Paradygmat rozwoju

Co dalej z Polską?

 Co dalej z Polską się stanie? Jak potoczą się nasze losy? W jakim kierunku potoczą się zmiany w kraju? Jak bardzo otoczenie będzie oddziaływać na naszą rzeczywistość? Oto są pytania, które dzisiaj zadaje sobie wystarczająco dużo osób, nie czujących się pewnie w rzeczywistości społeczno-gospodarczej stworzonej przez neoliberalnych kłamców i złodziei. Czy nasze państwo jest skazane na wegetację, a my na biedę i poniewierkę, przeplataną latami, które uważamy za szczyt szczęśliwości – kiedy nikt nas nie napada, nie więzi, nie wywozi i nie strzela?

Polska to jest niesamowity kraj, który odtworzył się na nowo po 123 latach niewoli, ten fenomen został potem powtórzony, wszyscy wiedzieli jak się zachować pod kolejnymi okupacjami, z których jedna – ta długotrwała okazała się na tyle skuteczna, że udało się zmienić w części sposób percepcji Polaków, jednakże nie na tyle, żebyśmy stracili swoją własną zdolność do oceny sytuacji. Niestety obecnie – mamy co najmniej dwa rodzaje odpowiedzi na postawione pytanie co dalej z Polską.

Pierwsze próby odpowiedzi to nic innego jak kontynuacja, czyli utwierdzenie o potrzebie mozolnej budowy i przebudowy państwa – jego modyfikowanie i przenoszenie na nasz grunt zdobyczy zachodniej cywilizacji przez przeszczepienie zachodniej ścieżki rozwoju. Zgodnie z tymi teoriami, sytuacja w Polsce się ułoży, albowiem oto właśnie wraz z wejściem do Unii Europejskiej i NATO weszliśmy do krainy wiecznej szczęśliwości – faktycznie staliśmy się zachodem i w ogóle jest cukierkowo a rzeczywistość jest tak lukrowana jak na słynnym morle.

Drugie próby odpowiedzi na pytanie co dalej z naszym krajem to zbiór przekonań o upadku państwowości, degrengoladzie Narodu, bezhołowiu społeczeństwa – totalnym upadku, wstecznictwie, rozgrabieniu i rozkradzeniu wszystkiego. To prawicowa wizja Polski – uwaga – nie bez podstaw, albowiem cena jaką przyszło nam zapłacić za transformację ustrojową okazała się o wiele większa od najśmielszych przypuszczeń. Jednakże po stronie prawicy jest niebezpieczny opór przed tym co nowe, co idzie do Polski z zachodu – a czego po prostu potrzebujemy. To powoduje, że prawicowa wizja kraju jest zakłamana, bardzo łatwo jest przez to nią manipulować, co z łatwością robią różnej proweniencji gwiazdy telewizyjne, niezdolne do życia bez kamery. Szczytem zakłamania i głupoty jest mitologia około smoleńska, przy czym uwaga – niestety to jest wynik zbiegu wielu naszych krajowych przypadłości jak np. religijności obrzędowej i potrzeby czczenia autorytetów, poszukując ich tam gdzie ich nie ma, gdzie ich nie było i gdzie ich nie mogło być. Na tą wizję kraju – nie można się zgodzić bezrefleksyjnie, aczkolwiek trzeba przyznać, że rzeczywiście nie wynika ona z próżni, to reakcja na ukradzioną rzeczywistość, pod szyldem neoliberalnego modelu transformacji, który dał niewielu a skazał na nędze prawie całe społeczeństwo.

Przy tym nie ma trzeciej wizji – pokazującej jaką ta nasza Polska mogłaby być, nie udało się jeszcze dotychczas wykreować środowiska politycznego uznającego umiłowanie Ojczyzny nade wszystko w połączeniu z pragmatyzmem politycznym, historycznym, gospodarczym czy też nawet terytorialnym. Brakuje nam środowiska politycznego opowiadającego się za Polską taką jaką ona mogłaby być, gdybyśmy byli nieco bardziej uczciwi i pracowici.

Czy zatem Polska może być po prostu kontynuacją – bo emerytury i renty trzeba z czegoś wypłacać? Jedyną alternatywą dla kontynuacji ma być prawicowe oszołomienie symboliką narodową za czym nic nie idzie – nie idzie odrodzenie narodowe? Takie przelewanie z pustego w próżne? To naprawdę przerażające, ponieważ wraz z wyczerpaniem się klasowego paradygmatu lewicy socjalnej nie ma żadnej innej politycznej alternatywy dla naszego kraju, który ciągle jest zbyt wynędzniały, żeby dać bezpieczeństwo socjalne dla obywateli w wymiarze gwarantującym podtrzymanie egzystencji w wyniku utraty zdolności do zarobkowania. Paradygmat skrajnie prawicowy o narodowym zapatrywaniu – nie pasuje do rzeczywistości. Polakom po prostu nie wypada heilować! Młodzi ludzie muszą to zrozumieć, że dla pana Hitlera i jego kolegów – byliśmy (i w wielu przypadkach jesteśmy nadal) – podludźmi. Dlatego i tylko dlatego polski mariaż ze skrajną prawicą w wydaniu europejskim (czyli faszystowskim) nie ma najmniejszego sensu i jest wyrazem braku podstawowej wiedzy o faktach!

Co zatem pozostaje, w realiach, w których właśnie obserwujemy klęskę polityczną – wykrwawiającej się platformy politycznej w zamyśle bezideowo-liberalnej, która miała rządzić ponad podziałami i być wielkim zbiornikiem wszystkiego co jest ważne dla Polski i dla Polaków w Polsce. Wielka „big idea” porażającego błękitu szybko wzięła w łeb, stała się partią wodza i jego pretorianów, rozdawania synekur i na tym poprzestano. Teraz widzimy co im wyszło, a kraj nadal zaniedbany – nawet dodatkowo rozkopany!

