Wojskowość

Chowamy na lawecie „ruskiej” armaty ciągniętej przez „jankeską” terenówkę

 Wydarzenia tak ważne jak pogrzeb państwowy są niesłychanie symptomatyczne, pokazują w jednym miejscu i w jednym momencie – ciąg spraw, które wynikają z ogólnej efektywności i ogólnego stanu spraw całej wspólnoty. Takimi wydarzeniami są pogrzeby państwowe, które w wymiarze organizacyjnym – uzewnętrzniają naszą generalną nędzę i bylejakość. Odsłaniając przed wprawnym okiem, potrafiącym ocenić szczegóły ceremoniału państwowego – z czym tak naprawdę mamy do czynienia.

Obserwując dwa ostatnie najważniejsze pogrzeby państwowe – tragicznie zmarłego Lecha Kaczyńskiego – Prezydenta RP wraz z małżonką oraz premiera pierwszego nie komunistycznego rządu Polski – z początków transformacji Tadeusza Mazowieckiego można się przerazić.

Wojsko zabezpieczające obie uroczystości użyło do ich przeprowadzenia zagranicznych typów sprzętu wojskowego, który nie tylko nie licuje z dumą niepodległego państwa, ale jest ideologicznie sprzeczny, a łączenie go w zestaw – samochód terenowy plus laweta z armatą, na której kładzie się trumnę – to sprawdzian mimo wszystko operacyjnej zdolności państwa.

My niestety jesteśmy krajem, który konsekwentnie od lat używa w tym celu armat produkowanych w ZSRR lub na radzieckiej jeszcze licencji w PRL oraz importowanego z USA samochodu terenowego. Nie będziemy tutaj omawiać typów tego sprzętu, ponieważ właśnie o to chodzi w takich uroczystościach, żeby używać – jeżeli to możliwe sprzętu produkcji krajowej, a to niestety jak widać u nas nie jest możliwe.

Nie jest to możliwe, ponieważ nasz kraj nawet jeżeli produkuje (czy też raczej montuje) samochody terenowe dla wojska, to nie ma możliwości, żeby ich użyć do takiej uroczystości, ponieważ wykorzystywane jest to czym dana jednostka przewidziana do obsługi wydarzenia dysponuje. A polskiego sprzętu w nich jest mniej więcej tyle co kot napłakał – natomiast drogiego importowanego, którego obsługa bardzo wiele kosztuje – jest już chyba naddatkowo. Problem z armatą ma już bardziej wymiar symboliczny, pokazuje mizerność krajowej artylerii, gdzie co prawda armaty ciągnione nadal się produkuje, jednakże nie są one priorytetem naszych zakupów.

Dlatego chowamy w pogrzebach państwowych naszych przywódców – pokazując całemu światu, że nie tylko nie mamy zdolności organizacyjnych i produkcyjnych, ale umiejętnie łączymy wschód z zachodem – w sposób w jaki jesteśmy w stanie, podczepiając wschodnią armatę do zachodniego ciągnika – korzystając z tego co mamy pod ręką.

Oczywiście nie chodzi tutaj o to, żebyśmy kupili specjalną armatę z lawetą do chowania w sposób godny, jednakże widok samochodu terenowego żandarmerii z wieżyczką do zamontowania karabinu maszynowego, ciągnącego radziecką armatę z trumną polskiego przywódcy, który dokonał przełomu politycznego, to chyba jakiś chichot historii? Czy też jedynie zwykłe polskie „jakoś tam będzie”?

Po prostu jeżeli decydujemy się na pogrzeby państwowe, czyńmy je z honorami w sposób prezentujący stosunek nas do nas samych w sposób nie budzący żadnych wątpliwości. Wbrew pozorom właśnie jest to bardzo ważne, ponieważ w ten sposób oddziałując na zbiorowe wspomnienia kształtujemy swoją tożsamość.

