Ekonomia

Co będzie dalej z Grecją i Unią Europejską?

 Obecny szczyt Unii Europejskiej, podzielony na całość i strefę Euro doprowadził do uzgodnienia stanowiska w sprawie konsekwencji, co do ratowania Grecji. Banki wierzyciele zgodziły się jednostronnie na „dobrowolne” anulowanie części długów tego państwa, ponieważ w obecnym poziomie nie mają oni możliwości finansowania swoich zobowiązań.

Państwo greckie nie upadło, pomimo kombinacji w przedstawianiu publicznych informacji statystycznych, słyszymy o planowaniu kolejnych elementów uzbrojenia dla armii. Ludzie w Atenach wychodzą na ulicę, wszystkim ograniczane są świadczenia to nie ma, co się dziwić, że rząd myśli o kupowaniu nowych czołgów, samolotów i okrętów. Niestety państwo greckie musi się liczyć z krytyką, albowiem przejadło pożyczki a obecnie żyje za pieniądze innych – mając w głębokim niepoważaniu bardzo łagodnie argumentowane pretensje i wezwania do reform i oszczędności. Być może jest to zwyczaj południowców, że „jakoś tam będzie”, ale tak się po prostu nie godzi. Grecy nie zasługują dłużej na tak wysoki poziom życia, jaki fundowała im Unia za pożyczane pieniądze. Nie jest to kwestia sposobu rozumienia solidarności europejskiej, bo komuś jest źle to trzeba mu pomóc. Albowiem granicą dla solidarności zawsze była, jest i powinna być przyzwoitość. Jeżeli ktoś na własne życzenie zepsuł sobie państwo i doprowadził się na skraj bankructwa, to niech ponosi konsekwencje. Wojny raczej nikt grekom nie wypowie, bo wówczas zadziałałoby NATO. Jednakże w istocie pomysł na sprzedanie kilku wysp nie jest zły, ze zrzeczeniem się suwerenności włącznie, albowiem niestety za długi i zobowiązania trzeba płacić a Grecja zachowuje się jak nieodpowiedzialne dziecko. Nie może oddać a chce dalej pożyczać.

Rozwiązanie alternatywne od przyjętego, czyli pełne bankructwo Grecji i wystąpienie ze strefy Euro a może i w konsekwencji w wyniku uniesienia się honorem z Unii Europejskiej – powinno być brane na serio nadal pod uwagę. Jest to najczystsze, najprostsze i najskuteczniejsze, wbrew wszystkim zaklinaniem polityków i ekonomistów najtańsze rozwiązanie. Po pierwsze konsekwencje poniesie ten, kto jest winien kłopotów – czyli państwo i społeczeństwo Grecji. Po drugie, faktyczne koszty poniosą ci, którzy im pożyczali (głównie Niemcy i Francuzi). Uniknie się całej nadętej pompy i straszenia społeczeństw Unii końcem czasów pokoju i dobrobytu, albowiem procesy makroekonomiczne zadziałają w sposób brutalnie skuteczny. Doprowadzą do upadku państwa greckiego w wymiarze wewnętrznej i zewnętrznej wypłacalności, pauperyzacji społeczeństwa, a w konsekwencji przemian społecznych i politycznych w tym kraju. Dopiero na bazie przemian, można mówić o reorganizacji funkcjonowania tego państwa, o zmianie oczekiwań mieszkańców i stopniowym odbudowywaniu pozycji majątkowej i prestiżowej. A że byłaby to długa droga, bo trzeba by najpierw przeżyć kryzys walutowy, a następnie ciężko pracować produkując np. usługi turystyczne lub cokolwiek, co się da sprzedać to już inna kwestia. Niestety nie ma darmowych obiadów i o tym zarówno grecy jak i grecka elita polityczno-finansowa powinni wiedzieć.

