Paradygmat rozwoju

Czego chcą od nas Niemcy?

 Formalne stosunki polsko-niemieckie nie były tak dobre jak obecnie od lat. Rządy się przyjaźnią, niemiecka Kanclerz federalna jest wręcz hołubiona przez polskiego premiera, polsko-języczne media z dumą wyciągają jej polskie korzenie. Sielanka międzyrządowa zostanie przypieczętowana prawdopodobnie bardzo okazyjnym zakupem – kolejnych pociągów niemieckiej broni. Czego chcieć więcej – jak Niemcy dają nam lub sprzedają własne czołgi – za ułamek ich ceny? Kontakty gospodarcze są prawie idylliczne, co podkreśla z iście niemiecką regularnością tamtejsza prasa – prezentująca Polskę w coraz lepszym świetle. Nawet prawicowo (tradycyjnie) zorientowane tytuły prasowe, jeżeli już nazywają np. Wrocław, jako Breslau – czynią to dyplomatycznie w nawiasie. Jest, zatem prawie idealnie, co zostało dopełnione na ostatnim szczycie Unii Europejskiej, gdzie dobra ciocia Angela – naprawdę dała nam wielką górę pieniędzy, – chociaż nie musiała dawać aż tyle, a biorąc pod uwagę, że ma na jesieni wybory dużo ryzykuje wewnętrznie.

Patrząc na całokształt niemieckiej polityki wobec Polski od czasów – wielkiego Kanclerza federalnego pana dr Helmuta Kohla – widać, że przez cały czas – bezustannie od 23 lat spotyka nas tylko to, co dobre. Rząd w Berlinie robi wszystko, żeby podchodzić do Polski i Polaków najdelikatniej jak można, unika spraw kontrowersyjnych – we wszystkich błahostkach możemy liczyć nie tylko na pełne poparcie, ale także zaangażowanie! Zwłaszcza jak bojkotujemy sąsiedni kraj – Białoruś z powodu nie przestrzegania praw człowieka, co jest wręcz idealnie na rękę Berlina, który w tym samym czasie szkoli białoruskich policjantów.

Oczywiście na mapie wzajemnych stosunków są, co najmniej trzy duże zadry, z których jedynie jeden jest obecny w naszej dyskusji publicznej jawnie, a drugi także, ale jest totalnie zbagatelizowany przez to jawi się, jako niemający znaczenia. Trzeci zasadniczy – jest przemilczany, póki, co także przez rząd federalny w Berlinie. Pierwszym zagadnieniem jest kwestia rury bałtyckiej – Nordstream, do której nie przyłączenie się było naszym największym błędem strategicznym całej transformacji, nawet obecny minister spraw zagranicznych porównał to do rozbioru Polski jak miał inne barwy polityczne. Jednakże nie ma, co ukrywać – gazociąg rozwiązuje ręce w geopolityce na obszarze od Odry po Smoleńsk i od Estonii po Mołdawię! Mistrzowskie zagranie – doskonale przeprowadzone, z którego tak naprawdę wyprosiliśmy się sami zanim inwestujące kraje zdołały nas zaprosić. Drugim zagadnieniem jest kwestia polityki historycznej, czyli przedstawiania współcześnie trudnych kart z dziedzictwa naszych stosunków. Nie chodzi tutaj tylko o kwestię budowy przez stronę niemiecką muzeum upamiętniającego „ich” wypędzonych, ale o całokształt niemieckiego rozumienia historii, które jest dla nas nie tylko krzywdzące, ale i oszczercze, ohydne i w wielu miejscach bezczelne. Nie mamy tutaj sukcesów – sam prof. Bartoszewski, chociaż Niemcy prężą przed nim całą kompanię honorową Bundeswehry – za każdym razem jak odwiedza urząd kanclerski, nie załatwi sprawy. Jest jeszcze trzecia sprawa – niesłychanie delikatna i wielce złożona. Chodzi o międzypaństwowo załatwioną kwestię dawnych niemieckich terenów wschodnich, wchodzących obecnie w skład państwa polskiego (w zasadzie można napisać tymczasowo). Niestety – rząd w Berlinie uznaję tutaj otwartość roszczeń obywateli rzeszy niemieckiej i ich następców prawnych posiadających na obecnych terenach Polski zachodniej prawo własności nieruchomości. Rząd w Berlinie a wcześniej w Bonn – demonstracyjnie nie uznawał roszczeń o odszkodowanie „za mienie utracone”, jakie przez lata nadreńskiej republiki kierowali pod jego adresem jego obywatele i ich następcy prawni. Wskazując, jako adresata – rząd w Warszawie. Niemieckie stanowisko jest takie, że w pełni uznają przepadek terytoriów państwowych na rzecz polskiego państwa (i jego następców prawnych), jednakże kwestia prywatnych własności jest otwarta. Na ten problem nawarstwiło się kilka fal przesiedleńców, którzy masowo opuszczali PRL, często będąc nielegalnie (nawet w świetle prawa PRL) pozbawiani majątku. W efekcie ta sprawa jest w zawieszeniu, Niemcy czują się – nie bez racji – pokrzywdzeni. Warszawa zawsze stała na stanowisku, że nie ma w tej sprawie stanowiska i kwestia odszkodowań jest problemem rządu niemieckiego, niemieckich sądów i niemieckiego rządu. Można było udawać głuchych – zanim nie weszliśmy do Unii Europejskiej, w której zobowiązaliśmy się do pewnych standardów i podlegamy pod wyroki trybunałów unijnych. W przyszłości może być różnie, już dzisiaj bywa często śmiesznie, gdy o zwrot mienia „poniemieckiego” zwracają się np. potomkowie Żydów, którym państwo niemieckie skonfiskowało konkretne nieruchomości przed 1945 rokiem. Są sprawy na Śląsku, gdzie głównie działki – odzyskują dawni właściciele lub ich potomkowie albo należy się im mienie zastępcze, jako odszkodowanie.

