Co powinien zrobić Bronisław Komorowski żeby wygrać II-gą turę wyborów prezydenckich?

Wygrana pana Andrzeja Dudy w pierwszej turze wyborów prezydenckich była zaskoczeniem dla wszystkich, włącznie z – jak się możemy domyślać po upublicznionej reakcji panem Jarosławem Kaczyńskim, jak i oczywiście również panem Bronisławem Komorowskim, najbardziej zainteresowanym w wyniku pierwszej tury. Niestety pan Komorowski dał odebrać swoje niezadowolenie jako rozgoryczenie, a nawet jako jakąś formę żalu i gniewu – adresowanego do wyborców, którzy w swojej – zapewne – indolencji – zmarnowali szansę, żeby na niego głosować w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Ten swojego rodzaju odczuwalny zawód, żal, czy też rozgoryczenie – widać, on wynika z tego jak nerwowo pan prezydent reaguje na niektóre, co ostrzejsze pytania dziennikarzy. Jeżeli analogicznie reaguje na to, co podsuwa mu sztab, to prawdopodobnie mają tam do czynienia z samonakręcającą się spiralą porażki, gdzie ludzie wygasili wszelka kreatywność, ponieważ kolejne pomysły to kolejne porażki – bez względu na to, co by prezydent nie zrobił to podpada i traci (zmień prace i weź kredyt – w odpowiedzi na pytanie młodego człowieka – czyli szczyt szczytów). Swoją drogą, to żałosne że nie potrafiono na tak prymitywne zagrywki pana Komorowskiego przygotować, to dowód na abstrakcyjną dysfunkcję sztabu, ewentualnie wskazane wyżej – odcięcie się kandydata w kłopotach, który czuje że przegrywa od swojego otoczenia.

Odnosząc powyższe do modelu politologicznego, chyba najpełniejszym porównaniem może być odniesienie do scenariusza jeżeli ktoś pamięta film „Upadek” /Der Untergang/ w reżyserii Olivera Hirschbiegela – przedstawiający ostatnie chwile Adolfa Hitlera w bunkrze podczas szturmu Berlina, ten może łatwo się wczuć w atmosferę jaka panuje w sztabie przegrywającego wszystko kandydata. Uchwycona tam mistrzowsko gra emocji i oczekiwań pomiędzy liderem a jego otoczeniem jest ujęciem modelowym tego typu studium przypadku, typowego dla syndromu „oblężonej twierdzy” przed upadkiem.

Czy jest zatem coś, co powinien, czy też raczej co mógłby zrobić pan Komorowski i jego otoczenie, żeby wygrać wybory prezydenckie w II-giej turze wyborów? Na pewno nad tym zagadnieniem obecnie zastanawia się bardzo wiele doskonale wynagradzanych osób, jak widać dotąd, niestety bez skutku. Jednakże nigdy nie ma sytuacji, bez wyjścia. „Bohater” przywołanego powyżej filmu także miał opcje i możliwości, ale z nich nie chciał skorzystać. Wybrał swoją drogę, decydując się na śmierć samobójczą. W tym przypadku nie ma takiej potrzeby, przewinienia pana Komorowskiego nie są tego kalibru, jednak trzeba obiektywnie przyznać, że jest problem z udowodnieniem społeczeństwu swojej przydatności, jeżeli ma się za sobą taki przebieg prezydentury, jak pan Komorowski. Jego minione zasługi z okresu przeciwstawiania się systemowi państwa ludowego, (przez wielu uznawane za trudne do jednoznacznej oceny) już praktycznie nikogo nie interesują. Głównie dlatego, ponieważ ówczesne problemy dzisiaj nie istnieją, za to dzisiaj istnieje wiele problemów wynikających także pośrednio z tego, jaką politykę uprawiał pan Komorowski. Te problemy – być może bardziej symbolicznie niż praktycznie, ale jednak przytłaczają dzisiaj i pana Komorowskiego i całą ekipę postsolidarnościową, ponieważ osób rozczarowanych obecnie funkcjonującym systemem jest o wiele więcej niż osób, które są z niego zadowolone, a demokracja ma to do siebie, że głos drwala z najbardziej zapadłego lasu na bagnach, liczy się dokładnie tak samo jak profesora na najlepszej uczelni artystycznej – jeżeli tylko pójdą do wyborów.

Normalnie, to kandydat urzędujący powinien wykorzystać swoją przewagę komparatywną nad kontrkandydatem – pretendującym, wynikającą z renty – dokonań z jego pierwszej kadencji

Przede wszystkim pan Komorowski powinien przestać myśleć o porażce, co prawdopodobnie już dzisiaj go paraliżuje. Jeżeli nie jest w stanie tego zrobić, to w ogóle nie powinien był zabierać się za politykę, mógł pozostać przy nauczaniu historii, to odtwórcza dziedzina, nie wymagająca umiejętności kreatywnych. W tym zakresie rzeczywiście sztab na pewno ma problem.

Drugą sprawą jest przede wszystkim dotarcie do wyborców z przekazem, że jest się prezydentem wszystkich Polaków i zawsze chciało się nim być, ale – tutaj uwaga – źródło wszelkiego zła, wielki i straszny szatan z wilczymi zębami – tutaj nazwisko pewnego byłego premiera – nie pozwalał na to, nawet jawnie kpiąc z godności prezydenckiej swoimi wytykami o żyrandolach! To jest to, czego wyborcy potrzebują – lekkiego zamanifestowania odrębności od obozu władzy, który bardziej jest kojarzony z ośmiorniczkami wsysanymi przez tłuste od luksusowego masła usteczka niektórych prominentów lub z drogimi zegarkami „jak wiadomo prezentów od żon”, niż z budową autostrad, czy jakimkolwiek planem rozwojowym dla kraju. Niestety nawet ta budowa autostrad i dróg była prowadzona tak nieudolnie (bankructwa, przetargi), że wszystko co dobre ludzie pamiętają to – „schetynówki”, ponieważ ten mechanizm za rządów pana ministra Schetyny był jasny i czytelny dla wszystkich, wiele samorządów na nim skorzystało.

