Wojskowość

Czego nauczył nas Afganistan – o realiach w pewnej armii

 Na pytanie, czego nauczył nas Afganistan? Żołnierze pewnej armii odpowiadają, że o wiele lepiej jest być oficerem i to oficerem możliwe jak najwyższego szczebla a nie zwykłym żołnierzem. Nie chodzi tylko o zwykłą odpłatność za narażanie życia w trakcie misji w istocie bojowej, ale przede wszystkim o stosunki i relacje między ludzkie, które jak twierdzą niektórzy wtajemniczeni są już gorsze niż w carskiej armii z najlepszych czasów jej walecznej chwały na przedpolach Pragi.

O tym, że źle się dzieje w pewnej armii powie nam każdy człowiek w mundurze – niepewny każdego dnia i godziny. Albo ma ograniczoną możliwość awansu, albo istnieje ryzyko rozwiązania jego jednostki, albo w ogóle nie ma szans na cokolwiek, bo jest podpadnięty i „robi za” winnego u konkretnego przełożonego. Nie można się, zatem dziwić, że wojskowi nie mają najmniejszej ochoty nadstawiać własnej głowy za jakiś tam żałosny Afganistan, jak również nie dają wszystkiego z siebie tutaj w kraju, ponieważ i tak nikt tego nie zauważy i nie ma żadnego powodu się wykazywać – no, bo i po co? W imię, czego i za co? No właśnie, bo współcześnie za wojsko się płaci, płaci się w istocie niezłe pieniądze jak na nasze warunki. Najgorzej mają rodziny tych ci, co nie mieli szczęścia, smutno jest być młodą wdową po żołnierzu pewnej armii, to naprawdę nie do pozazdroszczenia.

Drugą kwestią, jaką wskażą żołnierze pewnej armii w pytaniu, czego nauczył nas Afganistan jest stwierdzenie, że zanim się w coś wejdzie trzeba dokładnie przemyśleć jak z tego wyjść. Zdawanie się tutaj w pełni na sojuszników to nic innego jak słabość, a nic tak wspaniale pewnej armii nie wychodzi jak właśnie systemowe demonstrowanie słabości, podkreślmy – słabości, za którą płacą podatnicy utrzymujący armię pewnego kraju. Tylko słabeusze wchodzą w coś gdzie są uziemieni i ubezwłasnowolnieni w pełni zdani na wole swoich sojuszników. Brak samodzielności dla mężczyzn uzbrojonych po zęby i mających być zbrojnym ramieniem ambitnego i demokratycznego społeczeństwa to po prostu wstyd. Trzeba wyciągnąć z Afganistanu nauczkę logistyczną i nigdy już – naprawdę nigdy nie wchodzić do niczego, z czego nie jesteśmy w stanie się sami własnymi siłami w każdej chwili wycofać – nawet, jeżeli możemy liczyć na potęgę sojuszniczego imperium.

Trzecią kwestią, jaką poruszą żołnierze pewnej armii jest właśnie zagadnienie uzbrojenia i wyposażenia. Podobno różnica pomiędzy regulaminowym wyposażeniem żołnierzy pewnej armii a żołnierzami armii sojuszniczego imperium jest mniej więcej pokoleniowa. To znaczy, że poprzednie pokolenie żołnierzy przyjaznego nam imperium miało wyposażenie na poziomie wyposażenia udostępnionego obecnie żołnierzom pewnej armii. Czy to może deprymować? Prawdopodobnie silnie, ponieważ nic bardziej nie złości uzbrojonego mężczyzny niż nieskuteczność powierzonej mu broni albo kamizelka kuloodporna, w której można się ugotować a nie bardzo jest się jak poruszać. Jednakże jest to i tak podobno już o wiele lepiej niż przygody pewnej armii w Iraku, gdzie jej żołnierze poruszali się w samochodach rolniczych krajowej produkcji – twarzami do siebie, – czyli odsłaniając swoje plecy w kierunku potencjalnych zagrożeń.

Niestety w sprawie wyposażenia można wiele powiedzieć, jest to głównie, dlatego żałosne, ponieważ właśnie to, co pewne państwo wysyła dla pewnej armii to podobno jest najlepsze, co ma. Jeżeli więc to, co się wysyła jest niewystarczające a jest najlepsze to szkoda słów. Warto jednakże pamiętać o kolumnach wojskowego złomu stojącego na drogach krajowych w trakcie ostatniej powodzi. Naprawdę jest bardzo źle w tych wszystkich kwestiach.

Wszyscy pamiętają wypowiedź pewnego generała nad trumną bohatera, który zginął w tragicznych okolicznościach. Jeżeli na taką wypowiedź pozwolił sobie generał, który w ramach kary został prawą ręką kolejnego ministra obrony narodowej to znaczy, że mamy do czynienia z nieskończonym bałaganem, którego nikt nie jest w stanie ogarnąć. Nie da się tego wytłumaczyć nawet na zasadach dobrego humoru, ponieważ te problemy wcale nie są śmieszne i nie kwalifikują się do kategorii żartów. Chodzi przecież o bezpieczeństwo całego Narodu i jego dorobek.

Wyobrażacie sobie państwo wojnę przegraną, w której stracilibyśmy część terytorium i społeczeństwa i to, czego dorobiliśmy się przez ostatnie lata z takim trudem? Przecież tak już raz niedawno było – armia przegrała we wrześniu a kraj został wydany zwycięzcom. Konsekwencje tego odczuwamy do dzisiaj, może za około 50 – 70 lat uda się odtworzyć potencjał, jaki został wtedy zniszczony.

Ten kraj potrzebuje poważnej dyskusji o swojej armii o doktrynie obronnej i o tym, co w przypadku kolejnego niepowodzenia. Elita nie może udawać, że problemu nie ma, ponieważ jeżeli myśli, że znowu uda się jej uciec szosą na Zaleszczyki to niestety bardzo się myli, ponieważ Naród wydrze jej i jej dzieciom oczy i serca gołymi pazurami, – jeżeli znowu idiotycznie przegramy i zostaniemy wydani obcym na żer. Chociaż, jeżeli ewentualna okupacja okaże się łagodniejsza niż własny reżim…

W każdym bądź razie należy już obecnie domagać się wprowadzenia do Kodeksu karnego – kary śmierci za zdradę stanu oraz celowe długotrwałe działanie na szkodę Narodu i państwa polskiego, tak żeby później – ci bezczelni pyszałkowie nie zasłaniali się, że prawo nie działa wstecz.

2 komentarze

  1. Co to za państwo, o którym tak enigmatycznie pisze @autor?
    A ten generał co przemawiając nad trumną pozbawił się stanowiska, to czy nie jest wychwalany w Obserwatorze Politycznym – KANDYDAT NA PREZYDENTA RP?
    O co tu naprawdę chodzi?
    Po co nam armia?
    Nikt na nas nie napadnie.
    Sami się wykończymy.

  2. POdobno mamy demokrację – Naród sam sobie wybrał tę Władzę i gówno może jej zrobić. Co najwyżuej może sobie sam napluć w swoje durnowate obliczr.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.