Paradygmat rozwoju

Cięcia na administracji to nie są ani reformy, ani oszczędności to likwidacja państwa!

 Prezentowane przez niektórych samorządowców wizje cięć na administracji samorządowej, przeważnie w małych i niewielkich miastach to nie są ani reformy, ani oszczędności. To w istocie likwidacja państwa, ponieważ trzeba się dobrze orientować w funkcjonowaniu administracji, żeby cokolwiek obciąć na zasadzie małpy z brzytwą.

Pierwszym mitem jaki trzeba obalić odnośnie polskiej administracji samorządowej jest to, że „siedzą nic nie robią a dużo zarabiają”, jeżeli coś z tych rzeczy jest prawdziwe, to rzeczywiście to, że urzędnicy siedzą w pracy – co przeważnie po kilku latach jest źródłem problemów z kręgosłupem i układem krwionośnym kończyn dolnych (zwłaszcza u kobiet). Jednakże taka jest specyfika pracy, każda czynność ma swoje procedury, jest opisana, wymaga raportowania, odnotowania – wszystko w zasadzie robi się elektronicznie, poza tym każdy rozsądny urzędnik robi sobie ze wszystkiego kopie – jeżeli zapyta się go o coś przełożony, łatwo kilkoma kliknięciami myszki może przekazać szefowi pocztą elektroniczną stan sprawy wraz z dokumentami. Czy urzędnicy nic nie robią, to trudno powiedzieć – z pewnością są w urzędach osoby, które być może nie wyrabiają norm stachanowców, jednakże należy zadać sobie pytanie – czy praca w urzędzie ma być udręką fizyczną? W wielu przypadkach tak jest, zwłaszcza tam gdzie mamy do czynienia z obiegiem z dokumentami, archiwami itd. Natomiast co do zarobków urzędników, no cóż tutaj można powiedzieć bardzo wiele złego na temat naszego państwa, albowiem do średniej krajowej jest im BARDZO DALEKO z wyjątkiem oczywiście wyjątków, ponieważ żaden szanujący się radca prawny lub geodeta nie przyjdzie pracować do urzędu gminy za 1200 zł netto, chyba że nie ma innego wyjścia.

Drugim mitem jest stabilność i stabilizacja pracy – czegoś takiego nie ma, to nie występuje. Każdy urzędnik w Polsce musi się liczyć z tym, że przełożony wpadnie na kolejny genialny pomysł pod hasłem reorganizacja – w czego efekcie, w pokoju w którym wcześniej u sąsiadów siedziały trzy osoby i było im ciasno, po reorganizacji będzie pięć biurek i jeszcze się szaf dołoży! Niestety w urzędach nie ma z istoty ich natury zmian na lepsze – zmiany są, ale na gorsze, co kładzie całość systemu, ponieważ opiera się on na słabo wynagradzanych ludziach, którzy się boją zwolnienia z pracy, bo zawsze mogą wstawić jedno biurko mniej…

Tych mitów jest o wiele więcej można ich sporo jeszcze obalić, ruszenie mechanizmów, które działają – nie gwarantuje, że będą działać w przyszłości – ponieważ jeżeli tą samą pracę ma wykonywać przykładowo o połowa kadry mniej, to powstaje pytanie – co takiego jest z pracodawcą, że dopiero teraz to dostrzegł? Poza przypadkami czystego mobbingu, rzadko pracodawcy mają w takich przypadkach rację, albowiem każda czynność urzędowa jest żmudna, nudna, przewlekła i może się przedłużyć z całego szeregu innych powodów i problemów, które od urzędnika nie zależą, a musi wziąć, otworzyć teczkę, poświęcić czas, zadzwonić – zająć się sprawą. W wielu przypadkach administracji świadczącej – ludzie biorą dokumentację do domów, ponieważ nie mają czasu wypełniać kart czy statystyk w domach.

