Paradygmat rozwoju

Co jest najważniejsze dla Narodu?

 Państwo. Po takiej odpowiedzi, w zasadzie można zakończyć dalsze rozważania problemu podanego w tytule, jednakże z racji czasu i zdolności do percepcji tzw. przeciętnego Polaka warto ten wątek odpowiednio rozbudować, albowiem współcześnie prawie w ogóle nie myślimy o sobie w kategoriach zobowiązań względem wspólnoty narodowej i jej „świątyni” – państwa.

Naród, jako wspólnota krwi i kultury to podstawa naszego bytu na ziemi, Polacy mieli smutne doświadczenia, kiedy nie było ich państwa, byli okupowani przez sąsiadów i traktowani, jako niewolnicy, lub przynajmniej obywatele drugiej kategorii. Nie chodzi tylko o czas rozbiorów I-szej Rzeczpospolitej, ale o pamięć ostatniej wojny, w wyniku przegrania, której państwo znalazło się najpierw pod jedną – krótkotrwałą okupacją, niezwykle groźną z biologicznego punktu widzenia narodu. Po prostu groziło nam biologiczne unicestwienie z rąk niemieckiego okupanta. A następnie zaraz po tej niemieckiej, doświadczyliśmy o wiele dłuższej rosyjskiej okupacji, która zmieniła w znacznej mierze naszą tożsamość, co jest równie złe, ale nie tak groźne jak zagrożenie biologiczne. Te doświadczenia należy na zawsze mieć w pamięci, grozę i dramat można sobie wyobrazić wcielając się w przeciętnego Polaka na progu 1940 roku. Pokonany i podzielony kraj, wielka niewiadoma, co do przyszłości – przez kolejne cztery pełne lata! Brak jakichkolwiek perspektyw, jakichkolwiek nadziei, niemoc, przerażenie, codzienne skundlenie i służba na rzecz swoich germańskich panów, lub nieokreślona rzeczywistość nowej władzy sowieckiej lub jeżeli się miało pecha mieszkać w Wilnie – litewskiej. Trudno sobie ten dramat wyobrazić, trudno sobie uzmysłowić, że nie można było wchodzić np. do parku lub do przedniej części tramwajów. Kartki na żywność, przymus pracy, wszechobecna okupacja – objawiająca się dosłownie na trzymaniu podkutego buta na gardłach Polaków. Hańba, skundlenie, niewolnictwo, podległość, wywózki, rozstrzeliwania, deportacje, roboty przymusowe, wiązanie rąk drutem kolczastym, zapychanie gardeł gipsem, żeby skazańcy nie krzyczeli, nie robili paniki. Nocne i poranne wizyty Gestapo, bicie kolbami, strzelanie w głowę, kolanie po brzuchu kobiet i wreszcie obozy koncentracyjne dla nieposłusznych, inteligentów i ruchu oporu. Palmiry, setki katowni, pośpieszne rozstrzeliwanie pod murem. Taki był obraz codziennej okupacji, – w której dominował strach o siebie i najbliższych. Los żydowskich współobywateli nie pozostawiał złudzeń, co do losu samych Polaków. Nigdy tego nie można zapomnieć.

Taki los spotyka narody posiadające słabsze państwa i popełniające tak żałosne błędy jak sanacyjna, przedwojenna Polska – kraj wąskiej elity i jej popleczników. Jednakże, dlaczego o tym mówimy? Po co ten wstęp historyczny? Przecież dzisiaj nikt nam nie zagraża, jesteśmy wolnym krajem, członkiem zachodniej wspólnoty obronnej i gospodarczej, a nawet gospodarczo jesteśmy zieloną wyspą! Czy jest, zatem powód do poszukiwania analogii i rozpatrywania całego zagadnienia?

