Społeczeństwo

Ciągle jesteśmy biedni i to determinuje możliwości naszego państwa

 Musimy pamiętać, że ciągle jesteśmy biedni jako społeczeństwo. Zamożność Polaków nie idzie w parze z bajkami o rozwoju, zielonej wyspie, złotym wieku i w ogóle okresie prosperity, jakimi karmiła nas rządząca koalicja. Nie da się zaprzeczyć, że państwo jest generalnie stabilne i nawet w warunkach wrogiej człowiekowi części administracji (zwłaszcza skarbowej), jest możliwe egzystowanie w naszym kraju, jak ktoś za bardzo się nie wychyla. To znaczy nie zajmuje się za bardzo działalnością publiczną, w biznesie także nie stara się wybić ponad przeciętną. Jako „szaraczek”, mamy bliską idealnej pewność że nawet prowadząc mały handelek na popularnym portalu aukcyjnym nikt się nami nie zainteresuje, ponieważ tutaj jest tak jak jest.

Równolegle jednak do rozwoju naszej nadwiślańskiej cywilizacji rosną nasze apetyty, w szczególności podróże zagraniczne kształcą i jak ktoś był poza granicami kraju, zwłaszcza na zachodzie i nie tylko zobaczył, ale jeszcze zrozumiał na czym polega różnica pomiędzy Polską a Zachodem, ten ma w głowie nie tylko znaki zapytania, ale przede wszystkim silną postawę roszczeniową.

Ta rozchodzi się z możliwościami państwa, w którym „to jakoś tam będzie”, jest nadal główną wykładnią rzeczywistości. Niestety to boli i to powoduje, że niezadowolenie społeczne wynikające z oczekiwań, przelewa się na ocenę państwa w ogóle. To bardzo ważne, żeby spróbować zrozumieć mechanizm zniechęcenia, ponieważ jest on fundamentem wykładni wszelkiej zmiany politycznej w naszym kraju. Ludzie zniechęceni różnymi sprawami szczegółowymi w swoim życiu codziennym, przenoszą swoje emocje na generalne postrzeganie państwa, jego administracji i klasy politycznej. Uwaga nikt nie mówi, że nie powinni tak robić, tylko trzeba z tego nie będącego przecież sekretem mechanizmu zacząć wyciągać wnioski inne niż PR-owe, które głównie była w stanie wyciągać obecna koalicja rządząca. Tu chodzi o coś więcej, mianowicie o przeprowadzenie zmian, tam gdzie nie tylko ludzie mówią, że coś jest „jakoś tam”, ale powszechnie wiadomo że dzieje się źle, albo nie dzieje się wcale.

Krytyk systemu może zawsze powiedzieć, że duże środki w naszym kraju są marnotrawione przez w przeważającej większości nieudolną, mizerną i po prostu szkodliwą klasę polityczną, ale trzeba pamiętać, że politycy są emanacją naszego społeczeństwa. Niestety, chociaż w sposób ułomny i sterowany, to jednak my wybieramy tych ludzi do władzy. Niestety, potem przeważnie ponosimy skutki, jednakże w jednym trzeba oddać naszej elicie rządzącej słuszność – mogłaby być gorsza i jeszcze bardziej destrukcyjna. Gdyby jednak umiała lepiej gospodarować naszymi szczupłymi zasobami, to byłoby o wiele lepiej.

Przede wszystkim jednak w interesie nas wszystkich jest zejście na ziemię w retoryce politycznej, to na pewno pozwoliłoby w jakiejś mierze na stabilizację oczekiwań społeczeństwa, co do zmian i ich spodziewanych pozytywnych rezultatów. Nie można śnić o potędze i przyczyniać się do zmian geopolitycznych u sąsiada, jeżeli nie potrafi się wybudować zwykłego gazoportu, a o tysiącach miejsc pracy w kraju, decyduje zagraniczny pracodawca. Podobnie nie powinno się szastać pieniędzmi na trudne do wyjaśnienia społeczeństwu przedsięwzięcia, podczas gdy ludzie po prostu są biedni i nie rozumieją, jak to jest możliwe że ich państwo np. deklaruje chęć przyjmowania uchodźców, czy też funduje hojne stypendia dla młodzieży ukraińskiej studiującej na krajowych uczelniach, podczas gdy wielu Polaków ma 700 i kilkadziesiąt złotych emerytury lub renty!

Ponieważ jesteśmy biedni, to powinniśmy zachowywać się jako państwo biedne, umiejętnie wyznaczać cele i rozsądnie gospodarować posiadanymi zasobami. Przede wszystkim mając na celu ograniczenie zjawiska biedy, które nadal dotyka znacznej części naszego społeczeństwa.

To musi być cel strategiczny a zarazem główny kierunek myślenia elit, które właśnie przez to że są syte i zadowolone odkleiły się od społeczeństwa, ze stratą dla wszystkich. Tymczasem przecież los jest wspólny, wszyscy jesteśmy współzależni, nasz statek ma jeden kadłub. Trzeba o tym pamiętać, nie można kierować się emocjami lub fikcyjną projekcją przyszłych stanów pożądanych. To droga do zguby.

3 komentarze

  1. Dziwię się Polkom i Polakom nie mających jeszcze 35 lat, że nie wyjeżdżają.

  2. Bardzo dobry takst. Bravo dla autora. Czekam na dalsze

  3. Ja się nie zgodzę, chyba że użyjemy przenośni. Nie jesteśmy biedni, jesteśmy ubodzy w wiedzę. I to jest przyczyna takiego a nie innego myślenia. Wiara w edukację rozumianą jako ukończenie z określonymi notami szkół to nie uzyskanie wiedzy. Wiedza to coś co mamy zapisane w pamięci i czego potrafimy użyć na codzień. Na czym opieramy swoje decyzje i rozważania. Tak w tym jesteśmy biedni. Jak w znanym powedzeniu: “czemuś biedny – boś głupi, czemuś głupi – boś biedny”. Taka uproszczna wersja dylematu “mieć czy być”. Wiedza to coś czego nie można kupić czy ukraść. Na swoją wiedzę należy zapracować samemu. I może stąd to narodowe wręcz przekonanie o byciu biednym.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.