Polityka

Co jest w naszym interesie na wschodzie?

 Czy jako państwo możemy w dalszym ciągu biernie pozwalać na lżenie naszej pamięci narodowej na wschodzie? To, że akceptujemy kwestię granicy wschodniej na linii Curzona i zrezygnowaliśmy z roszczeń granicznych wobec istniejących na byłym terytorium polskim państw, wcale nie oznacza, że mamy afirmować istniejący stan rzeczy, a nawet uznawać go za „normalność”, gdyż normalny w żadnej mierze i na ani jednym centymetrze polskiej granicy północno-wschodniej nie jest. W tym kontekście manifestowanie jakichkolwiek szczególnych relacji międzypaństwowych z tymi trzema krajami nie ma sensu, albowiem jest to uśmiechanie się do tych, którzy posilili się na trupie!

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Polska, jako państwo została postawiona przed faktem dokonanym w kwestii granicy północno-wschodniej, co więcej po odzyskaniu niepodległości rabunek został potwierdzony przez nowych właścicieli. Nie ma możliwości do powrotu do stanu sprzed 17 września 1939 roku na wschodzie, co jest oczywiste, przynajmniej tak długo jak długo nie jesteśmy zmuszeni do obrony tej – mimo wszystko – granicy przed kolejną próbą oszukania nas i okradzenia. Trzeba ten stan rzeczy przekładać na relacje z olbrzymim wyczuciem, nie może to być naszą podstawową determinantą w kontaktach z tymi krajami, jednakże nie może być też tak jak do tej pory, że kwestia przeszłości w ogóle nie istnieje w pamięci publicznej. Nie możemy sami odwrócić się od swojej 600 letniej przeszłości na tych terenach, to nie jest kwestia honoru czy też jakichkolwiek ambicji mocarstwowych, a jedynie higieny psychicznej. Nie można się całkowicie odciąć od korzeni, przynajmniej należy przeprowadzić w kraju dyskusję na temat sposobów tego odcięcia, żadne protezy się tu nie przydają i nie mogą być traktowane, jako coś trwałego. Innymi słowy nie stworzymy sobie zastępczej historii miejskiej republiki handlowej, jeżeli byliśmy obszarniczym imperium, którego zamki i pałace do dzisiaj zdobią odległe krainy. Nie da się odciąć od historii, a jeżeli już to sobie samo-uświadomimy, to wówczas powstaje problem pamięci i konieczność ocalenia dziedzictwa, które pozostało. Na stosunku do tego dziedzictwa będzie się toczył ewentualny konflikt, z tymi, którzy uważają np. polską obecność we Lwowie, jako okupację!

Polacy jakoś szczególnie nie protestowali i nie protestują – nie przywołują w pamięci Wilna, Lwowa, Brześcia i innych miast, w których kształtowała się polska tożsamość narodowo-historyczna. Niemcy natomiast doskonale pamiętają o Breslau, Danzig i innych terenach wschodnich, które są nadal obecne w ich codziennej rzeczywistości. Każde miasto w Niemczech zachodnich posiada na swoim terenie jakiś pomnik, a co ważniejsze nazwy ulic przypominające dawne – utracone miejscowości. Przez co, takie nazwy jak powyżej nie są obce w niemieckim brzmieniu językowym, albowiem nie da się o nich zapomnieć mieszkając lub pracując na danej ulicy lub alei. Co jest szczególnie ciekawe, nie ma przy tym nienawiści do Polski i Polaków, albowiem proces ten, pomimo stosunkowo świeżego momentu „dogrania” kwestii granicznej jest procesem zamkniętym w Niemieckiej pamięci. Wspominanie ma bardziej znaczenie kulturowo-historyczne niż sentymentalne, aczkolwiek nie da się tutaj jednoznacznie wskazać rozgraniczenia i zawsze można stan istniejący przedefiniować.