Jeżeli gdzieś zdarzają się przerosty kadrowe, to najczęściej jest to wynik celowych zabiegów kadrowych związanych z utrzymaniem funkcjonalności zespołów w związku z faktem ciąż pracowniczych i urlopów macierzyńskich, które rozkładają każdy zespół ludzki. Jeżeli gdzieś pracuje 5 kobiet, a dwie są na urlopach macierzyńskich – to pozostałe trzy mają przeważnie ich pracę do podziału. Wzmocnienia praktykantami lub pracownikami czasowymi pomagają jedynie jako środki zaradcze, ponieważ taki pracownik nigdy nie poprowadzi dokumentacji w taki sposób, żeby nie trzeba było po nim sprawdzać. A jak wiadomo sprawdzanie to dodatkowy czas.

Od ludzi zarabiających 1400 zł na rękę netto, bez samochodu służbowego, komórki i innych niezwykle modnych gadżetów jak np. pakiet medyczny w prywatnej przychodni – nie można wymagać cudów. Stąd, też kadry w administracji samorządowej nie zachwycają, w tym znaczeniu, że mamy do czynienia raczej z przeciętną ogólnopolską. Urzędy są odbiciem naszego społeczeństwa, a to że całość jeszcze funkcjonuje to wynik starań tych wspaniałych ludzi.

Oczywiście można je reformować poprzez wyciskanie jak cytrynę, na zasadzie dokładania kolejnych obowiązków, ale trzeba pamiętać, że to na sprawności działania systemu obsługiwanego przez tych ludzi opiera się władza. Przykręcanie śruby nie ma uzasadnienia wynikającego z troski o system w długim okresie czasu. O wiele lepiej w urzędach sprawdzają się ewolucje niż rewolucje, ponieważ rewolucja może spowodować, że ludzie przestaną liczyć już na cokolwiek i sparaliżują system. Trzeba się liczyć z tym, że administracja nie działa w warunkach naciśnięcia guzika i uzyskania efektu, a za procedury nie odpowiadają urzędnicy – oni je jedynie MUSZĄ STOSOWAĆ, inaczej grozi im odpowiedzialność służbowa, finansowa lub nawet karna. Po co w takim układzie ryzykować i działać poza systemem? Przecież tego nikt nie oczekuje? Takich przykładów nie brakuje, a o administracji samorządowej można powiedzieć tylko tyle, że przeciętnie jest o wiele bardziej sprawna od jakiejkolwiek innej administracji w naszym kraju.

2 komentarze

  1. Autor jak się domyślam pochodzi z dużego miasta i przedstawia swój punkt widzenia. Natomiast samorząd gminy wiejskiej i małomiasteczkowej to potęga i swoje możliwości zna (nie dotyczy wszystkich gmin, jak rodzynek zdarzają się wyjątki). Samorządy to miejsce pracy krewnych i znajomych królika, czy dobrze płatne? to zależy od tego jak się jest bliskim krewnym lub znajomym. Swego czasu czytałam zwierzenia w internecie wójta/burmistrza (nie pamiętam), który dostawszy się do samorządu chciał działać zgodnie z prawem, niestety przegrał, zasiedziałe od lat struktury samorządowo/biznesowe “zjadły go”.

  2. Pozwolisz krakauerze ,że sie z tobą nie zgodzę. Najpierw tworzono latami cały system biurokratyczny :rozporządzenia ,ustawy, okólniki i inne “bardzo ważne” przepisy opatrzone wielką ilością załżczników i rozporządzeń do rozporzązeń , żeby mozna było tworzyć całą armię “niepotrzebnych”etatów , które można obsadzać znajomymi i dalszą rodziną. Po to ten system powstał, szczególnie po przejęciu władzy przez postsolidaruchów nastąpił znaczny wzrost liczby urzędników.
    To oni sami tworzą system ,który powoduje konieczność zatrudniania co raz to nowych i nowych urzędasów. Nie widac tego ,niestety , w administracji państwowej w krajach tzw. zachodnich gdzie urzędy są dla obywatela , a nie jak u nas obywatel jest dla urzędu.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.