Co z tym Euro?

Pan Jacek Rostowski w jednym z najświeższych wywiadów wypowiedział się niezwykle „euro-sceptycznie”, w tym znaczeniu że uznał szybkie przyjęcie wspólnej waluty przez Polskę, zanim Strefa Euro się nie uporządkuje za zagrożenie.

W tym kontekście raczej nie należy się spodziewać, że przyjęcie wspólnej waluty stanie się motywem przewodnim kolejnej kadencji rządu – premier Tusk raczej tego nie wypisze na sztandarach, czy raczej ulotkach wyborczych. Nie nam decydować o strategiach przyjmowanych przez partie polityczne, same wiedzą co jest dla nich najlepsze, jednakże można zapytać w takim razie – jak rząd Rzeczpospolitej w ogóle wyobraża sobie kwestię przyjęcia wspólnej waluty Euro, albowiem konsekwencje nie przyjmowania tej waluty będą dla nas z roku na rok coraz dotkliwsze.

Czy to się nam podoba czy nie, Unią Europejską rządzi duet niemiecko-francuski, w którym dominującą, ale nie bezwzględnie stroną jest Berlin. W praktyce to wygląda tak, że jak Paryżowi na czymś zależy – to, zawsze przechodzi, nawet jeżeli Niemcy patrzą na Francuzów z wyższością (np. w kwestiach polityki energetycznej – atom a energia odnawialna). Nic nie jest w stanie zburzyć siły tego tandemu, każdy kto się przeciwstawi osi decyzyjnej Berlin-Paryż, po prostu kładzie głowę pod topór. Wszystko wskazuje na to, że zrobi to w najbliższym czasie Wielka Brytania, ale to jej wybór – jeżeli nie chce należeć do Unii Europejskiej możemy jej życzyć wszystkiego najlepszego, z tą świadomością że „następnym razem” nasi piloci będą startować do lotów bojowych z drugiej strony „kanału”. Tu nie można mieć bowiem złudzeń, albo się jest w Europie i z Europą, albo jest się na tyle silnym lub na tyle słabym albo specyficznym państwem górskim, że można pozostawać z boku. Taki kraj jak Polska prędzej czy później stałby się problemem dla Europy, jeżeli nie chciałby zgadzać się z jej słusznością. Więc naprawdę lepiej, że ten smutny los najpierw spotka Wielką Brytanię, można tylko mieć nadzieję, że zanim zbiednieje się zreflektuje i wróci – oczywiście już na nowych warunkach, na które np. my wówczas nie będziemy musieli się godzić.

My jesteśmy po prostu zbyt słabi i zbyt uzależnieni od zachodu, a konkretnie od Niemiec, żeby myśleć o formułowaniu jakiejkolwiek alternatywnej polityki. Jeżeli nie planujemy takowej, to każdy dzień spędzony ze złotówkami w portfelu jest dniem straconym, w którym społeczeństwo dalej ubożeje. Przecież jesteśmy krajem gdzie ludzie otrzymują 700 zł renty i 1000 zł emerytury! Wiecie państwo ile to jest w Euro? Co można za to kupić? Nie starczy nawet na obiad w dobrej restauracji w centrum Frankfurtu nad Menem okraszony doskonałym winem reńskim! Skala naszej nędzy jest totalna! Jesteśmy społeczeństwem ludzi biednych i długo jeszcze tak będzie, a lepiej żeby dochody ludzi nie były uzależnione od wahań kursu złotówki, czego już jako nagłego zubożenia o prawie 30% doświadczyliśmy na początku kryzysu, kiedy to nasza gospodarka się pięknie dostosowała szybkim wahnięciem!

Właśnie na tym polega problem, że nie chcemy w ten sposób budować swojej konkurencyjności – PONIEWAŻ CENY I WYNIKAJĄCE Z NICH KOSZTY UTRZYMANIA SIĘGAJĄ PRZECIĘTNIE 75% CEN NIEMIECKICH! To powoduje, że cukier po obu stronach Odry kosztuje tyle samo, albo jest tańszy w Niemczech z przyczyn o których nie można pisać bez bluzgania na idiotów, którzy utopili polski przemysł cukrowy! Dłużej nie możemy sobie pozwolić na to, żeby Polacy nagle zubożeli – musimy się jako cała gospodarka dostosować do realnej i prawdziwej gospodarki jaka ma wymiar Euro na tym kontynencie. No nie da się mieszkać w domu bez wody! Po prostu potrzebujemy Euro, żeby na nim stabilnie budować swój dobrobyt, krok po kroku, z roku na rok – mieć stabilny punkt odniesienia i do niego równać. Ryzyko kursowe związane z działaniem spekulantów, którzy żerują na złotówce nie może przesądzać o międzypokoleniowym gromadzeniu środków przez Polaków!