Rolą Unii w takim scenariuszu, mogłaby być rzeczywista pomoc stworzona, jako pakiet napędzający koniunkturę z elementami wsparcia socjalnego dla najuboższych oraz pośrednie wsparcie dla migracji zarobkowych. Dla nowej Grecji kraju bardzo konkurencyjnego z tanią waluta i tanią siłą roboczą z pewnością łatwo było by zabiegać o inwestycje, chociażby poprzez uczynienie ze swojego śródziemnomorskiego raju wspaniałych miejsc do odpoczynku dla zamożniejszej części Europy. Bogaci turyści masowo napływaliby do taniej Grecji na wakacje, kupując czas i usługi w tym pięknym i gościnnym kraju, zostawiając tam miliardy tak potrzebnych Euro. Naprawdę niewiele trzeba, żeby ten kraj będący turystycznym zagłębiem Europy zyskał silny motor gospodarczy. Wystarczy jedynie obniżyć ogólny poziom cen, przy Drachmie doba hotelowa stanieje, koszt usług i żywności się obniży, konsumenci zyskają usługi a grecy prace i zarobek. Jednakże tego trzeba chcieć.

Bez wprowadzenia faktycznych reform i uświadomienia sobie skali własnej porażki, Grecji grozi kolejna katastrofa, albowiem problem powróci i będzie dalej narastał. Kraj, który nie produkuje niczego, nie jest konkurencyjny, do którego nie opłaca się przyjeżdżać (w Hiszpanii też jest ładnie i dużo taniej) po prostu musi pogrążyć się w stagnacji.

Dla nas dodatkowe pieniądze dla Greków, mogą oznaczać tylko jedno – ograniczenie finansowania rozwoju z tytułu dotychczas realizowanych polityk unijnych. Niemiecka, Holenderska i inne kasy nie są bez dna. Ryzyko niewypłacalności najlepiej stojących krajów, będzie oznaczać prawdziwy upadek Unii a nie jakaś tam choroba małego kraju na peryferiach. Dlatego należy z uwagą przyglądać się wszelkim próbom reintegracyjnym najbogatszych państw Wspólnoty. Jako kraj biedny, na garnuszku, kooperujący, nadążny i peryferyjny, musimy zdać sobie sprawę ze swojego miejsca w szeregi, czego najlepszym dowodem jest kompromitująca bezsilność i niemożność przebiegu naszej prezydencji. Faktycznie pomysł, na przekazanie przewodnictwa Niemcom, był doskonały – przynajmniej zachowalibyśmy twarz, zyskali podziw i szacunek. Tak, to jesteśmy na własną prośbę zmarginalizowani i niebrani pod uwagę.

Musimy się przygotować na scenariusz, że najbogatsze kraje europy północno-zachodniej, kraje bałtyckie i Skandynawia mogą mieć przygotowany plan „Unii w Unii”, ale tym razem zupełnie na serio. Albowiem, jeżeli będą chcieli tak zrobić, to nikt im nie przeszkodzi. Niemcy, Francja, Austria, Czechy, Holandia, Dania, Irlandia, Belgia, Luksemburg, Litwa, Łotwa, Estonia, Szwecja, Finlandia oraz Słowacja to kraje, które prawdopodobnie mogą podpisać między sobą dodatkowe umowy gwarantujące np. swoje obligacje, i co wtedy? Kto kupi Polskie papiery? I Po jakich cenach? Kto będzie się z nami liczył? Skoro wnosimy do Unii jedynie roszczenia, siłę roboczą i rynek zbytu? Musimy mieć przygotowany plan A i B, umożliwiający nam łagodne wśliźnięcie się nawet, jako najbiedniejszy krewny do klubu super roztropnych i naprawdę bogatych. Pamiętajmy o tym, ze bogate kraje ze swojego bogactwa na pewno nie zrezygnują.

Obecny porządek w Europie, Unia, jaką znamy odchodzi w przeszłość. Wraz z negocjowaniem zmian w Traktacie, czeka nas walka o nowy układ sił. Cele już są wyznaczone, należy skończyć z fikcją 27 rybich głów lewiatana! Albo zdecydujemy się na polityczną konwergencję (czytaj zrzeczenie się zewnętrznej i ograniczenie wewnętrznej suwerenności), albo czeka nas status Ukrainy, czyli państwa z boku nadającego się do eksploatacji gospodarczej.

Jeżeli Grecy nie zapłacą za swoją beztroskę i błędy własnej elity (a to czy ją wymienią to ich sprawa), to „grecka choroba” rozleje się na inne kraje południowego podbrzusza Unii, powodując, że trzeba będzie finansować przywileje i emerytury kolejnych bogaczy. Niestety zasady są proste, nie masz to nie jesz. Masz to oszczędź.

