Ciąża to nie choroba a bycie matką to nie jest zesłanie!

Ciąża to nie choroba a bycie matką to nie jest zesłanie! Jak również można powiedzieć, że ciąża to nie jest nic wyróżniającego czy też bycie matką nie jest nadzwyczajnym powodem do wyróżniania. Nie róbmy z naturalnego procesu macierzyństwa, do którego organizmy kobiet są stworzone jakiegoś mitycznego, wręcz fenomenalnego wydarzenia, które przewraca całe życie i czyni je niemożliwym.

Jeżeli bowiem w tej chwili w naszym kraju jest naprawdę tak źle, że nie rodzą się dzieci z powodów ekonomicznych, a opieka nam nimi i wychowanie to finansowe wyzwanie przekraczające możliwości przeciętnej rodziny – to trzeba zacząć zadawać pytania ogólne i generalne.

Mechanizm musiał się gdzieś popsuć, przecież kobiety rodziły dzieci bez względu na aktualnie panującą ideologię! To się zawsze działo ponieważ popęd seksualny w człowieku był czymś dominującym, a polujących czy też pracujących mężczyzn było stać na utrzymanie kobiet i potomstwa.

Wszystko funkcjonowało doskonale do momentu aż na wirażach historii pojawiły się genderowe feministki, które wmówiły kobietom, że same powinny chodzić na polowania (do pracy) a dziecko – to jakoś tak samo, to bardziej problem: państwa, partnera, partnerki, samego dziecka, o już podrosło i jak dobrze że myśli o korekcie płci!

Dzisiaj kobiety płacą za tą ułudę olbrzymią cenę, albowiem jak kiedyś – były paniami i decydowały o życiu swoich rodzin, w praktyce kontrolując mężów i ich pieniądze, tak dzisiaj są jedynie w najlepszym wypadku partnerkami – kumpelkami, które mają całą masę obowiązków związanych z wychowaniem (nie mówiąc już o urodzeniu – to jak wiadomo dzieje się samo) dziecka! Mężczyzna, czy też może bardziej tu pasuje określenie – facet – po prostu sobie odchodzi jak jego wizja partnerstwa rozchodzi się z jej wizją partnerstwa. I co współczesna kobieta może mu zrobić? Podać o alimenty? Izolować od dziecka? A potem się samotnie starzeć lub tracić do siebie samej szacunek na portalach randkowych – stale odpisując na ogłoszenia poszukujących wrażeń małolatów lub oferujących stabilizację geriatryków? Do tego właśnie doprowadził współczesny feminizm i jego najbardziej przeklęte wynaturzenie jakim jest determinizm płciowy w ujęciu gender.

Co będzie dalej? Matki oddające dzieci po porodzie do domów dziecka – jako standard? No przecież kobiety chcą się realizować, mają kariery przed sobą! Dlaczego mają być niesymetrycznie obciążane? Przecież lepsze to niż kilkaset złotych alimentów, które łaskawie przysyła lub nie – pan ojciec biologiczny! Dziecko do domu wychowawczego – stwórzmy nowe pokolenie, nie znające świata poza grami wideo, seksem ze starszymi kolegami w toalecie i przemocy w każdym obliczu i na każdym kroku. Do tego właśnie prowadzi nas kryzys macierzyństwa wynikający z porzucania tradycyjnych funkcji przez kobiety.

Nasze panie wybrały swoją upragnioną wolność i prawo do samorealizacji kierując się totalnie snobistycznymi i minimalistycznymi przesłankami. Przecież w imię feminizmu i genderyzmu – zastąpiły piękne „my” swoim prymitywnym „ja”, no bo to one są najważniejsze i ich wysublimowane potrzeby w postaci dziwnej lub przedziwnej do kwadratu. Zapominają o swojej biologicznej misji próbując oszukać instynkty i uczucia przelewając to co jeszcze z nich zostało na czworonogi lub dzieci „u rodziny” zamiast stawić czoła rzeczywistości i samemu się spełnić.

Czasopisma kobiece i generalnie mainstreamowy przekaz adresowany do kobiet w imię marketingu i wmawiania im potrzeb, które nie tylko są pozorne ale najczęściej im po prostu szkodzą – doprowadziły do tego, że współczesna polska kobieta bardziej się boi o pracę i o to jak wygląda niż to kiedy będzie miała dziecko i z kim! Nic się nie liczy, nie liczy się rodzina, nie liczy się mąż, nie liczą się rodzice, w ostateczności nie liczy się to upragnione lub nie – dziecko! Liczy się osobiste spełnienie, któremu wszystko w tym właśnie dziecko ma być podporządkowane.

Niestety żyjemy w takich czasach, że nie da się uporządkować i ustawić życia jak w zegarku, a ponieważ ze względu na głupotę kobiet związaną z omamieniem feminizmem i zadżumieniem genderyzmem – mężczyźni przewartościowali priorytety i zmienili strategie życiowe to jest jak jest – stare panny (z wyboru) nazywa się singielkami! Nowomowa zastępuje poczucie bliskości, zajęcia z Jogi w grupie – więzi rodzinne, a płatny masaż (wykonywany najczęściej przez homoseksualnych mężczyzn – bo taka moda) – zbliżenie płciowe, nie wspominając już o elektro gadżetach.

Wmawiajmy więc dalej za pomocą agresywnych ideologii kobietom, że ciąża to taka okresowa choroba a bycie matką to jest zesłanie i około 23 lat stracone w życiorysie. Na pewno jako społeczeństwo, Naród i państwo odniesiemy sukces. Nie ma państwa – nie ma wspólnoty bez zadowolonych i szczęśliwych z życia kobiet.

2 thoughts on “Ciąża to nie choroba a bycie matką to nie jest zesłanie!

  • 9 sierpnia 2013 o 15:28
    Permalink

    Autor doskonale rozprawia się z ideologią GENDER.
    Po prostu trzeba chodzić po ziemi. Tej ZIEMI …

    Odpowiedz
  • 9 sierpnia 2013 o 16:28
    Permalink

    Totalne uproszczenie tematu.
    Proszę Pana, kobiety nie gęsi i swój rozum mają. To nie ruchy feministyczne, to nie nachalna reklama wykreowała te ZŁE kobiety. Czysty popęd do tworzenia rodziny wystarcza zwierzętom, kobiety chciały by rodzić dzieci opiekuńczym i zaradnym mężczyznom z miłością w tle… i w tym problem ! Feministki powstały jako reakcja na jakość mężczyzn. Kiedyś podział obowiązków brał się z potrzeby przetrwania, teraz panowie chętnie by go wcisnęli w święte księgi – żeby nie podlegał dyskusji… Odpowiedzialna kobieta chcąca wychować zdrowe dzieci musi pracować bo przy tak wysokiej “fanaberyjności” mężczyzn, nikt jej nie gwarantuje stabilności rodziny…
    Patrząc na temat globalnie, nie ma czego żałować – krzywa przyrostu ludności jest już prawie pionowa i możemy te “degeneracje” jednostek położyć na karb ewolucji, choć… ci bez winy mogą rzucać kamienie 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.