Z dużym zdziwieniem, ale zarazem zrozumieniem można odbierać przekazy telewizyjne z chińskich miast, gdzie ten umęczony przez japońskich okupantów okrutnymi zbrodniami naród – dopomina się o pamięć historyczną, której jak wynika z tłumaczeń nigdy nie zapomni. Odgrzanie sporu o kilka skalistych wysepek, na których żyją głównie ptaki, wywołało potężne nacjonalistyczne resentymenty. Czy widzieliście państwo u nas kiedykolwiek ludzi masowo manifestujących z autentycznymi obrazami pamięci zbrodni ukraińskich, niemieckich, litewskich na Polakach? Czy też jedynie przypominających fakt słowackiego najazdu i słowackiej okupacji kilku powiatów tatrzańskich? Czy Polacy tak łatwo zatracają pamięć historyczną? Nie jest łatwo być ofiarą, natomiast szczególnie oburzają kwestie wschodnie, gdzie 17 września nadal w tych krajach jest traktowany, jako rocznica wyzwolenia – zgodnie z najlepszą sowiecką tradycją. Nasi sąsiedzi powinni mieć jasny przekaz, że akceptujemy status quo i nie zamierzamy go kwestionować, traktując kwestię granicy za zamkniętą, ale nie będziemy tolerować i nawet udawać przyjaźni względem osób, które świętują datę zabijania Polaków i zniszczenia naszego państwa przez komunistyczne imperium.

Co więcej nie może być przyzwolenia na wynaradawianie miejsc z ich historycznych znaczeń, albowiem, jeżeli sami nie będziemy szanowali swojej historii – nigdy nie dojdzie do przewartościowania w tych sprawach na wschodzie. Nie może być akceptacji i zadowolenia z faktu, że wymazuje się nie tylko ślady II Rzeczpospolitej, – ale także I szej i innych narodowości wielkiej Rzeczpospolitej niż obecnie dominująca – miejscowa. W czasie, kiedy czytelnicy czytają te słowa – na wschodzie marnieją nie tylko „Okopy Świętej Trójcy” i inne zabytki tej klasy, ale także większość świątyń różnych wyznań! Jak również, co jest chyba najgorsze – ocalałe archiwalia i ruchome zabytki kultury materialnej. Dramat naszych rodaków – mający praktycznie zawsze silny wydźwięk krzywdy materialnej w ogóle pomińmy, albowiem wówczas nie da się o tych sprawach racjonalnie myśleć bez emocji. To kwestia zupełnie innych regulacji i unormowań.

W tym wszystkim, musimy pamiętać o tym, że dla społeczności tych krajów byliśmy przez ostatnie 70 lat złem wcielonym, silnie podsycanym przez propagandę komunistyczną na tle narodowościowym i klasowym. Podobne resentymenty mogą być bardzo łatwo wykorzystywane także dzisiaj, zwłaszcza w przypadku dwóch dużych krajów będących poza Unią Europejską, gdzie wpływy wschodniego imperium są znaczne i będą się powiększać.

Nasze nastawienie względem Ukrainy i Białorusi powinno przedstawiać konkretną i rzeczową alternatywę dla propozycji ze wschodu. Podstawą wszystkiego musi być przekaz wolności, demokracji i stabilizacji – wszystkiego tego, co w Polsce już mamy i co możemy „eksportować”.

Naszym interesem na wschodzie jest i pozostanie wzmacnianie niepodległości i tożsamości istniejących tam krajów, ale nigdy kosztem pamięci o sprawach polskich lub poprzez przedstawianie ich w kłamliwym świetle. Na to nie może być przyzwolenia i nie można „perfumować szamba” – cytując klasyka, tylko postawić sprawy rzeczowo, tak jak one się mają zgodnie z naszym interesem narodowym i pamięcią historyczną, jeżeli sąsiedzi nie są jeszcze gotowi do pojednania – możemy poczekać, jednakże musi być jasnym, że nasza cierpliwość na dalsze obelgi się wyczerpała. Nie musimy, nie powinniśmy i nie będziemy tolerować lżenia pamięci naszych dumnych przodków. Jeżeli ktoś tego nie jest w stanie zrozumieć, nie jest przyjacielem, nie będzie nim nigdy i nikt od niego przyjaźni nie oczekuje.

One Comment

  1. Popieram autora w całej rozciągłości. Nie możemy zapomnieć o naszej przeszłości i dopiero na tej bazie – budujmy PRZYSZŁOŚĆ, w tym normalne stosunki z sąsiadami na Wschodzie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.