Ekonomia

Czar imitacji

 Żyjemy w czasach, w których każdy coś udaje! Przedmioty imitują inne przedmioty, na bazarach piętrzą się hałdy towarów udających markowe, niby nikt tego nie zauważa, wszystkim to odpowiada, a ktoś przecież naliczył cło, ktoś pobrał opłatę targową, – podczas, gdy jest to zwykłe złodziejstwo i kradzież.

Jak długa jest historia ludzkich wyrobów tak stara jest historia imitacji, zawsze podrabiano – czymże byłaby europejska – jakże piękna i oryginalna porcelana, bez swoich chińskich pierwowzorów? Przykłady można wymieniać, nie można mieć pretensji do Chińczyków, że dzisiaj tak skutecznie wszystko kopiują, po prostu grabią własność intelektualną, jako równoważną do mienia zagrabionego ich dziadom i pradziadom, którym europejscy złodzieje i bandyci płacili opium w zamian za jedwab i herbatę. No a dzisiaj nikt się nie przeciwstawi termonuklearnej potędze.

Podobnie funkcjonuje współczesny Izrael, kraj ten wyspecjalizował się w produkcji – najwyższej technologicznie, jakości leków generycznych. Tamtejsze laboratoria i fabryki są w stanie wyprodukować w zasadzie dowolny lek i zaoferować go za ułamek wartości oryginału zawierającego tą samą substancję czynną. Przemysł farmaceutyczny działa doskonale i tylko się rozwija – ku uciesze wielu biednych ludzi, których nie stać na kupowanie oryginalnych leków.

Nasze społeczeństwo tłumaczy sobie biedą, to, że nie kupuje produktów oryginalnych, na które praktycznie nikogo nie byłoby stać, ponieważ średnia zarobków nad Wisłą jest po prostu porażająca. Producenci i dystrybutorzy globalnych marek mają swoje polityki cenowe i często zdarza się, że dany produkt ma taką samą cenę na całym świecie, centralom krajowym nie pozostaje zbytni margines decydowania – jedynie może w zakresie końcówek.

Chociaż podobno i tak nie mamy najgorzej, ponieważ przykładowo w takim Tokyo, ceny markowych produktów popularnych nie tylko rzuciłyby nas na kolana, ale zmusiły do refleksji, w jakim szczęśliwym kraju żyjemy. Jeżeli popularne spodnie, których nazwa składa się ze znanych cyfr, tworzących sumę 6 – kosztują tamże równowartość 500 euro za parę, to znaczy, że świat naprawdę stoi na głowie! Nie ma czegoś takiego jak sprawiedliwa cena – zawsze jest wyzysk na ile się tylko da, a tak się składa, że tam akurat się da, bo mają.

Dla Polaków prawdopodobnie najbardziej drażliwym tematem jest problem części samochodowych, co, do których przeciętnemu Kowalskiemu nie mieści się w głowie, że mogą stanowić przedmiot ochrony prawem autorskim! No, bo jak – rura, to rura! A, że ktoś bezczelnie kopiuje i dosłownie młotkuje cudzy pomysł, lub często ta sama – często polska wytwórnia produkuje partię „nieoryginalnych” po prostu nie nabijając marki koncernu na produkt – to już nikogo nie interesuje.

Kwestie oprogramowania komputerowego rozwiązały się w znacznej części same wraz z problemem walidacji legalności oprogramowania pewnej znanej firmy informatycznej. Dzisiaj nikt poważny nie zaryzykuje korzystania z konta bankowego bez legalnego, zaktualizowanego – to znaczy bezpiecznego systemu operacyjnego. Ponieważ nie warto, to się po prostu nie opłaca. Ryzyko technologiczne związane z meandrami informatyki jest zbyt wielkie, żeby ryzykować zniknięcie z konta pensji!

Problem nielegalnego kopiowania muzyki z płyt CD w zasadzie sam się rozwiązał wraz ze sprzedażą legalnej muzyki przez Internet. Dzisiaj każdy może kupić to, co chce, w ilości, jakiej chce – nie robiąc nic innego jak tylko kilka razy klikając na ekranie własnego smartfonu.

Pozostał głównie problem wymiany plików na serwerach pobierających opłaty za generowany ruch. Ponieważ nie da się upilnować przestrzegania praw autorskich w sieci, bo w pełnej skali – bez metkowania każdego komputera jest to po prostu niemożliwe – skończy się to prawie na pewno jakimiś ogólnymi opłatami pobieranymi od użytkowników Internetu.

Pomysł, żeby do każdej opłaty za Internet doliczać jakiś promil przeznaczony dla właścicieli praw autorskich zamieszczających swoje utwory w sieci jest kontrowersyjny, ale chyba jedynie skuteczny, – ponieważ nie ma innego, albo wszyscy płacą i jest, albo niektórzy kradną i znika – zabijając kulturę. Jeżeli takie opłaty nie byłyby zbyt wygórowane, to nie stanowiłyby problemu, na zasadzie nie więcej niż 10% wartości netto opłaty dostępowej do sieci.

Po problemach z wprowadzeniem słynnego ACTA, ten problem prawdopodobnie doczeka się regulacji systemowej w postaci jakichś uzgodnień pomiędzy Unią Europejską, USA i innymi globalnymi graczami, a nam na poziom krajowy – stosowną regulację narzuci dyrektywa i będzie po sprawie.

2 komentarze

  1. Popieram pomysł 10% opłat.

  2. Moja tylko i wyłącznie własna opinia i zarazem zapytanie, do ilu pokoleń spadkobierców powinny dotyczyć prawa autorskie?. Pra, pra, dziadek coś tam zaśpiewał,zatańczył…itd. Podchodząc poważniej do tematu odkrył, wynalazł a jednocześnie to odkrycie przysłużyło się ogólnemu dobru, czyli chwała odkrywcy.
    Odnoszę wrażenie, że spadkobiercom chodzi głownie o pieniądze z tytułu praw autorskich, jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.