Polska, musi pamiętać, że jej długi nie trak dawno także zostały w części anulowane, dzięki reformom, wyrzeczeniom, migracji i dużej społecznej cenie udało się nam dokonać najboleśniejszej części transformacji. Musimy także pamiętać, gdzie Leszek Miller podpisywał Traktat akcesyjny… Warto wykazać solidarność ze społeczeństwem greckim, ale w sposób polski, czyli rozsądnie i z korzyścią dla obu stron. Najprościej jest upowszechnić pobyty turystyczne, albowiem niczego bardziej niż dochodów nie potrzebują obecnie greccy przedsiębiorcy. Stąd ciekawy byłby pomysł na wprowadzenie mody na „greckie wakacje”, najlepiej przez polityków, żeby ludzie widzieli, że tam jest bezpiecznie, względnie tanio i przede wszystkim przyjaźnie. Równie ciekawym pomysłem, mógłby być program „Praca dla Greka”, mający na celu w istocie wyssanie z tego kraju najlepszych talentów, które zgodziłyby się pracować za nasze stawki (warszawskie są niezłe). Można też pomyśleć o stypendiach dla uczniów i studentów z Grecji, albowiem wyciągnięta w ten sposób dłoń zawsze już będzie procentować. Dlatego nie bądźmy bierni, kupujmy greckie produkty! Chociaż jest ich niewiele!

Z pewnością gospodarcza, polityczna i społeczna moda na Grecję to najbardziej skuteczny sposób na zakończenie naszej prezydencji mocnym akcentem. Poza tym, nic tak dobrze się naszemu rządowi nie udaje jak czcze obietnice i PR, w tym naprawdę jesteśmy b. dobrzy. A Grekom pomóc warto i po prostu trzeba. Jeżeli wsparcie PRowe dla Grecji to będzie jedyna rzecz wymierna i zapamiętana po naszej prezydencji to bardzo dobrze, bo w przeciwnym wypadku przejdziemy do historii, jako kraj, który nie podołał wyzwaniu a jedyny efekt jego działań to sześć słynnych strzałek.

2 komentarze

  1. W większości zgadzam się z autorem. Poza akapitem, w którym pisze “Albo zde­cy­du­jemy się na poli­tyczną kon­wer­gen­cję (czy­taj zrze­cze­nie się zewnętrz­nej i ogra­ni­cze­nie wewnętrz­nej suwe­ren­no­ści), albo czeka nas sta­tus Ukra­iny, czyli pań­stwa z boku nada­ją­cego się do eks­plo­ata­cji gospodarczej.” nie podając na potwierdzenie tych jednostronnych twierdzeń żadnych argumentów, ujawniając przy tym, że jest bezkrytycznym federalistą, centralistą, żeby nie powiedzieć gloibalistą, być może nieświadomym i w takim przypadku życzę otwartości umysłu.

  2. Z Grecją jest tak, że tam nikomu nie chce się już pracować. Przez te dwie dekady Unia wychowała w tym kraju (nie tylko zresztą w Grecji) pokolenie całkowicie stracone dla budowania wzrostu gospodarczego. Im się po prostu należy za to, że oddychają. Wątpliwe jest to aby pokolenie dzisiejszych grackich 30 latków było zdolne do odbudowy swojego kraju i pracy np.w branży hotelarskiej (to jest za ciężka praca dla Greka, w greckich hotelach w większości obsługą zajmują się cudzoziemcy w tym Polacy, którzy szybko opuszczą ten piękny kraj kiedy nie będą zarabiać obecnych kwot w Euro).
    Poza tym Grecja to pacjent skazany na śmierć także z innego powodu. Nawet nasze wakacyjne wizyty w tym kraju nie pomogą PKB tego kraju,. Pomimo tego, że my będziemy zostawiać tam pieniądze to niestety ani jedna Drachma nie popłynie w postaci podatków dla Greckiego rządu. Grecy po prostu nagminnie nie płaca podatków (tankowałem w Grecji i nigdy nie dostałem paragonu, nigdy nie otrzymałem rachunku w restauracji ani w hotelu).

    .

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.