Wojskowość

Co można zrobić żeby zwiększyć nasze zdolności obronne? (cz.1)

fot. red. MSPO 2018

Obronność jest zadaniem wszystkich i każdego z osobna

Co można zrobić, żeby zwiększyć nasze zdolności obronne? W stosunkowo krótkim czasie i przy tych środkach i możliwościach jakie posiadamy? To poważny problem, wymagający zmiany sposobu myślenia o obronności. Przede wszystkim i trzeba to sobie uświadomić – obronność jest zadaniem wszystkich razem i każdego z osobna. Każdy z nas ma istotne zadania na rzecz obronności, których podstawą jest obowiązek budowy własnej odporności na zakłócenia w działaniu systemu państwowego, w którym funkcjonujemy. To podstawowe zadanie każdego obywatela, żeby mieć tyle leków, tyle żywności i wody, żeby być w stanie funkcjonować w warunkach izolacji przez określony czas.

Odporność struktury państwowej

Chodzi o to, że odporność struktury państwowej buduje się od dołu. Jak ludzie będą zdolni przetrwać bez dostaw energii elektrycznej, wody, ciepła, żywności i leków np. miesiąc i normalnie funkcjonować świadcząc pracę. To znaczy, że jesteśmy w stanie przez taki okres prowadzić wojnę lub wytrzymać sankcje.

To bardzo wiele, obecnie takich zdolności nie posiadamy, nasze społeczeństwo jest biedne, a system rezerw państwowych w praktyce nie istnieje. Dla ludności jest to, co jest w obrocie w sieciach handlowych i w magazynach logistycznych. Realnie w przypadku problemów, czeka nas racjonowanie, wyłączenia i konflikty związane z dystrybucją dóbr, co w praktyce oznacza zawsze jedno – czarny rynek.

Obrona Cywilna nie istnieje w praktyce

Powyższa problematyka wchodzi w zakres tematyki Obrony Cywilnej, obszaru SKANDALICZNIE zaniedbanego po 1989 roku. Wraz z likwidacją gospodarki opartej o przedsiębiorstwa uspołecznione i państwowe, praktycznie skończyła się w Polsce jakakolwiek działalność mobilizacyjna zasobów cywilnych, na rzecz obronności. Nie ma tego na serio w żadnym przedsiębiorstwie zagranicznym w Polsce. Pomijając już różnice, że kiedyś mieliśmy przedsiębiorstwa, które coś rzeczywistego produkowały, tworząc gospodarkę w dużej mierze samowystarczalną, to dzisiaj jesteśmy jedynie elementami większych łańcuchów produkcji. To wielkie wyzwanie dla planowania zasobów na rzecz obrony cywilnej.

Jeżeli chodzi o samorządy, to przygotowanie i przeprowadzanie akcji powodziowych lub likwidacje klęsk naturalnych pokazuje najlepiej jak są przygotowane do stanów nadzwyczajnych. Generalnie jeżeli chodzi o działanie w wymiarze punktowym jest całkiem dobrze, jeżeli jednak dzieje się coś na większym obszarze i dotyczy dużej ilości ludzi, to już mamy problem wynikający z małego potencjału mobilizacyjnego. Nie da się zarządzać kryzysowo i zwalczać kryzysów przy pomocy pracujących za darmo Strażaków Ochotników (nawet bez ubezpieczenia – co jest szczytem skandalu) lub pospolitego ruszenia ludzi w kupie. Pewną szansą są formacje Obrony Terytorialnej, które już kilka razy się przydały w różnych akcjach, jednak to się musi rozwijać, a nie może się zwijać lub rozwijać przez kanibalizowanie armii zawodowej. Jednak to już osobny problem.

Warto przyjrzeć się naszym własnym wzorcom organizacji Obrony Cywilnej przed Wojną. Mieliśmy wówczas całkiem sprawny system, który generalnie we Wrześniu na Zachodzie kraju się sprawdził. Wzorcem jest obrona Warszawy, która stanowi dowód na zdolności samoorganizacyjne samorządu i wpisanie się mieszkańców w role – trzeba pamiętać, bardzo silnie napędzane patriotyzmem.

Zapraszamy w najbliższych dniach na II-gą część felietonu

9 komentarzy

  1. Autor myśli “osobnie”.

    Ludzie widzą OBRONNOŚĆ, jako usługę PAŃSTWA wobec obywateli.

    Ma być, jak woda, prąd czy gaz.

    Dowodem na bujanie Autora w obłokach jest malejąca liczba “chętnych” do szeregów Wojsk Obrony Terytorialnej, za 320 zł miesięcznie.

    To już lepiej zrobić pewien wysiłek, spłodzić 2-3 dzieci i ma się 1000 – 1500 złotych co miesiąc!

    Patriotyzm obronny oparty o 320 złotych – to stanowczo zbyt mało.

    To wystarczy zaledwie na 18 paczek papierosów miesięcznie, a po Nowym Roku – na jeszcze mniej …

    Kiedyś, gdy był pobór, to żołnierz w LWP otrzymywał 10 papierosów marki “Sport” – dziennie, a potem równowartość tej liczby i gatunku, co z czasem weszło do tzw. żołdu i zniknęło jako “pozycja”.

    A tu rząd “dobrej zmiany” osłabia nasze zdolności obronne, podnosząc ceny papierosów, niby w trosce o zdrowie palacza.

    Nie tędy droga.

    Każdy nalot ewentualnego przeciwnika może “zesłać z Nieba” parę milionów paczek papierosów (oczywiście – bez akcyzy).