Proszę popatrzeć w kalendarz i się zastanowić, czy kolejni „wielcy” Polacy chcieliby być chowani na „ruskiej” armacie ciągnionej przez importowany amerykański samochód? Na szczęście dominująca większość społeczeństwa nie ma pojęcia o tym, że mieli do czynienia z przysłowiową „ruską” lawetą. Jednakże, to że ktoś nie wie, że nie wie – to nie oznacza, że mamy się na to godzić. Zwłaszcza, że wydano swego czasu dość duże pieniądze na broń historyczną służącą do salutów honorowych. Więc da się, co więcej pieniądze wydano – ale nie przewidziano możliwych zastosowań.

Ot, taka błaga sprawa jakich wiele w naszym kraju, ale to one tworzą naszą rzeczywistość.

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

5 komentarzy

  1. Zgadzam się z autorem.
    Gdyby jeszcze ten zagraniczny sprzęt był zdobyty w walkach – to jeszcze pół biedy.
    Do tego jeszcze chwalenie się starym czołgiem Renault sprowadzonym z Afganistanu i to w dniu święta narodowego 11 listopada!
    Żenada!
    Żenada do sześcianu, bo ten czołg był sowiecką zdobyczą wojenną z 1920 roku na Polakach i potem darowany Emirowi Afganistanu.
    To tylko dowód naszego upokorzenia oraz potwierdzenie faktu, że rządzący nami historycy Komorowski, Tusk, Borusewicz, Sienkiewicz, itd) – nie opanowali dobrze warsztatu historyka.
    Nawet na historii się nie znają, mimo że przesycili polityką historyczną całą naszą rzeczywistość, z IPN na czele.
    Żenada!

    • Do cierpliwego.Propaganda , z zaprzeczeniem logiki,stworzyła mit o tzw.polskim czołgu rzekomo zdobytym przez Rosjan pod Dyneburgiem . Powtarzam raz jeszcze to jest kosmiczny mit.Armia Hallera ,owszem , przywiozła ze sobą 120 czołgów FT-17,ale były to czołgi pierwszej serii produkcyjnej z drewnianymi kołami napędowymi. To te duże koła z przodu pojazdu.Proszę sprawdzić na zdjęciach z czego są przednie koła napędowe w tym ,”rzekomo polskim” czołgu. Rosjanie zdobyli czołgi FT-17 na Francuzach w wojnie domowej pod Odessą ,nie jest ważne to czy Francuzi stracili je w walce czy po prostu pozostawili>Dla nas najważniejsze jest to że czołgi te zostały poddane remontowi w Zakładach Putiłowskich .Wg zachowanych w Rosji dokumentów czołgi te pochodziły z drugiej i trzeciej serii produkcyjnej i miały metalowe koła napędowe. I to jest właśnie jeden z tych czołgów.Pisałem do różnych czasopism z wyjaśnieniami,pisali o tym i inni miłośnicy broni pancernej ,ale nasze uwagi jak widać pozostały bez echa.Nadal jest to czołg polski .Pozdawiam.

  2. tak na marginesie .Rosyjska artyleria zawsze stała na wyokim poziomie już od czasów napoleońskich .Nic do naszych czasów się nie zmieniło, tak że narzekać na rosyjską a właściwie post radziecką lawetę nie ma sensu tym bardziej ,że wyprodukowana została na licencji w kraju.Bardziej zastanawiający jest ciągnik tej lawety czyli Hummer , dostarczony nam za ciężkie pieniądze i nadający się tylko do udziału w takich uroczystościach,bo przed wyjazdem na pole bitwy musi przejść proces uzbrajania w pancerz.Oczywiście w naszych polskich zakładach i za nasze pieniądze ,pewnie też niemałe.

  3. Zarówno artykuł jak i wpisy internautów przeczytałam z zaciekawieniem choć wojsko, broń, wojna są zupełnie sprzeczne z moją naturą. Aby ocieplić wizerunek panów od tych spraw napiszę: mężczyźni idą na polowanie a kobiety zostają w domu.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.