Polityka

Co może być najdalej idącą konsekwencją smoleńskich podziałów?

 Zastanawiając się co może być najdalej idącą konsekwencją smoleńskich podziałów, należy już dzisiaj bać się sytuacji w której Jarosław Kaczyński byłby premierem Polski, a jego partia Prawo i Sprawiedliwość partią rządzącą przy Donaldzie Tusku zajmującym funkcję José Manuela Durão Barroso – czyli szefa Komisji Europejskiej.

Trudno sobie wyobrazić porażającą wymowę takiego układu, ale jest on jak najbardziej realny i możliwy do ujawnienia się przy niesprzyjającym układzie sympatii wyborczych. Oczywiście zawsze należy cieszyć się z każdego Polaka, jeżeli tenże awansuje na stanowisko w Unii Europejskiej, jednakże sytuacja w której Donald Tusk byłby wybranym przez Parlament Europejski szefem struktury ponad narodowej a Jarosław Kaczyński premierem naszego kraju – byłaby sytuacją nadzwyczajną, albowiem jak dowodzą ostatnie lata żadna, totalnie, zupełnie – absolutnie żadna współpraca pomiędzy tymi ludźmi nie jest możliwa. Pan Kaczyński się obraził – ze sobie tylko znanych powodów a pan Tusk nie musi przez całe życie udawać grzecznego i może w końcu mu pokazać środkowy palec, albo po prostu tego człowieka ignorować. Inaczej nawet pragmatyczny polityk może wpaść w problemy psychiczne, gdyż nie podaje się ręki człowiekowi, który bez dowodów obwinia nas o zdradę narodową, udział w skrytobójstwie i inne okropności.

W praktyce takie zestawienie kadrowe będzie oznaczać, że jakakolwiek współpraca między Polską (rządem) a Komisją byłaby tragikomiczna lub żadna. Przy czym strony, a zwłaszcza ta krajowa obwiniałyby się wzajemnie za brak chęci współpracy, marnotrawienie lub wstrzymanie środków unijnych i inne podobne schematy wzajemnych złośliwości. Powtórzmy – żadne porozumienie między tymi ludźmi nie jest możliwe.

W efekcie nie tylko narazilibyśmy się na śmieszność, ale w zasadzie mielibyśmy skutek odwrotny od zamierzonego tj. Polska nie skorzystałaby na posiadaniu własnego szefa Komisji tak jakby mogła. W takim scenariuszu należy się spodziewać tendencji odwrotnych – sami byśmy się izolowali, przy czym rząd pana Kaczyńskiego mógłby z łatwością wmawiać ludziom że jego kolejne niepowodzenia to po pierwsze wina poprzednich dwóch kadencji psucia państwa przez Tuska oraz jego obecnych „antypolskich” działań jako reprezentanta interesów „wiadomo kogo” a nie interesów polskich.

Skutkiem takiej retoryki byłoby osłabianie poparcia dla Unii Europejskiej w Polsce, a przyjęcie wspólnej waluty byłoby po prostu niemożliwe. W zasadzie nie byłyby możliwe żadne większe projekty – jeżeli dałoby się prowadzić sparaliżowanej strachem polskiej administracji chociaż jakieś porozumienia jedynie techniczne to byłby sukces. Cała reszta szans zostałaby zaprzepaszczona a przynajmniej zrealizowana poniżej potencjału. Poza tym, byłby to pierwszy przypadek w historii Unii Europejskiej, że dokonano wyboru szefa Komisji, któremu grozi prześladowanie przez rząd jego własnego kraju.

Ponieważ w takiej relacji do Donald Tusk miałby gorzej, albowiem mógłby tylko i wyłącznie pełnić funkcję symbolu wszelkiego zła – w perspektywie, poprzez podjudzanie do nienawiści i koncentrowanie na nim wszystkich win – tych rzeczywiście zawinionych i takich o jakich nie miał a nawet nie mógł mieć pojęcia – doszłoby do skonsolidowania prawicy funkcjonującej w realiach ciągłego zagrożenia. I to takiego ulubionego, bo nagle wróg wewnętrzny okazałby się wrogiem zewnętrznym – idealna sytuacja do mnożenia populistycznych historyjek opartych na fikcji, krzywdzie narodowej, zdradzie i wszystkim co może deprecjonować normalność.

