Co z budżetem? Zadłużajmy się kreatywnie – luzując ilościowo!

Jeżeli Sejm nie przegłosuje noweli budżetowej to rząd powinien podać się do dymisji. Z pewnością to się nie wydarzy, albowiem nawet jak zabraknie panu premierowi szabel, to znajdą się dzielni mężowie lewicy lub kawiorowej lewicy i podniosą łapki oraz nacisną przycisk w odpowiednim momencie zapewniając trwanie rządu, przeformułowanie koalicji oraz dalsze trzymanie władzy przez tych, którzy mają ją trzymać.

Generalnie manewr Rostowskiego był genialny, nic się bowiem nie stało – tanio sprzedaliśmy obligacje, przetrwaliśmy gorsze pół roku, a teraz się znowelizujemy, zawiesimy progi i no właśnie zadłużymy się bardziej.

To naprawdę jest genialne, wspomoże cykl koniunkturalny, a przy tej deflacji z jaką mamy do czynienia z pewnością nie odczujemy żadnych problemów z pieniądzem, pożyczy się po prostu i się będzie płacić odsetki i po kłopocie – ojej dług urośnie i co z tego?

Szkoda, że pan minister finansów nie pomyślał równie sprytnie o możliwości luzowania ilościowego złotówki w celu chociaż symbolicznego wykupu obligacji rządowych np. przez bony NBP? Zawsze można by zdjąć w ten sposób, nieco więcej wysoko oprocentowanych papierów z rynku. Oczywiście Konstytucje można zawsze obejść, no bo wszystko jest konsensualne jeżeli chodzi o państwo i o jego budżet oparty na pieniądzu drukowanym na papierze farbą. Nie możemy poluzować tak jak nasi przyjaciele z Rezerwy Federalnej, ale zawsze może te kilka miliardów rocznie można by zluzować? Może kilkanaście? Jaka to by była olbrzymia ulga dla budżetu! A jeżeli byśmy nie przesadzili z luzowaniem, to może nawet zagranica by to zaakceptowała jako naszą małą lokalną kreatywność, no bo przecież bony NBP są oprocentowane – rząd płaciłby odsetki od bonów np. 0,1 % a nie odsetki od obligacji na np. 4% Taki niezobowiązujący program wcześniejszego wykupu zobowiązań przed terminem ich zapadalności – kto się zgłosi do NBP od tego bank odkupi obligacje polskiego rządu przed terminem, wszystko jawnie, najlepiej poprzez przetargi publiczne, kto zechce za swoje wierzytelności mniej – ten dostanie pieniążki z danej puli w danym miesiącu szybciej.

Pomarzyliśmy, a teraz wróćmy do realiów. Pan minister Rostowski po prostu nas zadłuży w prawdziwych pieniądzach, które będziemy musieli sobie odjąć od ust, albo od programów zbrojeniowych. Klasycznie, porządnie – wypuścimy obligacje, zrolujemy poprzednie i się znowu zapożyczymy – tym razem na niższy procent, co jest w sumie jedynym zyskiem w tym całym procederze. Natomiast uwaga – długo trzeba spłacać! Nie możemy sobie pozwolić ponownie na utratę wiarygodności jak za PRL, ponieważ dzisiaj utracić płynność na rynkach to dramat w zasadzie porównywalny z wojną.

W ogóle do problemu długu trzeba podchodzić nieco bardziej elastycznie. Jeżeli teraz około 40 mld złotych rocznie z budżetu przekazujemy na obsługę zadłużenia – to czym my się w ogóle przejmujemy? Budżet mamy na 300 mld zł! W ogóle nie ma problemu – najwyżej się skreśli jakieś inne wydatki! Ktoś nie dostanie emerytury, żeby wyższą emeryturę mógł dostać ktoś! Tak w kółko, przekładając z jednej kieszeni do drugiej. Problem jest jedynie z zadłużeniem zagranicznym. Cud się stał z naszym zadłużeniem w Jenach, ponieważ opętani Abenomiką Japończycy luzują (drukują) Jenów na około 145 mld USD miesięcznie – skupując olbrzymie ilości obligacji, przez co Jen stracił na wartości około 20% Zróbmy to samo! Zubożmy swoje społeczeństwo – niech rośnie eksport! Przynajmniej tak długo zanim nasi przedsiębiorcy nie będą musieli kupić komponentów za granicą, co nieco nas przyhamuje, ale czego się nie robi dla idei? Drukują to znaczy luzują oni – to my nie możemy?

Pomijając to co się będzie działo w Sejmie – bo to przecież tylko teatr jest, prawdziwe decyzje już zapadły – panowie się nie lubią i się nie poprą, będzie wielkie bum i nie przejdzie, albo lewica poprze i przejdzie a zdrajców po prostu za uszy i się wyrzuci z partii – kończąc dwóm z trzech kariery polityczne.

Ciężki dzień przed premierem, nie wesoły dzień przed Polską. Szczególnie boli to, że jeden człowiek i jego ekonomiczno-finansowe wizje przeważają nad całym rządem, Sejmem, Senatem i całą klasą polityczną! Kim jest minister Rostowski, że ma taką siłę przebicia? To jest człowiek, który chyba ma więcej władzy niż premier, bo to on mówi premierowi jakie ma warunki brzegowe i koniec, kropka! Na całe szczęście zachodni wierzyciele dostaną swoje odsetki i kapitały też dostaną! O resztę niech się martwi kto inny!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.