmienić paradygmat rozwoju kraju, to trudno tego wymagać, w oparciu o mit innowacyjności polskiej gospodarki, łupki, lub opodatkowanie niezdrowej żywności i napojów, albowiem o czym takim jak mikrooszczędności i minipożyczki nikt w naszym kraju nie pomyśli. Premier, ani jego ministrowie nie mają koncepcji jak przełamać polską niemoc. Żeby było gorzej, nie mają ogólnej koncepcji jakiej Polski chcemy. Nie mają pojęcia dlaczego reformy w Polsce nigdy się nie udają. Najważniejszy rządowy dokument POLSKA 2030, to wizja kraju nie wykraczająca poza horyzont rządowych gabinetów przy Alejach Ujazdowskich. Jednakże, to prawdopodobnie w oparciu o jego pryncypia zostaną sformułowane postulaty reform, jakie określi nam premier. Oznacza to oszczędności, niestety na najuboższych i najszerszych masach społecznych.

Prawdopodobnie na pierwszy ogień pójdzie podwyżka składek na ubezpieczenie zdrowotne i nasza ulubiona na ZUS. Tutaj państwo ma największą dziurę i najtrwalsze zobowiązania, nie ma skąd wziąć na wyrównanie deficytu, musi zwiększyć swoje dochody dla NFZ i ZUS. Prawdopodobnie, czeka nas także zwiększenie podatków bezpośrednich i pośrednich. Testem odwagi cywilnej premiera będzie to, czy przywróci III próg podatkowy dla najbogatszych. Może wzruszy przywileje podatkowe dla najbogatszych i dla firm? Skądś musi wziąć pieniądze, wiadomo że nie napadnie na sąsiedni kraj i go nie ograbi nakładając na ludność podbitą kontrybucję, to nie wchodzi w grę, zresztą skutki mogłyby być opłakane. Dlatego nie ma się co dziwić, że nasz rząd może ograbić tylko nas. Z drugiej strony musi szukać oszczędności, jeżeli faktycznie chciałby przeprowadzić chociaż połowę reform, które można odczytać z POLSKA 2030, to czeka nas prawdziwa rewolucja.

Biorąc pod uwagę medialne informacje o tym, że w tworzenie exposé zaangażowany jest minister Michał Boni, osoba odpowiedzialna za kształt raportu POLSKA 2030, nie ma się co dziwić, że na tym dokumencie będzie oparte przemówienie premiera. Struktura raportu zawiera katalog 10 wyzwań jakie trzeba podjąć w perspektywie 2030 roku, są to:

  1.      Wzrost i konkurencyjność
  2.       Sytuacja demograficzna.
  3.      Wysoka aktywność zawodowa oraz adaptacyjność zasobów pracy
  4.      Odpowiedni potencjał infrastruktury
  5.      Bezpieczeństwo energetyczno-klimatyczne
  6.      Gospodarka oparta na wiedzy i rozwój kapitału intelektualnego
  7.      Solidarność i spójność regionalna
  8.      Poprawa spójności społecznej
  9.      Sprawne państwo
  10.     Wzrost kapitału społecznego Polski [Całość za Polska 2030 s. 14]

Każde z nich to materiał na fundamentalne zmiany przekrojowe w funkcjonowaniu państwa, nie wierzmy w to że ten premier będzie chciał dokonać kompleksowej zmiany funkcjonowania państwa. Byłoby to ozdrowieńcze i chyba najważniejsze w naszych dziejach po Kazimierzu Wielkim, Ministrze Grabskim, Gierku i Balcerowiczu! Kierunek przemian jaki może nam zaproponować ten rząd to po prostu zaciskanie pasa w imię spłacania zaciągniętych kredytów i utrzymywanie przywilejów poprzednich pokoleń, przy pełnej świadomości nieosiągnięcia nawet połowy tego dobrostanu przez pokolenia obecnych 20-30 latków. Nie można oczekiwać od Tuska będącego gwarantem systemu niesprawiedliwości społecznej i państwowej redystrybucji zdecydowanych zmian systemu i np. zwolnienia połowy państwowych urzędników, albowiem ten premier nie potrafił powstrzymać wzrostu zatrudnienia we własnej administracji! Regułą wydatkową związano ręce samorządom, nie pozwalając się zadłużać – nawet dla celów inwestycyjnych. Przez co gospodarka staje, dosłownie. Sytuacja budżetowa największych miast powoli staje się dramatyczna, nie stać ich nie tylko na inwestycje ale także na pokrycie bieżącego deficytu. Tak drastycznie spadły przychody z udziału w podatkach!