Oczywiście jest jeszcze druga strona medalu, jest zrozumiałym, że Euro niesie zagrożenia, które mogą ujawnić się w ten sposób, że nasza gospodarka skończy tak jak gospodarka grecka. Tak proszę państwa, one zawsze istnieją i będą istniały, jednakże proszę zwrócić uwagę na dwie rzeczy i je sobie wyszukać w Internecie – ile Polska dostała z funduszy pomocowych od początku obecności w Unii z przedakcesyjnymi włącznie a jakie transfery poszły dla Greków! Nie ma znaczenia, że te transfery służą głównie refinansowaniu wymagalnych wierzytelności wierzycieli płacących podatki w krajach ich dokonujących (głównie Niemczech i Francji). Środki pomocowe w Euro wydatkowane w Polsce, także wracają w przeważającej części na zachód! Nie da się tego procesu powstrzymać, jesteśmy na to zbyt słabi.

Rozpatrując jednak zagadnienie całościowo nie można mieć złudzeń. W naszym politycznym interesie jest pogłębianie integracji europejskiej w kierunku najlepiej pełnej unifikacji – np. w formule federalizacji Unii Europejskiej. Na tej drodze wiele korzystamy, jednakże także trzeba ponosić ewentualne ofiary (jak polityka klimatyczna) jak również być gotowym na ewentualne ryzyko. Europa warta jest wszystkiego co mamy, dlatego nie powinniśmy się wahać i całą swoją siłą, całym potencjałem wesprzeć tą wielką ideę – nie dając jej upaść lub nawet się rozwodnić przez narzekania malkontentów. Nie ma lepszej gwarancji pokoju, dobrobytu i budowy potęgi niż Unia Europejska, od upadku Cesarstwa Rzymskiego niczego lepszego nie wymyślono i jak uczy nas historia, pomimo wielu licznych prób – wymyślić się nie dało. Dlatego szanujmy to co już jest wspólnym dorobkiem i wspierajmy ideę, która nawet jeżeli jest niezrozumiała i mglista, to stanowi silny fundament istniejącego porządku, którego jesteśmy jednymi z większych beneficjentów. Naprawdę już samo to, że możemy spokojnie tutaj pisać i czytać, chodzić do pracy, mieszkać w domach a nikt do nas nie strzela, nie urządza łapanek, nie zamyka nas w obozach jak również nie wywozi koleją na daleką północ, czy raczej północny-wschód – to wartość sama w sobie, za jaką warto nawet – jeżeli będzie taka potrzeba zginąć. Dlatego właśnie – dołóżmy swoją cegiełkę i z właściwym dla dotychczasowej polskiej pro-europejskiej postawy przyjmijmy jak najszybciej, czyli w kolejnej kadencji parlamentu – Euro!

Jeżeli ta sprawa ma być tak nieokreślona, to już sama przez siebie wyrządza sobie krzywdę! Rząd powinien w sposób jednoznaczny politycznie określić, w jakiej perspektywie czasowej – społeczeństwo, inwestorzy, biznes – wszyscy mogą się spodziewać przewalutowania. Samo ogłoszenie perspektywy np. 10 lat – byłoby bardzo porządkujące całość procesu. Po prostu wyznaczajmy sobie cele i je realizujmy a nie działajmy metodą ad hoc!

Ps. A wszystkich przeciwników Unii Europejskiej można wysyłać na wycieczki pobytowe na Ukrainie – mniej więcej tak byśmy wyglądali bez Unii i jej często krytykowanych i jawnie uznawanych za głupie przepisów. Ktoś sobie pomieszka, pożyje, popracuje – zobaczy jak to jest bez Unii i jej standardów. Powodzenia! Przy czym uwaga – nikt tu nie mówi, że tam jest źle, jest po prostu inaczej. Warto poznać sąsiadów.

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.