Kultura

Czas gniazd III

 Walka o terytorium

Ptaki wciąż walczą ze sobą. Widać to było szczególnie po jednej z gołębich par zasiadających na gablocie. Niewielka, wpadająca w brąz samiczka siedziała spokojnie niemal cały czas na niepozornym niewielkim gnieździe. Samiec kręcił się nieustannie w pobliżu. Latał tu i tam. Co rusz sfruwał na torowisko, coś tam znajdował i zanosił do gniazda, gdzie podtykał z różnych stron pod samiczkę. Zdaje się, że zbierał znajdowany ptasi puch. Sporo go leży na kamieniach między szynami. Ciekawe swoją drogą, czemu to gniazdo było takie szczątkowe, gdy tuż obok inne jest całkiem solidne i rozbudowane. Może coś ptakom przeszkodziło. Może ktoś gniazdo zniszczył i zakładały je od nowa. Może zwiał je wiatr, choć to akurat nie wydaje się prawdopodobne. A może nie chciało im się albo zwyczajnie nie zdążyły. Poprzestały na minimalnej konstrukcji. Może nie zdążyły. Może ta para nie czuje potrzeby wznoszenia aż tak misternej konstrukcji, jak sąsiedzi.

Czy w gnieździe są już jajka, tego nie wiem. Nie udało mi się znaleźć takiego miejsca, które pozwoliłoby mi zajrzeć z góry do jego wnętrza. Niby gablota nie jest daleko, bo ledwo po drugiej stronie torów, ani wysoko, ale jednak nieco wyżej niż mój wzrost. Poza tym samiczka cały czas w nim siedziała zasłaniając sobą to, co ewentualnie w gnieździe może być. Samiec zaś dzielił swój czas i troskę między znoszenie puchu, przymilanie się do swej partnerki i ciągłe odganianie konkurencji. A konkurencja nieustannie kręciła się w pobliżu.

Zobacz piszę

1995-07-22
Łódź
Ani Dąbrowskiej

lecz cóż z tego
gdy nikt tego
nie chce czytać
wszyscy te wiersze
w kosz odrzucają
a nawet ci
co je jeszcze
czytują
tak łatwo je zapominając
nie wiedzą
ile trudu
nieprzespanych nocy
niejeden wiersz
w sobie nosi

zobacz piszę
lecz cóż z tego
gdy wiersze te
też skończą w koszu zapomnienia

kiedyś i Ty
przestaniesz
je czytać

Adam Gabriel Grzelązka

Podchody kawalerów

W sąsiednim gnieździe nic się właściwie nie działo. Siedzący tam ptak nie był nijak niepokojony. Prawdopodobnie był to samiec, gdy tymczasem samiczka poleciała gdzieś na poranny żer. Samcem nikt się nie interesował. Nikomu do szczęścia poza własną partnerką nie był potrzebny.

Ale wróćmy do naszej pierwszej parki. Gdy tylko samiec lądował na torowisku, na gablotę zlatywały się samczyki próbujące swych sił u gniazdującej samiczki. Chwilami byli na tyle natarczywi, że musiała na moment odlatywać ze swego gniazda. Samce zresztą też wdawały się w kłótnie między sobą. Wszystkich zaś ze wszelkich sił przeganiał samiec, gdy tylko powracał do swej samiczki. Czasami wystarczało jedynie jego pojawienie się w pobliżu gniazda, by napastliwi kawalerowie zostali w swych zapędach powstrzymani i trzymali się odległej, bezpiecznej krawędzi gabloty. Czasem trzeba było szarży, by się oddaliły na stosowną stosowną dla gniazda odległość. Niekiedy zaś dochodziło do ostrzejszych starć oraz wymiany ciosów i wówczas nasz dzielny samiec staczał kolejne małe bitwy w obronie domowego zacisza i swej wybranki oraz jej gniazda. I tak na okrągło, dniem i nocą. A noce tu krótkie z powodu sztucznego oświetlenia. Jasno jest tutaj 24h.

Koniec końców samczyki jednak odlatywały i na krótko powracał spokój. Czasem samiec na chwilę przysiadał na gnieździe, jakby sprawdzając, czy będzie ono wygodne i bezpieczne. Samiczka stała tuż obok, napierając lekko piersią na siedzącego samca. Czasem, w chwilach większego spokoju i odpoczynku samiec przysiadał na szerokich łącznikach podtrzymujących gabloty na betonowych słupach, nieco poniżej samego gniazda. Zawsze gdzieś w pobliżu, zawsze w pogotowiu. Zawsze niedaleko swej wybranki.

A samce? Cóż, upatrzyły sobie właśnie inną samiczkę spacerującą po peronie. Momentalnie otoczyło ją pokaźne stadko adoratorów. Tylko, że nie mają oni jej za wiele do zaoferowania. Miejsc w okolicy na kolejne gniazda brak. Być może dojdzie jeszcze do zagęszczenia i na gablotach docelowo znajdą się dwa a może nawet i trzy gniazda, o ile ptaki będą w sanie tolerować swą aż taką bliskość i nikt im tych gniazd oczywiście nie zniszczy. Alternatywą jest opuszczenie tego miejsca i znalezienie nowego lęgowiska. Tylko gdzie jeszcze nie ma gołębi?

Niedola

Kilka tygodni później, po opisywanych tutaj wydarzeniach, znów korzystałem z tego przystanku oczekując na tramwaj. Wiele się zmieniło w życiu naszych gołębi. Na gorsze. Los im nie szczędzi przeszkód. Wszystkie gniazda zostały zlikwidowane przez firmę sprzątającą. Pojawiły się nowe kolce antygołębie. Założono je na gablotach reklamowych. I tak oto ostatnia ostoja gołębiego matecznika została im odebrana. Co stało się z naszymi parami, nie wiem. Byłem tu bardzo krótko, bo ledwo wszedłem podjechał oczekiwany przeze mnie tramwaj. Starczyło czasu tylko na krótki rzut oka i ogólną ocen sytuacji. Gołębie bynajmniej nie zniknęły. Nadal są. Być może znalazły jakieś inne miejsce na gniazda. Jeśli znajdę nieco czasu, przepatrzę to miejsce dokładniej, aby zorientować się w losach nieszczęsnych bohaterów tego eseju.

Poznań, 2015.04.12
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One Comment

  1. wieczorynka

    Wiersz liryczny i jakże prawdziwy.

    Jak chodzi o przyrodę to, właśnie ludzie zagarniają tereny należne również innym gatunkom i tak kurczy nam się flora i fauna. Przeczytane gdzieś w internecie: Za ileś tam lat dzieci w szkole będą uczyły się o pustyni amazońskiej, zamiast o puszczy amazońskiej.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.