Co powie cisza, co cisza ci powie

Trzeba całkowitej ciszy

1997-02-24
Zamarte

by uleczyć głuchotę
czas zaleczy
umęczone uszy
oczy i serce

w milczeniu poranka
powiewie wieczora
śpiewie ptaka
szumie lasu
dźwięczności potoku
– tę księgę natury
czytaj całym sobą

nim jednak
nauczysz się tego
musisz odpocząć
uleczyć się cały
z obojętności
co owocem
zgiełku nieczułego świata
pośród ludzi którym
dla Ciebie brak czasu

uzdrowi Bóg co chore
powróci i słuch i wzrok i czucie
przemówi Bóg posłuchaj
a jakeś kochany się dowiesz

Adam G. Grzelązka

Tęsknię za ciszą. Nie jakąkolwiek, ale tą najgłębszą z cisz. Kiedy to nikt i nic nie rozprasza mego zasłuchania. Kiedy to mogę usłyszeć nie tylko piękno otaczającej mnie natury, ale nade wszystko samego siebie. Kiedy to w końcu mogę posłyszeć głos Boga wyznającego mi swoją miłość.

Jesteśmy dziećmi cywilizacji. Jesteśmy głusi. Jesteśmy zagłuszeni przez wszechobecny hałas. Szum informacyjny wciąż nas rozprasza nie pozwalając skupić się na tym, co dla nas naprawdę istotne.

Kiedy ostatnio zdążyło ci się usłyszeć ciszę? Cóż jednak ta cisza jest? Cisza nie est bezdźwiękiem. Nie jest akustyczną próżnią. Brak dźwięków bynajmniej nie oznacza spotkania z ciszą. Oznacza jedynie brak hałasu.

Na ogół jestem śpiochem i nocnym markiem. Gdy nie muszę, kładę się nad ranem i wstaję późnym popołudniem. Lubię czasem wyjść późną nocą, by przejść się okolicą. Wszyscy już śpią. Praktycznie nikogo nie można już spotkać. Nawet ulice posnęły i z rzadka tylko coś przejedzie w oddali. Duże miasto niestety nie zapewnia ciszy idealnej. Zawsze pozostaje jakieś tło. Zależy to trochę od okolicy, w jakiej się mieszka.

W moich rodzinnych stronach, a pochodzę z centralnej polski, z samego miasta Łodzi, gdzie mieszkałem na głębokim przedmieściu – noc przynosiła naprawdę dużo ciszy i spokoju. Szczególnie bardzo późna noc. Zarazem oświetlone ulice pozwalały spacerować nie kłopocząc się przy tym brakiem jakiejkolwiek widoczności. Półmrok stwarzał szczególną atmosferę.

Ową ciszę wypełniała jednak masa dzięków. Gdzieś w oddali przebiegł kot. Gdzieś zaszczekał pies. W mojej okolicy zawsze było dużo śpiewu ptaków. Noc bynajmniej nie sprawiała, że wszystkie zasypiały. Zdarzało im się hałasować, przekomarzać. Do tego szum wiatru, szelest liści na drzewach. I dziesiątki innych drobnych dźwięków, które bynajmniej nie przeszkadzały. Na co dzień, za dnia były niedostrzegalne. Dopiero noc potrafiła z nich wydobyć muzykę, która w szczególny sposób potrafiła usposobić i serce i duszę.

Zupełnie inny klimat panuje o poranku. O naprawdę wczesnym poranku, kiedy to szarość nocy zaczyna być rozświetlana jutrzenką. Kiedy to życie budzi się ze snu. Szczególnie wiosną ma to swój niepowtarzalny wydźwięk.

Teraz, gdy mieszkam w Poznaniu, chadzam w poszukiwaniu ciszy do pobliskiego parku. Mam to szczęście, że jest duży i jest blisko. Rzadziej, gdy jest czas, wybieram się na Cytadelę albo nad jezioro Rusałka. Centrum miasta jednak nie stwarza takiej atmosfery jak ciche przedmieście.

Nie mogąc zatem odnaleźć ideału ciszy, ciszy jakiej łaknie moja dusza, nauczyłem się wyciszać się w sobie, tak, by móc odcinać się od otaczającego mnie szumu, by mi on nie przeszkadzał. Nie jest to łatwe. Głównie z powodu codziennego zabiegania. Z powodu trosk, galopujących myśli rozbieganych po tysięcznych tematach.

