Ciężko jest być premierem naszego kraju…

W dniu dzisiejszym w polskim Sejmie nastąpiło masowe opluwanie pana premiera Donalda Tuska. Chyba wszyscy posłowie mieli do niego mniejsze, większe lub olbrzymie pretensje. Dostało mu się bardzo mocno po linii osobistej za błąd jego syna, nieelegancko się wypowiedzieli pan Janusz Palikot i pan Andrzej Duda (był wręcz nie do poznania, albowiem to człowiek o wysokiej kulturze osobistej i nienagannych – wzorcowych manierach), a pan Grzegorz Napieralski uderzył poniżej pasa. Lider prawicowej opozycji, wielki protagonista pana Tuska w zasadzie powiedział prawdę, bardzo słusznie podnosząc sprawę wydania Polaków w ręce wielkich korporacji. Więcej wypowiedzi w zasadzie nie było, po co słuchać, albowiem to zwykłe plucie, mniejszymi lub większymi flegmami. Jednakże to wszystko to nic, albowiem sądząc po reakcji niewerbalnej chyba wszystkie poza wypowiedzią pana Palikota, spłynęły po jego eleganckim garniturze bez głębszej refleksji.

Faktem jest, że to premier odpowiada za ogólny stan państwa, a funkcjonowanie biznesu gdańskiego przez ponad 3 lata w majestacie prawa, przy wywieszaniu reklam wielkogabarytowych naprzeciwko okien Ministerstwa Finansów to totalny skandal i kompromitacja aparatu państwowego. Jednakże, prawda jest taka, że premier nie ma realnego wpływu na nikogo poza swoją bezpośrednią obsługą, albowiem wszędzie – nawet, jeżeli ich mianuje, to decydują ludzie. I to ludzie są nieracjonalni lub zachowują się nazwijmy to zastanawiająco, jak widać na tyle, że sprytny przedsiębiorca, uzbrojony zapewne w armię doskonałych prawników mógł przez lata robić sobie z ludzi “jajo”.

W praktyce nie da się wyeliminować takich przypadków z systemu nie totalitarnego, albowiem jedynie w państwie totalitarnym, tego typu przedsięwzięcia jak znany złoty biznes gdański nie miałyby szans poza światem służb specjalnych. No a nasz wspaniały kraj nie jest krajem totalitarnym, a służby, jakie mamy takie mamy i jak coś nie jest wpisane w ustawę w ich kompetencję to jak widać na przykładzie złotego biznesu gdańskiego się tym nie interesują I CHWAŁA IM ZA TO! Albowiem jest to rzeczywisty dowód na to, że żyjemy w wolnym kraju. Problem polega na tym, że rzeczywiście prawo pozwala na więcej tym, co mają więcej, albowiem aparat przymusu zajmuje się głównie nielegalnymi biznesami polegającymi na nielegalnej sprzedaży podrabianych oscypków przez nieprowadzące działalności gospodarczej staruszki, lub wyłapywaniem rowerzystów (oczywiście dla ich bezpieczeństwa).

Biorąc pod uwagę fakt, że z trybuny sejmowej dostało się nawet Paulinom z Częstochowy za rzekomą pracę sklepiku przyklasztornego w święta – powinniśmy się cieszyć, że sprawa złotego biznesu gdańskiego nie została powiązana tradycyjnie z mgłą smoleńską i kwestią wytrzymałości duraluminium lotniczego w radzieckim przemyśle lotniczym przełomu lat 70-tych i 80-tych. Słuchając naszych posłów można naprawdę się przerazić i zacząć zastanawiać, w jakim kraju my żyjemy? Albowiem, jeżeli to jest emanacja naszego narodu, wybrana w wolnych i demokratycznych wyborach – zgodnie z zasadą, że to najlepsi przedstawiciele środowisk lokalnego wpływu, to naprawdę nie można się dziwić, że w naszym kraju jest tak jak jest. W zasadzie powinniśmy się cieszyć, że ten kraj działa, albowiem słuchając niegramotnej tautologii, co u niektórych lub formułek wyuczonych z partyjnej formatki – naprawdę można się przerazić, gdyż nie wiadomo, czego tak naprawdę dotyczyła ta dyskusja. Czy jej celem było wyjaśnienie przyczyn rozkładu państwowych instytucji? Czy może chodziło po prostu o ukrzyżowanie premiera Tuska?

Można zapytać a co z troską o państwo? Czy posłowie i posłanki nie umieją już dzisiaj zadawać pytań? Na tym skandalicznym tle doskonale się wykazał chyba tylko jeden poseł – pan dr Munyama Killion (nauczyciel akademicki z dziedziny ekonomii) z Platformy Obywatelskiej uratował honor Sejmu pytając się o promocję obrotu bezgotówkowego, co jego zdaniem – bardzo słusznie, miałoby się przyczynić do zmniejszenia skali szarej strefy w kraju. Naprawdę można wymagać od innych zbliżonego poziomu, a przynajmniej nie wylewania tyle jadu, albowiem krytyka krytyką, ale agresja nie jest potrzebna, ponieważ w istocie wszyscy posłowie grają do jednej bramki, która się nazywa Rzeczpospolita.

Szczególnie negatywnie na tym tle wypada negatywne nastawienie opozycji, która jeżeli nie nazwie każdego dnia premiera winnym wszelkiego zła w tym kraju to chyba nie mogłaby tego dnia przetrwać. To się nazywa w technikach wpływu społecznego strategią „małych kroczków” lub „podsrywania”. Naprawdę kłamstwo, a nawet dowolna głupota stale, regularnie powtarzana i wtłaczana do obrotu publicznego przez media zaczyna żyć własnym życiem i staje się prawdą, przynajmniej dla tych, którzy nie mają czasu na własną percepcję lub nie są do niej zdolni. A jakie jest w Polsce rozumienie tekstów pisanych, mówionych, jakie jest czytelnictwo, to szkoda w ogóle pisać. Dlatego musimy uważać, a przede wszystkim władza musi uważać na manipulację społeczeństwem przez niekoniecznie zdrowych psychicznie i niekoniecznie działających w interesie narodowym aktorów na naszej scenie politycznej.

Jedna myśl na temat “Ciężko jest być premierem naszego kraju…

  • 31 sierpnia 2012 o 15:14
    Permalink

    … a czy nie byłoby pożytecznym zmniejszenie liczby posłów do powiedzmy 100 – może wtedy trudniej byłoby się tam dostać takim troglodytom jak Napieralski, Balt i legion podobnych…?
    Nie jest to najistotniejsze remedium na problemy trapiące instytucje państwa, ale można by zaoszczędzić nieco publicznej kasy i czasu…

    Piąteczka za przypomnienie wagi strategii manipulacji masą, owej strategii “podsrywania”, jedynej broni nikczemników z prawa i lewa, mieniących się “prawdziwymi” patriotami, a w istocie mających tzw. interes narodowy w odbycie – oni tylko władzy pożądają, a może nawet już i nie – trzeba jednak coś robić – im wystarczy dolce vita czerpiące z finansowego wsparcia partii przez państwo i taplanie się w płynnych odpadach z tego “podsrywania”…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.