Polityka

Co trzeba w Polsce zrobić żeby stanąć przed Trybunałem Stanu?

 Zgodnie z art. 198 Konstytucji za naruszenie Konstytucji lub ustawy, w związku z zajmowanym stanowiskiem lub w zakresie swojego urzędowania, odpowiedzialność konstytucyjną przed Trybunałem Stanu ponoszą: Prezydent Rzeczypospolitej, Prezes Rady Ministrów oraz członkowie Rady Ministrów, Prezes Narodowego Banku Polskiego, Prezes Najwyższej Izby Kontroli, członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, osoby, którym Prezes Rady Ministrów powierzył kierowanie ministerstwem oraz Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych oraz posłowie i senatorowie w przypadkach szczególnych określonych ustawą na podstawie odesłania w art. 107 Konstytucji.

Teoretycznie jest to więc proste, wystarczy że polityk naruszy ustawę lub Konstytucję (też ustawę) i za to ponosi odpowiedzialność. Jednak decyduje o tym Sejm głosowaniem 3/5 głosów swojego generalnego składu, co powoduje że uzyskanie takiej większości jest bardzo trudne. Stąd też, nie ma zbyt wielu wniosków o stawianie przed Trybunałem i tenże jest bezrobotnym, w istocie fasadowym strażnikiem naszego ustroju, bardzo wygodnym dla zasiadających w nim, niestety nic poza tym.

Co to znaczy naruszyć ustawę lub Konstytucję? To wbrew powszechnemu odczuciu coś bardzo skomplikowanego, a w przypadku Konstytucji wyjątkowo trudnego, to bardzo poważne sprawy. W przypadku Konstytucji, za jej poszczególnymi zapisami kryją się zasady ogólne odnoszące się do ustroju państwa i złamanie takowych, to nie tylko powód do hańby, ale przede wszystkim coś na tyle niecodziennego, że powinno być powodem do infamii polityka już do końca jego życia. Jednak, chociaż Konstytucja może być stosowana wprost – niezwykle rzadko w praktyce dochodzi do subsumpcji faktów pod wynikające z niej normy. To wielka sprawa jest – złamanie normy konstytucyjnej, na samej interpretacji i wykładni – wiadomo, przez Trybunał Konstytucyjny, można się przewlec latami. No, a kto po latach będzie pamiętał o jakichś konstytucyjnych zarzutach? Jednak były takie przypadki w ostatnim czasie – chodzi przede wszystkim o domniemane – podkreślmy – domniemane nielegalne więzienia (izby tortur) pewnego państwa na części terytorium Polski oraz o wcześniejszy udział Wojska Polskiego w wojnie napastniczej. Zakaz tego typu działań wynika z całego szeregu międzynarodowych konwencji i jest wpisany wprost do naszego Kodeksu Karnego. W tym przypadku gdyby udowodniono, że Wojsko Polskie na rozkaz Prezydenta państwa, brało udział w wojnie napastniczej (bez mandatu ONZ), po prostu nielegalnie przebywając na terenie innego kraju w celu sprawowania nad jego terytorium i ludźmi władztwa – to jest naruszenie wspomnianych konwencji. Ciężka sprawa, bardzo ciężka, ale jak wiemy nikt tego do dzisiaj nie badał, no a nasze rozważania to wiadomo – czysto politologiczne i modelowe.

Jeżeli chodzi o złamanie ustaw, sprawa jest o wiele prostsza. Ustawę polityk może złamać nawet o tym nie wiedząc, wystarczy że nie dotrzyma jakiegoś terminu i już będzie problem. W realiach naszej administracji, tego typu przypadki zdarzają się nagminnie, a za działania lub zaniechania organu, jeżeli nie wynikają z przewlekłości wynikającej ze specyfiki postepowania (czyli jeżeli nie ma kolejki) odpowiada organ. Nie inaczej jest w kwestii prawa materialnego, tutaj zachodzi ryzyko, że polityk może się na czymś nie znać i np. już na etapie postepowania przetargowego w Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia mogą być zawarte elementy przyszłego złamania prawa. Najgorsze są jednak sytuacje, gdy polityk świadomie narusza drogę służbową, albo domaga się dla siebie uprawnień do których nie jest powołany. Przykładowo w postaci żądania udostępnienia akt śledztwa. Obecnie nastąpiło rozdzielenie funkcji Ministra Sprawiedliwości od zwierzchnika prokuratury, ale wcześniej – rzekomo, podkreślmy – rzekomo miały się zdarzać sytuacje, w których niektórzy z urzędujących wysokich urzędników ministerstwa mieliby – rzekomo – domagać się wglądu w takie akta, a nawet udostępniać je osobom trzecim! Taka sytuacja, to oczywiście bezwzględnie naruszenie prawa, liczy się zamiar i złamanie stosownych procedur. Jednak nie tylko takie „decyzje” widziała nasza administracja.

W rzeczywistości, jeżeli dochodzi już do badania konkretnego przypadku, to już samo ujawnienie tego typu wydarzeń jest bardzo trudne. Jeżeli jedna ze stron procesu nie ma w tym własnego interesu (np. polegającego na ochronie własnego interesu), to nie ma w ogóle szans, żeby przestępstwa urzędnicze ujrzały światło dzienne. Powoduje to duży margines bezpieczeństwa i bezkarności dla decydentów politycznych, którzy mają władzę nad urzędnikami. System wyglądałby zupełnie inaczej, gdyby był skonstruowany w sposób nieco bardziej „inkwizycyjny”. Jednak nie można wymagać od polityków, żeby sami na siebie skręcali bicz…

4 komentarze

  1. Nie wiem co trzeba, ale wiemy już że zmuszenie człowieka do samobójstwa w szamotaninie z policją specjalną to mało…

  2. Niech sobie SLD i pan Miller dadzą spokój z śp. Blidą nie będę pisał o niej żle dla zasady. Ale wmawianie Ziobrze, że ją zamordował to już przekracza wszelkie granice przyzwoitości, dlatego nie będę na was głosował.

    • Posłanka B. Blida jest tragicznym “wypadkiem” przy pracy, jak i nachodzenie domów osób cywilnych przez służby różniej maści o 06:02. Nie chodzi o te tragiczne szczegóły – “wypadki przy pracy”, a było ich wiele, o wiele za wiele, lecz o całokształt. Niebezpieczny całokształt.

  3. Konstytucja jest ustawą zasadniczą czyli najwyższej rangi a to znaczy, że obywatel powinien powoływać się tylko i wyłącznie na Konstytucję. Natomiast Ustawy Sejmu powinny każdorazowo być podpisywane przez Trybunał Konstytucyjny. Kompetencje Trybunału Stanu (TS) są określone w Konstytucji, nie przypominam sobie aby TS z nich korzystał. Kolejna istotna sprawa na straży Konstytucji stoi Prezydent, też blado wypada jako strażnik. Ot i całość czyli rzeczywistość w pigułce.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.