To naprawdę wygląda nie wesoło, jednakże możemy się cieszyć, ponieważ podobny problem z poszukiwaniem formuł politycznych mają wszystkie kraje oparte na wolności. Przecież o nic innego jak o zachowanie równowagi pomiędzy wolnością jednostki a jednością organizacji zbiorowości w ramach państwa w tej zabawie dorosłych zwanej polityką chodzi!

Co dalej z Polską? Scenariusz jest jednorodny, nie ma znaczenia kto go będzie realizował. Swoje zobowiązania musimy spłacać, to wymusza taką a nie inną organizację gospodarki. Przemian nie da się zatrzymać lub cofnąć w czasie, one się dokonały i się dokonują – trwają. Jeżeli tylko nie pojawi się żadne zewnętrzne zagrożenie, w tym nie zostaniemy głupio sprowokowani – poprzez grę na emocjach, to nic się złego nie stanie, będziemy się rozwijać wolniej lub może nieco szybciej. Szału nie zrobimy – no bo czy słyszał ktoś coś o jakichś wybitnych polskich wynalazkach? Może Polacy otwierają jakąś fabrykę samochodów i mają zamiar zawojować świat?

Pożyjemy zobaczymy, jakoś tam będzie – na pewno swojsko, przaśnie, może czasami będzie bałagan i chaos, ale my tak lubimy, to jest Polska właśnie.

2 komentarze

  1. “Za kapitalizm nie siedziałbym ani ośmiu lat, ani nawet miesiąca w więzieniu-po prostu uważałbym, że nie warto”
    Karol Modzelewski

    “Wynieśliśmy was do władzy na własnych plecach.I co zrobiliście?
    -takie pytania mają prawo stawiać bezrobotni, pracownicy upadłych gospodarstw rolnych,kopalń, hut, fabryk, spora część emerytów, rodziny wielodzietne.
    Jacek Kuroń. Tekst zaczerpnięty z “Przeglądu” nr 35/2013

    • W debacie “Tygodnika Powszechnego” na 25-lecie “Solidarności” w 2005 roku – Wałęsa, Mazowiecki, Modzelewski – na pytanie redaktora Mucharskiego – prowadzącego debatę:

      – Karol Modzelewski był rzecznikiem prasowym Związku. Zaproponował Pan też nazwę “Solidarność” i wątpię, by myślał Pan wtedy o kapitalizmie…
      Modzelewski powiedział:
      “: – Ponieważ daję wiarę słowom Lecha Wałęsy, myślę, że był on rzeczywiście jedynym, który wtedy myślał o kapitalizmie. Ja na pewno nie – z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że za kapitalizm nie siedziałbym ani ośmiu lat, ani nawet miesiąca w więzieniu – po prostu uważałbym, że nie warto. Po drugie, nie sądziłem wtedy, żeby było to w ogóle możliwe – bo wydawało się, że niemożliwy jest rozpad Związku Radzieckiego. Znam tylko jednego człowieka, który twierdzi dziś, że przewidywał to od zawsze. Jest nim Leszek Moczulski – ale jest jedyny. Chyba nawet Gorbaczow nie przewidywał, że tak szybko rozpadnie mu się ZSRR.
      W 1980 r. rozumiałem intuicyjnie to, co dziś Lech Wałęsa wyraził przy pomocy tak celnej metafory – “Solidarność” była wprowadzeniem do mechanizmu PRL trybu, który pracował w przeciwną stronę. W gruncie rzeczy podpisanie Porozumień Gdańskich było wyrokiem śmierci wydanym na system przez podpisujących je ludzi partii. Dlaczego to zrobili? To dla historyków pasjonująca zagadka. Co nimi kierowało? Zapewne psychologia, ich biografie, może też przypadkowe czynniki. W każdym razie, gdy już się na to zdecydowali, to – jak wówczas myślałem – należało zrobić wszystko, żeby zarówno nie zniszczyć trybu, jak i pozwolić całemu mechanizmowi jakoś się obracać – bo przecież w nim żyliśmy.
      Nie ulega wątpliwości, że sama nasza obecność dezorganizowała nie tylko państwo, ale i zależną od jego stanu, bo na wskroś państwową, gospodarkę. Wszystkie nasze nadzieje pokładaliśmy w tym, że uda się doprowadzić do współżycia wielkiego masowego związku zawodowego i bardzo szerokiego zakresu swobód politycznych z systemem wykluczającym swobody polityczne i wolną organizację – szczególnie w środowisku robotniczym.
      Osobiście uważałem, że nie można ruchu rozmontować i osłabić, bo niechybnie doprowadzi to do konfrontacji. Gdy tylko tamta strona poczuje słabość, uderzy licząc na to, że uda się zniszczyć ruch bez pomocy ZSRR. Przyznaję, że bardzo bałem się interwencji radzieckiej.

      Czy jestem zadowolony ze zwycięstwa? Częściowo tak – jesteśmy wolni. Częściowo nie, bo w wielu dziedzinach mamy nierówność i zapaść społeczną. Tymczasem “Solidarność” obok ruchu wolnościowego oznaczała “wolność we wspólnocie”, wolność “kolektywistyczną” – to dziś brzydkie słowo, ale wtedy odbierało się je jako piękne. Po drugie, oznaczała równość – wystarczy przeczytać 21 Postulatów. Były to postulaty ludzi, którzy wzięli na serio deklarację równości i postanowili rozliczyć z niej władzę”.

      http://tygodnik2003-2007.onet.pl/1547,1244204,1,dzial.html

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.