Wojskowość

Co robiliście 10 czerwca 2013 roku, ok. godz. 6.30 czasu polskiego?

 Co robiliście państwo 10 czerwca 2013 roku, ok. godz. 6.30 czasu polskiego? Jechaliście już do pracy zapchanym autobusem? Staliście w piekarni osiedlowej po chleb i bułki? Może jeszcze przekładaliście swoje ciała z jednego boku na drugi bok – zerkając w stronę okien, czy na zewnątrz nadal pada? Ewentualnie pilnowaliście czy i jak wasze dzieci myją zęby? Całowaliście żonę, męża na do widzenia? Proszę sobie dokładnie przypomnieć co takiego robiliście państwo w poniedziałek 10 czerwca 2013 roku około godziny 6 minut 30…, wtedy zginął jeden z nas.

W tym czasie Ojczyzna straciła swojego obrońcę. W Afganistanie w wyniku wybuchu miny zginął polski żołnierz świętej pamięci plutonowy Jan Kiepura, mąż, ojciec dwójki dzieci – synów. Miał tylko 35 lat, była to jego druga misja w Afganistanie. W Polsce zajmował stanowisko dowódcy drużyny w 1 Batalionie Strzelców Podhalańskich w 21-szej Brygadzie Strzelców Podhalańskich w Rzeszowie. Oficjalną informację o tragicznej śmierci można przeczytać tutaj.

Gdyby nie to, że w naszym państwie jest armia zawodowa, tym który tam zginął mogłeś być Ty czytelniku. Ty mogłeś być dzisiaj zwłokami, najpierw na noszach potem transportowanymi do kraju w trumnie. To Twoje dzieci czytelniku mogłyby dzisiaj usłyszeć, że ojciec już nie wróci. Twoja żona mogłaby dzisiaj szlochać z bezsilności, a od jutra stawiać – już sama – czoła krajowej rzeczywistości. Gdyby nie poświęcenie plutonowego Jana Kiepury, to za dwa – trzy dni w kraju to Ciebie drogi czytelniku rodzina, znajomi i przyjaciele składaliby do grobu.

Okoliczność ta, że Ty żyjesz, siedzisz zapewne wygodnie i czytasz te słowa może (uwaga nie musi), ale może skłaniać cię do pogłębionej refleksji. Pamiętaj drogi czytelniku – plutonowy Jan Kiepura nie żyje, ty jeszcze żyjesz on już nie. Tymczasem, mogło być na odwrót – to Ty mogłeś nie żyć, a on mógł żyć. Stało się tak jak się stało, jednakże praprzyczyną była odwaga, miłość ojczyzny i poświęcenie pana Jana Kiepury, zawodowego żołnierza Rzeczpospolitej.

Po refleksji czytelniku jak zobaczysz człowieka w mundurze, postaraj się przypomnieć o ofierze jaką złożył pan Kiepura i okaż jego koledze szacunek, albowiem w ten sposób okażesz szacunek im wszystkim – tysiącom ludzi w mundurach, którzy ryzykują życie i zdrowie w Twoim imieniu i dla Twojego bezpieczeństwa.

Ważne jest żebyś też drogi czytelniku umiał ocenić tych z nas, którzy o poruszanym zagadnieniu myślą inaczej. Mają oczywiście do tego pełne prawo, jednakże z jakichś niezrozumiałych względów nie rozumieją, że lepiej jest milczeć niż okryć się hańbą.

Rozpatrując udział naszego państwa w wojnie musimy bowiem oddzielić od siebie dwie płaszczyzny – pierwszą polityczną, która decyduje o tym że w konkretnym czasie realizujemy określony wysiłek zbrojny od płaszczyzny drugiej – czysto wojskowej, ze szczególnym uwzględnieniem jej ludzkiego wymiaru.

Co do kwestii politycznej, trzeba nie tylko być silnie sceptycznym ale wyraźnie i głośno pytać się polityków – co my robimy na tej konkretnej wojnie i co z niej dla nas tak niesłychanie ważnego wynika? Te pytanie trzeba zadawać rano, przed południem, po południu i wieczorem. Każdemu decyzyjnemu politykowi, żeby miał świadomość, że społeczeństwo obywatelskie nie godzi się na udział w wojnie „dla szkolenia” jak to bywa przedstawiane albo z poczucia obowiązku i lojalności wobec „wielkiego sojusznika”. To zdecydowanie zbyt mało, żeby rząd państwa miał szafować ryzykiem utraty życia przez jego obywateli.