Niestety tak, mamy nadal ten sam powód do zmartwień, albowiem o ile nasze środowisko i uwarunkowania międzynarodowe uległy zmianie, to katalog zagrożeń głównych jest nadal ten sam, z tą różnicą, że zagrożenia są o wiele bardziej wyrafinowane. Nadal obce siły dążą do władzy nad naszym terytorium i do czerpania korzyści z pracy Polaków, nie trzeba jednak wywozić nas już na roboty przymusowe lub na katorgę na daleką północ. Obserwując politykę względem Polski, można nabrać obaw, czy aby przypadkiem lub jak najbardziej planowo, jakieś zewnętrzne siły nie mają względem Polski i Polaków pewnego masterplanu, który z powodzeniem od lat niesłychanie konsekwentnie realizują.

Nie chodzi tu o jakiekolwiek domniemania na temat wytrzymałości brzóz w zachodniej Rosji, liczy się całokształt ukształtowania naszej struktury państwowej i mechanizmów jej funkcjonowania. Prawdopodobnie nikt już nie wierzy w to, że działania wielkiej „Solidarności” nie były inspirowane przez ośrodki zewnętrzne, dlatego – chociaż oczywiście nie ma na to dowodów – można przypuszczać, że wymiana elit, jaka miała miejsce po okrągłym stole nie była przypadkowa. Kluczem doboru, czy też klasyfikacji nie były kompetencje, czy też wzorowa, patriotyczna postawa moralna i osobista. Najważniejsze wówczas na progu lat 90 tych były tylko i wyłącznie znajomości, które jak możemy przypuszczać, z zasady w takich przypadkach były sposobem filtrowania personaliów przez umiejscowionych w kluczowych miejscach agentów wpływu. Oczywiście, to także domniemanie, jednakże każdy, kto zna dzisiejsze zasady funkcjonowania „układu warszawskiego”, doskonale wie, jakie przełożenie na „salon” daje znajomość i możliwość bywania w towarzystwie ambasadorów kilku kluczowych krajów. Więc, jeżeli dzisiaj jest to tak niesłychanie istotna kompetencja „środowiskowa”, to, jakim rajem dla obcych służb specjalnych musiała być Polska na początku swojej transformacji. Jeżeli ktoś nie pamięta tamtych czasów, warto poczytać na temat cudownego dziecka polskiej raczkującej demokracji – „Partii X” i jej kandydata, którego nazwisko powinno zostać zapomniane, ale nie będzie albowiem wygrał on z Tadeuszem Mazowieckim. Ciekawa historia prawda? Odrobina marketingu politycznego, niebieskich koszul, złotych oprawek do okularów i można zawładnąć wówczas prawie 40 milionowym państwem.

Powodem do chwały dla nas jest fakt bezkrwawej przemiany ustroju, jednakże ukryty rachunek, jaki przyszło nam za to płacić odbija się czkawką nawet dzisiaj (taśmy PSL), jak również będziemy go płacić długo przez kolejne lata w ramach zawyżonych odsetek od polskiego długu, lub godząc się na rabunkową prywatyzację, zwłaszcza przez uwłaszczających się złodziei. Warto w tym miejscu przypomnieć prawdopodobnie najbardziej jaskrawą głupotę, jaką było stworzenie mechanizmu, OFE gwarantującego zachodnim koncernom wytransferowanie z Polski przez kilkanaście lat – kilkunastu miliardów złotych tytułem zarządzania naszymi pieniędzmi. Przypomnijmy nazwiska patologicznych partaczy, którzy ponoszą polityczną odpowiedzialność za tą totalną pomyłkę, panowie: Jerzy Buzek, Marian Krzaklewski i w części Leszek Balcerowicz, to za czasów ich rządów stworzono mechanizm obowiązkowego ubezpieczenia emerytalnego w OFE, które za przelewanie pieniędzy pobierały gigantyczne opłaty. Dopiero obecny rząd zlikwidował ten idiotyzm, aczkolwiek niestety nie odważył się na pociągnięcie do politycznej odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu, tychże panów. Takich przykładów było więcej, jak choćby prywatyzacja PZU, afera FOZZ, czy też masowe przemycanie alkoholu do Polski. Szkoda słów. Niestety to wszystko jest nierozliczone i chyba nigdy nie będzie. Ponieważ „salonowi” myślącemu o wszystkim z wyjątkiem państwa, grzebanie w zamierzchłej i niechlubnej przeszłości, gdy wiadomo było, że „pierwszy milion trzeba ukraść” nie jest na rękę.