Dlatego powtórzymy to po raz kolejny, nie dziwmy się że rząd musi ciąć, nie ma innego wyjścia. Jednakże, wymagajmy od niego żeby ciął sprawiedliwie a nie jak przysłowiowa „małpa z brzytwą”. Wycięcie przywilejów socjalnych, bonusów emerytalnych, nawet zawieszenie indeksacji emerytur to konieczne oszczędności na czas kryzysu, które trzeba przeprowadzić odważnie już teraz na początku kadencji. Szkoda, że rząd nie przedstawił przed wyborami w ramach programu wyborczego katalogu zmian i proponowanych oszczędności. Prawdopodobnie wówczas nie wygrałby wyborów? Czy to jest zatem uczciwe? Przecież to swoista gra w chowanego ze społeczeństwem! My wam nie powiemy że będziemy wam ciąć, a wy nas wybierzecie bo jak nie to czeka was jeszcze większa bieda, i dlatego nie będziecie strasznie narzekać jak wam utniemy co nieco. Czy Polacy naprawdę są narodem ekonomicznych troglodytów? Przecież swoje pieniądze umie każdy liczyć! Podwyższenie składek do poziomu sprzed reform Gilowskiej/Kaczyńskiego i ewentualne podwyższenie  podatków bezpośrednich i pośrednich to realnie około 7-15% dochodu rozporządzalnego miesięcznie mniej. Co to oznacza w napiętych do granic wytrzymałości budżetach polskich rodzin nie trzeba nikomu tłumaczyć. Jeżeli nałożymy na to fakt, że ludzie przeważnie nie mają rezerw i oszczędności to ewentualne cięcia będzie bardzo ciężko zamortyzować.

Z tych przyczyn, społeczeństwo prawdopodobnie o wiele łatwiej zniosłoby cięcia przywilejów dla wybranych grup „wrogów”, którzy jedli z państwowego konfitury przez tak długi okres czasu. No przecież trzeba to sobie powiedzieć w sposób otwarty, to że nie ma pieniędzy na leczenie w szpitalach od października, to wyraźne następstwo tego, że ze składek ludności miejskiej leczona jest ludność wsi! No nie ma darmowych obiadów! Nie da się zapłacić raz i przyjąć 1,4 pacjenta! System musi się globalnie bilansować, a nasz niestety się nie domyka. Czas najwyższy, żeby rolnicy i tzw. rolnicy zaczęli płacić za siebie, żeby nauczyciele zaczęli pracować 40 godzin w tygodniu, do tego faktycznie czegoś ucząc dzieci, żeby górnicy dostawali tylko 12 pensji (z Barbórką mają 14), żeby urzędnicy wszelkiej maści także mieli tylko 12 pensji, mundurowi i ludzie w togach zostali włączeni do powszechnego systemu podatkowo-emerytalnego, przez co ich pensje zmaleją, ale będą płacić składki. Nie ma innego wyjścia, nie da się tych kwot wyczarować.

W pełni należy się zgodzić i popierać jedynie ulgi dla osób przewlekle chorych i niepełnosprawnych oraz sierot. Cała reszta, w tym niestety wdowy, młodzi emeryci jak jeden z posłów ex funkcjonariusz CBŚ i inni uprzywilejowani w tym panowie z wszelkiego rodzaju darmowych służb ratowniczych latający nad Tatrami na koszt podatnika muszą się z WSZYSTKIMI przywilejami pożegnać. Może wówczas starczy nam pieniędzy na leczenie chorych na raka, opiekę neonatologiczną, i inne faktycznie potrzebne wydatki, których pojedynczy człowiek nawet wraz z rodziną nie jest w stanie ponieść. Może powodzianie i mieszkańcy terenów powodziowych będą łaskawi się przynajmniej w części ubezpieczyć? A ten dobry zwyczaj przyjmie jeszcze większa cześć mieszkańców naszego kraju i przeznaczy cześć swoich dochodów na wszelkiego rodzaju zabezpieczenie i ubezpieczenie, powodujące, że w momencie jak straci dobytek, lub stanie się okresowo nie zdolnymi do pracy to nie będzie wyciągać ręki do państwa?