Łatwiej zresztą w tę ciszę się zanurzyć, gdy szukam jej regularnie. Gdy miewam dłuższe przerwy w mojej perypatei, trudniej jest mi wejść w ów nastrój zasłuchania.

Cisza bowiem nie jest celem samym w sobie. Jest mi potrzebna, aby tworzyć. Aby pisać. Aby się zasłuchać. Pozwolę sobie tu wtrącić fragment jednego z wierszy:

strofy wyłowione
z obłoków ciszy

rozbudzam wyobraźnię
sięgam poza słów horyzonty
gdzie tylko umysł zajrzeć zdoła

(…)

strofy dla żony
piszę
tęsknotą
marzeniem
sercem

Strofy dla żony – VII
Adam G. Grzelązka
„Krok po kroku” 2011

W ciszy następuje spotkanie pomysłu. W ciszy odnajduję słowa, z których następnie tkam materię wiersza. W ciszy nade wszystko łatwiej jest spotkać samego siebie.

Lubię ciszę. Lubię ciszę samotności. Nie taką z przymusu, ale taką z wyboru. Uciekam czasem od zgiełku i tłoku  ciszę samotności. To właśnie dlatego nie przepadam za niedzielnymi spacerami po parku. Za dużo ludzi i za dużo hałasu. Nie można się skupić. Nie można się odizolować. Nie można ze sobą porozmawiać. Nie można wsłuchać siew Boga.

Bardzo lubię też las. Gdy się w niego zagłębić, gdy zejść z szerokich traktów na mało uczęszczane ścieżki, gdy spowolnić krok i zachować maksimum ciszy, można spotkać się z prawdziwym lasem. Przemówi on z całym bogactwem swojej wewnętrzne muzyki i dynamiki ruchu.

Gdy czasem zdarza mi się wyjeżdżać na wieś lub chociaż do małych miasteczek wielkopolski, pierwsze, co mnie tam uderza, to właśnie dostępność ciszy. Dużo mniejszy zgiełk. Dużo mniejszy pośpiech. Więcej przestrzeni na spotkanie. Więcej okazji do zagłębienia siew siebie.

Serce jest miejscem, które współczesnemu człowiekowi zdarza się nawiedzać zbyt rzadko. Stanowczo zbyt rzadko. Może jest to jeden z powodów, dla których tak mało współcześnie czytamy poezji. Z drugiej zaś strony może dlatego współczesna poezja jest taka „ nieprzyswajalna”, bo brakuje jej ciszy?

Poeta i cisza to niejako synonimy. Przynajmniej dla mnie osobiście. Wiele moich wierszy powstać mogło tylko dlatego pośród zgiełku, że dane mi było nauczyć się otaczać swoje serce ciszą. To cenna umiejętność. Trzeba ja w sobie pielęgnować i nieustannie ćwiczyć. Inaczej zanika. Gdy zaś zaniknie, przestajemy słyszeć głos sumienia. O jak wówczas pisać, gdy serce w nas oschłe, niewrażliwe, głuche na wołanie świata?

Cisza sprawia, ze rodzą się pomysły. Sprawia, że docierają do mnie rzeczy, które inaczej nigdy nie zdołałyby się do mnie przebić. Wiersze pisane w ciszy spaceru często są zapisem dialogu, jaki się we mnie akurat toczył. Który siew tej ciszy narodził.

Czasami biorę tomik wierszy, idę do parku, siadam na ławce i zaczynam czytać. Zagłębiam się w świat autora. Pozwalam mu się poprowadzić. Bywa, że niejedna taka przygoda zakończyła się własna odmiana wiersza na podobny temat.

Trzeba ciszę w sobie pielęgnować. Trzeba się w niej też i rozkochać. Trzeba się nauczyć do niej wyzwalać. Trzeba nauczyć się nią żyć. Niełatwa jest droga do ciszy. Na początku przychodzi niepokój i znudzenie. Niepokój, bo brakuje nam bodźców zewnętrzny, a tymczasem nasze myśli gnają nadal. Nuda, bo gdy opada zewnętrzny hałas, gdy milkną pobudzające nas bodźce, nasze ciało, nasz umysł nie umieją sobie poradzić z tym brakiem aktywności. Czegoś, co nas dotychczas napędzało, nagle nie ma. A nie umiemy się jeszcze rozkoszować ciszą i z niej czytać. Dopiero później, gdy się z tym przegryziemy, zaczyna do nas docierać piękno i bogactwo ciszy.

