Czego możemy sobie życzyć w 2013 roku?

Będąc z Polski i w Polsce nie można mieć złudzeń! Rok miniony nie był czasem wodotrysków, a żniwa na zielonej wyspie rządzącej elity już dawno się odbyły, niestety jak zwykle nie starczyło koniczyny i trawy dla wszystkich owieczek, barany musiały zadowolić się gorszej jakości chwastami, kilka zostało lekko głodnych. Nie można mieć złudzeń, że wraz z przestawieniem zegara i zmianą cyfry 2 na 3 nastąpi jakaś nowa cudowna era, w której przedstawiciele elity zaczną mówić ludzkim głosem i np. los kraju zacznie ich interesować do tego stopnia, że w ogóle zaczną podejmować jakiekolwiek decyzje.

Nie można wymagać cudów od ludzi przyzwyczajonych do wygodnego nic nie robienia w celu około smoleńskiej brzozy. Jej rozłożyste konary umożliwiają swobodne unoszenie się oparów absurdu, skutecznie izolujących uczestników obrzędów i obrządków od rzeczywistości. W tym czasie, kiedy ci oddają się bez ograniczeń wdychaniu oparów, władza może zupełnie spokojnie i na pełnym luzie bujać się w hamakach odpoczywając od czegokolwiek związanego z realnym światem i realnymi decyzjami. Drobny błąd, – co prawda niedopuszczalny z umieszczaniem szczątków w trumnach i mamy cykl blokad cmentarzy, – w które zaangażowało się grono parlamentarzystów Rzeczpospolitej. Tak wiele zamieszania w zamian za tak niewiele działa, w zasadzie zaniechanie sprawdzenia ewentualnych błędów i skandal gotowy, ale wszystko pod kontrolą, albowiem chodzi o to, żeby podgrzewać kociołek.

Czego zatem możemy sobie życzyć w 2013 roku? Przede wszystkim zakończenia nonsensu podziałów post smoleńskich. Nie jest to największy problem, który nas czeka, ale z pewnością jest to problem, który może dla nas oznaczać szereg negatywnych konsekwencji w przypadku ziszczenia się kilku niekorzystnych czynników zewnętrznych – powodujących destabilizację układu międzynarodowego. Jeżeli to nieszczęście miałoby miejsce, wówczas wszelkie wewnętrzne podziały będą dla naszego państwa i niestety narodu – zabójcze. W tym kontekście właśnie należy bezwzględnie żądać od wszystkich stron dramatu powstrzymywania się od dalszej eskalacji konfliktu i powrotu do – jak trzeba Okrągłego Stołu rozmów, nad stanem spraw – takim, jaki on jest w tej chwili i jak ma się zakończyć.

Drugą kwestią, jakiej w zbliżającym się roku potrzebujemy to wytrwałość, musimy, bowiem przetrwać w warunkach spowolnienia gospodarczego, z którym od bardzo dawna nie mieliśmy do czynienia. Problem polega na tym, że społeczeństwo nie jest w stanie już za bardzo wytrzymać kolejnych poświęceń, albowiem główne zasoby, z których korzystało w przypadku kryzysów i kłopotów w znacznej mierze się już wykruszyły, albo nie dają już rady, same wymagając pomocy. Mowa oczywiście o rodzinie wielopokoleniowej, która właśnie w Polsce dogorywa – rodziny rozbite, emigracja, brak dzieci, zidiocenie większości klas społecznych, brak autorytetów, ogólny upadek moralności i obyczajów. Nie ma skąd czerpać zasobów na przetrwanie. Będzie to oznaczało wzrost patologii – przestępczości, prostytucji, a przede wszystkim rozrost szarej strefy, albowiem nikt, kto raz spróbował wygody życia poza systemem nie zrezygnuje łatwo z przywileju wypięcia się na państwo. Same oszczędności – żadnych konsekwencji.

Trzecią rzeczą na liście narodowych życzeń powinien być pragmatyzm w postrzeganiu i rozstrzyganiu relacji międzynarodowych. Zwłaszcza na gruncie europejskim, albowiem tutaj potrzebujemy szczególnej rozwagi, albowiem gramy (uwaga ważne słowo), z graczami pierwszej ligi. Jeżeli wykażemy się brakiem odpowiedniego nastawienia i nieumiejętnością doboru strategii – będziemy już tylko grywali, ewentualnie będziemy rozgrywani. Niestety jak dotąd wszystko wskazuje na ten najgorszy scenariusz, kiedy to już jawnie ponownie będziemy przedmiotem relacji i stosunków, co prawda zdolnym aplikować do klubu bogatych, no, ale na ich wysublimowanych warunkach!

W zasadzie tyle wystarczy, trzy kluczowe sprawy, jakie mogłyby odmienić nasz kraj w coś ponownie zdolnego do wejścia na ścieżkę wzrostu, – jeżeli się opamiętamy i porzucimy temat smoleński, wytrwamy mimo przeciwności a do tego jeszcze okażemy się stosunkowo pragmatycznym grywającym na europejskich salonach, to naprawdę nie będzie źle. Być może to jest już zbyt wiele jak na nasze obecne warunki? To przynajmniej życzmy sobie wytrwałości, albowiem tylko to umożliwi nam jakieś przetrwanie.

Jedna myśl na temat “Czego możemy sobie życzyć w 2013 roku?

  • 1 stycznia 2013 o 16:42
    Permalink

    Porównanie z “nie tą Ligą” bardzo trafne.
    Wynik konfrontacji z Europą – taki jak w sporcie.
    Nie miejmy złudzeń, że po złodziejskiej prywatyzacji w interesie globalnych korporacji da się cokolwiek naprawić.
    Z pustego i Salomon nie naleje.
    Nie można nawet powtórzyć hasła Billa Clintona: gospodarka głupcze!
    Bo my w Polsce nie mamy już gospodarki.
    Jesteśmy peryferyjnym obszarem mającym dostarczać siłę roboczą i konsumować resztki z europejskiego stołu.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.