Zanim rząd wykaże nam konieczność wysłania ludzi (jednych z nas) na kolejną wojnę, musi to dogłębnie i obiektywnie uzasadnić. Tylko wtedy może cieszyć się poparciem społeczeństwa, tak ważnym dla tego typu sprawy jak udział w wojnie. Bez tego – bez potwierdzenia dyskusji publicznej zgodą Sejmu RP nie powinno być możliwości używania żołnierzy za granicą. Prezydent, to mało. Prezydent może decydować o tym co się dzieje w kraju i o obronie granic. Jeżeli natomiast mamy wysłać ludzi tam gdzie mogą zginąć w wyniku czyjegokolwiek kontr działania – to znaczy że bierzemy udział w wojnie. Jeżeli nie graniczymy z państwem gdzie to jest – powinien się wypowiedzieć Sejm. Bez tego to nie ma sensu, ponieważ nadal będą się powtarzać wojny zwane “misjami”, których społeczeństwo nie rozumie płaci za nie straszną cenę.

Aspekt wojskowy zawsze musi cechować profesjonalizm i pełne wsparcie państwa dla swoich żołnierzy. Takie kwestie jak odpowiednie wynagrodzenie, ewentualne odszkodowania, pomoc dla rannych, emerytury, renty – to nie może podlegać żadnej dyskusji. Nasi żołnierze zarabiają w stosunku do realiów krajowej gospodarki względnie dobrze, jednakże w stosunku do swoich zachodnich kolegów mało. Jeżeli nie stać nas na lepsze ich opłacanie – przynajmniej musi być nas stać na wyższe emerytury i renty dla poszkodowanych i rodzin poległych. Kwoty rzędu kilku tysięcy miesięcznie nie zastąpią braku męża i ojca przez resztę życia. Poza tym nie można żałować na najnowsze uzbrojenie, jednakże to zagadnienie odrębne. Zdecydowanie jednak kluczowe, gdyż poprawia bezpieczeństwo.

Ludzki wymiar udziału w wojnie zawsze oznacza ryzyko, które właśnie spotkało plutonowego Jana Kiepurę. W świetle majestatu śmierci wszystkie sprawy schodzą na bok, nie liczy się nic, jakiekolwiek dywagowanie, pytania, określanie stosunku poległego jako kontraktowy – to wszystko jest i musi być interpretowane jednoznacznie jako niegodne zachowanie, zwłaszcza to wyrażane w wymiarze oceniającym i warunkującym jest haniebne z zasady i dyskwalifikujące publicznie i cywilnie wszystkich, którzy nie okazują należytego szacunku, albowiem krytycy przynajmniej mogą milczeć jeżeli coś ich nie dotyczy. Natomiast jeżeli ktoś nie rozumie co to oznacza śmierć na ołtarzu Ojczyzny i bluzga, gdy poważni ludzie milczą, ten musi liczyć się z okolicznością, że kiedyś zostanie sam.

Czy pamiętacie już państwo co robiliście 10 czerwca 2013 roku, ok. godz. 6.30 czasu polskiego? Proszę pomyśleć o plutonowym Janie Kiepurze, jego rodzinie, najbliższych, o jego kolegach… i nie zapomnieć o tych, którzy byli, są i zawsze będą żołnierzami Rzeczpospolitej, albowiem Wy wrócicie dzisiaj do swoich dzieci i żon, jutro znowu pójdziecie do pracy lub możecie zrobić co chcecie, Oni natomiast muszą wykonać rozkaz. Rozkaz w dzisiejszych realiach wiąże się z ryzykiem…o którym muszą pamiętać wszyscy, którzy kiedykolwiek będą mieli najwyższy zaszczyt i honor wypowiedzieć słowa roty tej przysięgi [Źródło: Ustawa z dnia 3 października 1992 r. o przysiędze wojskowej]:

Ja, żołnierz Wojska Polskiego,

przysięgam

służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej,

bronić jej niepodległości i granic.

Stać na straży Konstytucji,

strzec honoru żołnierza polskiego,

sztandaru wojskowego bronić.

Za sprawę mojej Ojczyzny w potrzebie

krwi własnej ani życia nie szczędzić. Tak mi dopomóż Bóg.”.

2 komentarze

  1. Bardzo potrzebny i dobry artykuł.
    Trochę ckliwy, ale wobec majestatu śmierci – może być.
    Szkoda młodego żołnierza.
    Żal Jego rodziny.
    Niech mu ziemia lekką będzie.

  2. Wpodobnych okolicznosciach ,nasi żołnirze ginęli w nie naszym interesie z rozkazu Napoleona na Santo Domingo.Drwina i chichot historii.A mówia historia nauczycielką zycia

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.