Niestety czas za siebie płacić. Okaże się, że faktycznymi właścicielami państwa, ludźmi którzy wygrali z systemem i korzystają z jego dobrodziejstw są posiadacze majątku lub osoby nim zarządzające. A to może zrodzić niepokoje społeczne i niezadowolenie ogólne. Ale to już bardziej temat na inne opracowanie… z pewnością potrzebne studium nowej polskiej rewolucji. Tymczasem 18 listopada przekonany się czego premier Donald Tusk bał się powiedzieć ludziom przed wyborami.

17 komentarzy

  1. I kto to przeczyta?
    Kto przebrnie przez te OCEANY skądinąd rozsądnych zdań?

    • Szanowny Panie

      jednym z celów naszej fundacji jest rozwój czytelnictwa. nie mamy na celu wspierania troglodytów.

      • Chcąc spoglądać na innych z góry trzeba czasem zajrzeć do słownika.

        “(z bar­burką mają 14)”

        Co bynajmniej nie oznacza, że nie zgadzam się z wymową artykułu.

  2. parvuselephantus

    “żeby nauczy­ciele zaczęli pra­co­wać 40 godzin w tygo­dniu, do tego fak­tycz­nie cze­goś ucząc dzieci”

    ŻE CO??? To już drugi pieniacki artykuł z wyraźnymi skłonnościami anarchistycznymi. Czy znasz jakiegoś nauczyciela? Wiesz ile czasu pracuje? Spytaj się go, ile zajmuje mu sprawdzanie sprawdzianów, jak wygląda zaliczanie dodatkowych godzin narzuconych mu obowiązkowo czy jak wygląda rozliczanie sprawdzania matur. Spytaj się jaką pensję dostaje za swoje pół etatu. Jak już cała polska wie – za 1000/msc ciężko się utrzymać, a żeby o taką kasę tyrać 40h/tydzień…

    Nie jestem nauczycielem. Znam kilku. Uważam, że mają fatalną sytuację jeśli chodzi o umowę o pracę.

    Do tego bardzo proszę o nie powielanie idiotycznych stereotypów lansowanych przez gimnazjalne gazetki – naczyciel=samo zło. Poznałem kilku baardzo wartościowych nauczycieli.

    A ta ilustracja do artykułu – ja Ciebie też!

    • zNALEZIONE W PRASIE: “Rodzice wydają fortunę na dokształcanie dzieci, bo podstawówki i gimnazja uczą słabo, co czwarty uczeń nie zdaje matury z matematyki, a na studiach mamy kilkaset tysięcy niedoszłych pedagogów, socjologów, politologów czy ekonomistów, którzy nie wiadomo, co będą robić po uzyskaniu dyplomu.”
      Policjanci, sędziowie, urzędnicy sądów, księgowi i inni biorą pracę do domu. Zołnierze dbają o kondycję całą dobę – a jedynie bidusie belfrzy muszą sprawdzać klassenarbeity po swoim cięzkim 18 godzinnym tygodniu pracy SKANDAL SKRAJNY SKANDAL !!! BELFRY DO ROBOTY !!!!

      • parvuselephantus

        Skoro taka super robota – zostań nauczycielem. Prasa uwieblia gotować krew stereotypami, narzekaniem. Ludzie to kupują.
        Znam kilku rodziców, którzy ‘muszą płacić na dokształcanie’. Angielski, balet, konie, skrzypce. Dziecko jest tak zabiegane, że nie ma kiedy odpocząć, zrobić lekcji (wydajność nauki spada do minimum) o jakiejkolwiek radości z życia, czy kolegowaniu się z rówieśnikami nie wspomnę.

    • znam tylko jednego nauczyciela.Smieje sie ze mnie,bo zasuwam ponad 40 godzin na tydzien.On nawet polowy tego nie wyrabia,a pobiera z konta minimalnie wiecej niz ja.A ja mam powyzej sredniej krajowej

      • parvuselephantus

        OK, ten jeden i być może setki innych to tzw. nieudacznik, który zakopał się bezkarnie w swojej synekurze i niszczy cudze dzieciaki za państwową kasę.

        Nie zmienia to postaci, że obelżywe nazywanie wszystkich nauczycieli źle świadczy jedynie o wypowiadającym się.

