• 17 marca 2023
    • Paradygmat rozwoju

    Co przejęliśmy z zachodniego modelu zarządzania państwem?

    • By krakauer
    • |
    • 11 września 2015
    • |
    • 2 minuty czytania

    Zachód i Polska są do siebie – pomimo wszystkich różnić bardzo podobne. Decyduje tutaj bliskość sposobów percepcji, na sprawy zasadnicze i życiowe patrzymy mniej więcej tak samo, postrzegamy rzeczywistość również mniej więcej tak samo, reagujemy na problemy i konflikty także podobnie, nawet jeżeli odrzuci się propagandę to mamy wspólne wartości – wszyscy chcą żyć spokojnie i bez emocji. Podobieństw jest bardzo wiele, jednak nasze kraje się różnią.

    Polska wiele zrobiła, żeby upodobnić się do Zachodu. Co prawda wiele zmian jest pozornych i powierzchownych, jednak w generalnym ujęciu – cała masa przepisów, procedur, dostosowania się do dobrowolnie przyjętych standardów i w ogóle to wszystko, co przyszło z Zachodu, zostało implementowane. Jest tego tak wiele, że generalnie żyjemy w innym kraju niż przed wejściem do Unii Europejskiej, której standardy czasami idiotyczne w rozpatrywaniu jednostkowym, w całości układają się w pewien porządek. Oczywiście wiele regulacji wynika z wpływu i ze zwycięstwa lobbystów różnych branż, przemysłów, czy różnego rodzaju koalicji „na rzecz”, których jest tak wiele w Brukseli. Jednak generalnie w ogólnym ujęciu spraw – przyjęcie zachodniego porządku bardzo Polsce pomogło.

    Niestety jednak zmiany są po pierwsze powierzchowne, a po drugie dotyczą generalnie tylko podstawowego i średniego szczebla zarządzania krajem, który i tak ze względu na porażkę niedokończonych reform samorządowych nie jest optymalny. Cała „góra” zarządzania, mająca źródła swojej legitymacji w poważnej polityce, niestety jest systemową i często personalną sumą porażek, błędów, nadużyć, nieudolności i w ogóle szkoda się na temat naszych elit rozwodzić, ponieważ nie ma za bardzo, o czym i o kim pozytywnie cokolwiek napisać – z wyjątkiem kilku procent szlachetnych wyjątków.

    O ile Zachód dał nam wzorce, procedury i gotowe modele do implementacji, jeżeli chodzi o zarządzanie na szczeblu podstawowym i średnim, które po implementacji działają względnie dobrze, czego najlepszym dowodem jest pomimo ułomności prawa – sukces polskich samorządów, realnie trzymających państwo przy życiu. To niestety nie udało się niczego osiągnąć na najwyższym poziomie zarządzania – politycznego i bezpośrednio z nim powiązanego, ten właściwie, powinien być ściśle fachowy, menadżerski, ale niestety przeważnie jest synonimem nieudolności, złych procedur i państwa w państwie. Co do tego nie ma w Polsce wątpliwości, po prostu władza jest słaba, przeważnie niezdolna do działania, boi się podejmować decyzje, a jeżeli już coś robi, to głównie pod naciskami jakichś grup interesów.

    Najdobitniej w skali zarządzania sprawami państwa o porażce naszej władzy państwowej świadczy, jakość stanowionego prawa. Sejm od niepamiętnych czasów ogarnęła jakaś mania ciągłego zmieniania prawa i tworzenia nowych regulacji, niestety bez porządkowania dotychczasowych norm i przepisów. Nie ma dzisiaj nikogo w Polsce, kto znałby nasze prawo podatkowe, zwłaszcza w zakresie dotyczącym podatku VAT płaconego przez duże spółki itp. Przykłady można mnożyć, wiadomo w mętnej wodzie – ryby zawsze lepiej biorą! Niestety jednak nie ma sposobu na to, żeby cokolwiek w tej sprawie przedsięwziąć.

    Polska ma poważny problem z „głową”, a jak wiadomo ryba psuje się właśnie od głowy i ten problem, pomimo wysiłków władz lokalnych i regionalnych – przeważa swoje, ponieważ system oparty na zdrowych podstawach, zawsze dąży do samoregulacji. W naszym przypadku również tak jest, bo samorządy opierają się na rachunku ekonomicznym, jeżeli nie zmieszczą się w budżetach i nie pokryją swoich deficytów, czeka je bankructwo. Niestety jednak – góra, nie tylko nie służy ani dobrą radą, ani nie stara się regulować systemu. W najlepszym wypadku sukcesem jest, jeżeli rządzący na górze – nie przeszkadzają reszcie państwa, która tak naprawdę, świetnie mogłaby się bez nich obyć, albowiem z punktu widzenia naszego systemu państwowego – rząd, przeważnie jest problemem, który generalnie zabiera wszystkim pieniądze. Wystarczy zapytać czołowych samorządowców, co sądzą o decyzjach ministra finansów, nie trzeba tego komentować.

    W konsekwencji jesteśmy w sytuacji, w której państwo trzyma się siłą systemu, który musi funkcjonować, żeby ludzie mieli wodę w kranach, czasami – nie za często – autobus na przystanku i inne dogodności komunalne. Najdobitniejszym dowodem na nieudolność centralnych władz państwowych jest stan publicznej służby zdrowia, za którą odpowiada specjalna administracja rządowa, a powierzanie w tym zakresie zadań samorządom, jest dla nich głównie powodem do zmartwień i wydatków z własnych budżetów, bo dotacje rządowe zawsze są za niskie.

    Na Zachodzie, za jakość politycznego kierownictwa państwa odpowiada, jakość elit i sposób ich wyłaniania. Są kraje, gdzie w ogóle nie ma problemu, kto jest elitą wiadomo tam od wczesnego średniowiecza. Również nie ma problemów z ich wyłanianiem, społeczeństwo dostaje do zatwierdzenia w wyborach zakres wizji państwa, mieszczących się mniej więcej w ramach tego samego zbioru paradygmatów. Jednak zawsze z każdej strony o realizacji i wdrożeniach decydują ludzie z tej samej klasy społecznej, często koledzy ze szkolnych ław, tych samych szkół z internatem. Na to nakłada się jeszcze społeczeństwo obywatelskie, wyjątkowo aktywne na poziomie lokalnym i średnim tamtejszych władz. Całość w sumie powoduje, że jakość funkcjonowania tamtejszych państw jest o wiele inna niż u nas, gdzie jest tak jak jest.

    Czy jesteśmy w stanie to wszystko zmienić? I jak?