Próbując ogarnąć naszą rzeczywistość jakimś spójnym nawiasem opisującym całość, jako system, trzeba uznać, że to, co jest najważniejsze dla każdego narodu, – czyli troska o państwo u nas w zasadzie nie występuje, a najrzadziej wśród rządzących krajem elit. Nawet wielki spór na prawicy i podział na „Polskę solidarną” i „tych po stronie ZOMO”, jest sztuczny i pozorny, jak cała nasza lansowana przez mainstreamowe media medialna rzeczywistość. Czy w istocie kogokolwiek interesują brednie na temat wytrzymałości skrzydła Tupolewa? Nie! Czy kogokolwiek interesuje, jaki płaszczyk miała dzisiaj córka premiera – prowadząca bardzo popularny w mainstreamie blog? Nie! Ale jeżeli kogoś zainteresuje, dlaczego za pensje może kupić jeszcze mniej niż kwartał wcześniej, bo pomału staje się to w takim tempie widoczne – to nie znajdzie na to pytanie odpowiedzi, albowiem jesteśmy zieloną wyspą! Co prawda premier zapowiedział kryzys, ale jakoś bez przekonania, sam prawdopodobnie zdziwiony tym, że nie może przebić się do percepcji społeczeństwa odmóżdżonego przez medialną sraczkę! To coś niesamowitego! Po prostu nasze społeczeństwo żyje zgodnie z paradygmatem: „JAKOŚ TAM BĘDZIE”. To przerażające, ale to już chyba tylko ta ślepa wiara w konieczność trwania w fikcji trzyma nas na powierzchni. Bardzo zawiedli się ci, co oczekiwali po Platformie Obywatelskiej ostrych reform i parcia do przodu. Mamy za to ogólnokrajową dyskusję na temat dopuszczalności zatrudniania dzieci polityków w spółkach i instytucjach publicznych, wielka szkoda, że nikt przy tym nie przypomina wzorców z włoskiego południa. No, ale u nas nie ma mafii i to jest najważniejsze.

Być może państwo czytelnicy uznacie to za trywialne, ale pozwolę sobie na stwierdzenie, że jako Naród – tak niezwykle doświadczony przez sąsiadów, potrzebujemy ultra doskonałego i nadzwyczajnie sprawnego państwa! Nie ma nic ważniejszego dla Polaków i Polek niż Rzeczpospolita! To takie banalne stwierdzenie, a kryje się w nim niesłychanie poważna myśl, w zasadzie jest to myśl najważniejsza – państwowa, ale nie w wydaniu państwowców, z pensjami po sto kilka tyś złotych dzięki politycznym koneksjom. Każdy obywatel współtworzy państwo, swoim zwykłym życiem, jakkolwiek by ono nie było trudne w obyciu i pełne przeszkód.

Reasumując, jako Naród musimy wykazać się większą odpowiedzialnością niż nasze elity, bez względu na to jak by to nie było trudne. Inaczej nie przetrwamy, albo przetrwamy w opcji podrasowanego „Generalgouvernement” lub „Priwiślańskiego kraju”.

Ps. A tak zupełnie na marginesie, oczywiście abstrahując od akcentów rasowych, jak również ówczesnej specyficznej sytuacji – czy tekst będącej ilustracją artykułu „Proklamacji Gubernatora Generalnego” nie byłby po paru zmianach stylistycznych, aktualny także dzisiaj?

2 komentarze

  1. Mało kto tak patyrzy jak pan na te sprawy, szacun! jeszcze Polska nie zginęła

  2. Dołączam się do @Akszyta.
    Niezły tekst!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.