Polityka

Co nam zostanie po Euro 2012 „igrzyskach Tuska”?

 Zaczynają się mnożyć głosy mniejszych lub większych malkontentów, o tym, jakim to marnotrawstwem i błędem jest organizacja mistrzostw piłkarskich w Polsce, a ściślej w tak biednym kraju jak Polska. Pierwsze były feministki, w tym jedna bardzo poważna profesor(ka), potem się powoli zaczęła rozkręcać spirala malkontentów i narzekaczy. Co ciekawe w narzekaniu przodują spece od prawicowego PRu i apologeci brzozy smoleńskiej, albowiem wietrzą w „igrzyskach Tuska” kolejny spisek oraz nadzwyczajny wysiłek propagandowy rządu, który po prostu trzeba popsuć.

Nie zwracając uwagi na wszystkich krytyków rzeczywistości i narzekaczy na fakty, zastanówmy się czy Polska w ogóle powinna była podejmować tak istotny projekt publiczny, jakim było zobowiązanie się do organizacji tak dużej i wymagającej imprezy? Zwłaszcza, że ta organizacja przypadła z poruczenia naszych ryzykownych wizerunkowo sąsiadów, którzy swoimi sposobami – głównie dzięki pieniądzom grupki bardzo bogatych ludzi potrafili nazwijmy to „skutecznie lobbować”. Tak, patrząc z tej perspektywy był to projekt ryzykowny. Zarówno patrząc na organizację od strony czysto infrastrukturalno-organizacyjnej, a na komplikacjach wizerunkowo-prestiżowych wynikających ze współdziałania z nazwijmy to trudnym i nie jednoznacznym sąsiadem. Nasz problem, którego prawie nikt sobie nie uświadamiał polegał na tym, że to nie jest wizyta Papieża, podczas której rozmodlone tłumy pokornie stoją w szczerym polu smagani raz słońcem, raz deszczem – jedząc kanapki zapakowane w gazety i załatwiając swoje potrzeby fizjologiczne na boku. Decydując się na taką imprezę, wystawiamy się na recenzję – ludzi z zachodu, żyjących na innym poziomie cywilizacyjnym (niestety) i mentalnym (także) niż my tutaj w naszym pięknym kraju! Nie tylko musimy im zapewnić przyjazd, pobyt, wyżywienie, bezpieczeństwo i powrót, ale przede wszystkim musimy ich zapewnić, że opłaca się do nas, chociaż raz przyjechać. To się udało, w przeciwieństwie do Ukraińców, którym mało, kto zaufał. Jak nasi goście zrecenzują pobyt u nas? Transport, noclegi? Miejmy nadzieje, że nie dojdzie do żadnych przykrych wydarzeń a całość rozegra się w sposób pozytywny.

 Od strony organizacyjnej, data imprezy była silnym bodźcem motywacyjnym, wskazującym granicę czasową dla dużej ilości mniej lub jeszcze mniej skoordynowanych ze sobą inwestycji. Drogi, wcale nie najważniejsze w miarę się udały – jeżdżąc po kraju nie można nie być pod wrażeniem skali wykopek. Kolej niestety położono, z wyjątkiem kilku dworców, w tym pięknego zabytkowego ex Breslau Hauptbahnhof! Tego można prezydentowi Dutkiewiczowi pogratulować, że jakimś sposobem udało mu się zmusić kolejarzy do realizacji ten inwestycji, która nie tylko poprawia, jakość ogólną, ale co jest ponownie warte podkreślenia odnawia walory historyczne tego pięknego i niezwykle wartościowego obiektu. Podobnie udało się w Poznaniu, tam postawiono zupełnie na nową, jakość – jest imponująca. Lotniska generalnie także się udały, ogólnego wrażenia nie psuje nawet namiot na pod krakowskim lotnisku w Balicach. Hotele generalnie mamy na poziomie średnio-europejskim, puby i wszelkiej maści knajpki i restauracje przeżyją boom, o to nie ma, co się martwić – nasi przedsiębiorcy jak zawsze dadzą radę. Stadiony? No są generalnie, za duże, za małe, kryte, z gnijącą trawą no, ale są – raz się nie będziemy wstydzić, największe sławy się obfotografują, nie ma z tym problemu, a że jakiś multimiliarder kupił najbardziej wypasioną lożę, to i bardzo dobrze, niech mu służy szkoda, że nie kupił całego stadionu.

Owszem wydawanie środków publicznych w tak biednym kraju jak Polska na igrzyska jest zawsze obdarzone ryzykiem systemowym. Nie wszystkim się to podoba, dla wielu są to środki zmarnowane, albowiem te pieniądze można wydać na bardziej potrzebne cele – no, ale kto poza wojującymi feministkami nie lubi igrzysk?

Pomimo wszystko warto tą imprezę zorganizować, żeby zaprezentować Polskę naszym europejskim sąsiadom i trochę całemu światu. Warto pamiętać, że jednym z bodźców do tego przedsięwzięcia była nadzieja przyciągnięcia Ukrainy do struktur zachodnich, ale ta koncepcja polityczna została w 90% zaprzepaszczona. Zostały nam, zatem igrzyska, możemy się zbliżyć z Ukraińcami, pokazać od najlepszej strony innym partnerom – to jest ważne, albowiem tego typu imprezy o takiej skali są sprawdzianem sprawności całej struktury państwowej. Tego nasz kraj potrzebuje, albowiem to najbardziej miarodajny sposób na sprawdzenie tego, na co nas stać i zestawienia z tym naszych przyszłych aspiracji.

Dlatego nie narzekajmy, nie tylko takie błędy w historii jak przeinwestowanie w kilka stadionów popełniliśmy, poza tym to pożyteczne obiekty – przy mądrym wykorzystywaniu istotnie wzbogacą infrastrukturę użyteczności publicznej. Aczkolwiek należy uczyć się na błędach i na tym jednym razie zakończyć „akcyjność”, jako podstawę dla modelowania rozwoju kraju, w zasadzie tylko to można na poważnie zarzucić „igrzyskom Tuska”, albowiem potrzebujemy każdego z tych obiektów!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.