Polityka

Co dalej z Jarosławem Gowinem?

 Jarosław Gowin przegrał wewnętrzne wybory w Platformie Obywatelskiej. Nikt, co prawda nie wie, po co Donaldowi Tuskowi było to potwierdzenie swojej pozycji w jego własnej partii, może chodziło właśnie o ujawnienie twarzy zdrajców? No, bo inaczej całego wysiłku nie można inaczej uzasadnić niż celowym działanie na wyrzucenie przeciwnika politycznego, a przynajmniej uśmiercenie go we własnym łonie.

Rzeczywiście prawdziwą wygraną Donalda Tuska jest ujawnienie zdrady politycznej Jarosława Gowina, teraz tylko czekać aż pan Gowin zakończy polityczny byt w PO. No i co potem? Co dalej? Polityczny niebyt i nicość? Gowin poszedł dalej niż Schetyna i nie można mu przebaczyć, ani jedynie go obserwować. Musi ponieść konsekwencje, musi mówiąc kolokwialnie – dostać po uszach. Nie ma innego wyjścia, bo polityka to nie jest miejsce gdzie pokazuje się dobroć serca lub litość. Zwycięzca, jeżeli chce być liderem musi przebić sztyletem pretendenta, zwłaszcza jeżeli nie ma autorytetu i o jego dystansie do przegranego decyduje pozycja startowa i układ. Tu nie ma i nie może być żadnej litości. Można powiedzieć inaczej – Donald Tusk okazałby się wyjątkowo słabym i jeszcze bardziej krótkowzrocznym politykiem, – jeżeli nie wykończyłby politycznie Jarosława Gowina kończąc jego dotychczasową karierę polityczną.

Z Janem Marią Rokitą nikt się nie patyczkował, po prostu odszedł z polityki i zamilkł! Czy ten los czeka Jarosława Gowina?

Wszystko zależy od tego gdzie spadnie, bo jeżeli zostanie przyjęty do szeregów prawicowej-prawicy, to będzie wiadomo, że całość od początku była wyreżyserowana i obliczona na zadania jak największych strat wizerunkowych obecnemu szefowi rządu. Jeżeli wyląduje na politycznej trawie i wszystko, co będzie mógł zrobić – to kandydować, jako niezależny na stanowisko Prezydenta Miasta Krakowa – to równa się otwarciu politycznej krypty.

Prawdopodobnie temu wyjątkowo zdolnemu politykowi najbardziej odpowiadałaby funkcja języczka u wagi. Tylko, będzie problem z dostaniem dobrego miejsca na liście partyjnej, chyba, że do Europarlamentu, jednakże chociaż jest to niezwykle intratne finansowo to jest to jednak boczny tor wobec samego jądra krajowej polityki.

Dlatego jest możliwe jeszcze jedno rozwiązanie, które się może zmaterializować, ale jeszcze nie zaistniało. Otóż, Jarosław Gowin może liczyć na rozpad Platformy Obywatelskiej przez ogólną inercję. Jest to możliwe, jeżeli zachowa się z boku, spokojnie i powoli budując swoją własną strukturą – ewentualnie jakąś szerszą koalicję ludzi, którzy wiedzą, że nie załapią się na listy, na których byli. Mądrze rozgrywając może przyśpieszyć erozje Platformy Obywatelskiej, przy okazji kreując się jako realna prawicowa alternatywa dla tych, którzy nie wierzą w mgłę helową pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku.

Jest jeszcze możliwy taki scenariusz, że ten człowiek po prostu chce mieć trochę spokoju, a pieniądze ma akurat nie z polityki, więc jest niezależny. Jednakże to nie rozwiązuje problemu listy wyborczej, czy też jej braku. W przypadku, gdy zdecydowałby się trzymać sprawę w tajemnicy i potem ogłosić start z listy Prawa i Sprawiedliwości, to w Krakowie mógłby nieźle namieszać w wyniku ogólnym, albowiem przyjęcie go na listę oznaczałoby zwiększenie potencjału i przesunięcie głosów w stronę PiS. Przy zapewnieniu równoległego poparcia ze strony lokalnego Kościoła Katolickiego, lokalny tryumf Prawa i Sprawiedliwości byłby bardzo prawdopodobny, ponieważ krakowska Platforma Obywatelska poza dosłownie dwoma lub trzema znacznymi nazwiskami – nie ma polityków z wizją, polotem a nawet znanych poza swoimi homogenicznymi środowiskami, nie mówiąc już o arenie krajowej. W zasadzie to Jarosław Gowin jest najbardziej rozpoznawalnym posłem z PO w Krakowie, no ale jak to tradycja premierostwa z Krakowa każe – w opozycji do władz centralnych swojej partii.

Póki co sytuacja jest taka, że Donald Tusk musi się politycznie rozliczyć ze swoim kontrkandydatem, który ośmielił się być pretendentem. Tenże, będzie musiał rozpocząć nowy rozdział w swoim politycznym bycie. Przy czym nie jest wcale powiedziane, że Jarosław Gowin, chociaż przegrał tą bitwę – nie wygra wojny. Tutaj był, bowiem jedynie harcownikiem, sam nie mógł wierzyć w zwycięstwo ono nie było jego celem. Swoje jednak osiągnął, wykreował się jako realna alternatywa i prawdziwa opozycja wobec Donalda Tuska. To już samo w sobie jest potężnym kapitałem politycznym, ponieważ formalnie stawia go w jednym szeregu z np. szefem największej partii opozycyjnej, za którym stoją całe legiony zwolenników i struktury gotowe na każde wezwanie.

One Comment

  1. 12-ty grzesznik

    Przewiduję, że Jarosław Gowin przejdzie do RP – partii swojego siostrzeńca, Łukasza Gibały. Oficjalnie w celu jej EWANGELIZACJI. Nieoficjalnie – żeby nadal wspierać PO, bo Palikot naprawdę jest w sojuszu z Tuskiem, o czym świadczą ISTOTNE głosowania. Po prostu tak się kiedyś umówili.
    A Janusz Palikot go przyjmie, bo to “poszerzy spectrum jego partii” o kolejne ciekawe indywidua.
    W ten sposób będzie dalej w I lidze polskiej polityki.
    Jego kapitał polityczny będzie rósł – jak bańka mydlana.
    Tak będzie do czasu krachu gospodarczego, który wszystkich aktualnych polityków wymiecie. Jeśli nie mają zagranicznych paszportów, jak kilku ministrów – to w kraju nie mają co szukać – bo zostaną wyciągnięci z każdej nory, w której się skryją.
    Z krajów Unii, z polskim obywatelstwem – będą ŚCIĄGNIĘCI poprzez UNIJNE NAKAZY ARESZTOWANIA, w celu wytłumaczenia się z niesłusznie pobieranych diet i pensji.
    No bo skoro doprowadzili kraj do zapaści gospodarczej (1500 PLN brutto będzie wspomnieniem!) – zasługują na surowe rozpatrzenie przez reaktywowaną SOLIDNOŚĆ, czy jak się ten związek kiedyś nazywał.
    Wprowadzi się zawieszone 21 postulatów z Gdańska i wszystkim już będzie dobrze.
    Amen!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.