Wniosek – sytuacja w której obecnie rządząca ekipa uzyskałaby nominację unijną do pełnienia jakiejś funkcji w strukturach wspólnotowych przy równoległym przejęciu w kraju władzy przez rządzącą obecnie opozycję jest najgorszym z możliwych scenariuszy. Układ personalny Tusk – Kaczyński przeniesiony na relacje Polski z Komisją a w konsekwencji Unią Europejską nie wróży niczego dobrego dla naszego kraju. Możliwości skomplikowania relacji po prostu mrożą krew w żyłach – ciężko jest je nawet próbować naświetlić!

4 komentarze

  1. Straszenie Kaczynskim stracilo tak moc, jak i polot. Pora przestac i przejsc dalej. Let’s move on, jak mawiaja Angole.
    Co do Donalda to udowodnil, ze potrafi wygrac wybory i byc wielce nieskuteczny w rzadeniu. Watpie, czy jest to material na szefa KE. Jemu potrzebne jest stanowisko prestizowe, ale z bardzo malym realnym wplywem decyzyjnym, zeby za wiele nie spaprac. Ot taki kwiatek, czy malowany chlopiec, wiec co najwyzej zmieni Buzka.
    Jesli zostalby szefem KE, to nalezy sie zaczac martwic o ogolny stan w jakim obecnie znajduje sie Unia Europejska.

  2. Powstaje RELIGIA SMOLEŃSKA, a na wojny religijne nas nie stać.
    Chyba że po stronie jej przeciwników pojawi się Kościół Katolicki. Wówczas ta religia smoleńska w Polsce i związane z nią podziały – znikną w ciągu paru tygodni.
    Teraz tego jeszcze nie robią, bo korzystają na zamieszaniu.
    Ale z czasem dotrze do nich, że to jest zwykłe bałwochwalstwo (jak z tym krzyżem na Krakowskim Przedmieściu) i KONKURENCJA.

  3. Chociaż w wielu poglądach z Krakauerem się nie zgadzam, to bardzo cenię jego inteligencję, erudycję, i zdolność przewidywania dalekosiężnych następstw dzisiejszych decyzji politycznych. W tym jednak przypadku wyobraźnia go zawiodła. “Zamach smoleński” stał się paliwem, już nie konwencjonalnym ale, jądrowym które wyniosło Kaczyńskiego do przejęcia pełni władzy nad państwem. Jak zwykle ujawniła się jego nikczemność moralna i intelektualna. Jego talenty przywódcze okazują się wystarczające jedynie do zemsty i bezrozumnej destrukcji, która jeżeni nie doprowadzi naszego państwa do upadku, to z pewnością bardzo je osłabi. Nieliczni już Polacy czują się emocjonalnie związani ze swoją państwowością, a pozostają i pracują tu tylko z konieczności. Braknie więc i budowniczych i obrońców tej państwowości. Bezpośrednią przyczyną takiego stanu stała się polityka Tuska, który uświadomiwszy sobie jak bardzo roztrwonił kapitał polityczny Platformy , zdezerterował aby patrzeć z bliska na nadchodzący chaos. Platforma pod jego przywództwem stała się jedynie pozbawioną jakiejkolwiek ideologii i skrupułów grupą interesu. Polska zaś pod jej władzą “postawem czerwonego sukna”. Stąd już łajdacy nie widzieli niczego niestosownego w przeniesieniu państwowych narad s urzędów do restauracji i zastąpieniu stenotypistek kelnerami z ukrytymi mikrofonami. Takiego przywództwa (jeszcze) swojego państwa wyborcy nie mogli przełknąć. Ci łasi na 500+ poparli Kaczyńskiego zaś pozostali zostali w domach lub poparli człowieka znikąd.
    Zatańczy więc taniec Zorby i podziwiajmy jaka to będzie “piękna katastrofa”.

  4. Pozorowatel,jak pisze królowa dobrze to ujął.Gorzej że Mykoła nie tańczy Zorby,tak że będzie to smutna katastrofa przy kościelnych dzwonach!Pozdro.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.