Dlatego mówimy o lekkim dystansie od obozu rządzącego, tak żeby można było przekazać komunikat o niezależności i drugiej kadencji sukcesu, w której prezydent już nie będzie o nic walczył, bo trzeci raz prezydentem zostać nie może i zamierza pokazać, że nie tylko ma wizję, ale bardzo aktywnie nadawać ton polityce państwowej w całym szeregu dziedzin. Poczynając od ponownego otwarcia dyskusji o kwestii emerytalnej, bo nie da się ukryć, że ludzie sobie tego życzą.

Co prawda nie wiadomo jak zanurkowałaby wycena naszych obligacji po przyjęciu takiej retoryki przez prezydenta i dla pozoru przy milczeniu rządu, jednakże tu chodzi o władzę, problemy będą później – w tej chwili sztab pana Komorowskiego musi zrobić wszystko, żeby przysporzyć głosów swojemu kandydatowi. Bez zwarcia szeregów w ogóle nie ma o czym mówić, ponieważ wiadomo jak jest. Tutaj stawka jest zero-jedynkowa, bierze się wszystko, albo się zrobi pana Andrzeja Dudę prezydentem na kolejne – dwie kadencje!

Trzecią sprawą o jakiej powinien, czy też mógłby pomyśleć pan Komorowski w obecnej sytuacji – ponieważ tonący brzytwy się chwyta, powinno być pójście w pogłębiony dialog z Kościołem dominującym. To jest instytucja, której nawet ciche, ale zdecydowane poparcie mogłoby mu przysporzyć głosów i to tych najcenniejszych – potencjalnie wyborców pana Andrzeja Dudy. Oczywiście jest to dość kontrowersyjna propozycja, jednakże po prostu nie ma czasu na nic innego, chyba że np. są taśmy z rozmowy „braci” z pokładu Tupolewa i jest na nich to, o czym nawet najbardziej śmiałe media boją się pisać.

Do tego wszystkiego pasowałoby jakoś ocieplić wizerunek, może nie z użyciem rodziny, bo skoro ją izolowano od polityki przez tyle czasu, to i dzisiaj ona nie pomoże, jednak można na pewno zebrać grono ludzi w tym kraju, którzy są szanowani i lubiani, a mogą powiedzieć coś pozytywnego, najlepiej wynikającego z takich zwykłych, ciepłych międzyludzkich doświadczeń z panem Komorowskim w życiu – na wzór opowiadania przyjaciół klasowych o Świętym Janie Pawle II-gim. Sprawni ludzie od reklamy personalnej powinni szybko coś tutaj wymyślić i to takiego, co będzie nie do przechwycenia przez drugą stronę.

Jeżeli do tego wszystkiego, pan prezydent dodałby to, czego zabrakło przed pierwszą turą, czyli ulotkę, bilbord, plakat – to z pewnością dotarłby do większej ilości ludzi. Czy to jest naprawdę takie trudne? To nie ma znaczenia, że pan kandydat jest super rozpoznawalny jako polityczny brand klasy premium. To w ogóle nie podlega dyskusji, jednakże z politykami jest tak samo jak ze słodzonymi napojami gazowanymi znanych producentów, jeżeli ich nie ma w „eterze” to ludzie o nich zapominają, podobnie przecież nawet producenci słodzonych napojów gazowanych przypominają nam o swoich produktach ciągle, nawet żebyśmy nie zapomnieli o ich produktach na świątecznym stole! Tutaj o to chodzi, o mądrą proliferację wizerunku na poziomie, który nie przytłacza, ale będzie codziennie przypominał milionom ludzi w całym kraju o najważniejszych przewagach komparatywnych kandydata.

Wnioski nie są chyba potrzebne, ponieważ po prostu nie da się już zmienić kandydata, co na pewno rozwiązałoby dominującą większość problemów tej kampanii.

4 myśli na temat “Co powinien zrobić Bronisław Komorowski żeby wygrać II-gą turę wyborów prezydenckich?

  • 14 maja 2015 o 12:30
    Permalink

    Pan Komorowski powinien zrezygnować z kandydowania – to najlepsze co może zrobić, żeby uniknąć porażki w IIgiej turze 🙂

    Odpowiedz
  • 14 maja 2015 o 17:10
    Permalink

    Pan Bronisław K. powinien się wycofać z wyborów i doprowadzić do kandydowania Pana Kukiza.
    Chociaż, że względów proceduralnych jest to już za późno.

    Odpowiedz
  • 14 maja 2015 o 19:56
    Permalink

    Pan Komorowski powinien obrazić się na wyborców i pozwolić wyborcom odpocząć od siebie. Naprawdę te ostatnie 5 lat prezydentury były bardzo męczące zwłaszcza jak chodzi o politykę zagraniczną, choć wewnętrzną też. Przypomnę tylko, że nie zmieniłam swego zdania, że PO to PiS bis, aby nie wyszło, że wystraszyłam się przegranej PO i wygranej PiS.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.