Paradygmat rozwoju

Czas pomyśleć o neutralności jako ogólnej alternatywie rozwojowej

 Dotychczasowy dogmat polskiej polityki zagranicznej mający na celu włączenie nas w struktury zachodnie, dodajmy bezkrytyczne włączenie – wyczerpał się, objawiając całą swoją bylejakość i naiwność. Skutki bezrefleksyjnego sprzymierzania się z Zachodem, niejako na siłę są opłakane. Straciliśmy samodzielność gospodarczą, militarną i właśnie tracimy polityczną. Jeszcze parę lat dopłat unijnych i stracimy samowystarczalność żywnościową, a kilka decyzji urzędników z Brukseli i o niezależności energetycznej także będziemy mogli pomarzyć.

Wielka szkoda, że pomimo beznamiętnego włączania się w struktury unijne nikt nie zadał pytania o bilans – realnie policzony bilans zysków i strat z przynależności Polski do tzw. struktur zachodnich przez te wszystkie lata. Nie chodzi nawet o rozliczanie dotychczasowej polityki i samo zdefiniowanie racji stanu w taki lub inny sposób. Przede wszystkim liczy się głównie to, w jaki sposób antycypować dalsze pogłębianie się niekorzystnych procesów pełnego uzależnienia się od Zachodu.

Popatrzmy na sprawy kluczowe w taki sposób, jakie one są:

  • jesteśmy półkolonią gospodarczą Zachodu i będziemy nią zawsze, albowiem nie posiadamy możliwości przebicia się, co więcej nie dostrzega się interesu w konkurowaniu, wręcz można zaobserwować wyraźny strach przed tworzeniem konkurencji – nawet kooperacyjnej;
  • jesteśmy państwem buforowym w systemie bezpieczeństwa Zachodu i będziemy nim zawsze, albowiem wszelkie marzenia o wciągnięciu Ukrainy do Zachodniej strefy wpływów możemy sobie realizować rysując mapki na serwetkach pozostających z cateringu po przyjęciach lub konferencjach na intencję polityki wschodniej Unii Europejskiej;
  • jesteśmy i pozostaniemy uzależnieni od wsparcia w każdej dziedzinie – albowiem dysfunkcję gospodarczą możemy wypełniać tylko poprzez wsparcie zbędnym w danym czasie na Zachodzie potencjałem – nie można tutaj mieć złudzeń, albowiem może być to niezwykle bolesne.

Powyższe powoduje, że w polityce państw zachodnich – naszych formalnych partnerów, a w wyniku ich polityki także w polityce Unii Europejskiej przestajemy być traktowani, jako partner – gracz rangi równorzędnej. To wobec nas realizuje się politykę, co najwyżej przy naszym udziale, jednakże my sami niczego nie możemy przedsięwziąć, co wiązałoby unijne siły i środki, co więcej w jakikolwiek sposób wiązało państwa unijne. Przykład spartaczenia polityki wschodniej oraz wcześniejsza kpina ze wspólnotowej polityki energetycznej przez Berlin w postaci Gazociągu Północnego – wyraźnie pokazują, jakie jest miejsce Polski w podejmowaniu decyzji.

Może czas pomyśleć o neutralności? Jeżeli bowiem otrzymywane od Zachodu wsparcie opłaciliśmy eksportem prawie 3 mln obywateli, jako taniej siły roboczej na Zachodzie – to powstaje pytanie o to, na co jeszcze i w jakiej cenie możemy liczyć? Wsparcie militarne w razie konfliktu ze Wschodem jest ewentualnościowe, a w razie problemów na łonie samego zachodu – fikcyjne. Wsparcie gospodarcze mamy tylko w zakresie wspólnego rynku, który jest rzeczywiście największym dobrodziejstwem Unii Europejskiej, jednakże nie jesteśmy we wszystkich aspektach równorzędnym partnerem, żeby móc z jego dobrodziejstw korzystać. Więc nie można się dziwić, że jesteśmy w znacznej mierze wykorzystywani i nic na to nie możemy poradzić. O wsparcie technologiczne nie mamy się nawet, po co upominać, albowiem nawet, jeżeli nam dadzą, to co byśmy zrobili z tą technologią? Lepiej montowali meble albo produkowali lepsze maszty dla elektrowni wiatrowych? Nie ma gdzie implementować technologii, – ponieważ praktycznie nie ma przemysłu zdolnego do absorpcji na masową skalę wynalazków.

Neutralność w naszym przypadku umożliwiałaby przede wszystkim niezależność polityczną od Zachodu, który w kilku kwestiach musiałby z nami współpracować na naprawdę partnerskich zasadach, albowiem brak zgody powodowałby zwiększenie kosztów funkcjonowania do poziomu nieznośnego dla wszystkich uczestników rynku.

Oczywiście neutralność kosztuje, a ponoszenie tych kosztów wymaga poświęceń. Słomiany zapał i podniecanie się mirażami dochodów z gazu niekonwencjonalnego stwarzało szansę na istotny własny potencjał rozwojowy, który dawałby możliwości poszerzenia pól decyzyjnych. Jednakże bez tych miraży – nie mamy żadnych szans na finansowanie swoich potrzeb, zwłaszcza, jako kraj neutralny. Zbyt wielką cenę zapłaciliśmy dotychczas za transformację ustrojową i jeszcze do tego rachunku przyjdzie nam dołożyć koszty utrzymania systemu, którego elementem stanie się starzejące się społeczeństwo. Wniosek jest banalny – nie będzie żadnych wolnych pieniędzy umożliwiających nam myślenie w kategoriach neutralności, albowiem to zawsze więcej kosztuje niż poddańcza i nawet upokarzająca zależność.

Jednakże, jeżeli chcemy myśleć na poważnie o przetrwaniu, jako jakaś odmiana cywilizacji Zachodnich Słowian, powinniśmy przynajmniej w perspektywie 50-cio lecia przewidywać możliwość skorygowania drogi rozwoju o zupełnie inny kierunek, albowiem to, co jest dzisiaj – zupełnie nie może nam wystarczyć na przyszłość. Jak na razie nie zapowiada się nic, co miałoby dotychczasowe negatywne procesy poprawić na tyle, żeby wynik ostateczny był dla nas korzystny. Myśląc tymi kategoriami, – jako o ogólnej alternatywie rozwojowej – zyskalibyśmy przynajmniej tyle, że nasi formalni partnerzy musieliby brać w swoich średnio i długo okresowych rachubach wobec naszego kraju poprawkę na naszą ewentualną alternatywę. To zaowocowałoby podbiciem stawki ogólnej w każdej z gier cząstkowych jak również grze ogólnej.

2 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Niestety na neutralność nie mamy szans,, nawet nie z powodu słabości ogólnej ale bardziej z mizerności i bylejakości łże-elit

  2. W zasadzie pomysł jest dobry.
    Tylko jak przeprowadzić ogólnonarodową szczerą dyskusję na ten temat, skoro u władzy mamy proamerykańskich przydupasów i strażnika interesów USA w postaci Ministra Spraw Zagranicznych.
    Oni do tego nie dopuszczą.
    Poza tym mają tam zapewnione miejsca AWARYJNEGO lądowania, gdyby tow. Jaruzelski ogłosił: KONIEC ĆWICZEŃ TOWARZYSZE.
    KONIEC ĆWICZEŃ. Wracamy do koszar i do tego co było w 1989 roku …
    O ni to czują, że tak może być.
    Polska to nie potulna Bułgaria czy zdezorientowani Węgrzy …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.