  3. Polska 2030 nie jest realistycznym dokumentem. To tylko zbior fantazji.

    Tusk, historyk z zawodu, bez doswiadczenia zawodowego, bez elementarnych zdolnosci przywodczych nie jest w stanie nic dla Polski zrobic. Bo on nie wie czego nie wie. Nie wie co jest dobre i jak to wprowadzic. Bedzie nastepne 4 zmarnowane lata.

    Polska potrzebuje wizji, strategi i realistycznego planu jak to wizje zrealizowac. To slowo strategia dla kraju zalatwia wszystko. Ale na lekcjach historii tego nie uczyli. A wiec Tusk o tym nie wie. A kraj zaplaci.

  4. Żeby ludzie w togach zaczęli płacić składki emerytalne, to najpierw trzeba im pensje ubruttowić (jak wszystkim w 1999r.), a skąd na to wziąć? Ludzie w togach płacą podatki, i to większe niż większość społeczeństwa, gdyż pod koniec roku łapią się na II próg podatkowy (około 80-90% społeczeństwa płaci 19% np. przedsiębiorcy). Nie ma to jak pisanie na podstawie powtarzanych bezmyślnie przez dziennikarzy haseł, bez jakiejkolwiek wiedzy na pisany temat.

    • Lejzorek_Rojszwanz

      Można im ubruttowić “w dół”, traktując obecną pensję jako brutto – od niej odliczyć składki i obciążenia – a resztę wypłacać. Nie miejmy złudzeń, państwo nie ma kasy – a i tak zarabiają doskonale !

  5. indywidualismus

    Witam!
    Każdy ma prawo pisać co chce, w końcu mamy demokrację, ale zaczynając tekst od kalki z Kaczyńskiego i to obraźliwej, wymyślonej na potrzeby kampanii, to najlepszy sposób, żeby zniechęcić czytelnika do dalszej lektury. Poza oczywiście, stadem bezmyślnie uwielbiających Jarosława Zbaw Polskę K., ale mam cichą nadzieję, że nie było to celem autora.
    Wracając do tematu – czy ten stek figur retorycznych, nowomowa godna “ekologów” naprawdę pochodzi z raportu “Polska2030”??? Przecież tego nie idzie przełknąć, to jest puste jak bęben. Nikt, nawet najlepiej władający językiem polskim, nie odgadnie precyzyjnie znaczenia słów tam użytych!
    Konia z rzędem temu, kto wyjaśni, co się kryje pod pojęciem “Poprawa spój­no­ści społecznej” ! Albo “Odpo­wiedni poten­cjał infrastruktury”. Infrastruktura jest albo jej nie ma, to się nijak ma do potencjału jeszcze “odpowiedniego”! A co to jest spójność społeczna, aż boję się zgadywać. Brzmi jak “demokracja socjalistyczna”
    Wybacz autorze, że nie odniosłem się do zasadniczych tez tekstu, ale na pierwszy ogień wziąłem to, co mnie ruszyło, tezy są zaś zbyt oczywiste, by z nimi dyskutować. Obawiam sie tylko, że Autor nie rozumie, że składka zdrowotna to odpowiedni procent naszych podatków, więc jeśli rząd ją PODNIESIE, to budżet STRACI, gdyż składkę od podatku dochodowego ODLICZAMY. Żeby więc zwiększyć wpływy do budżetu musiałby rząd zwiększyć stawki podatkowe, co mam nadzieję, nie nastąpi.

  6. Autor rozumie i to doskonale, wprowadzenie to mistrzowski pastisz a to co napisane kursywą to wprost za prawem cytatu przeniesione z dokumentu … zresztą powyżej jest link można sobie sprawdzić 🙂 Pozdrawiam Zenon_kol. Autora

  7. Panie Pavlus…, własnie dlatego rodzice dopłacają do edukacji bo poziom edukacji a raczej oświaty powszechnej jest tak skandalicznie niski… zawdzięczamy to głównie nauczycielom. Skoro nawet na tajnych kompletach można było zrobić dobrą “wojenną” maturę to teraz nie można nauczyć dzieci przynajmniej umiejętności zdobywania wiedzy?
    Obecna szkoła to marnotrawstwo czasu. I niech się nauczyciele nie zasłaniają minimami…

