Ekonomia

Co zrobić żeby żyło się lepiej?

 Teoretycznie proste pytanie, a jednocześnie wyzwanie i to nie tylko intelektualne, ponieważ dywagować na płaszczyźnie społeczno-gospodarczej, można w zasadzie bez końca. Natomiast, jeżeli ktoś się nas zapyta, tak po prostu, – co można zrobić, żeby w Polsce było lepiej, chyba każdy stanie przed przerażającym murem ze szklanego szkła, bo niby już widać odpowiedź, przecież o niej się ciągle myśli, ale jak odpowiedzieć na tak postawione pytanie? Co zrobić żeby żyło się lepiej, żeby w Polsce było lepiej, żeby w ogóle w Unii Europejskiej było lepiej?

Przy czym nie ma tu mowy o żadnym wskaźnikowym kombinowaniu, każdy kto zadaje takie pytanie, ma na myśli banalny wskaźnik poziomu życia, jakim jest jego własny portfel. Lepiej w rozumieniu przeciętnego człowieka, oznacza więcej jednostek pieniężnych do jego dyspozycji w każdym, cyklicznym okresie rozliczeniowego czasu.

Odpowiedź, więc na to pytanie jest prosta, jeżeli bowiem „lepiej” ma oznaczać, że mamy mieć powszechną możliwość konsumować więcej, za więcej, to znaczy że aby było lepiej w Polsce, ludzie potrzebują więcej pieniędzy.

Uwaga, to szalenie niebezpieczne myślenie redukcyjne, ale niestety czy to się nam podoba czy nie – BRUTALNIE I BEZWZGLĘDNIE PRAWDZIWE. W odczuciu ludzi, poprawi się im, jeżeli będą mieli więcej pieniędzy. Przy założeniu, że nie mówimy o zwykłe inflacyjne nadymanie portfeli, bo Polacy doskonale znają inflację i pamiętają jak żyje się w jej reżimie. Ludzie oczekują, że w niezmienionym stanie stosunków, będą mieli więcej pieniędzy.

Wystarczy, więc dać każdemu więcej pieniędzy i sytuacja ulegnie poprawie? Będzie lepiej dla każdego, każdy będzie miał więcej, czyli będzie w stanie konsumować więcej, za więcej. W konsekwencji wszyscy na tym zyskają, ponieważ będzie więcej obrotu w gospodarce, nawet państwo będzie miało więcej podatków, przecież nie jest tajemnicą ile zostawiamy fiskusowi we wszechobecnych kasach fiskalnych.

Teoretycznie jest to możliwe, ponieważ właśnie to niedawno zrobiono na Zachodzie, gdzie banki i instytucje finansowe, które przegrały z rynkiem na spekulacji otrzymały olbrzymie zastrzyki finansowe, kosztem budżetów publicznych, a ściślej ich zobowiązań. W konsekwencji nic się nie stało, nawet jak Amerykanie nadrukowali swoich zielonych papierków, to ich wartość finalnie tylko wzrosła, ponieważ są zbyt duzi, żeby upaść, a ich papiery wartościowe kupują wszyscy, bez względu na to, czy im się to podoba czy nie, ponieważ nie ma innych równie bezpiecznych lokat kapitału, zwłaszcza w dużych transzach. Co najważniejsze jednak, globalne drukowanie pieniądza nie spowodowało inflacji, ponieważ pieniądz ten nie zasilił, co do zasady realnej gospodarki, tylko posłużył w pierwszym szeregu do zalania elektroniczną gotówką gospodarki wirtualnej, której nie ma, w której handluje się wolumenami podaży dóbr lub praw do nich na skalę nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością. Jedynie w niewielkiej części te pieniądze posłużyły za paliwo w realnej gospodarce, zawsze ściśle pod kontrolą.

Na podstawie tych doświadczeń wielu ekonomistów, polityków, filozofów, etyków i ludzi istotnych publicznie pyta, – dlaczego nie możemy powtórzyć tego samego manewru po raz kolejny, tylko zamiast banków i rekinów finansjery, uczynić adresatem publicznego wsparcia zwykłych ludzi w potrzebie? Były pomysły, żeby np. dawać każdemu mieszkańcowi Unii Europejskiej 500 Euro miesięcznie brutto, jako dochód podstawowy. Co ciekawe, bardzo szybko tego typu debaty wygaszono w publicznym mainstreamie, a z punktu widzenia obowiązującego modelu ekonomicznego jak również i prawa, – jeżeli dano pieniądze podmiotom publicznym, to nie ma powodów żeby nie można było zastosować podobnego rozwiązania w przypadku osób prywatnych. Przecież panuje równość wobec prawa! Nawet, jeżeli mielibyśmy w ten sposób wspierać tylko osoby ekonomicznie najsłabsze, ma to istotne uzasadnienie, analogiczne do rozdawania pieniędzy bankom i instytucjom finansowym.

Teoretycznie można przyjąć model publicznego rozdawnictwa na poziomie 500 zł na każde dziecko, jak obiecywał jeden z kandydatów, ale jeżeli zrobilibyśmy to na skalę krajową, trzeba się liczyć z tym, że zagranica odpowiednio zdyskontuje nagły wzrost naszej zamożności, odpowiednio niżej wyceniając walutę narodową. O wiele bezpieczniej byłoby to przeprowadzić w oparciu o Euro na poziomie europejskim. Przecież podobny model już teraz istnieje, ale dotyczy z zasady jedynie jedną z uprzywilejowanych grup społeczno-zawodowych – rolników, którzy otrzymują dopłaty bezpośrednie i inną pomoc związaną z ich branżą. Dlaczego nie mielibyśmy rozciągnąć tej pomocy na mieszkańców miast, którzy mają przeciętnie o wiele wyższe koszty życia niż analogicznie jest na wsi?

