Wojskowość

Cywilizacja oparta na etyce słabości przegrywa

 Mamy dziwną sytuację międzynarodową, pewien mały i zacofany kraj oparty na ideologii totalitarnie przekształconego komunizmu wyprodukował olbrzymią ilość broni konwencjonalnej, uzbroił swoją armię i grozi napaścią na swojego sąsiada, z którym formalnie jest w stanie wojny. Żeby tego było mało – dodatkowo tenże kraj posiada wyprodukowane ładunki jądrowe, czyli broń masowego rażenia, co do której zdolności przenoszenia nie ma jednak pewności. Jednakże, jego propaganda głośno krzyczy, że zamieni takie a takie miejsca na świecie w kule ognia albo po prostu, że celem nr 1 dla ataku z użyciem broni jądrowej jest stolica jeszcze innego sąsiedniego państwa.

To wszystko dzieje się obecnie na naszych oczach – nie do końca przy tym wiadomo, czy mamy do czynienia z blefowaniem i pohukiwaniem na użytek wewnętrzny rozgrywek politycznych, jakie dokonują się w tym państwie, czy też jest to rzeczywista retoryka stanowiąca w praktyce groźbę wojny, a wręcz zgodnie z zapowiedziami „anihilacji przeciwnika”.

Rozsądek nakazuje w czasie pokoju szykować się do prowadzenia wojny, czy też jak to się obecnie nowocześnie i ładnie nazywa – do obrony. Wiadomo przy tym, że najlepiej jest się bronić na i nad cudzym terytorium, w szczególności zabijając tam wrogich żołnierzy i bombardując wrogie cele – tak, żeby nie pozwolić przeciwnikowi na uczynienie tego samego na i nad własnym terytorium. Niestety ta banalna i oczywista prawda nie zawsze się przebija przez pacyfistycznie nastawione elity, jeżeli ma się nieszczęście być rządzonym przez mięczaków – to istnieje poważne ryzyko, że w przypadku konfrontacji z prostą i prymitywną, ale brutalną siłą po prostu się przegra.

Oczywiście obecna Korea Południowa lub Japonia to nie są baranki idące na rzeź. Potęga potencjałów wojskowych, nasycenie nowoczesnymi środkami walki jak również wszystko to, czego nie wiemy, ponieważ nie zostało dotychczas pokazane, bo z istoty swojej natury musi być tajne – jest przygniatająca. Do tego dochodzi jeszcze w zasadzie nieograniczony potencjał militarny USA, które są w stanie bardzo szybko przemieścić w rejon konfliktu siły i środki wystarczające do rzeczywistej anihilacji, jeżeli byłaby taka decyzja polityczna.

Tutaj dochodzimy do sedna problemu. Strona uznawana powszechnie za nieodpowiedzialną i w istocie barbarzyńską – mówi wprost – anihilujemy się nieprzyjaciela, odpalimy rakiety, w tym z głowicami jądrowymi, a stolica kraju sąsiedniego – po prostu przestanie istnieć od samej broni konwencjonalnej. Natomiast kraje cywilizowane starają się milczeć i nie prowokować niebezpiecznych szaleńców po drugiej stronie tlącego się już konfliktu. Dlaczego tak jest i czy tak zawsze musi być, że etyka nakazuje nam nie mówić o własnej sile? Przecież każdy analityk wie doskonale, że Korea Północna naprawdę może zostać odparowana z powierzchni ziemi, jeżeli rzeczywiście przyszłoby jej do głowy zaatakować bronią niekonwencjonalną terytorium USA (nawet Alaskę)! Siła rażenia Imperium jest w zasadzie nieskończona, no i o czym trzeba pamiętać – nic tak nie nakręca koniunktury niż zwycięska wojna!

Być może w interesie wolnego świata – opartego na uznawaniu tych samych wartości leży jednak ta postawa, którą wyznawaliśmy także i my z takim pietyzmem – okupując Irak i Afganistan, może musimy „na poważnie” zmilitaryzować nasze społeczeństwa i gospodarki a następnie zdecydować się każdorazowo na totalną konfrontację z każdym, kto nie tylko może stanowić potencjalne zagrożenie, ale także nie uznaje naszych wartości? No, bo dlaczego nie? Kto będzie sądził zwycięzców?

Historia nie jest dobrym doradcą, ale nie można udawać, że się nie wydarzyła. Do tej pory każda cywilizacja oparta na etyce słabości – przegrywała, upadała – ewentualnie gasła. Na tym świecie nie ma miejsca dla słabych, pragnących wąchać kwiatki i jeść zdrową żywność, ewentualnie podziwiać ślimaki pasące się na liściach pełnych rosy. Mamy do czynienia ciągle z organizacją świata opartą na zabijaniu i wyzysku. Jeżeli my nie zabijamy naszych przeciwników, nawet potencjalnych – to w końcu oni zaczną zabijać nas. Nie ma znaczenia, czy obywatele poddanego indoktrynacji narodu popierają swoją władzę czy nie! Liczy się, że są gotowi nawet ze strachu przed nią lub po prostu z konieczności – nas zabijać. Może zabijajmy, zatem w relacjach międzypaństwowych, jako pierwsi! Bo lepiej jest być w stosunkach międzypaństwowych żywym!

Lekcja, jakiej właśnie doświadcza świat od reżimu Korei Północnej jest doświadczeniem nowego typu – oto mały zapomniany przez rzeczywistość kraj, totalnie zacofany, którego Naród głoduje może zagrozić dzięki postępowi technologicznemu – największej potędze i jej sojusznikom. Czeka nas ciekawe doświadczenie i w razie nieszczęścia wzrost cen elektroniki. Jednakże wyciągnijmy z tej lekcji naukę, żeby samemu nie stać się „pierwszym celem”, bo co wtedy?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.