    Żołnierze WOT, OC, wojsk operacyjnych itp. formacji w rejonach nalotów – będą zbyt zajęci “zbieraniem” pacek papierosów, żeby myśleć o walce.

    A jak te papierosy “z nieba” będą czymś nasączone?

    Czymś “złym” i szkodliwym dla np. psychiki żołnierza.

    To co wówczas?

    Tylko siąść i płakać.

    Amen w Banasiowej Republice Nadwiślańskiego Macondo.

  2. interesujące ujęcie tematu.

  3. Wielka Polska Katolicka

    Myśl o tym że obronnosc to nie jest usługą państwa tylko nasz patriotyczny obowiązek bardzo mi się podoba.

  4. Zorba (były Xun Zi)

    A jak obronić się przed ludzką głupotą, która tworzy rywalizujące ze sobą państwa, narody, religie lub ideologie, które potem atakują się wzajemnie i wzajemnie się mordują w imię tej swojej głupiej rywalizacji?

  5. Dobrze, że ludzie mają po babciach w piwnicach kompoty z agrestu to może dadzą radę z dwa tygodnie uciągnąć bez supermarketu. Gorzej mają ci z apartamentowców z za płotów i szlabanów bo chyba nie mają piwnic a tym bardziej kompotów.

    Warto sobie przypomnieć historię z Jugosławii, której opis krąży po Internecie od wielu lat. Trudno ocenić czy historia jest prawdziwa ale chyba dobrze oddaje czego się spodziewać w sytuacjach klęsk.
    http://gajowego1.rssing.com/browser.php?indx=7303236&item=908

  6. E tam, czepianie się. Na papierze wszystko działa idealnie. Mamy przecież cały zestaw przepisów o zarządzaniu kryzysowym, mamy ustawę o “bratniej pomocy”, więc co się martwić? Urzędy co jakiś czas ćwiczą ewakuację i inne takie tam scenariusze antyterrorystyczne, wszystko działa. A obrona cywilna to “komunistyczny” przeżytek, ideowo nie pasujący do III RP. Teraz to biznes niech się chroni i płaci za ochronę, aby nie utracić stanu posiadania, a nie żeby może zwykli prekariusze za darmo w ramach obrony cywilnej ochraniali ich interesy i pomagali na wypadek “W”. Bezpieczeństwo kosztuje. Niech rządzący się martwią, aby przy okazji jakiegokolwiek kryzysu nie było rewolucji i wysadzenia ich ze stołków. To nie PRL, że naród w ramach czynu społecznego likwidował szkody wynikłe z klęsk żywiołowych i pomagał sobie wzajemnie w przetrwaniu. Teraz trzeba się ubezpieczyć i dać zarobić akcjonariuszom firm ubezpieczeniowych. 🙂 A potem dać zarobić lokalnemu biznesowi za usuwanie szkód. 🙂 A w razie wojny? I tak już nic nam nie pomoże, kiedy zostaniemy zamienieni w radioaktywną pustynię nadwiślańskiego Macondo. Zapasy żywności by się tylko zmarnowały, zachód nie może pozwolić sobie na takie marnotrawstwo w swojej kolonii i tworzyć tu jakieś magazyny, zapasy itd. Polacy muszą sobie uświadomić, że żyją w strefie zgniotu na własne życzenie, zdecydowali o tym 4 czerwca 1989 roku.

  7. W nawiązaniu do tytułu projekcji: – Budować na potęgę i w imię Boże, zamki obronne, takie megatwierdze
    jak nie przymierzając Kamieniec Podolski, z grodziami i załogą, oczywiście
    o puszkach “kolumbrynach” i puszkarzach z tradycjami, najlepiej ze Szkocji (kot – Szkot) już nawet nie wspominam.
    Albo: powołać stosownym ukazem ‘M.Cz.S.” – Polski.
    Na poważnie. Zachować stoicki spokój – nie rozrabiać niczym pijany zając w kapuście!

    @Miecław. Kątem oka dostrzegłem zwieńczenie posta “zdecydowali o tym 4 czerwca 1989 roku.”
    Może jestem niedoinformowany, dopowiedz proszę czy przed ową wymienioną datą nie żyliśmy w identycznej strefie? Może coś mi umknęło?
    🙂

    • No jakbyś nie wiedział, że przed tą datą pierwszą strefą zgniotu była NRD!!! Owszem amerykańskie rakiety były wycelowane w Polskę, ale jednak nie byliśmy w pierwszym rzędzie bezpośrednim terytorium frontowym, a tylko zapleczem. Największy błąd polskiej styropianowej i kościelnej polityki to zgoda na połączenie Niemców i wejście w strefę ich wpływów gospodarczych, wejście do UE na ich warunkach po wyprzedaniu i zniszczeniu naszego przemysłu. Zostaliśmy z ręką w nocniku, jako neo-kolonia. A dług rośnie i PiS zadłuża państwo, jak poprzednicy.

      NIE LINKUJEMY DO MEDIÓW Z TEGO KRAJU

      A co do przetrwania, to powinna pomóc beczka kiszonej kapusty w piwnicy i własne ziarno na chleb, z żarnami do jego zmielenia oraz własne bezpieczne ujęcie wody. No i spiryt. 🙂 , bo na trzeźwo będzie ciężko:-)

  8. Moim zdaniem już się nic nie da zrobić. Znowu mamy w kraju wojska obcych, z Zachodu jak za czasów magnatów, którzy po prostu kupowali usługi obronne, dzisiaj nasze państwo również kupuje takie usługi.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.