Neoliberałowie i wszyscy bojący się inflacji odpowiedzą, że nie da się nalewać z pustego w próżne, a takie postępowanie mogłoby spowodować, że tylko rosłaby inflacja i to na skalę państwa lub kontynentu. Chociaż nie ma dowodów mówiących o tym, że duży system, jakim jest Unia Europejska nie poradziłby sobie z takimi realiami, w tym znaczeniu, że nie tylko byłoby pokrycie w usługach i towarach na nadmiarowy przyrost pieniądza, ale przede wszystkim taki przeciętny poziom dochodów u osób najuboższych spowodowałby, że staliby się konsumentami. Zaczęliby funkcjonować na poziomie społecznym i ekonomicznym, mając możliwość – popierać system swoimi pieniędzmi i czerpać z niego korzyści. Być może właśnie taka aktywizacja – oddolna i powszechna, przyczyniłaby się do wzrostu ekonomicznej mobilności obecnie wykluczonych i ograniczonych grup społecznych w Unii, a zarazem dała krajom biedniejszym bardzo silny bodziec rozwojowy. Ponieważ nie ma, co ukrywać, ale 500 Euro brutto, to w sumie standardowe dochody miesięczne w tej części Unii Europejskiej. Pojawienie się takich pieniędzy – powszechnie, zmieniłoby sytuacje socjalno-bytową milionów ludzi z dramatycznej walki o byt, na możliwość planowania działań życiowych, a nawet jakieś formy alokacji.

Krytycy odpowiedzą, że bez wzrostu wydajności pracy, to droga prowadząca do samobójstwa. Jednak doświadczenia z luzowania ilościowego mówią nam coś innego, a przynajmniej pozwalają wierzyć w możliwość ucieczki do przodu. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której, każdy z państwa miałby miesięcznie do dyspozycji netto około 400 Euro plus obecny dochód po przeliczeniu na Euro w proporcjach 1 do 4. To zupełnie zmieniłoby relacje i stosunki społeczne, przy czym na pewno mogłoby dotyczyć tylko i wyłącznie państw będących członkiem Strefy Euro, ponieważ liczyłaby się skala.

Wnioski, – co zrobić, żeby w Polsce było lepiej? Odpowiedź: doprowadzić do sytuacji, w której Unia Europejska będzie dawać każdemu swojemu pełnoletniemu obywatelowi do momentu jego przejścia na emeryturę, kwotę dochodu minimalnego w wysokości 500 Euro miesięcznie. Poprawka na realność: przestać marzyć o fikcji. Niestety rzeczywistość jest tak skonstruowana, że o ile było możliwe wspieranie banków i instytucji finansowych, to już zwykłych ludzi nikt nie będzie wspierał. Chociaż nie można wykluczyć, że w przypadku gdyby projektowi europejskiemu groziło ryzyko rozpadu, decydenci nie zdecydują się na tego typu formę luzowania ilościowego, które nie tylko przyniosłoby pożyteczne skutki (przynajmniej na początku) a docelowo doprowadziło do fali euroentuzjazmu.

Co potem? O to będziemy się martwić w przyszłości, bo przynajmniej zapewnilibyśmy sobie jakąś przyszłość!

4 komentarze

  1. Gdyby Unia Europejska dawała każdemu obywatelowi w wieku produkcyjnym 500 euro miesięcznie brutto, to byłby to najwspanialszy system społeczno-polityczny Świata!

    • krolowa bona

      Z 500€ brutto w Niemczech to byn Pan nawet nie mogl 1x dziennie cos zjesc, zaplacic sobie swiatla w domu, oj za mieszkanie wogole nie mogl by z tych 500€ zaplacic, za skromny telefon, nie wspominajac o internecie …pisalam o tym moze i 4 lub 5 razy ostatnio o “bezwarunkowej alimentacji panstwowej” = BEDINUNGSLOSE GRUNDEINKOMMEN”, jsk to bylo w srednowieczu, prosze wejsc na niemieckue i szwsjcarskie, takze portugalskie strony w internecie, przetlumaczyc je sobie na j.polski i przylsczyc sie do inicjatorow BEDINUNGSLOSEN GRUNDEINKOMMEN w Niemczech, Szwajcarii, Portugalii (poslanka z Portugalii w UE-Psrlsmencie wnosla projekt ustawy ale ma za malo poparcia, w Polsce nikt tego nie popiera, choc wszyscy b.tego potrzebuja, prosze pomysl rozpropagowc , zrobic referendum a nie tylko marudzic …O.K.

  2. By żyło się lepiej:
    1.Wstąpić do Partii Petru.
    2.Zdobyć 2-gi milion PLN (pierwszy to trzeba najpierw ukraść ..).
    3.Głosić chwałę neoliberalnego kapitalizmu i jego “UDACZNIKÓW”.

    Przed 8-miu laty wystarczyło tylko wstąpić do PO …

  3. Naiwne marzenia rozdawnictwa pieniedzy dla analfabetow ekonomicznych niczego nie rozwiaza a jedynie beltaja ludziom w glowach.Nie stac was na profesjonalne artykuly.

    SZANOWNY PANIE BARDZO DZIĘKUJEMY ZA TO PYTANIE – NIESTETY WIDZI PAN, NIE, NIE JEST NAS STAĆ. JEŻELI SZANOWNY PAN CHCIAŁBY NAS WESPRZEĆ PRZEKAZUJĄC NAM STOSOWNĄ DAROWIZNĘ, NASZE KONTO CZEKA NA PANA SZCZODROŚĆ. POZDRAWIAM WEBMASTER JÓZEF.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.