Bardzo dobrym sposobem oswajania się z ciszą są chociażby rekolekcje. Szczególnie, jeśli mamy okazje odbyć je w jakimś klasztorze, i gdy prowadzone są one w milczeniu. Taki czas szczególnie sprzyja przełamaniu nas samych i potrafi wyprowadzić poza naszą małość i egoizm. Na dodatek pomaga spotkać się ze Słowem, tym, który wypowiedział sobą cały świat, Który słowem powołał i nas do istnienia.

Cisza sprzyja poezji. Pomaga ją przeżywać w całej jej głębi. Pomaga ją również tworzyć. Jest nieskończonym źródłem inspiracji dla wiersza. Źródłem nigdy niewyczerpanym. Bez ciszy stajemy się ubożsi. Bez ciszy coś w nas obumiera, karleje, zanika. bez ciszy jakżesz często gubimy samych siebie. Cisza sprzyja również natchnieniu. Nawiedza ono nas dużo częściej i łatwiej.

Cisza potrafi wydobyć z nas to, co w nas siedzi najgłębiej. Nie zawsze jest to przyjemne, lekkie, radosne., Bywa, że trudne, bolesne. Ale prawdziwe. Cisza pomaga nam uporać sią z własnym bólem, smutkiem, cierpieniem. Stwarza warunki na rozmowę, w której to my stajemy się słuchaczami. Przemawia nasze sumienie. Przemawia nasze serce. Przemawia również nasz Bóg. Wypowiada swą nieskończoną do nas miłość.

Przepis na ciszę jest niezwykle prosty. Trzeba tak niewiele. Trzeba po prostu chcieć. Trzeba także odwagi odcięcia się od radia, telewizora, telefonu. Nie jest to łatwe, bo zdążyliśmy się już stać niewolnikami hałasu. Wniknął w nas tak głęboko, że nie żyjemy w nieświadomości piękna świata bez nich. Nie chodzi mi tu o porzucenie cywilizacji i wyrzeczenie się zdobyczy techniki. Raczej o umiejętność posługiwania się nimi i wolność w ich posiadaniu.

Życie pozbawione ciszy jest płaskie, ubogie. Jest chore. Jest nieprawdziwe. Jest jedynie ucieczką. Naszą ucieczką przed nami samymi. Ucieczką przed przyzywającym nas Bogiem. Ucieczką przed Jego miłością, której nie znamy, wiec ją sobie wyobrażamy w sposób nieprawdziwy i której się z powodu owej nieznajomości obawiamy.

Cisza jest zaproszeniem do wolności. Jest zaproszeniem do przygody. Jest wezwaniem do prawdy o nas samych. Cisza jest wokół nas. Jest na wyciągniecie ręki. Z ciszą jest jak z poezją. Nie znamy jej, wiec jej nie szukamy. Nie znamy jej prawdziwego oblicza, wiec jej unikamy mając o niej nieprawdziwe i krzywdzące wyobrażenie.

Cisza zaprasza cię do siebie. Daj jej szansę. Daj się jej poprowadzić. Daj jej przemówić do swego serca. Pozwól, by cię ogarnęła. Znajdź dla niej czas. Poświęć jej swoją uwagę. Zaproś ją do swego życia. Cisza jest dla ciebie szansą. Nie zmarnuj jej. Wykorzystaj. Ofiaruj sobie odrobinę ciszy każdego dnia.

Na zakończenie chciałbym podzielić się jeszcze jednym wierszem, którego nie miałem jak dotąd okazji opublikować w książce. Mówi on o milczeniu. O umiejętności stwarzania ciszy. O wypowiadaniu cię ciszą.

Sztuka milczenia wierszem

2007-03-29
Poznań
Marzenie Tomalak

milczeć tak
by miłość sama przemawiała

nie zasłaniać niczego
kotarą słów nieistotnych

wymilczeć siebie

milczeniem poezji
milczeniem wiersza
zamilczeć w swym dziele
niechaj samo mówi za

milczeć
gdy miłość

milczeć gdy jesteś
gdy do mnie mówisz
milczeć
bo ważniejsze jest że jesteś
tu dla mnie…

Adam G. Grzelązka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.