Konkludując powyższe można zapytać, – czego tak naprawdę chcą od nas Niemcy? To, że na pierwszym planie chodzi o stworzenie buforu państwowego zgodnie ze starą niemiecką koncepcją „Mitteleuropy” oddzielającej potężne Niemcy od „niewiadomej” na wschodzie to jest oczywiste i nie podlega żadnej dyskusji. Niemcy mają pełną świadomość, że przegrali pod Stalingradem, ponieważ zabrakło im posiłków, które w tym czasie marnowały się w Polsce. Drugi raz nie popełnią tego samego błędu, naprawdę żaden czołg nie dojedzie do Berlina ze wschodu, bez uwzględnienia Warszawy (obdarowanej doskonałą niemiecką bronią). Na pewno także potrzebują nas, jako bardzo wygodnego zaplecza gospodarczego z obiecującym rynkiem zbytu na ich produkty. To także nie ulega żadnej wątpliwości. Te dwie pierwsze kwestie są korzystne dla obu stron, oczywiście pod warunkiem, że żołnierze niemieccy w ramach NATO wyjdą z Polski po odparciu zagrożenia ze wschodu, jednakże tego nie możemy być do końca pewni mając szacunek do własnej historii. Podobnie gospodarczo – nasza wymiana handlowa jest nominalnie znaczniejsza niż z Federacją Rosyjską! Daje to szansę na budowę wzajemnych powiązań i relacji, a nic tak dobrze nie zbliża jak wspólne interesy. Trzecia kwestia, której chcą od nas Niemcy – to „rozgrzeszenie”, albowiem demonstrując bliskie relacje z Warszawą doskonale zdejmują z siebie odium sprawstwa ostatniego dramatu. Poza tymi trzema kwestiami – Niemcy niczego od nas nie potrzebują.

Uzupełniająco można zadać pytanie, – czego będą chcieć od nas Niemcy w przyszłości? Tradycyjnie przestrzeni życiowej? Czas pokaże.

One Comment

  1. Niemcy powoli upominają się o uznanie.
    Powoli przebije się wśród nich ton SPOKOJNEGO i DOSTOJNEGO NACJONALIZMU, trzeciego powojennego pokolenia, o cywilizowanym, EUROPEJSKIM obliczu.
    Niemcy chcą uznania politycznego, równego ich pozycji gospodarczej.
    Po prostu mamy trochę ich PRYWATNYCH majątków, a spadkobiercy wypędzonych nadal żyją. Prawo unijne zadziała w swoim czasie, na ich korzyść – bo nie ma już Dywizji Pancernych Armii Czerwonej nad Łabą.
    Do tego Putin może potępić ustalenia Jałty i Poczdamu, jako nieludzkie i zbytnio krzywdzące Niemców.
    Tak też może się kiedyś stać.
    Na razie to mamy Anioła Angelę w Berlinie i wnuka dziadka z Wehrmachtu w Warszawie …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.