    • parvuselephantus

      Ekhm – parvus… – polecam odkurzyć podstawy łaciny 😉

      A tak serio odpowiadając – nie wiem co się wszyscy tych nauczycieli czepiają. Przychodzi do szkoły gromada dzieciaków, którym rodzice wmówili, że ‘szkoła ich nauczy’. Dzieciaki te pretensjonalnie domagają się powbijania jak gęsiom wiedzy do głowy i mają pretensje, że muszą się męczyć. Poziom spada, bo poziom musi być równany w dół (od nauczycieli wymaga się wykształcenia całej klasy jak najlepiej, a nie nagradzania wybitnych jednostek). Do tego każdy rodzic przekonany jest o genialności i wybitności swojego dziecka tworząc wspaniałą atmosferę wojny totalnej uczniowie-nauczyciele.

      Do tego dochodzi wiele wspaniałych pomysłów na ‘zmuszenie nauczyciele by się wzięli do roboty’. Nie dziwie się, że im się nie chce – też mi się nie chciałoby być belfrem.

      ‘Za dawnych dobrych czasów’ zaś uczniowie dużo chętniej chodzili do szkoły – był kult walki z okupantem, dużo większy patriotyzm. Do tego rodzice, zamiast pytać się po szkole dzieci o to czym ich tym razem skrzywdzono, pytali się nauczycieli czy ich dzieci do czegoś rokują.

      Naprawdę nie rozumiem jak wrogością i batami my, Polacy, chcemy zachęcić nauczycieli do większej dawki dobrej ‘bezinteresownej’ woli…

      • Rodzice tacy jak jak czepiają się pewnie nie nauczycieli jako takich, ale systemu który stworzyły dla nich związki zawodowe.
        Skutkiem tegoż systemu jest średnia płaca przewyższająca znacznie średnią krajową za 18 grodzin obowiązkowej pracy tygodniowo. Co gorsze wszyscy nauczyciele o określonym wykształceniu i awansie zawodowym zarabiają PO RÓWNO (nie ma takiego drugiego zawodu w kraju) niezależnie czy się starają czy nie (więc większość się nie stara).
        Po drugie, od 2007 r. pensje nauczycieli wzrosły o 50 % i stale rosną, przy jednoczesnym spadku mierzalnych wyników oświaty (poziomu wiedzy uczniów). To tak jakby dawać podwyżki lekarzom, którzy leczą coraz mniej i gorzej, albo robotnikom, za to że mniej produkują.
        Wymyślono system awansu zawodowego, tak absurdalny, że słów brak. Na najwyższym stopniu jest ponad 50% zatrudnionych, a na najniższym 5%. To tak jakby w wojsku było 5% szeregowców a ponad 50% majorów (bo pułkownicy to dyrektorzy). Dodatkowo majorem zostaje się prawie z automatu przeważnie po 10 latach.
        Liczba nauczycieli nie spadała pomimo spadku liczby uczniów o 30% (teraz wreszcie to się zmienia).
        Nauczyciele z tych absurdów korzystają. A za system odpowiada MEN i związki zawodowe,
        I dziwię się , że wciąż są nauczycielki z pasją, jak pierwsza wychowawczyni mojego syna. Ale drugiej nic już nie obchodzi. Przez 1/3 roku szkolnego jest na zwolnieniach, zastępstwo za nią (angielski) prowadzi katechetka, która wprawdzie słabo zna angielski, ale za to ma okazję dorobić.
        Zebrania to kpina ,usłyszeliśmy że “to śmieszne pokazywać rodzicom klasówki” – była podobna akcja o rzekomych prawach autorskich nauczyciela.
        Nauczyciel wf rzuca piłkę i wychodzi, historia jest jedna za to religie dwie w tygodniu. Pani od przyrody nie potrafi policzyć punktów z klasówki (zamiast 42 naliczyła 22 obniżając ocenę z 4 + do 2+).
        Dlatego argumenty o głupszych i mniej starających się dzieciach jakoś do mnie nie trafiają, tym bardziej, że pamiętam swoich kolegów dzisiaj szacownych dorosłych obywateli (w tym i siebie) co wyprawialiśmy w szkole i jaka była nasza praca poza nią (a mój syn, jeden z lepszych w klasie codziennie odrabia prace domowe przez 2-3 godziny.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.